Uncja srebra po 30$ pod choinkę

główny analityk Bankier.pl
W ciągu ostatnich trzech miesięcy o srebrze powiedziano już wszystko. Biały metal zaskoczył niejednego analityka, drożejąc w tym czasie o 50% i przebijając wszystkie inne aktywa finansowe. Pozycje dużych graczy sugerują, że jeszcze przed końcem roku możemy zobaczyć cenę 30 dolarów za uncję.

Źródło: Bankier.pl

Kto pod koniec sierpnia kupował srebrne sztabki po niespełna 18 dolarów za uncję może sobie pogratulować świetnego timingu. Od tego czasu srebro poszło w górę o 51,8%, po drodze notując najwyższą cenę od marca 1980 roku – czyli 29,33 dolarów za uncję. Tak dynamiczne wzrosty w połączeniu z rosnącą „medialnością” waloru mogły zaniepokoić doświadczonych inwestorów, co w drugiej połowie listopada zaowocowało ostrą (-15%), ale bardzo krótką (tylko trzy dni!) korektą.

Fundamenty leżą nie tylko pod ziemią


Wszystkie czynniki fundamentalne przemawiające za wzrostem cen srebra, o których pisałem w lipcu, pozostają aktualne. Przemysł, w tym przede wszystkim elektronika i energetyka, zużywa coraz większe ilości metalu, a po nierosnącą pulę surowca zgłasza się nowe rzesze inwestorów. Delaerzy w USA narzekają na dostępność metalu, na dostawę którego klienci detaliczni muszą obecnie czekać tygodniami (problem dotyczy zwłaszcza sztabek mniejszych niż 100 uncji).

Jednym z głównych powodów skokowego wzrostu zainteresowania srebrem jest polityka Rezerwy Federalnej. Jeszcze na początku roku większość ekonomistów prognozowała, że najpóźniej jesienią Fed zacznie podnosić stopy procentowe. Tymczasem w listopadzie Ben Bernanke zorganizował największą w dziejach Stanów Zjednoczonych akcję dodruku pieniądza i do połowy 2011 roku zamierza zwiększyć bazę monetarną o 30%, zalewając świat 600 miliardami dolarów. Równocześnie podaż srebra i innych metali szlachetnych pozostaje względnie stała. Przy niezmiennej ilości srebra i większej ilości dolarów, to pierwsze musi (ceteris paribus) zyskać na wartości wobec drugiego.

Ale poprawa fundamentów nastąpiła nie tylko za sprawą amerykańskiego banku centralnego. W październiku do nowojorskiego sądu trafiły pierwsze pozwy wobec banku JP Morgan Chase oskarżonego przez inwestorów o manipulowanie cenami srebra trafiły pierwsze pozwy wobec banku JP Morgan Chase . Proceder ten znany był profesjonalnym uczestnikom rynku od lat dostarczono na to niezbitych dowodów ale dopiero wiosną dostarczono na to niezbitych dowodów i w końcu ktoś zdecydował się pójść na wojnę z potężnym JP Morganem. Tajemnicą poliszynela jest bowiem fakt, iż bank ten posiada ogromną krótką pozycję w kontraktach terminowych na srebro. Innymi słowy, obiecał dostarczyć inwestorom równowartość kilkuletniego światowego wydobycia. Jest więcej niż prawdopodobne, iż JP Morgan i inni komercyjni dealerzy metali szlachetnych nie dysponują taką ilością srebra. Zaś rozpoczęte procesy sądowe mogą przyciągnąć uwagę amerykańskiego nadzoru nad rynkami towarowymi (CFTC), który od lat przymykał oko na machinacje banków bulionowych.

W tych warunkach „commercials” raczej nie odważą się zaproponować „specjalności zakładu”, czyli kontrolowanej wyprzedaży srebrnych kontraktów. Teraz łowca może stać się zwierzyną, gdyby to mniejsi inwestorzy postanowili wykupić rezerwy metalu ze składów Comeksu. Gdyby JP Morgan i inne banki zostały zmuszone do pokrycia krótkich pozycji fizycznym metalem, to tego ostatniego mogłoby zwyczajnie zabraknąć, a ceny przebiłyby wówczas stratosferę, jak to miało miejsce w roku 1980 (ówczesny szczyt na poziomie 50 USD odpowiada 133 dolarom według obecnej siły nabywczej amerykańskiego pieniądza).

