Pułapka bankowości centralnej

Kilka dni temu amerykański bank centralny ogłosił spodziewane od jakiegoś czasu interwencje, mające na celu skup amerykańskich obligacji państwowych. Kilka miesięcy temu szef tego banku obiecywał, że nie będzie monetyzował długu państwowego, czyli kolokwialnie mówiąc, że nie zamierza drukować pieniędzy na pokrycie długu publicznego.

I rzeczywiście, na upartego można by twierdzić, tak jak twierdzą władze „niezależnych” banków centralnych, że banki te nie drukują pieniędzy na pokrycie deficytu. Drukują pieniądze i skupują obligacje państwowe nie bezpośrednio od rządu, lecz od osób, które posiadają te obligacje już po wyemitowaniu. Można powiedzieć, że jest to jakaś różnica – w praktyce jednak niewielka, jeśli chodzi o inflacyjny efekt, czyli wzrost ilości pieniądza w obiegu.

Wbrew niektórym teoriom obecne kłopoty gospodarcze nie powinny być nazywane „pułapką płynności”, w której przypadku irracjonalni inwestorzy siadają na złość na stosach gotówki, zamiast pożyczać je potrzebującym kredytów. Obecna sytuacja reprezentuje przypadek „pułapki bankowości centralnej”. Przypomnijmy, że przeważająca większość ekonomistów z bardzo różnych tradycji intelektualnych podkreśla, że co najmniej czynną rolę w wywołaniu kryzysu finansowego odegrał amerykański System Rezerwy Federalnej. Prowadzenie aktywnej polityki pieniężnej i obniżanie stóp procentowych było jednym z czynników sztucznej ekspansji kredytowej i finansowania inwestycji pustym pieniądzem zamiast zakumulowanym kapitałem prywatnych oszczędności, jak zalecał ojciec ekonomii, Adam Smith. To, że Fed ma swoje za uszami, przyznają nawet ekonomiści pracujący w bankach centralnych (choć trzeba dodać, że do rozległości całej bańki przyczyniła się także współczesna architektura międzynarodowego rynku finansowego).

W momencie pojawienia się kryzysu i ujawnienia ryzykownych inwestycji rozpoczęto aktywną politykę fiskalną — błędne inwestycje zostały zamiecione pod dywan odważnymi i szeroko zakrojonymi programami marki Bailout. Niestety, program ten, podobnie jak inne rzeczy proponowane przez rząd, nie jest darmowy — wiąże się z istotnymi dla amerykańskiego podatnika kosztami. Oczywiście, rząd może się zawsze zapożyczyć, ale nie miejmy złudzeń — prędzej czy później ta pożyczka musi zostać pokryta albo podatkami, albo drukiem pieniądza. Ponieważ obecnie jest już „później”, Ben Bernanke ogłosił, że chętnie opowie się za rozwiązaniem numer dwa i będzie drukował 75 miliardów dolarów miesięcznie w celu wsparcia rynku obligacji amerykańskich (i także umożliwienia dalszej „taniej” emisji długu publicznego).

Na czym wobec tego polega „pułapka bankowości centralnej”? Otóż za obecne kłopoty w dużej mierze odpowiada aktywna polityka amerykańskiego banku centralnego, który obniżał stopy procentowe i „drukował” pieniądze na masową akcję kredytową (technicznie rzecz biorąc, nie drukował, lecz dopisywał na kontach). Od momentu pojawienia się kryzysu bank stara się na upartego kontynuować tę politykę i dalej eskaluje to, co było przyczyną załamania, czyli obniża stopy procentowe. W tej chwili ogłoszono, zgodnie z przeczuciem rynku, ciąg dalszy aktywnej polityki, tzn. skupowanie obligacji. W ten sposób wpadamy w pułapkę bankowości centralnej — bank powoduje kłopoty aktywną polityką pieniężną, a następnie działa tak, jakby przyczyna kryzysu miała być receptą; to prawie tak, jakby alkoholik przekonywał, że picie alkoholu wyjdzie mu na zdrowie. Ot pułapka, w której winowajca dalej robi swoje.

Dodajmy, że nie jest to bardzo zaskakujące, iż rozdawnictwo konglomeratu Bush-Obama nie mogło rozwiązać problemu błędnych inwestycji. Rządy nigdy nie były, nie są i nie będą w stanie likwidować strat — oto pierwsza lekcja ekonomii. Rządy mogą tylko straty redystrybuować — przerzucić z jednych na drugich. Wciągając na swoje księgi błędne inwestycje, rząd przejął straty i obarczył nimi swoich podatników. Teraz, nie potrafiąc udźwignąć ciężaru tych strat, wspomoże się bankiem centralnym, który przerzuci je na klasę średnią i całe społeczeństwo poprzez drenaż siły nabywczej pieniądza, a więc wzrost cen i osłabienie dolara.

Zwróćmy jeszcze uwagę na polityczny aspekt prasy drukarskiej. W działaniach Fedu nie ma niczego nadzwyczajnego ani niczego, z czym byśmy się już w przeszłości nie zetknęli. Uderza jednak, po pierwsze, reakcja wielu mediów, które otwarcie i wielkimi czcionkami w nagłówkach piszą o „druku pieniądza”. Po drugie uderza reakcja przedstawicieli innych władz niż amerykańskie, którym ten krok nie za bardzo się podoba. Czy jest to tylko ogólna obawa, czy zapowiedź nadchodzących „wojen walutowych” — wkrótce się przekonamy. Możemy natomiast być pewni, że w takiej ewentualnej wojnie wygranym będzie ten, który postawi na politykę silnej, a nie słabej waluty.

Mateusz Machaj / Instytut Misesa

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,1% X 2017
PKB rdr 4,7% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl