O euro mówi się za mało

Z dr. Stanisławem Kluzą, członkiem gospodarczego gabinetu cieni Business Centre Club ds. rynków finansowych, rozmawiał Kordian Kuczma.

(fot. Stefan Maszewski / EastNews)

Czy jest już przesądzone, że Polska wejdzie do strefy euro? Kiedy można się tego spodziewać?

Z historycznego punktu widzenia można na tę sprawę spojrzeć nieco przewrotnie, ponieważ na przestrzeni lat perspektywa dołączenia naszego kraju do strefy euro mocno się zmieniała. W 2004 r., bezpośrednio po akcesji do Unii Europejskiej, Polska stosunkowo słabo spełniała kryteria przyjęcia wspólnej waluty. Mimo to więcej Polaków (między połową a dwoma trzecimi respondentów stosownych sondaży) życzyło sobie wejścia do strefy euro niż do Unii! W następnych latach poparcie dla europejskiej waluty utrzymywało się na wysokim poziomie, a w latach 2006-2007 znacznie polepszył się stan polskich finansów publicznych. Wtedy byliśmy naprawdę blisko spełnienia wyznaczonych nam kryteriów. Od 2008 r. nasze notowania spadały coraz niżej. Szczególnie okres pełnienia funkcji ministra finansów przez Jacka Rostowskiego wpędził nas w chroniczny deficyt, z którym dopiero niedawno poradził sobie jego następca Mateusz Szczurek.

Dzisiaj pytanie nie brzmi już, czy Polska powinna wstąpić do strefy euro, lecz czy spełnia odpowiednie wymogi, aby w ogóle mieć taki wybór. Jest paradoksem, że Platforma Obywatelska, która osiem lat temu rozpoczynała rządy na fali euroentuzjazmu, ostatnio zdaje się tego nie dostrzegać. Po objęciu rządów Donald Tusk zadeklarował, że euro w Polsce pojawi się za trzy lata. Po kilku miesiącach mogło się wydawać, że zapomniał o tych obietnicach. Oprócz polityki ministra Rostowskiego, pogłębiającej dług i deficyt finansów publicznych, świadczy o tym także brak odpowiednich działań edukacyjnych na temat tego procesu.

Jak ocenia Pan politykę informacyjną rządu na temat możliwych skutków przyjęcia przez Polskę euro?

Skrajnie krytycznie. Abstrahując od społecznych nastrojów, odpowiednie organy państwa polskiego powinny zrobić wszystko, aby obywatele świadomie podejmowali decyzje dotyczące ewentualnego przyjęcia nowej waluty. Tymczasem znajdujemy się w sytuacji, w której zdecydowana większość Polaków tak naprawdę nie jest ani przeciw, ani za euro, lecz nie jest w stanie się wypowiedzieć na ten temat, ponieważ brak im odpowiedniej wiedzy. W tej sytuacji nie można się dziwić, że poparcie dla wspólnej waluty spadło poniżej 25 proc. Wszystko wskazuje na to, że takie odczucia nie są spowodowane rzeczywistym kryzysem euro, lecz co najmniej nonszalancką polityką informacyjną rządu.

Dlaczego organy państwowe w taki sposób sabotują - wydawałoby się - jeden z ich strategicznych celów? Czy wynika to z wewnętrznych tarć w obozie władzy? Strachu przed opozycją?

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu mamy do czynienia z zaniechaniami wynikającymi z lenistwa najwyższych urzędników, a na ile być może ze świadomymi działaniami polityków. W rezultacie i tak widzimy same negatywne skutki takiego postępowania. Nie ulega też wątpliwości, że taka tendencja nie ujawniłaby się bez postępowania Jacka Rostowskiego jako ministra finansów.

Jak w takim razie powinna wyglądać skuteczna i merytoryczna kampania informacyjna na temat euro?

Muszę podkreślić, że sam aspekt informacyjny nie wystarczy - podjęte działania musiałyby mieć również charakter edukacyjny i analityczny. W tym zakresie kluczową rolę powinna odegrać rzetelna analiza problemu. Na słowa uznania zasługuje "Raport na temat pełnego uczestnictwa Rzeczypospolitej Polskiej w trzecim etapie Unii Gospodarczej i Walutowej" opracowany przez Narodowy Bank Polski w 2009 r. Unikając populizmu i zdecydowanych sądów, starał się on przekazać czytelnikom rzetelne dane liczbowe pozwalające im wyrobić sobie własne zdanie. Podobny charakter miało również ubiegłoroczne opracowanie NBP "Ekonomiczne wyzwania integracji Polski ze strefą euro".

Trzeba jednak pamiętać, że to nie bank centralny podejmie decyzję o zmianie waluty, dlatego tworzenie podobnych analiz powinno być przedmiotem zainteresowania przede wszystkim Ministerstwa Finansów. Pamiętamy kampanie informacyjne na temat zmian w PIT-ach czy rozwiązań prorodzinnych, tym bardziej więc jej przedmiotem powinien być o wiele bardziej złożony problem euro. Ministerstwo nie wydawało się zainteresowane organizacją debat i konferencji na ten temat, współpracą z think-tankami ani innymi metodami zainteresowania opinii publicznej możliwą zmianą waluty. Kilkustronicowe broszury na temat deficytu w poszczególnych krajach przygotowywane przez pełnomocnika do spraw akcesji to o wiele za mało. Oczywiście trudno było się takiej aktywności spodziewać w okresie psucia finansów publicznych i przejmowania oszczędności z OFE za rządów ministra Rostowskiego. Był on na pewno świadomy, że publiczne dyskusje o euro prowokowałyby do liczniejszych okazji piętnowania całości prowadzonej przez niego polityki, w tym braku reformy finansów publicznych oraz przebywania Polski w unijnej procedurze nadmiernego deficytu.