Fundusze zwietrzyły krew


Przedstawiona powyżej sytuacja nie jest żadną rewelacją i wiedzą o niej wszyscy liczący się gracze. Jako pierwsi zmianę wiatrów wyczuły giełdowe rekiny reprezentowane przez różnej maści fundusze hedgingowe pojawiające się w raportach CFTC pod mianem „non-commercials”. We wrześniu do gry na relatywnie płytkim rynku srebrnych kontraktów w Nowym Jorku przystąpiło rekordowe 105 podmiotów tego typu, czyli o połowę więcej niż w czerwcu. Nowo przybywający inwestorzy w większości zajmowali długie pozycje, co obrazuje poniższy wykres.

Źródło: raporty amerykańskiej Commodity Futures Trading Commission dotyczące zaangażowania dużych inwestorów na regulowanych rynkach terminowych. Opracowanie: Bankier.pl

Fundusze, które w czerwcu dysponowały długą pozycją netto opiewającą na 30 tysięcy kontraktów (po 5.000 uncji każdy), do końca września zwiększyły swe zaangażowanie o 70%, do poziomu 51,5 tysiąca kontraktów. W tym momencie rozpoczęła się realizacja zysków i zamykanie długich pozycji. W połowie listopada zaangażowanie tzw. dużych spekulantów zmalało do 28,1 tys. kontraktów. Uwzględniając dane historyczne można to uznać za sygnał świadczący o lekkim wyprzedaniu rynku, mimo względnie niewielkiej skali korekty. To oznacza, że fundusze znów mają gotówkę i akumulują kontrakty na srebro, pomimo niesprzyjających warunków rynkowych, jakim jest aprecjacja dolara względem euro.

Banki rzuciły ręcznik?


Znamienna jest przy tym postawa banków bulionowych (czyli „commercials”), które zwykły były pokrywać wzrosty cen srebra nowymi krótkimi pozycjami. Tej jesieni proceder ten wystąpił na mniejszą skalę niż dotychczas i został zaniechany na sześć tygodni przed wyznaczeniem nowego szczytu cenowego. To pierwszy przypadek, gdy „komercyjnym” zabrakło odwagi, by konsekwentnie i do końca „shortować” rosnący rynek. Może to świadczyć o zmianie ich nastawienia, co oznaczałoby faktyczne zakończenie procederu sztucznego zaniżania cen srebra.

Źródło: raporty amerykańskiej Commodity Futures Trading Commission dotyczące zaangażowania dużych inwestorów na regulowanych rynkach terminowych. Opracowanie: Bankier.pl

Co to wszystko oznacza dla drobnego inwestora zastanawiającego się nad zajęciem pozycji w srebrze? Otóż moim zdaniem mamy do czynienia z fundamentalną zmianą na rynku kontraktów terminowych, co w średnim terminie i dłuższym terminie może wywindować nominalne ceny kruszcu na niewidziane wcześniej poziomy. Zwłaszcza że biały metal wciąż wydaje się niedowartościowany względem złota. Obecnie jedna uncja złota stanowi równowartość 50,5 uncji srebra, co jak na standardy historyczne jest rezultatem bardzo wysokim. Jeśli uznajemy, iż rynek złota nie znajduje się w fazie jakiejś formy bańki spekulacyjnej, to srebro wciąż jest względnie tanie.

Jeśli więc za rogiem nie czai się jakieś poważne tąpnięcie na rynkach finansowych lub w realnej gospodarce, to nawet w krótkim okresie (czyli do końca roku) możemy zobaczyć ceny srebra rzędu 30 dolarów za uncję. Warunkiem pozostaje oczywiście kondycja dolara – jeśli amerykańska waluta dozna jakiegoś gwałtownego umocnienia (mimo działań Fed-u), to wszystkie prognozy dla rynku surowcowego będzie można wyrzucić do kosza.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~jfhgfhgbv

mylisz sie. możesz bezpieczniej zainwestować niż te całe fundusze

! Odpowiedz
0 0 ~Zimny

Już dawno było wiadomo że srebro pójdzie do góry. Tak więc te informacje to żadna nowość. Gorzej tylko z możliwością z możliwością zainwestowania w ten surowiec przez takich "maluczkich" jak ja.

!
Polecane
Najnowsze
Popularne
SREBRO -1,24% 18,37
2020-02-25 13:43:00
WIG -2,13% 53 912,61
2020-02-25 13:28:00
WIG20 -2,19% 1 957,07
2020-02-25 13:43:45
WIG30 -2,22% 2 265,09
2020-02-25 13:43:00
MWIG40 -2,22% 3 821,15
2020-02-25 13:28:45
DAX -0,40% 12 982,98
2020-02-25 13:42:00
NASDAQ -3,71% 9 221,28
2020-02-24 22:03:00
SP500 -3,35% 3 225,89
2020-02-24 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.