REKLAMA

PIE: wyższe ceny emisji CO2 pozwolą na efektywną transformację

2021-09-24 07:08
publikacja
2021-09-24 07:08
PIE: wyższe ceny emisji CO2 pozwolą na efektywną transformację
PIE: wyższe ceny emisji CO2 pozwolą na efektywną transformację
fot. SaskiaAcht / / Shutterstock

Utrzymanie cen emisji CO2 na poziomie 30 euro do 2025 r. będzie oznaczało realizację scenariusza powolnej dekarbonizacji - stwierdza w analizie Polski Instytut Ekonomiczny. Według ekspertów na efektywną transformację pozwolą kwoty rzędu 60 i 120 euro.

Analitycy PIE zwrócili uwagę, że OECD zaproponowało globalne rozwiązanie dla cen emisji CO2, które uwzględniałoby różne krajowe polityki ekologiczne. Miałoby to zapobiec międzynarodowym konfliktom handlowym przez umożliwienie gospodarkom podobnym do UE szybkie ograniczanie emisji przy jednoczesnym "rozsądnym" opodatkowaniu krajów, które w większym stopniu zanieczyszczają środowisko - zaznaczyli. Przypomnieli, że wzrost cen emisji CO2 o 1 euro za tonę przekłada się wedle szacunków na zmniejszenie emisji o 0,73 proc.

W opinii OECD ustalanie cen emisji CO2 "jest bardzo skuteczną polityką dekarbonizacji". W Wielkiej Brytanii efektywna stawka emisji CO2 wzrosła w latach 2012-2018 z 7 euro do 36 euro za tonę, a emisyjność sektora energetycznego zmalała o 73 proc.

Z kolei z przytoczonych przez analityków prognoz Goldman Sachs wynika, że wartość „zielonych inwestycji” do 2032 r. ma sięgnąć 56 bln dol., czyli ok. 2 proc. PKB. "OZE będą odpowiadać za redukcję nawet 50 proc. CO2 do 2050 r., ale jednocześnie potroi się globalne zapotrzebowanie na energię" - oszacowano. W następnych trzech dekadach wychwytywanie CO2 ma się natomiast zwiększyć się z obecnych 40 MtCO2 do nawet 7 tys. MtCO2 rocznie. "Aby osiągnąć unijne cele klimatyczne, wytwarzana energia elektryczna będzie musiała być zredukowana o 57 proc. do końca dekady, co oznacza wycofanie się z elektrowni węglowych do 2035 r." - wskazano w analizie opublkiwanej w ostatnim wydaniu "Tygodnika Gospodarczego PIE".

Analitycy zwrócili uwagę, że kwestią sporną pozostają ceny emisji CO2. Przypomnieli, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy zaproponował, aby do 2030 r. na całym świecie obowiązywała kwota w wysokości 75 dol. za tonę. "Największe efekty w redukcji emisji, biorąc pod uwagę CPS (ang. Carbon Pricing Score), oszacowano dla stawek na poziomie 120 euro" - stwierdzono. W analizie PIE zwrócono też uwagę, że wyznaczone przez UE podatki od emisji CO2 są uznawane "za nadmierną taryfę handlową", na co wskazywał pełnomocnik prezydenta USA ds. klimatu John Kerry. Kwoty są za wysokie m.in. dla USA, Chin i Indii, które stosują odrębne polityki ekologiczne.

Wskazano też na zaproponowane przez OECD uwzględnienie w opłatach od produkowanego CO2 "innych środków ograniczania emisyjności gospodarki, w tym m.in. zakaz budowy nowych elektrowni węglowych" - co miałoby zmniejszyć ryzyko globalnej wojny handlowej. Analitycy przypomnieli, że dobrowolne ramy dla podatku węglowego zostały skrytykowane przez byłego ministra finansów Francji Edmonda Alphandéry’ego. Obecnie cena emisji CO2 w UE wynosi ok. 60 EUR/t, z kolei KE prognozowała kwotę na poziomie 50-85 euro do 2030 r., a niektóre fundusze hedgingowe 100 euro do końca br. - przypomniano. Zwrócono uwagę, że również Chiny i Kalifornia uruchomiły swoje programy ograniczenia handlu uprawnieniami do emisji CO2.

W analizie PIE przytoczyła też opinię Alphandéry’ego, że przyjęcie globalnego systemu ustalania cen emisji zagrozi skutecznej walce ze zmianami klimatycznymi, "bo bardziej zanieczyszczające gospodarki będą mogły wykorzystać niskoefektywne działania do obniżania podatku".

"Utrzymanie cen emisji CO2 na poziomie 30 euro do 2025 r. będzie oznaczało realizację scenariusza powolnej dekarbonizacji – według Kaufmana" - stwierdziło PIE. Według analityków "dopiero wyższe kwoty rzędu 60 i 120 euro pozwolą na efektywną transformację".

W opinii PIE globalne rozwiązanie zaproponowane przez OECD może natomiast umożliwić wysokoemisyjnym gospodarkom powolną transformację, co wpłynie na zmiany klimatyczne na całym świecie. Globalny konsensus w sprawie podatku od emisji CO2 jest potrzebny, jednak należy mieć przy tym na uwadze tempo przeprowadzanych zmian - stwierdzili analitycy. "Ostatecznie rysują się dwa skrajne scenariusze: akceptacja wzrostu cen energii, determinowanego przez bilanse podażowo-popytowe i m.in. pakiet klimatyczny +Fit for 55+, albo katastrofa klimatyczna" - podsumowali. (PAP)

autorka: Magdalena Jarco

maja/ drag/

Źródło:PAP
Tematy
Otwórz Konto Mój Biznes i zyskaj nawet 1800 zł

Otwórz Konto Mój Biznes i zyskaj nawet 1800 zł

Komentarze (17)

dodaj komentarz
pozhoga
,,wyższe ceny emisji CO2 pozwolą na efektywną transformację"

E tam, mam prostsze rozwiązanie: NIE pozwalać się terroryzować eko-paranoikom, wywalić tych wszystkich timmermansów, jourove, von-der-cośtam i małą Gretę też na zbite d...
mararok
"Polska Kuwejtem Europy" mamy tyle czystej energii po stopami, pora zainwestować:

https://youtu.be/hxw-VoXvZFI
anty12
I dlaczego jeszce tym bilionow dularow nie wydobywacie ? 6 lat jestescie przy korycie.
mararok
Roczne co2 wydychane przez człowieka w tonach 0.355

0.355*120=42.6 euro

Sporo chcą sobie liczyć za możliwość oddychania

A taki wulkan ? czemu nikt nie opodatkował wulkanów ? Przecież tam to dopiero emisja jest
po_co
Wszystko w porządku tylko na jaką formę wytwarzania energii ma transformować się Polska?
Nie posiadamy innych surowców naturalnych, nie mamy pierwiastków wykorzystywanych w elektrowniach atomowych, nie mamy gazu, nasłonecznienie w Polsce jest zbyt niskie aby efektywnie produkować energię z paneli fotowoltaicznych, w
Wszystko w porządku tylko na jaką formę wytwarzania energii ma transformować się Polska?
Nie posiadamy innych surowców naturalnych, nie mamy pierwiastków wykorzystywanych w elektrowniach atomowych, nie mamy gazu, nasłonecznienie w Polsce jest zbyt niskie aby efektywnie produkować energię z paneli fotowoltaicznych, w Polsce elektrownie wiatrowe mogą pokryć efektywnie tylko 9% powierzchni i raczej nie chcemy wyludniać całych województw żeby je zbudować.

