Organizacje konsumenckie skarżą się na praktyki AliExpress

Sześć organizacji konsumenckich z Francji, Holandii, Włoch, Portugalii, Belgii i Hiszpanii poinformowało w skoordynowanej akcji władze tych krajów o problematycznych praktykach stosowanych przez platformę sprzedaży internetowej AliExpress.

(fot. Sergei Konkov / TASS)

Z serwisu należącego do chińskiego giganta Alibaba korzysta w Polsce kilka milionów osób. Poza polską wersją językową platforma ta jest dostępna także po niemiecku, francusku, holendersku, włosku, portugalsku i hiszpańsku, co daje jej dostęp do 330 mln potencjalnych klientów, ponad tych, którzy mogą kupować na całym świecie na anglojęzycznej stronie serwisu.

Europejska organizacja konsumentów BEUC, do której należą krajowe podmioty walczące o prawa kupujących, poinformowała w piątek, że AliExpress wykorzystuje problematyczne klauzule w swoich warunkach umów z konsumentami z Unii Europejskiej. Ponadto są one bardzo niejasne i zamieszczone w różnych częściach strony internetowej, co - zdaniem BEUC - uniemożliwia konsumentowi znalezienie sensownej informacji prawnej.

Najpoważniejszy problem dotyczący zapisów odnosi się do potencjalnego sporu między konsumentem a sprzedawcą na platformie. Jak pisze BEUC, AliExpress stwierdza w nim, że jeśli nie dojdzie do polubownego rozstrzygnięcia sporu między sprzedawcą a konsumentem, to spór musi zostać skierowany do sądu arbitrażowego w Hongkongu.

Wykorzystanie takiej klauzuli jest jednak sprzeczne z prawem UE. Unijne przepisy mówią bowiem, że konsumenci mają prawo podjęcia działania prawnego przed sądem w ich własnym kraju.

Zakupy z Chin: jak kupować przez AliExpress?

Kupowanie przez internet na trwałe zagościło w życiu polskich konsumentów. Do niedawna zakupy online ograniczały się do terytorium naszego kraju, dzisiaj proste i wygodne jest również sprowadzanie produktów z zagranicy. Jednym z coraz popularniejszych w Polsce serwisów zakupowych jest chiński AliExpress.com. Podpowiadamy, jak skorzystać z serwisu krok po kroku.  

 

"Prawa konsumenta są niezbędne, by ludzie byli chronieni, jeśli coś pójdzie nie tak po zakupie lub w jego trakcie. Jeśli Alibaba kieruje swoją ofertę do konsumentów na rynku UE, nie ma innego wyboru niż przestrzegać unijnych przepisów konsumenckich" - zwróciła uwagę dyrektor generalna BEUC Monique Goyens.

Za egzekwowanie reguł odpowiadają organy w państwach członkowskich. W Polsce jest to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

"Wzywamy wszystkie władze zajmujące się ochroną konsumentów, aby pilnie przyjrzały się tej sprawie i podjęły działania. Platformy internetowe łączące sprzedawców spoza Europy są coraz bardziej popularne, ale respektowanie praw konsumenckich nie podlega negocjacjom" - zaznaczyła szefowa BEUC.

Innym z poważnych problemów, na które zwraca uwagę jej organizacja, jest brak możliwości zwrotu zakupionego za pośrednictwem platformy towaru bez uzasadnienia w ciągu 14 dni. W UE jest to standard wynikający z przepisów.

Na AliExpress nie jest łatwo również znaleźć odniesienie do gwarancji producenta. Dodatkowo zobowiązanie sprzedającego do zapewnienia minimalnej dwuletniej gwarancji prawnej nie jest wymienione, mimo że jest to prawo UE, które powinno być komunikowane konsumentom w jednoznaczny sposób.

Jako pierwsza na te praktyki poskarżyła się luksemburska unia konsumentów. Niemiecka Verbraucherzentrale Bundesverband rozważa działania prawne, a organizacje z Włoch, Holandii, Hiszpanii, Portugalii, Belgii i Francji przystąpiły do działania w sposób skoordynowany.

Alibaba to chiński koncern zajmujący się handlem oraz specjalizujący się w handlu detalicznym przez internet. Na jego platformie AliExpress konsumenci mogą znaleźć szeroką ofertę produktów, od odzieży i kosmetyków po towary elektroniczne. Alibaba liczy na to, AliExpress prześcignie największy na świecie sklep internetowy - Amazon.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

stk/ akl/ ap/

Źródło: PAP
Firmy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 10 ania-ogloszen

Unijne sklepy sprzedają produkty z możliwością zwrotu bo cena jest dwa razy większa, wiec jak ktoś odda to odsprzedadzą ponownie a jak się zepsuje to oddają kasę a produkt wyrzucają. A to są dokładnie te same produkty ze zmyśloną unijną marką wyprodukowane w chinach. Bo okazuje się że na 100m w jednej fabryce jest zarejestrowane 1000 firm które dzierżawi licencje, wynajmuje pracowników na godziny itd i niby jest producentem, to śmiech na sali. Dlaczego na produktach sprzedawanych przez unijne sklepy nie ma dokładnego adresu fabryki, bo by było wiadome że wszystko jedzie z jednego miejsca. To jest oszustwo bo np polskie firmy musza podawać adres fabryki na produktach. Bo za producenta to ja bym określił tylko tego co minimum 50% robi we własnej fabryce.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 3 szlachta-nie-pracuje

NA ALI KUPUJE PIELUCHY DLA MOICH PSÓW BTE I AJAWAJA

! Odpowiedz
21 21 and00

Ja na ali kupuję przedmioty "nie reklamowalne" tzn w takiej cenie ze nawet jak bym je kupił obok to nie warto było by reklamować.
Teraz czekam chyba na 20-25 przesyłek, ale razem za nie zapłaciłem niewiele ponad 100zł
(etui do telefonu, ściereczki i etui do okularów, kabel USB i inne takie tam, po 2-10zł
Ale telefonu, ba chyba nawet droższej ładowarki to bał bym się kupić

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne