Rumunia inauguruję prezydencję w UE z napięciami politycznymi w tle

Rumunia oficjalnie inauguruje w czwartek swoją pierwszą prezydencję w UE jako ostatni kraj, który dołączył do Wspólnoty w ramach fali rozszerzenia z ubiegłej dekady. Na przewodnictwie ciąży mocny konflikt polityczny, oskarżenia o korupcję i protesty społeczne.

(fot. Octav Ganea / Reuters)

Do Bukaresztu na wieczorną ceremonię otwarcia w Rumuńskim Ateneum zjeżdżają najważniejsi politycy z Brukseli z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude'em Junckerem, przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem oraz szefem Parlamentu Europejskiego Antonio Tajanim.

Wydarzenie, które zwykle jest okazją dla kraju, by pokazał się od jak najlepszej strony, uwypukliło podziały wewnętrzne w Rumunii. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy w koncercie weźmie udział prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z innego obozu politycznego niż rządząca koalicja Partii Socjaldemokratycznej (PSD) i Sojuszu Liberałów i Demokratów (ALDE).

Iohannis krytykuje posunięcia rządu premier Vioricy Dancili zwłaszcza jeśli chodzi o działania uznawane za podważające niezależność sądownictwa czy nakierowane na osłabienie walki z korupcją. W ostatnim czasie sprzeciwił się on nominacjom rządowym, odrzucając (po raz drugi) propozycję ministra sprawiedliwości, by na czele antykorupcyjnej agencji DNA stanęła prokurator Adina Florea. Podawał też w wątpliwość stan przygotowań kraju do objęcia przewodnictwa UE.

Na kilka godzin przed wieczornym koncertem nie było jasne, czy Iohannis, który reprezentuje Rumunię na unijnych szczytach, weźmie udział w uroczystości inauguracyjnej. "Nie wiem tego" - przyznawał na czwartkowym przedpołudniowym spotkaniu z brukselskimi korespondentami minister spraw zagranicznych Rumunii Teodor Melescanu. Oficjalna strona internetowa prezydencji presidency.ro również milczała na ten temat.

Według niezależnych rumuńskich mediów zaproszenie na inaugurację dla przedstawicieli Partii Narodowo-Liberalnej, z której wywodzi się Iohannis, przyszło dzień przed ceremonią. Rządzący starają się jednak bagatelizować spory.

"Walki polityczne są prowadzone w wielu krajach. Niezależnie od tego, czy jest prezydencja, czy nie, one będą się toczyć - ocenił szef rumuńskiej dyplomacji. - Nie chodzi tylko o Rumunię, nadchodzą wybory do Parlamentu Europejskiego, więc będziemy obserwować zaostrzony konflikt w całej Europie".

Okazję do wyrażenia niezadowolenia z posunięć władz przy okazji inauguracji prezydencji chcą też wykorzystać pozaparlamentarni przeciwnicy rządu. Kilka organizacji pozarządowych przez internet zwołało na czwartkowy wieczór demonstrację, która ma się odbyć przed Rumuńskim Ateneum.

"Chcą pokazać, że rumuńscy obywatele opowiadają się bardzo mocno za europejskimi wartościami, zwłaszcza jeśli chodzi o poszanowanie praworządności i niezależność wymiaru sprawiedliwości. Obywatele protestują przeciwko temu, w jaki sposób rząd i parlament wykorzystują władzę, by zatrzymywać walkę z korupcją i ograniczyć niezależność sądownictwa" - powiedział PAP w Bukareszcie dziennikarz niezależnego portalu G4media, Cristian Pantazi.

Krytykowane przez Komisję Europejską czy Komisję Wenecką zmiany ograniczające niezależność wymiaru sprawiedliwości, ruchy w kierunku amnestii dla tych z kręgów władzy, których skazano za korupcję, wywoływały sprzeciw społeczeństwa i wielotysięczne demonstracje w minionym roku.

Choć rząd nie wycofuje się z obranego kierunku, czego przykładem może być postawiony przed dwoma tygodniami wniosek ministra sprawiedliwości, by zdymisjonować prokuratora generalnego krytykującego rząd za podważanie walki z korupcją, sprzeciw społeczny w ostatnim czasie nie jest już tak silny.

"Sytuacja obecnie nie jest tak krytyczna jak w zeszłym roku czy przed dwoma laty, gdy przyjmowano kontrowersyjne prawo, dlatego nie oczekujemy dużej demonstracji. Nie ma zapalnika dla takich protestów" - tłumaczy Pantazi.

Wieczorem oczy wielu rumuńskich obserwatorów będą zwrócone na szefa KE, który pod koniec ubiegłego roku powiedział, że rząd w Bukareszcie "nie do końca zrozumiał", na czym polega przewodzenie Unii. Choć krytyka ta nie została dobrze przyjęta w Bukareszcie, minister spraw zagranicznych uchylił się w czwartek od odpowiedzi na pytanie w tej sprawie. "Nie znam tej wypowiedzi" - powiedział brukselskim reporterom.

Lider rządzącej Partii Socjaldemokratycznej Liviu Dragnea oskarżał jednak wcześniej Wspólnotę o dyskryminowanie Rumunii. Zapowiadał, że Rumunia "nie będzie dłużej akceptowała traktowania jej jak kraju drugiej kategorii". Premier Viorica Dancila powiedziała natomiast, że w przeszłości Rumunia była upominana "tylko dlatego, że jest wschodnioeuropejskim państwem".

Z Bukaresztu Krzysztof Strzępka (PAP)

stk/ az/ mc/

Źródło: PAP
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj