REKLAMA

Rozładowanie kolejek w Dover potrwa nawet 4 dni

2020-12-24 12:28, akt.2020-12-24 18:08
publikacja
2020-12-24 12:28
aktualizacja
2020-12-24 18:08
fot. MATTHEW CHILDS / Reuters

Choć tegoroczne Boże Narodzenie dla wszystkich jest inne, szczególnie trudne będzie dla kilku tysięcy kierowców ciężarówek - w większości Polaków - którzy w Dover i okolicach czekają na przeprawę przez kanał La Manche i spędzą je w samochodach lub na parkingach.

Pierwsi polscy kierowcy, którzy od kilku dni czekali ma możliwość przeprawy przez kanał La Manche, są już na terytorium Francji - poinformowała w czwartek wczesnym popołudniem w mediach społecznościowych ambasada RP w Londynie.

Ambasada przekazała także, że Francja zniosła świąteczne ograniczenia ruchu pojazdów powyżej 7,5 tony dla powracających z Wielkiej Brytanii. Limit czasu pracy kierowców wydłużony o 2 godz. dziennie i 4 godz. tygodniowo.

Tymczasem brytyjski minister transportu Grant Shapps poinformował w czwartek, że uzgodnił ze swoim francuskim odpowiednikiem Jean-Baptiste Djebbarim, iż promy płynące przez kanał La Manche oraz pociąg jadący tunelem przez kanał będą działać w czasie świąt Bożego Narodzenia, by szybciej rozładować potężne korki po brytyjskiej stronie. Zwykle promy nie pływają w czasie świąt.

Polscy medycy polecą do Wielkiej Brytanii, by pomóc testować kierowców w Dover

W czwartek o godz. 18 z lotniska Okęcie odleci samolot z kilkudziesięcioma lekarzami-ratownikami medycznymi oraz pielęgniarkami, którzy będą robić testy polskim kierowcom w Dover - przekazał PAP szef KPRM, pełnomocnik rządu ds. programu szczepień Michał Dworczyk.

Jak mówił, samolot wyląduje w porcie lotniczym Londyn-Gatwick, skąd medycy zostaną przetransportowani do Dover i tam jeszcze w nocy zaczną robić wymazy polskim kierowcom, którzy oczekują na przejazd pod kanałem La Manche. "Grupę, która tam jedzie, tworzy 16 zespołów wymazowych" - dodał. "W ciągu doby będą mogli przetestować około 5 tys. osób" - przekazał.

Informację o pomocy dla polskich kierowców rzecznik rządu przekazał na Twitterze. "Z inicjatywy Premiera @MorawieckiM, który jest w kontakcie z Prezydentem Francji, Premierem Wielkiej Brytanii oraz Przew. RE i Przew. KE jeszcze dziś poleci do Wielkiej Brytanii grupa polskich medyków. Chcemy zapewnić opiekę dla pracowników polskich firm transportowych" - poinformował Müller.

"Nasz personel medyczny zapewni szybszą realizację testów dla przekraczających granicę między Wielką Brytanią i Francją. Polskie państwo nie zostawi nikogo bez opieki. Kierowcy muszą bezpiecznie wrócić do naszego kraju" - wyjaśnił w kolejnym wpisie.

W czwartek pod przewodnictwem wiceministrów Szymona Szynkowskiego vel Sęka oraz Marcina Przydacza w resorcie dyplomacji zebrał się Zespół Zarządzania Kryzysowego, koordynujący pomoc polskim kierowcom.

Szynkowski vel Sęk poinformował na Twitterze, że na miejscu w Dover obecni są konsulowie i ambasador. Zapowiedział też nadzwyczajne rozwiązania celem pomocy kierowcom. Nie sprecyzował, jakie konkretnie.

"Dziś od rana nieustannie pracujemy nad rozwiązaniem problemów kierowców w Dover. Wszystkie siły i środki konsularne są wykorzystywane, na miejscu obecni konsulowie i Ambasador. Ponieważ sytuacja jest b. trudna, planujemy w krótkim czasie dodatkowe rozwiązania nadzwyczajne" - napisał na Twitterze wiceszef MSZ.

List ministra Adamczyka do komisarz UE

"Szanowna Pani Komisarz, zwracam się do Pani z bardzo pilnym postulatem o doprowadzenie do zwołania w trybie nadzwyczajnym Rady ministrów ds. transportu UE, gdyż z ogromnym niepokojem obserwuję dramatyczną sytuację, jaka ma miejsce w hrabstwie Kent w Wielkiej Brytanii w związku z niedawnym zamknięciem przez Francję granicy brytyjsko-francuskiej, a następnie jej otwarciem - jednakże wraz z wprowadzeniem wymogu przedstawienia przez podróżujących negatywnego wyniku testu na COVID-19" - napisał minister infrastruktury Andrzej Adamczyk w liście skierowanym do komisarz UE ds. transportu Adiny Vălean.

Adamczyk zwrócił uwagę, "że ofiarami jednostronnych środków ustanowionych przez Francję są przede wszystkim kierowcy pojazdów ciężarowych, z których zdecydowana większość pochodzi z Polski, a którzy utknęli w tym szczególnym okresie w Wielkiej Brytanii, bez perspektywy powrotu do domu na Święta Bożego Narodzenia".

Minister podkreślił również, że wprowadzone przez Francję reguły, które zaskoczyły również Wielką Brytanię, na co wskazuje brak pełnego przygotowania władz brytyjskich do zaistniałej sytuacji, nie powinny być akceptowalne dla Komisji Europejskiej, jako niezgodne z opublikowanymi 22 grudnia br. zaleceniami w sprawie skoordynowanego podejścia do podróży i transportu w odpowiedzi na wariant SARS-COV-2 zaobserwowany w Zjednoczonym Królestwie.

"Pomiędzy władzami polskimi a Komisją istnieje pełna zgodność, że w szczególności transport towarowy oraz pracownicy sektora transportu powinni być wyłączeni spod jakichkolwiek ograniczeń/restrykcji w przemieszczaniu się po terytorium UE/EOG" - podkreślił minister.

"Z moich informacji wynika, że sytuacja na granicy brytyjsko-francuskiej nie ulega poprawie w dostatecznym tempie" - zaznaczył.

Jak dodał, "kierowcy nie są poddawani testom w wystarczającym tempie, a co za tym idzie – nie przekraczają granicy tak szybko, jakbyśmy wszyscy sobie tego życzyli". "Co więcej, warunki socjalne w niektórych spośród miejsc, gdzie utworzyły się korki, również nie są zadowalające" - zaznaczył.

Jak ocenił, "jest to nieakceptowalne, zważywszy na fakt, że mówimy o ludziach, dzięki których poświęceniu w roku 2020, w niezwykle trudnych czasach pandemii COVID-19, udało się Unii Europejskiej utrzymać niezakłócone łańcuchy dostaw towarów, niezbędnych dla życia i zdrowia obywateli".

"Mając powyższe na uwadze, podjąłem szereg działań na wielu szczeblach" - wskazał minister infrastruktury. Podkreślił przy tym, że w omawianej sprawie interweniowali i nadal prowadzą bardzo aktywne działania prezydent RP Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki oraz minister spraw zagranicznych RP Zbigniew Rau.

"Wiem, że inne państwa członkowskie Unii Europejskiej, których kierowcy również są dotknięci sytuacją, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu niż Polska, także reagują zgodnie ze swoimi możliwościami" - dodał minister Adamczyk.

"Zwracam się do Pani Komisarz z apelem o niezwłoczne podjęcie działań wszelkimi dostępnymi Pani metodami oraz kanałami, w celu natychmiastowego rozwiązania tej trudnej sytuacji. W chwili obecnej nie jest to problem jednego czy dwóch państw członkowskich UE, a całej Wspólnoty" - podkreślił Adamczyk.

Sytuacja w Dover

W Dover, które od kilku dni jest kompletnie zakorkowane przez ciężarówki, mieszały się w środę wieczorem smutek i rezygnacja z frustracją, a nawet wściekłością. Smutek i rezygnacja, bo wszyscy mają świadomość, że na powrót do Polski na święta nie było już żadnych szans. Frustracja i wściekłość - z powodu braku informacji, braku dostępu do łazienek czy toalet, decyzji francuskich władz, przez którą powstał ten korek, bezradności brytyjskiej policji.

"To bardzo specyficzny zawód. Niektórzy kierowcy robią krótkie kursy, tam i z powrotem, ale spora część wyjeżdża w trasę na kilka tygodni, a później wraca do domu na tydzień czy dwa. To bardzo odbija się na życiu rodzinnym, stąd wśród kierowców jest tylu rozwodników" - opowiada PAP jeden z polskich kierowców, Przemek. On w trasie jest od początku listopada.

"Z jednej strony, każdy wie, z czym łączy się ta praca. Z drugiej - tu jest teraz mnóstwo osobistych dramatów. To, że na Sylwestra wiele razy byłem w trasie, to drobiazg, ale Boże Narodzenie każdy jednak chce spędzać w domu, z rodziną. Ja w tym roku miałem pierwszy raz od pięciu lat spędzać święta z córką z pierwszego małżeństwa. Ale w końcu musiałem jej powiedzieć, że nie przyjadę. I takie rzeczy bolą bardziej niż cokolwiek innego" - mówi.

Część kierowców, zapytana o to, jak sobie wyobraża spędzenie świąt w takiej sytuacji, ze smutkiem, ale jednak spokojnie odpowiada, że usiądzie koło samochodów, coś razem zjedzą, wypiją i jakoś to będzie. Ale u niektórych widać było buzującą wściekłość, którą podsyca wypijane dla zabicia czasu piwo. Już w środę rano, kiedy mimo tego, że Francja otworzyła granicę, kolejka na prom się nie ruszyła, doszło do przepychanek między sporą grupą kierowców a policją. "Jak długo można tak trwać, skoro nie mamy nawet toalety, do której można pójść. Zwierzęta tu mają lepiej. Jeśli coś się nie ruszy, to ludzie po prostu nie wytrzymają" - ostrzega jeden z nich.

Jak podawały w środę rano brytyjskie media, w hrabstwie Kent, skąd odpływają promy do Francji i gdzie znajduje się wjazd do tunelu pod kanałem La Manche, w kolejkach czekało już ok. 6000 ciężarówek. Te korki to efekt niedzielnej decyzji władz Francji, które z powodu rozprzestrzeniającej się w Anglii nowej odmiany koronawirusa, zamknęły na 48 godzin granicę dla przyjazdów z Wielkiej Brytanii, przy czym nie dotyczyło to tylko ruchu pasażerskiego, ale też transportu towarów. W środę granica została otwarta, ale tylko dla osób mających negatywny wynik testu na obecność koronawirusa, a w środę do wieczora uruchomione zostały tylko dwie mobilne stacje testowania. W Dover, mimo obietnicy - jeszcze nie.

Polskim kierowcom, którzy stanowią największą grupę wśród czekających na wyjazd z Wielkiej Brytanii, pomagają służby konsularne, a także organizacje polonijne i wiele osób prywatnych.

"Sytuacja jest bardzo trudna, bo liczby czekających na wyjazd kierowców idą w tysiące, a każdy chciałby być z rodziną na święta. Dostajemy dużo telefonów, również od rodzin, z pytaniami, kiedy ta sytuacja zostanie rozwiązana. Staramy się być tutaj codziennie, aby dostarczać jedzenie, wodę i tę naszą pomoc będziemy kontynuowali przez najbliższe dni, a dzisiaj i jutro do tego standardowego jedzenia dokładamy ciasta świąteczne. To oczywiście nie zastąpi ciepła rodzinnego, ale jest symbolem solidarności i cieszymy się, że jesteśmy świadkami dużej mobilizacji różnych organizacji i ludzi dobrej woli, którzy dostarczają kierowcom jedzenie, środki czystości, ale też dodają im wsparcia" - mówił PAP w środę wieczorem konsul RP w Londynie Mateusz Stąsiek.

Według władz brytyjskich rozładowanie kolejek w Dover i okolicach potrwa co najmniej 3-4 dni.

Z Dover Bartłomiej Niedziński

Źródło:PAP
Tematy
Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Komentarze (3)

dodaj komentarz
marxs
PIStom cuś się poPISdziło wy macie dbać o obywateli w kraju bo to oni utrzymuja swoimi składkami cały ten upadający bajzel zwany służbą zdrowia
grab
Jasne niech jadą Polscy medycy, bo mamy ich w kraju w nadmiarze!
demeryt_69
Aj-waj, Szymon Szynkowski vel. Sęk poznał swoją żonę w herbaciarni Chimera na ul. Żydowskiej - przypadek?

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki