Polscy pracodawcy. Płacą pod stołem i bawią się w bogów

redaktor Bankier.pl

„Tak przecież robi pół kraju” - pisze do mnie znajoma w reakcji na mój post na Facebooku, w którym zachęcam do kontaktu osoby dostające część wynagrodzenia na konto, a część pod stołem. Najczęściej mają jeden wybór – albo niższa płaca, ale na umowie, albo wyższa – tylko że w kopercie przekazanej osobiście na początku miesiąca.

Państwowa Inspekcja Pracy nie prowadzi statystyk dotyczących zaniżania wynagrodzeń na piśmie i przekazywania pozostałej części do ręki. Co więcej, trudno też takie zmowy wykryć, ponieważ pracownicy godzą się, by zarobić więcej. – Inspektor pracy bez współpracy ze strony przedsiębiorców praktycznie nie ma możliwości samodzielnego dokonania ustaleń w tym zakresie – mówi w rozmowie z Bankier.pl Dorota Rutkowska z Głównego Inspektoratu Pracy.

(fot. Andrzej Hulimka / FORUM)

Przed napisaniem tego artykułu rozmawiałam z kilkunastoma osobami w różnym wieku, z różnym doświadczeniem zawodowym i pochodzącymi z różnych miast. Podczas wywiadów poza ogólnymi stwierdzeniami „tak robią wszyscy”, dało się słyszeć i historie pracodawców, którzy nie tylko przekazywali część płacy pod stołem, ale i uznawali się za bogów, zaniżając umawiane słownie płace w gotówce czy każąc stać cały dzień w kolejce pod gabinetem po wypłatę.

„Polski biznes, niech ich diabli wezmą”

Polska firma z polskim kapitałem, zatrudnia kilkaset osób, zaczynała od kilkunastoosobowej załogi. Pomimo zysków i stabilnej sytuacji wynagradza, nie pamiętając, że teraz być może stać ją na podpisywanie umów na pełne stawki.

– Polski biznes, niech ich diabli wezmą. W dwóch firmach tak pracowałam, po przejściu do tej drugiej, większej, która posiada już swoje fabryki i jest dużym zakładem pracy, na rozmowie zapytano mnie, o ile mogą mniej mi wypłacać na umowie. Zgodziłam się na minimalną krajową na papierze, bo tam, gdzie mieszkam, rynek pracownika nie dotarł. Ostatnio zwolnił się kolega, ponieważ szef z jakiegoś powodu nie wypłacił mu tego pod stołem, mówiąc, że to premia, a pensję już dostał na konto – mówi w rozmowie z Bankier.pl.

Choć cały proceder polegający na takim wypłacaniu wynagrodzenia nie jest już niczym niespotykanym, takie zachowanie niektórych pracodawców staje się już osobliwe. – Na zwolnienia nie chodzę, mam już kredyt i nie zależy mi na wyższej stawce na umowie. Jednak denerwuje mnie to, że pieniądze są tutaj wykorzystywane do poniżania ludzi. Wypłaca się je z opóźnieniem, ludzie czekają godzinami na korytarzach. Pracownicy około 11-12. dnia danego miesiąca gromadzą się pod gabinetem prezesa i dopytują siebie nawzajem, czy szef będzie dzisiaj płacił. Czasami zaczyna przyjmować po południu, po wydaniu pieniędzy połowie osób zdarza się, że idzie do domu, czasami też nie przygotował kopert dla wszystkich w danym dniu – mówi Anna.

– To mi się w głowie nie mieści. Jeśli szef chce komuś dowalić, to wypłaca mu mniej, niż było to umówione. Sama jestem w takiej sytuacji – mam dzisiaj kolejną rozmowę na temat premii, której nie dostałam. Na szczęście mam dowód w postaci wiadomości e-mail. Pod drzwiami słyszę, że szef nie ma czasu na rozmowę ze mną. Szantażuje mnie teraz, bo celowo na tę okazję nie dał mi nowej umowy. W kwietniu skończyłam okres próbny, teraz jest maj, jednak i tu gromadziłam dowody – mam kopię listy obecności, gdzie nie widnieje wyłącznie moje nazwisko – dodaje.

Czasami pracownicy zwracają się do zatrudniających, aby, po ludzku, nagięli swoje „przepisy” na rzecz np. zdolności kredytowej. – Nie opłaca się chodzić na urlop, nie myśli się o macierzyńskim, bo w końcu wszystko idzie od tego, co ma się na umowie. Kolega poszedł do szefa, bo miał zbyt niską zdolność kredytową. Prosił o podwyżkę tylko na papierze, nie chciał jej w rzeczywistości. Pracodawca zgodził się co prawda na fikcyjną podwyżkę, ale tylko o 250 zł brutto – opowiada Monika, pracująca w małej firmie z województwa łódzkiego. 

Za drogi polski pracownik

W 2019 roku minimalne wynagrodzenie z umowy o pracę wynosi 2250 złotych brutto. W związku z corocznym podnoszeniem minimalnej krajowej rosną również koszty ponoszone przez pracodawców. Obecnie całkowity koszt najniższego zatrudnienia wynosi 2710,81 zł – czyli 2250 zł podstawy i 460,81 zł dodatkowych kosztów związanych z ubezpieczeniami, na które wlicza się:

  • składkę na ubezpieczenie emerytalne (9,76 proc. podstawy pokrywane przez pracodawcę),
  • składkę na ubezpieczenie rentowe (6,50 proc.),
  • składkę na ubezpieczenie wypadkowe (1,67 proc.),
  • składkę na Fundusz Pracy (2,45 proc.),
  • składkę na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (0,1 proc.).

Dość wysokie koszty pracy dla małych przedsiębiorców w Polsce to główny powód – tłumaczy swój punkt widzenia Hubert, który zatrudnia obecnie niewiele ponad 10 pracowników i wypłaca im część wynagrodzenia na konto, a część do ręki. – Przekazanie pracownikowi części wynagrodzenia "poza systemem" to albo mniejsze obciążenia dla przedsiębiorcy, albo wyższe wynagrodzenie dla pracownika, które byłoby trudne do osiągnięcia przy w pełni oficjalnym rozwiązaniu. Pamiętajmy, że na koszty pracy składają się nie tylko obciążenia podatkowe, ale też składki ZUS, co przy tych różnych modelach rozliczeń może się przekładać na różnicę w pensji nawet na poziomie powyżej 20 proc. A przecież większość z nas i tak nie wierzy w system emerytalny – argumentuje w rozmowie z Bankier.pl.

Kto zyska, a kto straci na podwyżce płacy minimalnej?

Rząd zaproponował podniesienie płacy minimalnej o 200 złotych, do poziomu 2 450 zł brutto. Warto się zastanowić, kto skorzysta, a kto straci na tej stricte arbitralnej i politycznej decyzji.

W system emerytalny nie wierzy nie tylko on. Jedni biorą część pensji „pod stołem”, bo pracodawca nie daje im wyboru, inni przeciwnie – bo dano im szansę i tak zdecydowali sami. – Szef wytłumaczył mi tę kwestię na samym początku. Powiedział, że będę miał podstawę 3000 zł plus 10 proc. od wypracowanej marży. Powiedział, że dla niego to wszystko jedno, czy całą kwotę przekaże mi do ręki, czy potraktuje to jak kwotę brutto i "odprowadzi" od niej wszystko tak jak trzeba, na koniec przelewając mi kwotę netto. To przede mną stał wybór i ja tak wybrałem. Tak samo wybrała reszta handlowców – mówi w rozmowie z Bankier.pl Kamil, który pracuje od początku kariery jako przedstawiciel handlowy.

Pytam, czy odczuł skutki takiego wypłacania wynagrodzenia i czy nie chciał negocjować zmiany warunków: – Nie potrzebuję, żeby sytuacja uległa zmianie. Jestem ubezpieczony i mam odprowadzane wszystkie składki. W grę mogłaby wchodzić kwestia wysokości emerytury, ale mam świadomość, że nasz system emerytalny jest już trupem, więc nie liczę, że przetrwa on w tej postaci 35 lat. Pozostaje kwestia wynagradzania w czasie zwolnienia lekarskiego. Teoretycznie może być to problem. Jestem jednak przekonany, że przez kilka lat otrzymywania dużej prowizji do ręki będę na plusie, nawet jeśli na kilkumiesięcznym zwolnieniu będę miał mniejszą wypłatę – uzupełnia.

Obok względów kosztowych pod stołem lądują także próby obejścia przepisów. Marta pracuje w firmie zajmującej się przetwórstwem warzyw i owoców, zatrudniającej około 500 osób. W rozmowie z Bankier.pl mówi, że „inaczej” wynagrodzenie było wypłacane tylko w sezonie letnim. – Było dużo roboty i nie wszystko dało się zrobić, trzymając się zasad wynikających z Kodeksu pracy. Wykonywaliśmy swoje obowiązki po siedem dni w tygodniu, w dni ustawowo wolne od pracy. Za ten czas mogliśmy rozliczyć się w dwojaki sposób – albo formalnie po sezonie, albo w danym miesiącu pod stołem – opowiada Marta. Jedynym remedium na taki stan rzeczy według pracodawcy było zatrudnienie większej liczby pracowników, którzy mimo dobrych stawek (w opinii Marty), nie chcieli się tym zajmować.

To tutaj typowe, ta branża tak ma

Kamil jest przedstawicielem handlowym na Śląsku, Agnieszka to przedszkolanka, a Milena pracuje jako kosmetyczka we Wrocławiu. Wszyscy zgodnie mówią, że w ich środowisku zawodowym taki rodzaj zatrudnienia jest „normalny”. – Robiono tak wszędzie, gdzie do tej pory pracowałam. Te  mniejsze firmy proponowały umowę na najniższą krajową i tyle przelewały na konto, a resztę - w zależności od uzgodnień. Umawiałam się na przykład na 2000 zł netto i tyle, ile wychodzi z umowy o pracę szło na konto, a reszta do ręki. Dopóki uczęszczałam na studia, nie zależało mi tak mocno na wyższej podstawie, teraz prowadzę własną działalność – mówi Agnieszka.

Nie inaczej jest w branży kosmetycznej. – Mam minimalną krajową na umowie i procent od obrotu, jaki wyrobię do koperty. W moim zawodzie jest to bardzo popularna forma wynagradzania, nie wiem, czy jakiś salon ma inaczej. Nie jest to owiane tajemnicą i nie negocjowałam, bo we wcześniejszej pracy miałam gorsze warunki i zdaję sobie sprawę, że w moim zawodzie nigdzie lepiej nie będę miała, chyba że pójdę na swoje – wyjaśnia kosmetyczka. – Nie znam salonu, gdzie dziewczyny mają na umowie wyższą kwotę; jeśli tak jest, to pewnie mają mniejszy procent od obrotu. I tak - umowa o pracę to luksus w tej branży; mnie dwukrotnie zatrudniano na podstawie umowy o dzieło, raz w Warszawie, a raz we Wrocławiu, świeżo po tym, jak tutaj przyjechałam – opowiada.

Kamil od początku pracy zawodowej również pracował w takim systemie. – W mojej branży, czyli handlu, jest to normalne. Wszyscy moi pracodawcy tak robili. Wyjątkiem była duża międzynarodowa korporacja, gdzie całość wypłaty szła przelewem – mówi.

Uszczelnić rozszczelnione

– Pomimo zmieniającej się podaży pracy w dalszym ciągu panuje przyzwolenie na tzw. zatrudnianie niezadeklarowane, zarówno po stronie pracodawców, jak i pracobiorców. Główną przyczyną takiego stanu jest dążenie podmiotów zatrudniających do zmniejszenia kosztów pracy - poprzez oszczędności na świadczeniach publicznoprawnych – mówi w rozmowie z Bankier.pl rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Pracy.

Jednym z pomysłów na uszczelnienie systemu i ograniczenie szarej strefy było wprowadzenie od tego roku konieczności przelewu wynagrodzenia wyłącznie na rachunek pracownika. Ustawodawca tak uzasadniał konieczność zmian: „Płatności gotówkowe, w przeciwieństwie do elektronicznych, nie pozostawiają śladu, umożliwiając ukrycie przekazania środków. Tym samym wprowadzenie regulacji zmniejszającej rolę gotówki w gospodarce na rzecz płatności elektronicznych może przyczynić się do ograniczenia szarej strefy w gospodarce i – w efekcie – do poprawy sytuacji konkurencyjnej uczciwych podmiotów i zwiększenia dochodów sektora finansów publicznych” – czytamy w uzasadnieniu.

Jednak, jak potwierdza Państwowa Inspekcja Pracy, trudno jest wykryć taką zmowę i ukarać nieuczciwych pracodawców. – Wskazane nieprawidłowości najczęściej występują przy współdziałaniu obu stron. Ujawnienie zmowy następuje najczęściej w przypadku złożenia skargi przez osobę, która z pewnych względów nie otrzymała kwoty ustnie umówionej – dodaje rzecznik prasowy GIP. –  Praktycznie niemożliwe jest dokonanie ustaleń w tym zakresie przez inspektorów pracy bez współpracy ze strony przedsiębiorców – dodaje na koniec. Przekonywaniem niewierzących w system nie zajmuje się jednak żaden resort.

Weronika Szkwarek

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 5 ks505

dokładnie

! Odpowiedz
10 12 peace

Pracownik niema wyboru jak na rynku panuje stawka minimalna pod stołem a reszta w kopercie. I jak później można mieć złość kredytowa? PIP ma możliwość sprawdzenia kto oszukuje, wystarczy kierować się logiką, bo jeszcze nie słyszałem o wykwalifikowanym cieśli, murarzy, zbrojarzy, czy operatorze ciężkich maszyn, który zarabiałby minimalną krajową. A jednak do do ZUS wpływają składki naliczone od minimalnej krajowej stawki na powyższe stanowiska i nikogo, aboslutnie nikogo to nie dziwi.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 13 glos_rozsadku

zawsze jest wybór.

! Odpowiedz
7 3 glos_rozsadku

a kredyty są dla patologii

! Odpowiedz
8 67 januszbizensu

Skoro każdy tak robi to trzeba obniżyć podatki bo to sygnał ,że przekroczyliśmy punkt krytyczny na krzywej Laffera.

! Odpowiedz
4 5 glos_rozsadku

wg dr nauk ekonomicznych Sławomira Mentzena niestety jesteśmy wciąż po lewej stronie krzywej i podnoszenie podatków powoduje wzrost przychodw budżetu.

! Odpowiedz
13 15 tomi44g

Jestem programistą i w Polsce pracowałem w 4 firmach. Żadna nie płaciła w 100% normalnie. Jena gotówkę z premią, druga kazała wystawiać fikcyjne delegacje, trzecia niby prawa autorskie od wytworzenie go dziela, czwarta na fakturę na firmę. Godziłem się na to bo to było najkorzystniejsze ale to było chore. W ostatniej firmie gdzie miałem umowę na min. a reszta na fakturę zalegali z płatnościami nawet 3 miesiące. A VAT musiałem zapłacić. W Wielkiej Brytani mała firma informatyczna 100% na umowę, przelew zawsze 28go jest. Nie powiem robi to różnicę na plus. Choćby to że się nie boje ze US mi zrobi kontrolę.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 4 glos_rozsadku

co z Ciebie za programista? Żaden programista by się na coś takiego nie zgodził a znam ludzi z branży. Zarabiają po 15 k na fakturach lub UoP

! Odpowiedz
20 110 piotrpoznan

Piszacy ten artykul pominal fakt, ze w malych firmach takie same praktyki stosowane sa w Niemczech, Francji co sam wiem i jak podejrzewam w innych krajach Unii. Problemem jest zbyt wysokie opodatkowanie pracy w calej Unii.

! Odpowiedz
0 0 tbielik

https://independenttrader.pl/jak-nie-dac-sie-okradac-panstwu.html?fbclid=IwAR2P5pwoXhsnSEJK47OHZ2hBeB5bYb3DvkeQI6SQdF2X_LbEzw3oeLr5RTg

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne