Opłata drogowa – nowy podatek w cenie paliwa

główny analityk Bankier.pl

Do końca lipca Sejm i Senat może nałożyć na nas nowy podatek, eufemistycznie nazywany „opłatą paliwową”. Jego najbardziej prawdopodobnym skutkiem będzie wzrost wydatków państwa oraz wyższe ceny paliw w dłuższym horyzoncie czasowym.

„Propozycja” wprowadzenia opłaty drogowej spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Na początku sezonu urlopowego dowiedzieliśmy się, że władza chce od nas dodatkowych 4-5 miliardów złotych rocznie. Formalnie projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych (tak dla zmyłki nazwano akt prawny wprowadzający nowy podatek) to inicjatywa posłów Prawa i Sprawiedliwości. Ale w to wytłumaczenie trudno uwierzyć. Po lekturze tego dokumentu od razu widać, że mógł on powstać tylko w gmachach rządowych i został napisany przez ministerialnych urzędników.

(fot. Piotr Jasiczek / FORUM)

Co „proponuje” władza?

Najważniejszym punktem jest wprowadzenie „opłaty drogowej” doliczanej do hurtowych cen paliw przez rafinerie i importerów, którzy byliby płatnikami nowego podatku. Początkowe stawki ustalono na 200 zł za 1000 litrów benzyn silnikowych i olejów napędowych wraz z biokomponentami. Oraz 369,69 zł za 1000 kg „gazów i innych wyrobów” – czyli od LPG.

W praktyce oznacza to istotną podwyżkę podatków zawartych w cenie paliw. I nie o 20 groszy na litrze, jak wynikałoby to z prostych obliczeń. W Polsce od akcyzy, opłaty paliwowej i innych tego typu danin nalicza się jeszcze „podatek od wartości dodanej”, czyli VAT. Trudno zrozumieć, jaką „wartością dodaną” dla kierowcy jest podatek, ale płaci się od niego 23 proc. VAT. W ten sposób nowa danina sięgnie niemal 25 groszy na litrze benzyny i oleju napędowego.

Co więcej, stawki te będą co roku podnoszone o wartość wskaźnika wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych „w okresie pierwszych trzech kwartałów roku, w którym stawki ulegają zmianie, w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego” (art. 32 ust. 2). Czyli opłata drogowa będzie rosła co roku o wartość wskaźnika CPI publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny. Ustawodawca nie przewidział możliwości wystąpienia deflacji. Przepis mówi jasno: „stawki opłaty drogowej (...) ulegają podwyższeniu na następny rok”. Załóżmy, że inflacja CPI w Polsce przez następne 10 lat utrzyma się na poziomie celu inflacyjnego NBP (czyli 2,5 proc.). W takim układzie w roku 2027 stawka opłaty paliwowej powiększonej o VAT (załóżmy, że utrzyma się na poziomie 23 proc.) wyniesie już 31 groszy na litrze. A więc będzie o 28 proc. wyższa od obecnie proponowanej.

Na uwagę zwraca ekspresowa ścieżka procedowania tego „poselskiego” projektu. Sejm ma się nią zająć tak, aby do końca lipca wszystko „przyklepał” Senat i parafował prezydent. A ponieważ „ustawa wchodzi w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia”, to nowy podatek może zacząć obowiązywać już od 1 września. Czyli po wakacjach, aby przynajmniej latem nie drażnić wyborców.

Skutki opłaty drogowej

Proponowana „opłata paliwowa” jest zwyczajnym podatkiem nakładanym na konsumpcję dobra, jakim są paliwa do samochodów. Jest to dobro, bez którego współczesna gospodarka nie jest w stanie funkcjonować, więc popyt na nie jest bardzo nieelastyczny. Ludzie nie ograniczą w istotny sposób konsumpcji paliw tylko z powodu ich nieco wyższej ceny.

Dlatego rząd może sądzić, że będzie w stanie wycisnąć z konsumentów założone pięć miliardów złotych. To drugi – równie oczywisty – skutek nowej daniny: rząd będzie miał więcej (naszych) pieniędzy, niż ma obecnie. O ile więcej, tego dokładnie nie da się obecnie przewidzieć. Po trzecie, w gestii wojewodów pojawią się dodatkowe pieniądze na budowę i remonty dróg lokalnych. I to od decyzji tych podległych premierowi urzędników będzie zależało, które gminy/powiaty dostaną subsydia i w jakiej wysokości.

Jak nowy podatek wpłynie na ceny?

Ale nas wszystkich teraz najbardziej interesuje, co stanie się z cenami paliw. I tu już nie ma łatwych odpowiedzi. Teoretycznie nowy podatek powinien podnieść cenę litra benzyny czy ON o ok. 25 groszy na litrze. Ale tak wcale być nie musi. I wręcz idę o zakład, że tak nie będzie, ponieważ  ceny na stacjach paliw zależą od wielu czynników. Pierwszym są podatki stanowiące ponad połowę ceny detalicznej benzyny i oleju napędowego. Drugim są koszty produkcji w rafineriach zależnych głównie od notowań ropy naftowej i dolara. Trzecim są marże producentów, pośredników i detalistów zawierające koszty transportu, amortyzacji i utrzymania infrastruktury.

Załóżmy, że opłata drogowa zacznie obowiązywać od 1 września. Zapewne detaliści (i część konsumentów) zawczasu zrobią maksymalnie duże zapasy i jeszcze przez kilka tygodni będą sprzedawać paliwo wolne od nowej daniny. Dostosowanie się cen będzie więc procesem płynnym i rozłożonym w czasie. Po drugie, w tym okresie wiele może się wydarzyć zarówno na rynku ropy naftowej jak i na rynku walutowym. Dość łatwo można sobie wyobrazić scenariusz, gdy po wprowadzeniu opłaty drogowej benzyna potanieje, reagując np. na silny spadek cen ropy lub umocnienie złotego względem dolara. Wiadomo tylko, że prędzej czy później większość nowego podatku zostanie przerzucona na konsumentów. I wtedy ceny będą o 25 groszy na litrze wyższe, niż gdyby opłaty drogowej nie wprowadzono.  Ale tego nigdy nie uda się udowodnić, bo gospodarka nie daje możliwości przeprowadzania eksperymentów, jakie stosuje się np. w biologii.

I po trzecie, sytuacja jest jeszcze bardziej złożona z tego powodu, że rząd kontroluje prawie całą produkcję paliwa konsumowanego w Polsce, posiadając kontrolne pakiety akcji Orlenu i Lotosu. Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, gdy prezes Orlenu Wojciech Jasiński dostaje z Kancelarii Premiera (albo z Nowogrodzkiej) polecenie niepodnoszenia cen po wprowadzeniu opłaty drogowej (przynajmniej przez jakiś czas). Trudno przypuszczać, że prezes Orlenu, były poseł Prawa i Sprawiedliwości, mianowany na stanowisko dzięki poparciu Skarbu Państwa, stawiał zbytni opór przed wykonaniem takiego polecenia. Tak samo jak przed wyborami w 2011 roku prezes Jacek Krawiec na życzenie premiera Donalda Tuska urządził na stacjach Orlenu „promocję” z paliwem po 4,99 zł za litr.

Realizacja tego scenariusza jest tym bardziej prawdopodobna, że obie państwowe spółki naftowe śpią obecnie na gotówce. Analitycy DM BOŚ uważają, że PKN Orlen może w tym roku wygenerować ponad 10 mld złotych EBITDA LIFO (czyli zysku operacyjnego skorygowanego o wycenę zapasów). Firma ma zatem finansowe możliwości, aby na jakiś czas wziąć na siebie część lub nawet całość podwyżki podatków od paliwa. A że byłoby to działanie na szkodę spółki i jej niepaństwowych akcjonariuszy, to raczej nikogo w obozie władzy nie będzie interesowało. Ale gdybym był akcjonariuszem Orlenu lub Lotosu, to już zaczynałbym się bać.

Potwierdzeniem tych obaw jest wtorkowa deklaracja PKN Orlen. Płocki koncern obwieścił, że "wprowadzenie opłaty paliwowej nie musi skutkować wzrostem cen paliw dla klientów stacji". Zatem wygląda na to, że przynajmniej w pierwszym okresie (kilka tygodni, miesięcy?) to kontrolowane przez państwo koncerny paliwowe mogą wziąć na siebie ciężar nowej daniny. Ale na dłuższą metę i tak przerzucą ją na klientów.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości może więc zastosować manewr sprawdzony przez swych poprzedników z Platformy Obywatelskiej na KGHM-ie. Poprzednia władza obłożyła miedziowy kombinat specjalną daniną, wyprowadzając ze spółki miliardy złotych pod postacią podatku, ze szkodą dla mniejszościowych akcjonariuszy. Zaś obecna władza przetestowała nową „broń podatkowego rażenia” na inwestorach PGE. Jest możliwe, że podobny manewr szykuje się w przypadku spółek paliwowych: zyski zostaną przetransferowane do budżetu państwa pod przykrywką opłaty drogowej. Wyborcy nie zauważą różnicy, a inwestorzy indywidualni nie są ulubieńcem władzy.

Dlaczego rząd podnosi podatki

Odkąd pamiętam, każda władza przy okazji podwyżki podatków od paliw zapewniała, że pozyskane w ten sposób pieniądza „pójdą na drogi”. I wszyscy kłamali: finansowanie budowy dróg przez lata stało w miejscu - w latach 1990-2001 zbudowano w Polsce zaledwie 138 km dróg i autostrad. Za to szybko rosły inne wydatki państwa. Zakładam, że tym razem nie będzie inaczej. Oczywiście, do wyborów samorządowych władze będą robiły wszystko, aby pieniądze trafiły na lokalne drogi. Ale co będzie po roku 2018, tego nikt nie wie. Przecież nie sztuką jest zmodyfikować ustawę tak, by z opłaty drogowej sfinansować dowolne inne przedsięwzięcie niezwiązane z drogami. Za to już teraz cieszy się lobby budowlane liczące na kilka miliardów złotych nowych kontraktów publicznych.

Warto też zastanowić się, dlaczego PiS zdecydował się na dość niepopularny krok, jakim jest podwyżka podatków od paliw. Moim zdaniem argumenty na rzecz takiego manewru są dwa. Po pierwsze, rządowi brakuje pieniędzy na sfinansowanie hojnych obietnic wyborczych. I nie chodzi tu raczej o program "Rodzina 500+" czy obniżkę wieku emerytalnego (choć to oczywiście też odgrywa niebagatelną rolę, obciążając budżet państwa na wielką skalę), ale o niedawno przedstawiony ambitny plan budowy nowych dróg, który pochłonie dodatkowe 28 miliardów złotych. W gospodarce nie ma cudów i pieniądze nie biorą się znikąd. Aby zbudować dodatkowe kilometry ekspresówek i obwodnic we wschodniej Polsce, rząd musi znaleźć na nie pieniądze. I jak zwykle znajdzie je w naszych kieszeniach.

Drugi powód jest stricte polityczny. Zbliżają się wybory samorządowe, do których kierownictwo PiS przywiązuje bardzo dużą wagę. A nic tak nie przekonuje lokalnych wyborców, jak obietnica wybudowania od dawna wyczekiwanej (i nierzadko bardzo potrzebnej!) obwodnicy. Do przekonywania wyborców posłużą pieniądze z Funduszu Dróg Samorządowych, wedle ustawodawcy pozostające w gestii lokalnego wojewody - czyli przedstawiciela administracji rządowej mianowanego przez premiera. Szanownym czytelnikom pozostawiam spekulacje na temat tego, którzy samorządowcy będą mieli większą siłę przebicia w Urzędach Wojewódzkich.

Nie ulega wątpliwości, że drogi w Polsce – a zwłaszcza te lokalne – są mocno niedofinansowane i od wielu lat błagają o kapitalne remonty. Widzi to każdy, kto jeździ po kraju. Jeśli chcemy temu problemowi zaradzić (tj. zwiększyć finansowanie dróg), pozostają nam trzy opcje. Pierwsza to poszukanie oszczędności w innych wydatkach (zwłaszcza socjalnych). Ale to opcja dla obecnego kierownictwa państwa nieakceptowana. Druga to zwiększenie zadłużenia państwa, co także odpada ze względu na wysoki poziom długu publicznego. A trzecia to zwiększenie podatków, co obecna władza właśnie chce zrobić.

Nie powinniśmy się dziwić, że z powyższych opcji wybrano akurat tę trzecią. Takie są skutki wyników wyborów, w których większość ludzi głosuje na partie obiecujące jak największe wydatki publiczne. Dopóki wyborcy nie uświadomią sobie, że wyższe wydatki = wyższe podatki, to wszelakich „opłat drogowych” będzie nam przybywać. Tym bardziej, że od dawna nie mieliśmy rządu, który by jakiś podatek zlikwidował. Idę o zakład, że jeśli opłata drogowa wejdzie w życie, to obecna opozycja, gdy już dojdzie do władzy, nie odważy się jej zlikwidować. Tak samo jak obecny rząd nie zlikwidował „kagiemnego” (choć publicznie obiecywała to sama Beata Szydło) i ponownie podwyższył stawki podatku VAT podniesione ("tymczasowo") kilka lat temu przez gabinet Donalda Tuska.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
57 9 ~samilk

Jest szansa że Ci przynajmniej nie ukradną tych pieniędzy....

! Odpowiedz
9 50 ~wkk

Zlodzieje nie spia.Pis tylko mysli jak zabrac Polakom pieniadze i przeznaczyc je na wlasne cele.

! Odpowiedz
9 16 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
10 21 ~Polak

Trujacy wegiel niech opodatkuja!

! Odpowiedz
15 27 ~Mi_

Nigdy piS już nie będzie przy korycie nigdy więcej

! Odpowiedz
3 10 ~ja

nie nie nie !!!

! Odpowiedz
34 7 ~s6

B. dobry ruch, bo paliwo jest za tanie przez co nie oszczędzają, kopcą i nie ma czym oddychać. A jak pojdzie to na asfalt lokalny to też b. dobrze a nawet wspaniale. Jeszcze powinno być droższe.

! Odpowiedz
13 1 ~fl

Brawo pis dzieci dzieci nie rodzą niech dodają 500+ wy podatkach a później wam podziękują w wyborach

! Odpowiedz
4 9 janusz_cebula

No pasarán PiSie w tej sprawie! No pasarán!

! Odpowiedz
31 2 ~Warszawa

Obniżali podatki do tej pory, to teraz podniosą na paliwo. Tak powinno być mniej opodatkowana praca a więcej konsumpcja.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne