Trudna sytuacja sklepikarzy na Cyprze

2020-05-30 15:36
publikacja
2020-05-30 15:36

Władze obu części Cypru nie kwapią się z otwarciem łączących je ze sobą przejść, z których w 2019 roku skorzystało ponad dwa miliony osób. Na decyzję w tej sprawie czekają tysiące Cypryjczyków, których dochody zależą od swobodnego poruszanie się po całej wyspie.

/ fot. YIANNIS KOURTOGLOU / Reuters

Problemy ekonomiczne związane z zawieszeniem z powodu pandemii koronawirusa ruchu między Republiką Cypryjską (RC) a Północnym Cyprem nigdzie nie są bardziej widoczne niż w handlowej dzielnicy Arasta, leżącej w sercu starego miasta północnej Nikozji. Właściciele znajdujących się tam sklepów mówią PAP, że tak pustych ulic nie widzieli nigdy, nawet podczas wojny 1974 roku, która spowodowała podział wyspy.

„Czasami cały dzień nie mamy ani jednego klienta” – powiedziała PAP Hatice Yorgozlu, właścicielka butiku Esposa, sprzedającego jedwabne apaszki oraz różnobarwne szale - paszminy. „Przed 2003 rokiem sprzedawaliśmy tutaj głównie tanie ubrania wykonane w Turcji a naszymi klientami byli Turcy cypryjscy i tureccy osadnicy. Od kiedy otwarto przejścia zmieniliśmy profil i zaczęliśmy sprowadzać bardziej luksusowe produkty. Nasi klienci pochodzą głównie z południa wyspy oraz z zagranicy. Ludność miejscowa już u nas nie kupuje - dodaje”.

Yorgozlu założyła swój sklep na początku lat 90., ale historia jej rodziny jest związana z Arastą of początków XX wieku. Jej prapradziadek założył tu jedną z najstarszych kawiarni w Nikozji. Właścicielka butiku Esposa mówi PAP, że obecny zastój jest gorszy niż w latach 2000-2001, kiedy w Turcji wybuchł wielki kryzys finansowy, który fatalnie wpłynął również na gospodarkę zależnej od Ankary Tureckiej Republiki Cypru Północnego (TRCP).

Kobieta przyznaje, że bardzo martwi się tym, co przyniesie przyszłość. „Mój mąż miał właśnie zawał serca więc teraz tylko ja próbuję prowadzić biznes. Jedyne co mi się udaje sprzedawać to okulary przeciwsłoneczne afrykańskim studentom. Nie wiem, jak długo możemy tak kontynuować” - powiedziała Yorgozlu.

Wielu innych sklepikarzy w Araście potwierdza jej słowa. Zaledwie dwa miesiące temu ulice wokół przerobionej na meczet gotyckiej katedry św. Zofii pełne były turystów, zainteresowanych zakupem letnich sukienek czy firanek z tureckiej bawełny. Dziś wszystkie sklepy świecą pustkami. „Nic dzisiaj nie sprzedałem” - narzeka jeden z handlarzy, właśnie przygotowujący się do zamknięcia sklepu. „Jest trzecia po południu. Idę do domu. Nie ma sensu tutaj siedzieć” - dodaje.

Lale Vudali, która też ma sklep w okolicy, jest bardziej optymistyczna. „Mam wielu stałych klientów, którzy mieszkają na północy i jak czegoś potrzebują to do mnie przychodzą” – powiedziała w rozmowie z PAP. „Uważam, że nie należy tracić ducha. Jak człowiek się martwi jest jeszcze gorzej” - przekonuje. Vudali sprzedaje lniane sukienki i galanterię. Jej sklep jest jedynym w Araście, gdzie faktycznie widać klientów. Są to cztery artystki z Azerbejdżanu, które przyjechały na Cypr w marcu na konferencję akademicką i już nie zdołały wyjechać. „Dla nas to raj” - mówią PAP po rosyjsku. „Dużo malujemy. Jest nam dobrze” - zapewniają.

Właścicielka jednego z licznych sklepików z pamiątkami, znajdujących się w XVII-wiecznej osmańskiej gospodzie, Buyuk Han, uprzyjemnia sobie czekanie na turystów haftowaniem. „Miałam wątpliwości, czy w ogóle dziś tu przyjść” – mówi PAP Sevilay. „Ale tutaj jest tak pięknie, że po prostu cieszę się ciszą i relaksuję”.

Inna sklepikarka Zehra powiedziała PAP, że póki co nie planuje otwarcia sklepu. „Teraz nie ma turystów, więc nie ma po co. Ale nawet jak już się pojawią wcale nie jestem pewna, czy od razu otworzę. Z jednej strony muszę pracować, żeby się z czegoś utrzymywać. Z drugiej boję się koronawirusa, bo jestem w grupie podwyższonego ryzyka. A więc mam do wyboru albo umrzeć z głodu albo od koronawirusa. I tak źle i tak niedobrze” — mówi z humorem.

Mehmet, który handluje w Buyuk Hanie kolorowymi tureckimi lampami, informuje PAP, że postanowił obniżyć wszystkie swoje ceny o połowę. „Tylko wcale nie jestem pewny, czy to cokolwiek pomoże” – zauważa. „I tak nie mamy żadnych klientów. Czuję się tak jakbyśmy wszyscy tutaj powoli umierali” - dodaje.

W pobliskim sklepie spożywczym, najstarszym w Nikozji, jego właściciel Hasan Cirakli też narzeka na brak klientów.

Cirakli, który sprzedaje mąkę, ryż, kasze, orzechy, rodzynki i różnego rodzaju słodycze mówi PAP, że jego obroty spadły o 50 procent. „Całe szczęście, że mamy afrykańskich studentów i że nasz sklep jest wśród nich bardzo popularny, bo sprowadzamy dla nich specjalne produkty z Afryki. Nigdy wcześniej nie widziałem Arasty tak pustej. Nawet podczas wojny w 1974 roku ludzie tu przychodzili, bo wtedy nie było supermarketów i nasz sklep był dla nich jednym z głównych punktów zaopatrzenia w prowiant” – wspomina.

Jedna z najpopularniejszych restauracji na starym mieście, specjalizująca się w kuchni hiszpańsko-portugalskiej Sabor także ponosi ogromne straty.

„Ponownie otworzyliśmy biznes 20 maja. Zastosowaliśmy się do wszystkich regulacji wprowadzonych przez władze w celu zwalczania rozprzestrzeniania się wirusa” - mówi PAP właścicielka Fatma Hussein. „Między stołami jest zachowany półtorametrowy dystans, kelnerzy noszą maski, a klientom mierzymy temperaturę. Spisujemy też ich dane na wypadek, gdyby wystąpiło zakażenie. Ludzie przychodzą, ale głównie osoby młode. Starsze pokolenie nadal woli nie ryzykować i siedzi w domu” – opowiada Hussein.

Restauracja jest popularna wśród Turków cypryjskich, tureckich biznesmenów, cudzoziemców mieszkających w TRCP, zagranicznych studentów, oraz Greków cypryjskich i turystów. „Marża w naszej branży nie jest wysoka, a więc to, że straciliśmy 75 procent naszych obrotów ma dla nas duże znaczenie. W tym roku naszym głównym celem będzie przetrwanie. Jeśli będziemy w stanie zapłacić nasze rachunki i pensje pracownikom i jeszcze sobie wypłacić jakieś minimalne wynagrodzenie to będzie OK. Ale jeśli przyjdzie druga fala koronawirusa, czeka nas katastrofa. Miejmy więc nadzieję, że to nie nastąpi” - mówi Hussein.

W RC w piątek wśród 2363 osób poddanych testom wykryto tylko jeden przypadek zakażenia koronawirusem. W sumie zachorowały 942 osoby. W TRCP, gdzie w sumie wystąpiło 108 przypadków Covid-19, od ponad 40 dni nikt nie zachorował.

Obie części Cypru planują niebawem zacząć przyjmować zagranicznych turystów, od których będą wymagać zaświadczenia, że nie są oni zakażeni koronawirusem. RC otworzy swoje granice dla turystów z 19 krajów 9 czerwca, a TRCP - 1 lipca.

Podział Cypru, wyspy położonej we wschodniej części Morza Śródziemnego, na uznawaną przez społeczność międzynarodową i zamieszkaną przez Greków cypryjskich RC oraz uznawaną tylko przez Ankarę i zamieszkaną przez Turków cypryjskich TRCP nastąpił w 1974 roku w wyniku interwencji armii tureckiej w odpowiedzi na zamach stanu, przeprowadzony przez grecko-cypryjskich nacjonalistów.

Od lat prowadzone są pod egidą ONZ negocjacje na temat zjednoczenia Cypru. Ostatnie negocjacje w lipcu 2017 roku w szwajcarskiej miejscowości Crans Montana zakończyły się fiaskiem. Na wyspie znajduje się dziewięć przejść łączących RC z TRCP. Pierwsze z nich otwarto w 2003 roku w Nikozji. Obecnie wszystkie są zamknięte.

Z Nikozji Agnieszka Rakoczy (PAP)

ara/ ap/

Źródło:PAP
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (2)

dodaj komentarz
tindala
Sytuacja w branży turystycznej jest tak samo podła, lub i gorsza w całej Europie, w tym Polsce.
Rozumiem że chodzi o powiew egzotyki. Ten kościół przerobiony na meczet i afrykańscy studenci w przeciwsłonecznych okularach :)
potiomkin
Nie negocjuje się z tureckimi brudasami i bandziorami, którzy bezprawnie okupują północną część Cypru. Niestety, Bruksela jest mocna tylko wobec słabszych np. Węgrów. Tureckich brudasów zwyczaje się boi, bo jest ich więcej w Europie od samych Belgów.

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki