O euro mówi się za mało

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w przypadku gospodarczych zaburzeń Polska czułaby się bezpieczniej w strefie euro czy poza nią. Własna mocna waluta pomogła naszemu krajowi poradzić sobie z kryzysem lat 2008-2010, który miał źródła zewnętrzne. Musimy być jednak również przygotowani na wysokie ryzyko recesji spowodowanej czynnikami wewnętrznymi. Wkrótce przestaną do nas napływać fundusze unijne. W ciągu kilku, kilkunastu lat Polska nie będzie już również odczuwała korzyści płynących z "renty demograficznej" - dużych liczebnie roczników młodych ludzi wchodzących na rynek pracy. Konieczność zapewnienia coraz większej liczby emerytur jeszcze mocniej zaburzy bilans finansów publicznych.

Tym bardziej że nie jest jasne, w jakim stopniu w jego przywróceniu pomogą imigranci lub reemigranci.

Polska jest skazana na wzrost emigracji tranzytowej, dlatego tworzenie jakiejkolwiek trwałej polityki imigracyjnej w naszym kraju jest utopią. Tak będzie przynajmniej z przybyszami z bardziej odległych geograficznie krajów. Potencjalnie Ukraińcy lub Białorusini mogą być bardziej zainteresowani osiedlaniem się na naszym terytorium. Zamiast ryzykować wydanie niewspółmiernych do wyników funduszy na ściąganie cudzoziemców, lepiej byłoby wydać te pieniądze na poprawę dzietności polskich rodzin.

Przykład Grecji pokazuje, że obecność w strefie euro pozwala państwom ogarniętym kryzysem z przyczyn wewnętrznych na korzystanie z programów pomocowych niedostępnym krajom o własnej walucie. Należy o tym pamiętać np. w kontekście przyszłych problemów polskiego systemu emerytalnego. Wspólna unijna odpowiedzialność za ten aspekt finansów państw uległaby znacznemu zwiększeniu, gdyby powiódł się plan budowy europejskiej unii fiskalnej. Za jej pośrednictwem do Polski mogłaby powrócić część środków wypracowanych przez naszych emigrantów na rzecz systemów emerytalnych państw ich pobytu.

Czy unijne plany stworzenia unii bankowej i fiskalnej są realne?

Unia bankowa posiada kilka wymiarów. Jest to nie tylko projekt o charakterze ekonomicznym i sektorowym, lecz także politycznym. Z politycznego punktu widzenia stanowi on element pośredni między początkami unii walutowej a planowaną unią fiskalną. Jednym z jej celów jest pokazanie, że mimo słabych wyników w walce ze światowym kryzysem finansowym unijni przywódcy mają receptę na zapewnienie Europie stabilności gospodarczej. Z drugiej strony wymiar makroostrożnościowy i mikroostrożnościowy unii bankowej polega na podnoszeniu stabilności sektora finansowego i zapobieganiu pokusie arbitrażu regulacyjnego w europejskiej bankowości. Istotnym aspektem unii bankowej jest rozszerzanie bardzo potrzebnych dobrych praktyk w kwestii zarządzania ryzykiem, które w kolejnych latach staną się podstawą rekomendacji i obowiązujących wszystkich członków Unii dyrektyw.

Minister Rostowski twierdził, że Polska powinna wejść do europejskiej unii bankowej już po jej uformowaniu. W ten sposób ograniczył nasz kraj w możliwości ustalania panujących w niej reguł gry (które - jak przedstawiłem powyżej - będą miały w przyszłości przełożenie na twarde unijne prawo) oraz udziału w związanych z tym decyzjach organizacyjnych i kadrowych. Skutki tej szkodliwej dla Polski taktyki możemy już odczuć i będziemy odczuwać jeszcze długo. Nie można bowiem wykluczyć, że wybrane standardy przyjęte przez tzw. unię bankową mogą okazać się trwalsze nawet niż euro! Zachowanie Rostowskiego wydaje się tym dziwniejsze, że każdy kraj Unii dorobił się swoich niejednokrotnie wartościowych praktyk w bankowości i nadzorze, które przynajmniej w teorii powinien próbować zarekomendować innym. My zaś samoograniczyliśmy się w możliwości promocji rozwiązań i działań, które np. kilka lat temu umożliwiły nam neutralizację skutków światowego kryzysu w Polsce.

Swoim postępowaniem wsparliśmy także wcześniej odosobnioną sceptyczną postawę Wielkiej Brytanii w stosunku do planowanych rozwiązań, czego beneficjantami byli wyłącznie wyspiarze. Trudno nie zauważyć, że większość funkcjonujących w Polsce banków jest oparta na zagranicznym kapitale - w większości z państw, które wejdą do unii bankowej. RP mimo oficjalnie pasywnej postawy wobec unii bankowej stanie się i tak jej częścią poprzez nadzór uzupełniający nad dużymi grupami finansowymi.

Czy zapowiadane niekiedy stworzenie nowej waluty dla państw strefy euro posiadających nadwyżki budżetowe miałoby ekonomiczny sens?

Takie pojawiające się co kilka lat postulaty stanowią odbicie różnicy zdań między państwami członkowskimi na temat perspektyw wspólnej waluty. Do tej pory jednak zawsze pozostawały w sferze debaty i służyły jedynie chwilowemu polepszeniu pozycji przetargowej danego kraju. Nie zmienia to jednak faktu, że strefa euro potrzebuje głębokiej reformy.

Czy po ostatnim kryzysie w strefie euro kryteria konwergencji obowiązujące kandydatów do niej mają jeszcze rację bytu?

Jeżeli dokładniej przyjrzymy się temu tematowi, trudno nie zauważyć, że kryteriów tych nie spełnia większość krajów będących obecnie w strefie euro. Mamy więc do czynienia z podwójnymi standardami, które paradoksalnie więcej wymagają od państw o słabszych gospodarkach. Z drugiej strony niski dług publiczny, deficyt budżetowy i inflacja same w sobie wydają się ważnymi celami gospodarczymi. Należałoby więc ich wymagać zarówno od kandydatów, jak i członków eurolandu oraz państw Unii Europejskiej nieainteresowanych przyjęciem wspólnej waluty. Najlepiej byłoby, gdyby spełniały one narzucane im wymogi nie tylko w sposób punktowy, co nie jest takie trudne, lecz przede wszystkim trwały. Co więcej spełnianie tych kryteriów wcale jeszcze nie musi przesądzać o skali korzyści z przyjęcia wspólnej waluty.

Wątpliwości budzi konieczność pozostawania Polski i innych krajów o podobnym statusie w nieprzystającym do obecnych realiów mechanizmie kursów walutowych ERMII. Taki okres przejściowy eksponuje kandydatów na ryzyko ponoszenia dużych kosztów, nie przynosząc żadnych korzyści gospodarczych ani im, ani strefie euro. Wystawia także swoich uczestników na ryzyko ekonomiczne, wynikające z potrzeby obrony kursu, oraz ryzyko reputacyjne, w przypadku potknięć w obronie kursu lub czasowego rozsynchronizowania jakiegoś parametru ekonomicznego.

Ekonomiści są w zasadzie zgodni co do tego, że powszechne obawy o wzrost cen związany z przyjęciem przez dane państwo euro są bezpodstawne. Skąd więc się biorą?

Statystyki pokazują, że dotychczas w żadnym kraju po przyjęciu wspólnej waluty nie doszło do spektakularnych wahań cen. Nie ma więc powodu, aby doszukiwać się w tym aspekcie nadmiernego ryzyka dla Polski. Jeżeli jakiś typ ryzyka zasługiwałby na wskazanie, to należałoby się go doszukiwać w długookresowym bilansie szans i zagrożeń związanych dla równowag makrogospodarczych. Niemniej obecnie taka analiza będzie jednak miała jedynie teoretyczny wymiar, dopóki nie zostaną usunięte przejawy upadku polskich finansów publicznych nagromadzone w ostatnich latach.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 2 ~Coroner

„że Polska wejdzie do strefy euro? Kiedy można się tego spodziewać?” Jezu skąd takie ofermy się biorą? Dni Zachodnich gospodarek to kwestia dni! Powiedział w ostatnim wywiadzie pan Warren Buffet

! Odpowiedz
0 2 ~hiena

co to ma znaczyc "przesadzone"? a kto o tym zdecydowal? jacys kolesie bez mandatu spolecznego ? a wyp....lac

! Odpowiedz
3 4 ~igor

Euro korzystne jest przede wszystkim dla wysokokonkurencyjnych gospodarek takich jak Niemcy/Dania/Finlandia/Belgia ew. Francja oraz ostatecznie gospodarki niewielkie oparte w całości na handlu np. Estonia Luksemburg itp

Gospodarki peryferyjne wpędza w długi i kłopoty gdyż jest to waluta zbyt mocna na ich potencjał. Niech sobie przeanalizuje historie Hiszpanii Portugalii albo Płd Włoch (północne mają bardzo wydajną gospodarkę)

Dopóki Hiszpanie/Francuzi czy Niemcy nie zaczną przyjeżdżać dorabiać sobie na W-wskich zmywakach to od Euro powinniśmy trzymać się jak najdalej

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 3 ~Rabin

Kluza to Żyd

! Odpowiedz
2 2 ~prawda

Oddanie waluty, jest to oddanie jedynej realnej władzy.

! Odpowiedz
0 1 ~Cash

"Daj mi kontrolę nad podażą pieniądza narodu i nie będzie mnie obchodzić kto tworzy jego prawa." - Mayer Amschel Rothschild (1744-1812)

! Odpowiedz
2 2 ~111

UE i EUR to zło ....!!!!

! Odpowiedz
5 8 ~Prol

Euro nie jest już walutą europejską ,tylko żydowską

! Odpowiedz
9 9 ~Cash

Większych głupot w życiu nie czytałem. "Statystyki pokazują, że dotychczas w żadnym kraju po przyjęciu wspólnej waluty nie doszło do spektakularnych wahań cen". Co ma piernik do wiatraka!

Panie Kluza! Proszę sobie przypomnieć przypadek Słowacji, która po wejściu do ERMII, gdzie max pasmo wahań jest +/-15% doświadczyła ataku spekulantów, w wyniku którego nastąpiła aprecjacja korony o 25%! Jaki efekt? Słowacja musiała na stałe aprecjonować kurs, czyli o 25% obniżyła swoją konkurencyjność. To samo spotka Polskę, gdyby się odważyła.

Euro to jest projekt polityczny, niektórzy żyjący jego twórcy sami publicznie przyznali, że to porażka. Dopóki UE nie będzie miała wspólnej polityki fiskalnej i zagranicznej, dopóty eksperyment Euro będzie nieudany. Za to mamy absurd biurokratyczny KE, wszechwładzę urzędasów, mnożenie dyrektyw, ustaw, rozporządzeń, w tym regulacje adresujące absurdalne "ocieplenie klimatu", na którym wielu zbiło fortunę (vide Al Gore).

Kogo Pan chce nabrać tym bełkotem?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 7 ~Mason

Hahaha... Obniżyła swoją konkurencyjność o 25% ??? Za to Słowacy stali się o 25% bogatsi i mają w d... konkurencyjność bo przez te 25% bogactwa więcej mogą kupować 25% towarów więcej. Cash, jesteś bezmózgiem !!!

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% XI 2019
PKB rdr 3,9% III kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,0% X 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 213,27 zł X 2019
Produkcja przemysłowa rdr 3,5% X 2019

Znajdź profil