Czy mamy prawo oczekiwać stabilności, jaką powinna nam zapewnić strefa euro? W jaki sposób mogłaby ją osiągnąć? Niektórzy ekonomiści twierdzą, że przestanie ona istnieć, zanim Polska spełni kryteria wejścia do niej.

Wydaje mi się, że pogłoski o upadku eurolandu są przedwczesne. Z historii wiemy, że systemy walutowe nie trwają wiecznie, ale też nie upadają tak szybko. Dobrym przykładem jest potężny w starożytności rzymski denar, który również miał swoje lepsze i gorsze okresy. Nie oznacza to też, że nie warto brać udziału w ich tworzeniu, nawet jeżeli to proces zakrojony na dziesiątki, a nie setki lat.

Historia gospodarcza Polski po rozbiorach też może nam dostarczyć ciekawych lekcji. Na byciu w systemie rosyjskiego rubla mocno skorzystało w XIX wieku Królestwo Kongresowe. Oczywiście trzeba również pamiętać o negatywnej lekcji płynącej z zaadaptowania austriackiej waluty przez Galicję. Pokazuje ona, jakie ryzyko wiąże się brakiem odpowiedniej uprzedniej analizy podobnych zmian.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
7 18 ~BigWit

oddanie własnej waluty = oddanie suwerenności (patrz Grecja)

! Odpowiedz
5 15 ~wanker

euro winduje ceny, zrobią z nas jeszcze większych biedaków.

! Odpowiedz
8 7 ~wanker

i jeszcze jedno: prosiłbym o wypowiedź kogoś z bardziej ugruntowaną pozycją naukową.

! Odpowiedz
6 18 ~Alex

Gabinetu cieni? To tak sie nazywa teraz mafia w Polsce? Polacy juz od lat mowia I mowic Beda - Nie dla Euro w Polsce. Nie masz wlasnej waluty nie mozesz Nic!!

! Odpowiedz
8 19 ~Madov

Propaganda na rzecz euro wystartowała?

! Odpowiedz
8 8 ~batavus

Polska nie przyjmie Euro, bo do czasu jak Polacy podejma decyzje o przyjeciu euro ta waluta przestanie istnieć.

http://systemwkryzysie.blox.pl/2015/04/Bankructwo-Grecji-8211-Grecka-Bron-Masowego.html

! Odpowiedz
8 16 ~maciejjjjko

o Euro mówi się stanowczo za dużo....jak na takie gówno a nie walutę!

! Odpowiedz
2 5 ~asdd

Grecja sie marzy Euro i zero odpowiedzialnosci Tylko Polska nie ma takiego klimatu i plaz :-D Tutaj trzeba pracowac i myslec Albo stworzymy panstwo przyjazne wszystkim albo bedzie folwark Nie dla euro Irlandia z biedy się podniosła i pokazała ze mozna Odnosnie tych netowych rozliczen US Próbowałem i poległem Sami sobie te swoje programy sciągajcie zeby cokolwiek zrobic Prawda jest jedna i sie przekonałem Kolejka przed urzędasem i obok wolna sala z komputerem Bedzie szybciej jak samemu sie wniosek wypełni Parodia panstwa i potem sukces ile tam obywateli sie rozliczyło przez neta :-D Sciema a ceny towarów w UE są nizsze niz w Polsce co jest kompromitacją wobec zarobków

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 6 ~anonim

Na euro skorzystają co najwyżej Importerzy/Eksporterzy i najbogatsi. Przejście na euro nie będzie równoznaczne z tym że ktoś kto dziś zarabia 1200zł będzie zarabiał 1200euro tylko po przeliczeniu wyjdzie ze 300 euro. Zaś wszystkie ceny towarów, usług i opłat zostaną zaokrąglone w górę, czyli te 300 euro będzie mniej warte niż obecnie te 1200zł. A powrót do złotego będzie potem ciężki i wiążący się z dużą stratą. Mało tego będziemy skazani na dzielenie się wszystkimi zachwianiami dotyczącymi tej waluty. Jeżeli jakiś kraj z UE wyjdzie to i na nas się to boleśnie odbije

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 4 ~Cash

Panie Kluza! Czy to nie Pan przewodniczył KNF w czasie, kiedy wałki robił IDM? Nie będę reklamował pewnej książki, w której to jest opisane..........................Widzę, że aktywność medialna związana jest z nadzieją, że jak wybory pójdą dobrze, to znów Pan dochapie się koryta................. FFF

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% XI 2019
PKB rdr 3,9% III kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,0% X 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 213,27 zł X 2019
Produkcja przemysłowa rdr 3,5% X 2019

Znajdź profil