Więc na co Polska ma się transformować? Na gospodarkę która ma kupować energię z zewnątrz?
wonsz
A może na gospodarkę, która zużywa mniej energii, zamiast wiecznie martwić się, skąd wziąć jej więcej i taniej? Pewnie, że fajnie jest mieć po jednym aucie na dorosłego członka rodziny, lodówkę na 2 metry sześcienne, a po ciężkim dniu odpalić sobie kolorową gierkę na sprzęcie ciągnącym pół kilowata. Fajnie A może na gospodarkę, która zużywa mniej energii, zamiast wiecznie martwić się, skąd wziąć jej więcej i taniej? Pewnie, że fajnie jest mieć po jednym aucie na dorosłego członka rodziny, lodówkę na 2 metry sześcienne, a po ciężkim dniu odpalić sobie kolorową gierkę na sprzęcie ciągnącym pół kilowata. Fajnie jest wsiąść do sportowego samochodu z kumplami i pojeździć godzinkę bez celu. Fajnie jest iść do ładnej galerii handlowej, gdzie kilometr sześcienny powietrza chłodzony jest nawet w największe upały do przyjemnych 21 stopni i kupić parę kilo średnio potrzebnych rzeczy, do wyprodukownia których potrzebne były - a jakże - chore ilości energii. Bardzo mi się ten styl życia podoba i nie zamierzam z niego dobrowolnie i bez sarkania rezygnować. Problem w tym, że do takiego stylu życia aspiruje kilka miliadrów ludzi w Europie, obu Amerykach, Azji. Za obecny poziom zasyfienia świata odpowiada niecały miliard ludzi (Europa, USA, czy bogata już od paru dekad Japonia). A wyobraź sobie, co się stanie, gdy na naszym poziomie zechce żyć kolejne 3 mld (Chiny, Indie, Azja południowo-wschodnia, naftowi szejkowie i ich poddani, czyli miejsca, gdzie też żyją w miarę bystrzy i pracowici ludzie). Takiego poziomu konsumpcji energii i wytwarzania zanieczyszczeń i odpadów ani planeta, ani żadna gospodarka nie udźwigną.
Nie podoba ci się zwiększanie cen za energię i produkcję plastikowych śmieci? Rozumiem cię świetnie, mi też się nie podoba. Tylko zauważ, że alternatywy dla takiego rozwiązania są następujące:
1. twardy kolonializm - wszystkich innych, niż my należy trzymać siłą w takiej biedzie, jaką Hitler przewidział dla Polaków czy Rosjan. Niech na nas tyrają i żyją po 30-35 lat w lepiankach. Wtedy nasz uprzywilejowany miliard może jeszcze przez dłuuugie dekady konsumować, ile chce.
2. porządne ludobójstwo. Jak wojna, zaraza albo głód wybije z 5-6 miliardów ludzi, problemy energetyczno-środowiskowe same się rozwiążą.
Niestety, innych rozwiązań nie ma. Ekonomię, socjologię, prawo możesz sobie wymyślić, jakie chcesz i przy ich pomocy oszukiwać ludzi bardzo długo. Ale fizyki nie oszukasz. Nie weźmiesz znikąd energii potrzebnej do zaspokojenia coraz większych potrzeb konsumpcyjnych coraz większych mas ludzi. Na krótką metę, oczywiście, możesz dalej radośnie spalać węgiel bez opamiętania, wyrzucać połowę żarcia, które kupisz a ubrania, smartfona czy samochód wymieniać co rok i ekoszurami się nie przejmować. Ale to problemu nie rozwiąże, bo za pokolenie albo dwa (czyli pewnie jeszcze za mojego czy twojego życia) zamiast 7,5 mld ludzi, z czego pewnie z 1,5 mld żyje "na poziomie" będziesz mieć 10 mld, z czego około 3 mld żyć będzie "na poziomie". I jaką wtedy będziesz mieć radę dla swoich dzieci?
po_co odpowiada wonsz
Używaj proszę wcięć i dziel odpowiedź na sensowne fragmenty bo taki zbitek tekstu jest trudny do przeczytania, a wcale źle nie piszesz.

Jasne, zgadzam się że człowiek powinien optymalizować wykorzystanie energii i uprzedzam, że robi to od zawsze. Konsumpcja rośnie ale sprawność procesów również co sprawia,
Używaj proszę wcięć i dziel odpowiedź na sensowne fragmenty bo taki zbitek tekstu jest trudny do przeczytania, a wcale źle nie piszesz.

Jasne, zgadzam się że człowiek powinien optymalizować wykorzystanie energii i uprzedzam, że robi to od zawsze. Konsumpcja rośnie ale sprawność procesów również co sprawia, że wyprodukowanie takiej samej ilości energii dzisiaj i jutro kosztuje mniej z każdym rokiem (nie mówię o cenie surowców tylko o ich ilości).

Wysokie ceny energii mają swoje przełożenie na wszystkie oferowane usługi i sprzedawane towary. Nawet gdy konsumpcja spadnie to koszt życia wzrośnie. Ktoś kto żyje jak asceta również za to zapłaci mimo, że ograniczy zużycie energii.

Nie tędy droga.
Poza tym wielokrotnie wytykam błąd myślowy leżący u podstaw całego tego procesu. Zakładamy, że problemem jest emisja CO2 - a o jest największe kłamstwo XXI wieku.
Problemem jest brak równowagi w cyklu węglowym i tutaj Polska na tle pozostałych krajów Europy niekoniecznie jest takim trucicielem jakim przedstawia to UE.

Bilans produkcji i pochłaniania CO2 w Polsce wynosi +20 mln ton CO2, dla przykładu w Niemczech jest to +600 mln ton CO2, a w Norwegii -300 mln ton CO2.

Wiele z tych odnawialnych źródeł energii jest znacznie bardziej degradujących dla środowiska niż się przyjęło o tym mówić. Praktycznie nie ma raportów dotyczących skażenia środowiska przez wykorzystywanie wody do produkcji fotowoltaiki (a wykorzystuje się tej wody mnóstwo i jest ona toksyczna). Nie mówi się o tym, że OZE stanowi ogromną ingerencję w środowisko, do raportów związanych ze środkami transportu nie załącza się informacji o tym, że najbardziej efektywną i ekonomiczną formą transportu dla środowiska jest lotnictwo bo budowanie kolei wymaga wycinania setek tysięcy hektarów lasów.

Tak wygląda zaplecze walki z CO2, redukujemy produkcję i jednocześnie drastycznie zaburzamy cykl węglowy poprzez degradowanie środowiska które musi te nadwyżki pochłonąć.

Gdyby komukolwiek zależało na poprawie jakości życia na naszej planecie to pieniądze które są pobierane w tych podatkach nie trafiały by na kolejne inwestycje drogowe, kolejowe, na budowę pięknych siedzib muzeów czy restaurowanie kostek brukowych w antycznych miastach tylko trafiałyby na realne inwestycje środowiskowe których w Europie po prostu nie ma.
To co się wykonuje jest tylko namiastką tego co powinno być wykonane.

Fotografuję przyrodę w jej naturalnym środowisku od lat i widzę postępującą degradację. Większość inwestycji pięknie wygląda w folderach ale doprowadza do niszczenia środowiska naturalnego, natomiast na plakacie jest twarz Wójta, członka Greenpeace i pozostałych organizacji więc ludzie wierzą, że to coś da. Nikt nie zastanawia się natomiast dlaczego populacja danego gatunku wyginęła pomimo zainwestowania milionów euro.

Niedawno rozmawiałem z pewnym bardzo znanym w Polsce fotografem i działaczem. Bardzo bronił Greenpeace za walkę z myśliwymi, miał rację bo w jego regionie poluje się od lat na gęsi i nie wchodząc w szczegóły nie chciał zrozumieć, że gatunek który u niego jest ginący w innej części kraju stwarza zagrożenie dla pozostałych gatunków - mowa o dziku.

Walka z myśliwymi jest tym samym co walka z CO2, jest akcją propagandową nie mającą nic wspólnego z dobrem i ekologią. Można na tym zarobić więc ktoś na tym zarabia. Szkoda, że ludzie dają się na to nabrać.
wonsz odpowiada po_co
Zgadzamy się co do tego, że politycy i ekoszury to głupcy, hipokryci lub przekręciarze zajmujący się głównie propagandą i kręceniem lodów, a nie realnymi działaniami. Za to z większością reszty zgodzić się nie mogę. Zgodnie z życzeniem - z podziałem na akapity, lecimy:

Oczywiście, że technologia idzie
Zgadzamy się co do tego, że politycy i ekoszury to głupcy, hipokryci lub przekręciarze zajmujący się głównie propagandą i kręceniem lodów, a nie realnymi działaniami. Za to z większością reszty zgodzić się nie mogę. Zgodnie z życzeniem - z podziałem na akapity, lecimy:

Oczywiście, że technologia idzie do przodu, elektrownia węglowa, która 100 lat temu miała ze 20-30% sprawności, dziś ma 40-45%. Ale co z tego? Ludzi w tym samym czasie przybyło ile, z 500%? A "energochłonność" każdego człowieka wzrosła tak, że nawet się nie podejmuję szacować. Gdzieś znalazłem informację, że całkowite roczne zużycie energii przez Polska w 1918 wynosiło 38kWh. Dziś średnio na świecie (a zatem liczone razem z populacją, do której prad jeszcze nie dotarł) jest to ponad 3MWh. A w krajach naprawdę rozwiniętych - pod 20MWh. A mówię o samym prądzie - gdzie w tym zestawieniu samochody i samoloty, gdzie domy wielkości dawnych dworków szlacheckich wznoszone dla pary singli albo rodziny z jednym dzieckiem, gdzie marnotrawstwo ubrań, plastiku, żywności? Jaki postęp, jaka racjonalizacja, jaka optymalizacja - my, jako gatunek, żremy i żremy coraz więcej i żeby równoważyć to postępem technicznym, potrzebowalibyśmy sfery Dysona, a nie coraz sprawniejszych elektrowni węglowych.

Tak, wiem, że wysokie ceny energii przełożą się na wysokie ceny wszystkiego, bo energia potrzebna jest do wszystkiego. To oczywista oczywistość. I co z tego? Nasze zasoby są ograniczone, a ludzi przybywa i wciąż (w przeliczeniu na głowę) zużywają tych zasobów coraz więcej. Masz zatem do wyboru
1. podnosić ceny sztucznie i planowo, np. opłatami emisyjnymi, w próbie przedłużenia trwania naszego beztroskiego dobrobytu, niestety przy jego jednoczesnym stopniwym ograniczaniu,
2. nie robić nic, niech biologia i wolny rynek wyregulują liczebność i poziom życia naszej populacji. Nie łudź się - wyregulują. Tylko ja nie chcę tego dożyć.

To proste - albo trzeba zapłacić trochę więcej teraz, żeby przedłużyć trwanie naszej cywilizacji w kształcie podobnym do naszego - albo twoi potomkowie zapłacą cenę najwyższą za pokolenie albo dwa. Jeśli przez kolejne 100 lat będziemy rosnąć tak, jak przez ostatnie 100, to będzie nas na tym udręczonym świecie 40 mld i zużywać będziemy średnio po parę TWh rocznie. Poważnie, chcesz to rekompensować "sprawnością procesów" w dziedzinie energetyki z paliw kopalnych...?

I nie, nie nawołuję do ascezy i powrotu do szałasów i zbieractwa. Ale uważam, że nie da się utrzymać poziomu życia, w którym po bułkę do sklepu połozonego 400m od domu jeździmy samochodem, mamy po 5 smartfonów na trzyosobową rodzinę (liczę tylko sprawne i w użyciu, nie liczę sprawnych, ale starych, zalegających po szufladach), przeznaczamy rocznie setki GWh na beztroskie kopanie kryptowalut i codziennie kupujemy sobie świeże pomarańcze i avocado, z których i tak 1/3 wywalamy. Gdzieś jest granica, będąca wypadkową naszej liczby i naszego poziomu konsumpcji - i uważam, że przekroczyliśmy ją. A zamiast się cofać - wciąż idziemy naprzód. I dlatego powtarzam po raz kolejny - ktoś za to musi zapłacić. Albo my teraz, ceną prądu, benzyny, jedzenia czy ubrań - albo następne pokolenie, masowym wymieraniem liczonym w miliardach, po którym świat się sam wyreguluje.

Dlatego nie będę w chodził w dyskusję o CO2. Też uważam, że jest on przereklamowany i sam w sobie nie jest i nie będzie przyczyną naszej zguby. Ale CO2 to tylko malutki wycinek globalnego problemu - problemu z dosłownie wszystkim. Wodą, paliwami kopalnymi, żywnością, miejscem do zamieszkania, miejscem do składowania odpadów, nawet zwykłym piaskiem do budowy dróg i domów. Żadna populacja nie może rosnąć w nieskończoność, zwłaszcza gdy każdy jej członek zużywa coraz więcej różnych zasobów. Albo ograniczymy naszą konsumpcję (np. poprzez podniesienie cen), albo ograniczymy naszą liczbę. Innej opcji nie ma. A przynajmniej ja jej w twojej wypowiedzi (ani nigdzie indziej) nie widzę. Piszesz o hipokryzji Greenpeace'u, o ukrytych kosztach fotowoltaiki - i oczywiście masz rację. Ale co proponujesz? Konkretnie proszę. Co zmienić, żeby za 30 lat 10 mld ludzi nie zaczęło się mordować w walce o wodę, żeby te miliardy nie tonęły pod zwałami plastiku i żebyśmy my tutaj w naszych willach i apartamentach ciągle płacili za 1kWh równowartość 0,01% (jednej setnej procenta) średniej wypłaty? I mam szczerą nadzieję, że będzie to pomysł lepszy, niż zwiększanie sprawności polskich elektrowni węglowych - o ile sama Polska dzięki tej strategii i przy kurczącej się powoli populacji mogła by, bez oglądania się na resztę świata, być oazą dobrobytu przez długie dekady, to nie łudź się, że reszta przeludnionego, głodnego świata nam na to pozwoli...
adam.1983 odpowiada wonsz
"A może na gospodarkę, która zużywa mniej energii" a niby jak chcesz to zrobić skoro obecnie lansowane są głownie pompy ciepła które zużywają energię wypierając inne źródła energii ( węgiel / drewno ) wymiana żarówek na ledowe w domu nie zaoszczędzi tyle energii aby starczyło na ogrzewanie elektryczne "A może na gospodarkę, która zużywa mniej energii" a niby jak chcesz to zrobić skoro obecnie lansowane są głownie pompy ciepła które zużywają energię wypierając inne źródła energii ( węgiel / drewno ) wymiana żarówek na ledowe w domu nie zaoszczędzi tyle energii aby starczyło na ogrzewanie elektryczne zwłaszcza starszych budynków, PV w zimie daje za mało aby było istotne w bilansie gospodarstwa domowego.
Ja miesięcznie zużywam około 100kw energii w domu ( 1200kw rocznie ), mając ledowe oświetlenie, kuchenkę na gaz i ogrzewanie na drewno, oraz standardowo jak na obecne czasy pralka lodówka kuchenka itp.
Przejście na ogrzewanie ekologiczną pompą ciepła dowali do tego bilansu rocznie 5000w które obecnie pozyskuje z drewna.
wonsz odpowiada adam.1983
Jak? Bardzo prosto. Musisz tylko przestać mysleć w kategoriach ilościowych i szukać g...o wartych oszczędności na parę watów (jak np. te ledy) i szukać zmian jakościowych. Niestety, często nieprzyjemnych. Do swojego domku weź rodziców i teściów - trzeba będzie ogrzewać jedno mieszkanie, a nie trzy, a ciągle będziecie Jak? Bardzo prosto. Musisz tylko przestać mysleć w kategoriach ilościowych i szukać g...o wartych oszczędności na parę watów (jak np. te ledy) i szukać zmian jakościowych. Niestety, często nieprzyjemnych. Do swojego domku weź rodziców i teściów - trzeba będzie ogrzewać jedno mieszkanie, a nie trzy, a ciągle będziecie mieć więcej przestrzeni, niż mają ludzie w blokach (zakładam, żeś Polak "statystyczny", czyli z ok. 1,5 dziecka w rodzinie i mieszkasz w średnim domu, tj. ok. 140 m2 - masz więc ok. 20m na głowę, podczas gdy zdrową normą w bloku jest rodzina 2+1 na np. 30-50m2). O kosztach dojazdów, zakupów, sprzętów AGD oraz o tym, że zwalniają się dwa mieszkania i nie trzeba budować dwóch nowych, nawet nie wspominam. Zrzuć się z sąsiadami na busa - zamiast toczyć codziennie z przedmieść do miasta, w którym wszyscy pracujecie, 10 samochodów palących po 6l/100km, użyjcie jednego, które spali 12l/100km, żeby dostać się w umówiony punkt, który wszystkim w miarę pasuje - a dalej na nóżkach i na rowerkach. Jedz jabłka z pobliskiego sadu, zamiast bananów, które przypłynęły do ciebie kontenerowcem. Zrezygnuj tak ze 3/4 elektroniki, jaką masz w domu (dla przykładu, moja dwuosobowa - dziecka w wieku żłobkowym nie liczę - rodzina korzysta obecnie z 3 aparatów telefonicznych - a kolejne 2 sprawne, ale "stare" walają się po szufladach - 4 laptopów, komputera stacjonarnego, 2 telewizorów i dwóch małych komputerków służących wyłącznie do obsługi tych telewizorów). Trasy dłuższe, niż kilkanaście-kilkadziesiąt km tylko pociągiem czy autobusem bez klimy, o samolocie czy samochodzie zapomnij. Ja bym powiedział, że to są przykłady zmian, jakich możemy doświadczyć w miarę wyczerpywania się naszych zasobów i dalszego geometrycznego przyrostu liczby ludności.

Powiązane: Energetyka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki