REKLAMA

Pytlarczyk: W gospodarce widać pierwsze sygnały hamowania

2022-06-29 13:52
publikacja
2022-06-29 13:52
Pytlarczyk: W gospodarce widać pierwsze sygnały hamowania
Pytlarczyk: W gospodarce widać pierwsze sygnały hamowania
fot. Marek Wisniewski / / Forum

W gospodarce widać już pierwsze sygnały hamowania, jednak jego skala uwidoczni się z opóźnieniem, prawdopodobnie na przełomie roku - ocenia główny ekonomista Banku Pekao Ernest Pytlarczyk. Jego zdaniem RPP będzie podwyższała stopy proc., dopóki nie pojawi się jasny sygnał, że inflacja zmienia trend na spadkowy.

"Mamy już pierwsze sygnały hamowania gospodarczego, choć są one na razie dość subtelne. Dane o koniunkturze sugerują, że popyt wewnętrzny spada. Mamy też już część twardych danych, które wskazują na spowolnienie - w odsezonowanej produkcji przemysłowej w ujęciu mdm mamy spadki, a w sprzedaży detalicznej widać słabość popytu na dobra trwałe. To są sygnały, który pasowałyby do układanki, że konsument jest dość mocno przytłoczony wzrostami cen i jego zdolność do zakupów jest mniejsza. W kolejnych miesiącach konsumpcja powinna zatem osłabiać się" - powiedział PAP Biznes Pytlarczyk.

"Ponadto, mieliśmy pierwszy miesiąc od 2020 r. kiedy płace realnie spadły. W kolejnych prawdopodobnie też będziemy obserwowali ten spadek. A jeśli płace spadają, to paliwa na konsumpcję powinno być coraz mniej" - dodał.

Ekonomista podkreśla, że choć w gospodarce widać pierwsze sygnały hamowania, to jego skala uwidoczni się z opóźnieniem, prawdopodobnie na przełomie roku.

"Konsensus dla Polski jest taki, że być może będziemy mieli kwartalną kontrakcję, jeśli chodzi o aktywność gospodarczą, ale ona nie będzie głęboka, m.in. ze względu na to, że rynek pracy wciąż jest mocny. Trzeba pamiętać, że skala wyhamowania nie jest jeszcze widoczna, chociażby dlatego, że mamy opóźnienie w transmisji polityki pieniężnej. Wyższe stopy jeszcze nie przełożyły się na aktywność. Niemniej, na przełomie roku to wyhamowanie powinno być już bardziej widoczne" - prognozuje.

Pytlarczyk wskazuje, że mimo rosnących stóp procentowych i wysokich cen, konsumpcja w Polsce wciąż pozostaje mocna i potrzeba trochę czasu, zanim wyhamuje.

"Popyt konsumpcyjny w polskiej gospodarce jest wciąż bardzo wybujały. W rozmowach z profesjonalnymi inwestorami pojawiają się opinie, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju 'efektu YOLO' - konsumenci wydają się żyć, jakby jutra nie było. Konsumpcja jest wciąż bardzo mocna, być może to jeszcze popandemiczny efekt - ludzie boją się, że jesienią pojawią się lockdowny. Z drugiej strony mamy wojnę w Ukrainie i konsumenci obawiają się o to, jak rozwinie się ten konflikt. Efekt ten ciężko zbadać, ale tak inwestorzy zaczynają racjonalizować sobie to, co dzieje się z konsumpcją" - powiedział PAP Biznes ekonomista.

"W gospodarce wciąż są pieniądze z pandemicznych tarcz, choć oczywiście trafiały one głównie do przedsiębiorstw. Niemniej, pieniądze z luźnej polityki fiskalnej - nie tylko w Polsce, ale i na świecie - cały czas gdzieś są i napędzają konsumpcję. Potrzeba trochę czasu, zanim to wyhamuje" - dodał.

W bazowym scenariuszu makroekonomicznym Pekao prognozuje, że PKB Polski wzrośnie w 2022 r. o ok. 4,5 proc. W 2023 r. wzrost wyhamuje do ok. 1 poc.

"W tym roku PKB Polski może wzrosnąć o ok. 4,5 proc., ze względu na efekt przeniesienia z poprzedniego roku – I kw. był bardzo dobry i to on w zasadzie ustawia wysoko poprzeczkę. Patrząc jednak na wskaźniki kwartalne, to w IV kw. powinniśmy mieć już spadek w ujęciu kwartał do kwartału. Wskaźniki roczne w przyszłym roku wyglądają słabo – efekty bazy powodują, że roczny spadek PKB jest bardzo prawdopodobny w I kw. 2023 r. Zakładamy, że w całym 2023 r. PKB może wzrosnąć w okolicy 1 proc." - prognozuje ekonomista.

"Techniczna recesja w Polsce jest prawdopodobna. Niemniej recesja to też szersze zjawiska, nie tylko techniczny spadek PKB, ale i pogorszenie na rynku pracy, pogorszenie sentymentu – to wydaje się prawdopodobne" - dodaje.

RYNKI NIE POZWOLĄ NA WYGASZENIE CYKLU PODWYŻEK, JEŚLI CPI BĘDZIE DALEJ RÓSŁ

Główny ekonomista Pekao prognozuje, że szczyt inflacji z Polsce przypadnie na sierpień i wyniesie ok. 16,0-16,5 proc. Potem wskaźnik CPI powinien bardzo powoli spadać. Ekonomista zaznacza jednak, że prognozy dla inflacji są bardzo niepewne.

"Cały czas mamy wzrosty cen żywności, zobaczymy co będzie się działo z paliwami. Ponadto, złoty jest pod presją i ciężko oczekiwać, że w otoczeniu słabnącej koniunktury polska waluta będzie się umacniać. W roku 2023 – miejmy nadzieję – inflacja będzie mieć już spadającą trajektorię, ale proces przefiltrowywania się inflacji przez ceny bazowe jest wciąż duży. W Pekao mamy swój wskaźnik CPI, który zależy od koniunktury w Polsce, i jeszcze nie widać, żeby on zawrócił. Jeśli zobaczymy, że wskaźnik ten zacznie spadać, to będziemy bardziej odważni w prognozowaniu tego, czy coś na inflacji się odwróciło" - powiedział Pytlarczyk.

"Prognozujemy, że średniorocznie inflacja w 2022 r. może wynieść ok. 13 proc., a w przyszłym roku - około 9 proc. Dopiero w 2024 r. jest szansa na powrót inflacji do przedziału celu NBP. Nasza pokora do prognozowania inflacji jest jednak bardzo duża - zbyt dużo razy nie trafialiśmy, podobnie jak cały rynek" - dodał.

Pytlarczyk podkreśla, że Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuowała cykl podwyżek stóp procentowych, aż nie zobaczy jasnego sygnału, że inflacja zmienia trend i zaczyna spadać. Zdaniem ekonomisty - jeśli uda się zapanować na inflacją - pod koniec 2023 r. są jednak szanse na obniżki.

"Wszystko zależy od tego, kiedy inflacja zmieni trend, na razie nie widać tego. Rynki nie pozwolą na wygaszenie cyklu, jeżeli inflacja będzie dalej rosła – złoty po prostu będzie dalej się osłabiał, a jeżeli PLN będzie słabł - to inflacja będzie dalej rosła, ten kanał jest bardzo szybki" - powiedział PAP Biznes ekonomista.

"Rada Polityki Pieniężnej będzie podwyższała stopy dopóki nie będzie jasnego sygnału – i dla RPP i dla rynków – że inflacja zmienia trend na spadkowy. Realne wydaje się, że stopa procentowa dojdzie do 7,5 proc. Przed nami jeszcze trzy podwyżki - o 50 pb, lub dwie - o 75 pb. Jeżeli jednak okaże się, że w jakimś sensie 'wygraliśmy z inflacją', to pod koniec przyszłego roku globalnie będziemy wracali do niższych stóp" - dodał.

Główny ekonomista Pekao podkreśla, że ryzyk dla zarysowanych scenariuszy makroekonomicznych jest sporo, w tym rozwój wojny w Ukrainie, zatrzymanie dostaw gazu do Europy, czy brak wyczekiwanego przez rynek wyhamowania gospodarki i silnego popytu wewnętrznego.

"Dla Europy najważniejszym ryzykiem jest zatrzymanie dopływu gazu. Ponadto sam konflikt zbrojny w Ukrainie – jego niekontrolowany rozwój i naruszenie pewnego rodzaju statusu quo, który obserwujemy od miesięcy, może mieć nieprzewidziane reperkusje gospodarcze " - ocenia Pytlarczyk.

"Ryzykiem jest też to, że gospodarka nie będzie hamowała, że silny popyt będzie cały czas utrzymywał się. Wtedy zobaczymy bardzo dziwne 'figury', jeśli chodzi o inflację i stopy procentowe - jeżeli oczekiwane spowolnienie nie przyjdzie, to będziemy mieli znacznie inną dynamikę inflacji i stóp, niż obecnie zakładamy. Każdy wyczekuje spowolnienia, żeby gospodarka zrównoważyła się. Zaczynamy wchodzić w niebezpieczną trajektorię, kiedy z uwagą przyglądamy się temu, czy popyt wewnętrzny spowolni, choćby po to, żeby zrównoważyć rachunek obrotów bieżących" - dodaje.

Patrycja Sikora (PAP Biznes)

pat/ gor/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Czy to dobry moment na inwestowanie?

Czy to dobry moment na inwestowanie?

Komentarze (12)

dodaj komentarz
lebero654
"Cały rynek" to jest kilkunastu głównych ekonomistów banków + dziennikarzy ekonomicznych, którzy prorokują z fusów. Ja mogę z równą pewnością powiedzieć, że cel inflacyjny NBP zostanie osiągnięty za 7 - 8 lat i to jak przyjdzie nowy Balcerowicz, a nie te ciamciaramcie, które są zdolne do drukowania pieniędzy i przypodchlebiania "Cały rynek" to jest kilkunastu głównych ekonomistów banków + dziennikarzy ekonomicznych, którzy prorokują z fusów. Ja mogę z równą pewnością powiedzieć, że cel inflacyjny NBP zostanie osiągnięty za 7 - 8 lat i to jak przyjdzie nowy Balcerowicz, a nie te ciamciaramcie, które są zdolne do drukowania pieniędzy i przypodchlebiania się niewyedukowanym wyborcom.
itso_zasob_ostateczny
autorytetu 0
itso_zasob_ostateczny
tylko masochiści grają na ograniczenie konsumpcji
bha
Wreszcie pobódka. Brak więceb słów
pisflacja
Wybitny ekonomista pan Pytlarczyk przewidywał swego czasu nadciagającą na lata 2020 & 2021 deflację.

A pojawiłam się ja :) Mam nadzieję że pyszna zmiana go za te prognozy nie zwolni, szkoda chłopa mimo wszystko.
samsza
https://www.wnp.pl/finanse/pytlarczyk-realizacja-polskiego-ladu-podniesie-wzrost-pkb-w-2022-r-o-0-3-0-4-pkt-proc,469253.html
Facet w maju 2021 przeczytał "polski ład", a po takiej lekturze nikt już nie jest "taki sam".

Zaraz zaraz, przeczytał, czy jako ekspert, bez zaznajomienia się wypowiedział "opinię"
https://www.wnp.pl/finanse/pytlarczyk-realizacja-polskiego-ladu-podniesie-wzrost-pkb-w-2022-r-o-0-3-0-4-pkt-proc,469253.html
Facet w maju 2021 przeczytał "polski ład", a po takiej lekturze nikt już nie jest "taki sam".

Zaraz zaraz, przeczytał, czy jako ekspert, bez zaznajomienia się wypowiedział "opinię" tuż po ogłoszeniu programu na konwencji partyjnej pis ?
kaczyslaw_
"Jego zdaniem RPP będzie podwyższała stopy proc., dopóki nie pojawi się jasny sygnał, że inflacja zmienia trend na spadkowy."

A ekonomiści z PKO BP mówią, że w lipcu będzie koniec cyklu podwyżek stóp.
tomkooo
bedzie podobnie do "2 tygodni lockdownu" :)
łżemier bedzie klamal tak jak glapa i inni klakierzy pis
wibor3m10procent
Czy ktokolwiek z tych ekonomistów przewidział wzrost stóp do obecnego poziomu bo ja sobie nic takiego nie przypominam.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki