REKLAMA

Prezydent zareaguje, jeśli Putin znów sfałszuje historię

2020-01-20 06:31
publikacja
2020-01-20 06:31

Mamy do czynienia z uderzeniem mającym na celu rozbicie wspólnoty euroatlantyckiej i jedności europejskiej – mówi w wywiadzie dla "DGP” wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, pytany dlaczego Rosja atakuje Polskę.

/ fot. Andrzej Hulimka / FORUM

"Nie jesteśmy jedynym atakowanym państwem. Rosjanie zaatakowali też USA. Pamiętamy tweety, że to amerykańskie korporacje doprowadziły do wojny. Ambasada Rosji w Paryżu pisała o porozumieniu z Monachium trzech krwawych aktorów – Francuzów, Brytyjczyków i dopiero w trzeciej kolejności Niemców. Mamy do czynienia z uderzeniem mającym na celu rozbicie wspólnoty euroatlantyckiej i jedności europejskiej. Kreml chce, żebyśmy dyskutowali, kto zachował się przyzwoicie przed i w czasie wojny, kto był antysemitą, a kto nie. To jest obliczone na wywołanie sporów między nami" – powiedział Przydacz.

Ocenił, że w ostatnich tygodniach Rosjanie są w tej sprawie nieskuteczni. "Świat zachodni zareagował jednoznacznie. Uznano próbę reinterpretacji historii przez Władimira Putina za absurd. Jest jasne, że celem Stalina była rewizja porządku wersalskiego, a narzędziem do tego był pakt Ribbentrop-Mołotow, bezpośrednia przyczyna II wojny światowej. A że armia radziecka rzeczywiście walczyła potem z nazizmem i walnie przyczyniła się do jego pokonania – tego przecież nikt nie neguje. Ważne jednak, aby pamiętać nie tylko, z kim walczyła Armia Czerwona, ale i o co. Nie przyniosła przecież pełnej wolności" – powiedział.

Wiceminister wyraził przekonanie, że "poza historiografią sowiecką świat nie ma wątpliwości co do przyczyn II wojny". "Sukcesem Polski i innych państw regionu była rezolucja Parlamentu Europejskiego z jesieni 2019 r., w której UE przemówiła oficjalnie +naszym językiem+. Nie spotkało się to ze zrozumieniem na Kremlu. Uznano to za porażkę, więc należało się spodziewać odpowiedzi. I odpowiedź przyszła w okolicach świąt, nieprzypadkowo, bo była próbą wykorzystania spowolnienia europejskich administracji" - powiedział.

Na uwagę, że udaną, bo odpowiedź Mateusza Morawieckiego przyszła dopiero po kilku dniach, wiceminister stwierdził, że nie. "Odpowiedź była sekwencyjna. Najpierw w połowie grudnia wysłaliśmy notę do ambasadora Siergieja Andriejewa, po pierwszym wystąpieniu Putina opublikowaliśmy oświadczenie MSZ, w połowie świąt wezwaliśmy rosyjskiego ambasadora, następnie była odpowiedź premiera, wreszcie rezolucja polityczna Sejmu. Pokazuje to przemyślaną, dojrzałą reakcję zamiast sytuacji, w której każdy reaguje po swojemu. Koordynowaliśmy tę reakcję na poziomie MSZ w kontakcie z kancelariami premiera i prezydenta" – stwierdził.

Pytany czy ta sekwencyjność będzie kontynuowana, gdyby 23 stycznia doszło do kolejnej eskalacji i czy jest plan odpowiedzi, która zapewniłaby porównywalne publicity, wiceminister przekazał, że "na bieżąco trwają prace nad ewentualnym przeciwdziałaniem zagrożeniom w tym zakresie".

"Każdy ma swoją rolę do odegrania. Ale to nie my jesteśmy czynnikiem próbującym dokonać zmiany. Będziemy promować powszechnie obowiązującą interpretację historii. Jeśli będą próby jej fałszowania, zareagujemy. Doskonałą okazją będzie wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy 27 stycznia w muzeum Auschwitz-Birkenau" – powiedział. (PAP)

ktl/ mok/

Źródło:PAP
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Polityka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki