Pierwsze trzy tygodnie handlu na rynku metali szlachetnych w nowym roku z pewnością należały do platyny. Cena najrzadszego spośród metali szlachetnych poszybowała w górę o 9% – prawie tyle, co w całym 2012 roku. Czy wzrosty utrzymają się w kolejnych miesiącach?
Gwałtowny wzrost cen platyny spowodowany był przez decyzję największego producenta o zamknięciu kilku nierentownych kopalń. Anglo American Platinum, który kontroluje 40% światowego wydobycia, zdecydował się zmniejszyć produkcję o około 300-400 tys. uncji rocznie. Ponieważ oznacza to spadek światowego urobku aż o 5-7%, nie mogło to pozostać bez wpływu na ceny. Decyzja koncernu nie jest jednak wydarzeniem zupełnie odosobnionym. Wielu analityków spodziewa się bowiem, że inne firmy wydobywcze pójdą w jego ślady.
Platyna lepsza od złota?
![]() | » Czy nastąpi 13. rok złotej hossy? |
Platyna pod względem inwestycyjnym wydaje się więc atrakcyjniejsza od złota. Potencjał spadkowy jest mocno ograniczony (średni koszt wydobycia złota jest dwa razy niższy niż platyny), a koncentracja produkcji w jednym rejonie świata stwarza dodatkowe możliwości wzrostu cen. Ponadto relatywnie niewielkie znaczenie ma popyt inwestycyjny. Zakupy platyny z myślą o jej odsprzedaży w przyszłości stanowią jedynie 6% popytu, podczas gdy udział inwestorów na rynku złota sięga 50%. Dużą różnicę widać też, gdy porównamy wielkość środków zgromadzonych w funduszach ETF. W przypadku platyny jest to 30% rocznego wydobycia, a kruszec zgromadzony w złotych funduszach odpowiada rocznej produkcji.
Do tego platyna jest, jak wiadomo, o wiele rzadsza od złota, przez co zawsze była wyżej notowana. Nawet w języku potocznym utrwaliło się przecież, że karta platynowa jest lepsza od złotej, a pakiet „platinium” jest tym, który daje największe korzyści, w zamian oczywiście za najwyższą cenę. W ciągu ostatnich dwóch lat rynek zachowuje się jednak wbrew utrwalonej przez dekady prawidłowości i uncja platyny kosztuje mniej niż uncja złota. Na przełomie roku różnica na korzyść złota przekraczała 130 dolarów. Ostatnie tygodnie jednak zniwelowały ją prawie całkowicie. Gdyby jednak myśleć o powrocie do historycznej normy, cena platyny powinna przekraczać cenę złota prawie dwukrotnie.
Pallad jeszcze lepszy?
Nie można jednak ignorować pozostałych powodów, dla których platyna w relacji do złota w ostatnich latach staniała. Wzrost cen żółtego metalu na skutek rosnącego w kryzysie zapotrzebowania inwestorów nie jest bowiem tutaj jedynym czynnikiem. Sama platyna też znalazła się pod presją, ze względu na spadek popytu na samochody. Prawie 40% zużywanej co roku platyny trafia do katalizatorów spalin w pojazdach, głównie tych z silnikiem diesla. Wygaśnięcie rządowych programów pomocowych dla rynku motoryzacyjnego oraz recesja w Europie zatrzymały wzrost zapotrzebowania na platynę. Czynniki sezonowe nie dają jednak pełnego obrazu sytuacji.
Od jakiegoś czasu bowiem platyna systematycznie zastępowana jest w katalizatorach przez ciągle ponad dwa razy od niej tańszy pallad. Już obecnie dominuje on w silnikach benzynowych, powoli zdobywając też segment silników diesla. Z jednej strony więc udział platyny w najszybciej rosnącym obszarze rynku (silniki benzynowe o małej pojemności z turbodoładowaniem) jest znikomy, z drugiej zaś platyna powoli traci na rzecz palladu tam, gdzie dotąd miała monopol. Goldman-Sachs prognozuje, że w latach 2012-2014 sprzedaż nowych pojazdów, przy produkcji których zużywany jest pallad, będzie rosła w tempie ponad 5% rocznie, podczas gdy sprzedaż tych, które wymagają platyny, będzie rosła zaledwie w tempie 0,25%.
Ryzyko
Cena palladu powinna więc rosnąć szybciej, zwłaszcza, że sytuacja pod względem podażowym jest jeszcze trudniejsza niż przy platynie. Prognozy banków wskazują na wzrost cen w najbliższych latach w tempie ok. 10% rocznie. Jakie jest ryzyko niesprawdzenia się tych prognoz? W najbliższych latach światowy popyt na samochody na pewno będzie rósł, nawet w Europie sytuacja powinna się poprawiać. Głównym ryzykiem jest zmiana technologii oczyszczania spalin tak, że metale szlachetne staną się w tym procesie zbędne.
Sytuacja, gdy dwie trzecie jakiegoś surowca pochłania tylko jedno zastosowanie, musi odrobinę niepokoić, nawet jeżeli prawdopodobieństwo zaprzestania zużycia jest bardzo niskie. Wprawdzie związki palladu z przemysłem motoryzacyjnym są teraz bardzo silne, nie znaczy to jednak, że nie można sobie wyobrazić okoliczności, w których uległyby one znacznemu rozluźnieniu. Na przykład upowszechnienie się samochodu elektrycznego, który w ogóle nie emituje spalin, spowodowałoby, że katalizatory stałyby się niepotrzebne. Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień, ale ceny na rynku szybko dyskontują przyszłość. Posiadacze długich pozycji w palladzie bardzo szybko odczuliby więc w swoich portfelach nawet zapowiedź zmiany.
Maciej Bitner
Główny Ekonomista Wealth Solutions
























































