Rybiński: Obecnej sytuacji nie można porównywać z kryzysem w latach 30-tych

Gość Radia PiN 102 FM

Krzysztof Rybiński

26.09.2008

Cezary Szymanek: Gościem Radia PiN jest dziś Krzysztof Rybiński - były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, obecne partner w Ernst&Young. Dzień dobry.

Krzysztof Rybiński: Dzień dobry.

CS: Wczoraj najważniejszy politycy Stanów Zjednoczonych, urzędujący prezydent i kandydaci Republikanów i Demokratów, zabrali się w Białym Domu by dyskutować nad ratowaniem amerykańskiej gospodarki. Czy pana zdaniem jest inne wyjście z sytuacji niż przyjęcie Planu Paulsona?

KR: Nic innego nie leży na stole, więc dyskutować tylko można o takich opcjach...

CS: Na zasadzie, że to po prostu mniejsze zło?

KR: To jest mniejsze zło, chociaż w dłuższej perspektywie to jest większe zło moim zdaniem. Ale polityka ma to do siebie, że jak jest problem, to się go dzisiaj stara rozwiązać, nie bardzo myśląc o konsekwencjach tego, że skutki wdrożenia danego planu mogą być bardzo negatywne w perspektywie 5 albo 10 lat.

CS: Ze Stanów dochodzą do nas nieoficjalnie jak na razie jeszcze informacje, że jednak nie ma pełnej zgody w Kongresie, bo część Republikanów jest przeciwko przyjęciu owego planu. Załóżmy taką hipotetyczną sytuację. Plan zostaje odrzucony. Co wtedy?

KR: To jest taki bardzo niedobry scenariusz dla rynków, dlatego że jeżeli plan będzie odrzucony, to oznacza, że rynek jest niepłynny na te toksyczne instrumenty, więc straty się będą pogłębiały. Rynek nieruchomości w Stanach ciągle idzie na południe, czyli ceny spadają. Banki będą miały coraz większe straty i szereg banków upadnie, dotyczy to w szczególności średniej wielkości banków zaangażowanych na rynku nieruchomości w Stanach, ale być może i niektóre z dużych banków w skali międzynarodowej operujące. I to oznacza, że kryzys się będzie pogłębiał, będzie rosło ryzyko recesji.

CS: Będzie kryzys większy niż ten, z którym mieliśmy do czynienia w latach trzydziestych?

KR: Nie, myślę, że w ogóle o tym nie ma co mówić i porównywać, mimo że, niektórzy to robią. Dlatego że lata trzydzieste, to była sytuacja, w której popełniono kardynalne błędy w polityce pieniężnej i zacieśniono politykę pieniężną w sytuacji, w której rynek potrzebował wręcz przeciwnych działań. Dzisiaj stopy procentowe realne są ujemne prawie na całym świecie, nieliczne kraje mają dodatnie stopy procentowe, a banki centralne wpompowują setki milionów dolarów, euro i funtów w rynek, zasilając system w płynność. Także to jest sytuacja zupełnie inna.

CS: Idąc dalej, tropem tego możliwego jednak mimo wszystko scenariusza, że Plan Paulsona nie zostanie przyjęty. W Stanach Zjednoczonych bankructwa, recesja, a Europa? Jak my możemy odczuć brak Planu Paulsona?

KR: Zakładam, że jakaś wersja tego planu wejdzie w życie, bo chyba jednak wokół tego consensus się zbuduje, pytanie tylko, w jakich transzach, czy to 800 mld, czy to będzie 250 mld i kawałkami dalej. Natomiast, jeżeli by się okazało, że to się nie uda z powodów politycznych, bo to już jest czysta polityka w tej chwili starć między Republikanami a Demokratami. To wówczas inwestorzy zaczną się zastanawiać, które z banków europejskich, tych dużych, mogą mieć podobne problemy jak banki amerykańskie. Wskaźnik zalewarowania banków europejskich jest dosyć duży, niektórych przynajmniej, będą kolejni kandydaci, i wówczas pojawią się silne spadki cen akcji tych banków i banki będą musiały sięgnąć po podwyżki kapitału.

CS: Do policzenia potencjalnych bankrutów wystarczy jedna dłoń, czy potrzebne będą dwie ręce pana zdaniem? Mówimy w tym momencie o Europie.

KR: Mnie się wydaje, że nawet, jeżeli Plan Paulsona wejdzie, to liczba banków, które upadną w perspektywie najbliższego roku, to zabraknie rąk i nóg, żeby to policzyć. Dlatego, że sektor finansowy rozrósł się do rozmiarów takich niestabilnych zupełnie, i żeby on dalej mógł funkcjonować sprawnie, musi się skurczyć. Przypomnę, że zyski sektora finansowego jeszcze 20 lat temu, to było tylko 10 % zysku ogółem wszystkich firm w Stanach, a to urosło do 40% po prostu nienaturalnie wielkie się stało. I teraz czas, żeby sektor finansowy przybrał rozmiary, które są spójne z rozmiarem pozostałej części gospodarki i tak też się stanie. Także z Planem Paulsona jeszcze zobaczymy, że szereg banków..

CS: No właśnie, to teraz zastanówmy się nad drugim możliwym scenariuszem. Plan Paulsona zostaje przez Kongres przyjęty i wdrożony w życie. Ratuje się amerykańską gospodarkę w ten sposób?

KR: Ja bym zbyt dużej wagi nie przywiązywał w dłuższym okresie do tego, czy ten plan się powiedzie czy nie. To jest próba powstrzymania paniki na rynkach finansowych. Zresztą nie jedyna, bo zabroniono krótkiej sprzedaży, więc tutaj działania regulacyjne są w toku.

CS: Czyli co, plan Paulsona to takie zamiatanie pod dywan tak naprawdę?

KR: Ja myślę, że to jest załatwienie problemu na dzisiaj. Rząd przejmie...

CS: Do czasu, aż będzie nowy prezydent.

KR: To też jest jeden z ważnych elementów tej układanki, że są wybory w Stanach Zjednoczonych. Ale rząd przejmie myślę, że nawet nie 700 mld, bo jak się to uczciwie policzy, to pewnie między bilion a dwa biliony dolarów. To są te straty, czy te aktywa, które pewnie trzeba przejąć. To na jakiś czas załatwi problemy, ale przecież to nie przywróci zaufania w 5 minut na rynki finansowe. Tam musi nastąpić szereg zmian w zarządzaniu ryzykiem. Ludzie, którzy stracili zaufanie inwestorów, muszą być wymienieni. To zajmie troszkę czasu. Instytucje muszą się połączyć, musi dojść do podniesienia kapitału i musi dojść do tego, o czym już dziś zaczynają mówić. Widziałem minister finansów Niemiec o tym mówił, ja o tym pisałem w swojej książce 2 lata temu, musi dojść bardzo szybko do przesunięcia akcentów, jeśli chodzi o to, gdzie jest centrum finansowe świata, ono się będzie przesuwało bardzo szybko ze Stanów Zjednoczonych do Azji. I to ten kryzys w Stanach ten proces przyspieszy.

CS: Również zmieni się postrzeganie amerykańskiej waluty. Są takie prognozy analityków, że jeżeli Plan Paulsona wejdzie w życie, wtedy kurs dolara do euro może wzbić się do poziomu 1,95 %, czyli największego nie notowanego tak naprawdę jeszcze do tej pory. Co to mogłoby oznaczać w tym momencie dla dolara?

KR: Ja tu widzę takie ryzyko, i dlaczego o tym planie Paulsona myślę tak z dużą rezerwą. Dlatego, że jeżeli Stany Zjednoczone będą na taką skalę przejmowały zagrożone aktywa, których nikt nie chce, sektor prywatny ich nie chce, to żeby to przejąć, trzeba wyemitować dużo bardzo obligacji i zadłużyć się dalej na świecie. Stany na razie mogły się zadłużać prawie bez żadnych konsekwencji, bo banki centralne całego świata, inwestorzy traktowali dolara jako bezpieczne aktywa: rating 3 a - najbezpieczniejszy kraj świata. Ja już widziałem kilka artykułów tego typu, pisanych przez poważnych ekonomistów. Ta percepcja może się zmienić. Może się okazać, że ludzie będą się zastanawiali: a co jeżeli Stany to nie jest rating 3 a co jeżeli Stany Zjednocznone...że tam ryzyko, że rząd amerykański się nie wywiąże ze swoich zobowiązań. Jest trochę większe, niż nam się wydaje. To, jeżeli taka percepcja by się przełożyła na działania inwestorów, to tego trzeba się bać, bo to oznacza olbrzymi odpływ kapitału ze Stanów Zjednoczonych na rynki, które będą postrzegane jako bardziej wiarygodne. Olbrzymią deprecjację...

CS: Czyli co, np. Unia Europejska?

KR: Myślę, że w tej sytuacji kraje azjatyckie i Unia Europejska będą postrzegane jako przynajmniej równoprawny i tak samo bezpieczne miejsce do inwestowania środków, jak Stany Zjednoczone. I ten proces może się uruchomić.

CS: Kończąc jeszcze wątek dolara. Myśli pan, że jest możliwe aż takie osłabienie amerykańskiej waluty? Przypomnę, że to największe obserwowaliśmy kilka miesięcy temu, to było na poziomie 1,60 wobec euro, teraz prognozowany 1,95. To już krach tak naprawdę?

KR: Trudno jest prognozować kursy walutowe, szczególne w sytuacji, kiedy rynkami nie rządzą fundamenty, tylko rządzi psychologia i emocje. Natomiast ten scenariusz, o którym mówimy, czyli pojawienie się percepcji na rynkach finansowych, że Stany Zjednoczone, to nie jest ta oaza bezpieczeństwa, tylko że tam jest pewne ryzyko, w taki czy inny sposób może być problem z uzyskaniem godziwej stopy zwrotu z aktywów, które się lokuje w papiery rządowe amerykańskie, albo poprzez silny wzrost inflacji, albo poprzez ryzyko w percepcji, przynajmniej inwestorów niespłacenia pewnej części tych zobowiązań, to taki proces jak się uruchomi, to może mieć naprawdę dramatyczne skutki i wtedy 1,95, to nie jest żadna bariera dla dolara.

CS: Wczoraj również w Nowy Jorku padły słowa, które do tej pory również tak naprawdę nie były słyszalne w światowej polityce. Brytyjski premier Gordon Braun stwierdził, że potrzeba nam kontroli nad tym, co dotychczas było puszczone samopas, czyli nadzoru nad światowymi rynkami. Czy to jest w ogóle możliwe?

KR: Odpowiem z taką złośliwą satysfakcją, że w książce, którą wydałem o globalizacji prawie dwa lata temu, jest taki rozdział, który się nazywa: globalny bank centralny, gdzie piszę, że szereg problemów na rynkach finansowych takich jak stabilność finansowa, to było jeszcze przed kryzysem, i fakt, że inflacja stała się globalna powoduje, że powinniśmy mieć globalną instytucję, która odpowiada za te rzeczy, które są globalne, w szczególności za stabilność finansową. Dlatego, że działania podejmowane w poszczególnych krajach mogą być niespójne, mogą być spóźnione, co powoduje, że rynki finansowe reagują bardzo nerwowo, czy wręcz panicznie.

CS: Jak stworzyć taką instytucję?

KR: W tej sprawie zostało opublikowane moje artykuły w „The Economists” i „Financial Timies”, gdzie ja proponuję, żeby na bazie obecnego banku rozliczeń międzynarodowych BIS, żeby na tej bazie stworzyć globalny bank centralny, który odpowiadałby za globalną stabilność finansową i odpowiadałby za koordynację działań banków, żeby dbać o to, żeby globalnie inflacja była utrzymywana w ryzach. Cieszy mnie to, że chociażby w dzisiejszym „Financial Times” podobne poglądy są też prezentowane, że coraz więcej osób rozumie, że żeby rozwiązać globalne problemy, to nie może być tylko FED, który patrzy na swoją sytuację w Stanach Zjednoczonych, i mało ich obchodzi to, co się dzieje reszcie świata.

CS: Świat jest i przywódcy poszczególnych państw są zdolni do wprowadzenia tej idei w życie?

KR: Ja widzę bardzo dużo przestraszonych ludzi.

CS: Strach połączy wszystkich?

KR: Ludzie, którzy się boją, czasami robią głupstwa. Na przykład mogą przyjąć szereg regulacji, które na wiele lat i dekad będą przeszkadzały w rozwoju rynków finansowych w dobrym kierunku. Ale strach czasami łączy, więc dobrze byłoby gdyby ta grupa przestraszonych ludzi usiadła razem i w gronie ekspertów również doszło do dobrej konkluzji. Faktycznie, moim zdaniem, potrzebna jest instytucja o mandacie globalnym, natomiast na pewno nie potrzebna jest cała masa regulacji, które ja już widzę w poszczególnych krajach, że już są przygotowywane w nerwach, w krótkim czasie, pod potrzeby polityczne. Tak możemy sobie dużo szkody zrobić. Nie róbmy tej szkody sobie, usiądźmy i zaprojektujmy taką instytucję, czy taki system zarządzania globalnymi finansami, który odpowiada potrzebom XXI wieku.

CS: Dziękuję bardzo, Krzysztof Rybiński - były wiceprezes NBP, obecnie Ernst&Young. Dziękuję.

KR: Dziękuję.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~szok

Tak tak ,stworzyć rząd światowy i bank centralny swiata .O to może chodzi w tym wszystkim aby ludzie uznali to za jedyne wyjscie .i wreszcie plan od wieków mozolnie wprowadzany udałoby się zrealizować .

! Odpowiedz
0 0 ~cala prawda

dzisiaj zbankrutował kolejny bank!!!!!!!!!!!!!
tak jak pisze w artykule dopiero otwierasie kolejka z bankructwani nietylko banków ale i firm
i niema rzadnego planu a ten co jest tylko pogorszy sprawe!!
a ci co pisali ze to koniec spadków bolesnie sie przekonaja ze to dopiero poczatek spadków!!

! Odpowiedz
0 0 ~mgr inż. ekonomii

kawał aroganta z tego rybińskiego - pewnie napisał też kilka innych pozycji na temat hossy w 2008 ...buahaha !! po fakcie to i ja mogę powiedzieć , że przewidywałem krach i osłabienie dolara , bo nie trzymam dolara od czasu , jak było wiadomo ,że nie wróci do łask - wszystko co miałem wywaliłem 7 lat temu między 4, 2-4,5...BUAHAHA

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~mgr inż. ekonomii odpowiada ~mgr inż. ekonomii

więc kto jest mądrzejszy ? ten co był vice-prezesem NBP i napisał książkę czy "praktyk", który wywalił "śmiecianą" walutę zanim spadła....???

! Odpowiedz
0 0 ~Adwersarz

Jak pamiętam komentarz Pana Rybińskiego z początku kryzysu (kilka miesięcy temu), to mówił że będzie to kryzys płytki i krótki, a w 3q 2008 to zobaczymy byka na rynkach finansowych znów.

! Odpowiedz
0 0 ~Biszkopt25

tak nie można , bo jest jeszcze gorzej.

!
WIG 0,39% 59 114,08
2018-08-14 17:05:00
WIG20 0,52% 2 272,73
2018-08-14 17:15:00
WIG30 0,50% 2 599,96
2018-08-14 17:15:00
MWIG40 0,08% 4 241,19
2018-08-14 17:15:00
DAX 0,00% 12 358,87
2018-08-14 17:34:00
NASDAQ 0,65% 7 870,89
2018-08-14 22:01:00
SP500 0,64% 2 839,96
2018-08-14 21:59:00

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl