RPA: pan i pani Zuma - kto następnym prezydentem?

Chociaż do końca prezydentury Jacoba Zumy w Republice Południowej Afryki zostały jeszcze dwa lata, kwestia sukcesji po nim rozstrzygnie się już w tym roku i coraz prawdopodobniejszym wydaje się scenariusz, że Zumę zastąpi... pani Zuma.

Nkosazana Dlamini-Zuma i Jacob Zuma
Nkosazana Dlamini-Zuma i Jacob Zuma (fot. Tiksa Negeri / Reuters)

Nkosazana Dlamini-Zuma jest byłą żoną Jacoba i jedyną z pół tuzina jego połowic (jako Zulus Zuma praktykuje poligamię), która się z nim rozwiodła. Jako jedyna też z małżonek obecnego prezydenta zajmowała się i wciąż zajmuje polityką. Za obowiązywania w RPA apartheidu Nkosazana Dlamini walczyła z dyskryminacją rasową jako bojowniczka Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), a po ulicznym powstaniu w Soweto w 1976 r., ratując się przed represjami ze strony białych władz, musiała uciekać z kraju do sąsiedniego królestwa Suazi. To właśnie tam poznała swojego męża Jacoba Zumę, ważnego działacza ANC.

W przeciwieństwie do męża samouka, który ukończył ledwie parę klas szkoły podstawowej, Nkosazana na uchodźstwie dbała o wykształcenie i rozpoczęte w RPA studia medyczne ukończyła w Wielkiej Brytanii. Po upadku apartheidu i pierwszych wolnych wyborach, w wyniku których władzę w RPA przejęła czarnoskóra większość i ANC, Dlamini-Zuma, już rozwiedziona z Jacobem, została ministrem zdrowia w rządzie pierwszego czarnego prezydenta kraju Nelsona Mandeli (1994-99). Kiedy Mandela po jedynej prezydenckiej kadencji przeszedł na emeryturę, Dlamini-Zuma weszła do rządu jego następcy Thabo Mbekiego (1999-2008), w którym objęła resort dyplomacji. Zachowała posadę, gdy jej były mąż Jacob Zuma, wybrany na przywódcę ANC, zmusił do dymisji Mbekiego.

Chociaż Dlamini-Zuma należała do najbliższych współpracowników Mbekiego, skonfliktowany z nim Zuma, który w 2009 r. został prezydentem, wziął byłą żonę do swojego rządu i powierzył jej stanowisko ministra spraw wewnętrznych, a gdy w 2012 r. zwolniła się posada przewodniczącej Komisji Unii Afrykańskiej, Zuma stanął na głowie, by Nkosazana została pierwszą kobietą wyniesioną do godności przywódczyni Afryki. W styczniu Dlamini-Zuma oddaje ten urząd i wraca do kraju, gdzie zaczyna się właśnie walka o prezydencką sukcesję po jej byłym mężu - aferzyście i skandaliście, którego w ubiegłym roku dwukrotnie usiłowano w parlamencie usunąć ze stanowiska, a towarzysze z ANC próbowali zmusić do oddania przywództwa partii. W sierpniu, w wyborach lokalnych, ANC wypadł najgorzej ze wszystkich elekcji od upadku apartheidu i stracił na rzecz opozycji władzę w Johannesburgu, Pretorii (Tshwane) i Port Elizabeth (opozycja od lat rządzi też w Kapsztadzie). Kongresowi działacze obawiają się, że pod przywództwem Zumy ANC będzie tracił zwolenników i że choć w 2019 r. pewnie znów wygra wybory, to zsuwając się po politycznej równi pochyłej, w 2024 r. trudno mu będzie utrzymać władzę.

Działacze ANC szukają nowego przywódcy partii

Zrezygnowawszy z obalania Zumy, co zaszkodziłoby wizerunkowi samego ANC, kongresowi przywódcy od początku roku zajęli się walką o to, kto na grudniowym zjeździe zostanie wybrany na nowego przywódcę partii, a zakładając wygraną ANC w wyborach w 2019 r. (dotychczas zdobywa w nich ok. 60 proc. głosów), także na przyszłego prezydenta kraju. Za faworyta w prezydenckim wyścigu uchodzi 67-letnia Nkosazana Dlamini-Zuma. W zeszłym tygodniu oficjalnego poparcia udzieliła jej wpływowa Liga Kobiet ANC, a już w ubiegłym roku zrobiła to samo Liga Młodzieżowa ANC. Zwolennikiem Dlamini-Zumy jest Premier League, partyjna koalicja zawiązana przez premierów trzech wiejskich prowincji - Mpumalanga, Północno-Zachodniej i Wolnego Państwa. Wraz z prowincją KwaZulu-Natal (Zulusi są najliczniejszym z ludów RPA i stanowią ok. 20 proc. jej ludności), wysyłają one najwięcej delegatów na partyjny zjazd.

Najważniejszym zwolennikiem Dlamini-Zumy jest jej były mąż, z którym pozostaje w przyjacielskich stosunkach. Jacob Zuma obawia się, że jak tylko odda władzę, niechętni mu kongresowi towarzysze nie tylko nie uratują go przed grożącymi mu procesami o korupcję, ale chcąc zdobyć wyborców, sami będą go ciągać po sądach. Zuma liczy, że przekazując władzę byłej żonie zapewni sobie nietykalność i spokojną starość (prezydent liczy sobie 74 lata).

Szanse byłej żony Zumy na prezydenturę

Głównym rywalem Dlamini-Zumy będzie 64-letni Cyril Ramaphosa, w czasach apartheidu działacz związkowy, który po przejęciu władzy przez ANC, odsunięty od polityki przez partyjnych rywali, zajął się interesami, dorobił majątku i stał drugim najbogatszym człowiekiem w RPA. W 2012 r., walcząc o zachowanie przywództwa ANC i prezydentury (już wtedy próbowano go obalić), Zuma wziął go sobie na zastępcę i powierzył stanowisko wiceprezydenta. Zgodnie z tradycją politycy namaszczeni na przywódców partii i państwa stają się automatycznymi dziedzicami politycznych tronów. Za utrzymaniem tego zwyczaju opowiadają się przywódcy ANC z wielkich aglomeracji miejskich, obawiający się, że pod rządami Zumy i Zulusów rządząca partia nadal oddawać będzie pole opozycji w miastach i z lewicowego ruchu wyzwoleńczego przerodzi się w konserwatywną partię chłopską. Dominacja Zulusów jest szczególnie nie w smak Xhosom z Prowincji Przylądkowej Wschodniej i stołecznego Gautengu, którzy rządzili za panowania ich rodaków Mandeli i Mbekiego. Ramaphosę popierają też kongresowi weterani, którzy uważają, że pod rządami Zumy ANC z partii ideowej przerodził się w typową partię władzy, zabiegającą wyłącznie o posady i przywileje.

Ramaphosę, bogacza zasiadającego w radach nadzorczych i dyrekcjach koncernów i korporacji, popierają też sprzymierzone z ANC centrale związkowe, a także wpływowa w strukturach ANC Południowoafrykańska Partia Komunistyczna, która w 2008 r., występując przeciwko zapatrzonemu w liberalny kapitalizm Mbekiemu, wyniosła do władzy Zumę. Dziś komuniści zarzucają Zumie i jego zwolennikom korupcję, chciwość i kumoterstwo.

Zuma i jego zwolennicy w ANC wzywają partyjnych działaczy do zgody i przekonują, by nie prowadzili sukcesyjnych walk, które rozsadzają i osłabiają partię. Wyrzeczenie się kampanii wyborczej zwiększałoby szanse Dlamini-Zumy, wspieranej przez prezydenta i jego urzędników. Stronnicy Ramaphosy, pochodzącego z niewielkiego ludu Venda, zarzucają Zumie, że forsując eksżonę na następczynię nie tylko zdradza ideały i obyczaje ANC, ale próbuje przerobić partię na populistyczną machinę, odwołującą się do trybalizmu, którego dotąd się wystrzegała.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ ksaj/ ro/

Źródło: PAP
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Jp

RPA dzisiaj to syf nikomu nie polecam wszyscy biali jakby mogli to by wyjechali

! Odpowiedz
1 5 ~edw

W latach 80-tych Polacy emigrowali do RPA. Kto teraz by tam chciał zamieszkać?

! Odpowiedz
2 4 ~cedrik

Wejdź sobie na Google Street View i zobacz jak mieszkają ludzie w Kapsztadzie, szczególnie dzielnice Bantry Bay, ulica Nettleton Road, De Wet Road etc. W życiu nie widziałem piękniejszych domów. Jeśli dodamy do tego przyjazny klimat, niskie ceny i praktycznie zerowe zagrożenie konfliktem zbrojnym, RPA wydaje się być jednym z lepszych miejsc do życia. Byłem kilkukrotnie - polecam :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 4 ~Eskimos odpowiada ~cedrik

A bezpieczeństwo?
Pytam, bo chętnie bym się wybrał backpakersko...
Czytałem że zabójstwa mają wskaźnik 40 na 100 tys ( w Polsce ok1,5) i średnio tych zabójstw jest 49kazdego dnia- Wikipedia.
Pomijam 65 tysięcy gwałtów rocznie i pierwsze miejsce w gwałtach na dzieciach oraz car-hijacking.
Ciekaw jestem czy gdybym wybrał się samotnie na wycieczkę auto stopem po kraju czy moje szanse powrotu wynioslyby 99% czy może 1%.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 5 ~cedrik odpowiada ~Eskimos

Pod względem morderstw faktycznie statystyki są jedne z najgorszych na świecie, ale miażdżąca większość z nich ma miejsce w slumsach i są to morderstwa murzynów na murzynach (głównie rabunkowe). W przypadku białego człowieka który porusza się po centrum miasta czy innych rejonach popularnych turystycznie, ryzyko jest znikome. Władze bardzo pilnują żeby do takich incydentów nie dochodziło, bo natychmiast są nagłaśniane w mediach i spada atrakcyjność turystyczna kraju.
Co do wyprawy autostopem - ja osobiście podróżowałem po tym kraju tylko samochodem, więc nie wiem jak to wygląda od kuchni. Lepiej jeśli poszukasz na forach autostopowych, najlepiej anglojęzycznych. Od siebie mogę dodać, że na poboczach dróg często widuje się murzynów łapiących stopa (np. gdy wracają z pracy do domu), tylko że zawsze trzymają oni w rękach kilka banknotów na zachętę. Co więcej, w niektórych regionach jest duży problem z małpami ("baboons"), które lubią atakować ludzi idących skrajem drogi, więc to też trzeba mieć na uwadze.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 2 ~edw odpowiada ~cedrik

W każdym kraju są piękne dzielnice dla bogatych, ale chyba nie oddają one rzeczywistości, w której żyje większość obywateli.
Wszedłem na GSV i zauważyłem, że wszystkie domy w tym kraju mają kraty w oknach i drzwiach, do tego większość jest otoczona drutem kolczastym lub nawet ogrodzeniem pod napięciem. Dla mnie osobiście jest to przerażające i tak zwyczajnie ciężko mi zrozumieć tych ludzi. Nie wolą zamiast na te wszystkie zabezpieczenia wydać te pieniądze na policję, żeby poprawić stan bezpieczeństwa w kraju?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 2 ~cedrik odpowiada ~edw

Ale mój komentarz nie dotyczył tego, jak się aktualnie żyje mieszkańcom RPA, bo to zupełnie inny temat. Ja odpowiedziałem na zadane wyżej pytanie, czy jacyś Polacy nadal chcieliby tam emigrować. Odpowiedź brzmi: tak, jeśli ktoś ma kasę to jest to świetne miejsce do życia. Gorące lato (25-30 stopni), łagodna zima (10-15 stopni), doskonałe wina, tania siła robocza, bliskość gór i oceanów, opcja wyjazdu na safari, bardzo przyzwoite drogi i benzyna po 3 zł... Mówię oczywiście cały czas z perspektywy osoby która tam przyjeżdża z pieniędzmi, a nie z perspektywy biednego murzyna.
Co do zabezpieczeń - faktycznie, niektóre domy wyglądają jak fortece. Moim zdaniem to przesada, ale skoro ludziom daje to subiektywne poczucie bezpieczeństwa, to ich sprawa. "Dać na policję" się nie da, bo te pieniądze zostałyby rozkradzione przez rząd. Mówimy o kraju, w którym prezydent (!) zbudował sobie gigantyczną rezydencję za pieniądze podatników, który do wszystkich spółek skarbu państwa zupełnie jawnie wstawia swoich krewnych, który zmienił ministra finansów 4 razy w ciągu jednego tygodnia (!!!) etc. Zamożni ludzie widzą jak to funkcjonuje i wolą zainwestować w solidną firmę ochroniarską niż płacić wyższe podatki. Nawiasem mówiąc, w RPA prąd kupuje się w sklepie. Przychodzisz, podajesz swój indywidualny numer klienta, dostajesz kod z doładowaniem i wpisujesz go w domu do "skrzynki elektrycznej". Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że cena prądu zależy od miejsca zamieszkania. Jeśli ktoś mieszka w bogatej dzielnicy, to płaci kilkukrotnie więcej niż osoba z dzielnicy biednej. Ot, sprawiedliwość społeczna made in Africa...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 2 ~Eskimos odpowiada ~cedrik

Przeczytałem ciekawą wypowiedź ostatniego szefa rządu RPA. Otóż na pytanie o plany poprawienia bezpieczeństwa publicznego odpowiedział, że więcej nic nie ma zamiaru robić, a jak się komuś nie podoba to może wyjechać.
Powiem szczerze, że jako biały dziwnie bym się poczuł. Gdyby nie bisli to ich kraj wyglądałby jak Mozambik.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 4,7% II 2020
PKB rdr 3,1% IV kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,5% II 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 330,48 zł II 2020
Produkcja przemysłowa rdr 4,9% II 2020

Znajdź profil