REKLAMA

Niespodziewana fala niewypłacalności w Chinach

Maciej Kalwasiński2020-11-20 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2020-11-20 06:00
FORUM

W ostatnich tygodniach kilka dużych chińskich firm kontrolowanych przez władze niespodziewanie nie uregulowało swoich długów. Podważając niepisaną gwarancję, że w ostateczności to państwo spłaca wierzycieli, Pekin daje nauczkę lokalnym grupom interesu i inwestorom. Ale igra z ogniem, bo zasada jest podstawą kruchej stabilności gargantuicznego sektora finansowego.

Przez lata chińskie firmy bezpośrednio kontrolowane przez państwo (SOE- state-owned enterprise) zawsze znajdowały sposób, by spłacić długi. Pierwsza niewypłacalność miała miejsce dopiero w 2015 r., gdy Baoding Tianwei, należący do China South Industries, nie wypłacił na czas odsetek od obligacji.

Od tamtej pory podobna sytuacja powtarzała się niezmiennie rzadko – niespełna 30 razy według wyliczeń firmy ratingowej Fitch. I to mimo że SOE stanowią lwią część emitentów – Rhodium Group ocenia ich udział na ponad 90 proc. w ostatnich dwóch latach. Według szacunków IIF nawet 85 proc. pozostających do wykupu obligacji korporacyjnych wyemitowały firmy z udziałem państwa. Prywatny biznes również ogłasza niewypłacalność sporadycznie. W efekcie na całym rynku wartość nieobsługiwanych obligacji nie przekracza 1 proc. wartości emisji.

Dlatego sporym zaskoczeniem było spiętrzenie niewypłacalności, które obserwujemy za Murem od kilku tygodni. Pierwsze niepokojące sygnały na rynku pojawiły się jeszcze we wrześniu, gdy pieniędzy na gwałt poszukiwał największy chiński deweloper Evergrande. Prywatnej spółce udało się jeszcze dogadać z wierzycielami. Miesiąc później na powierzchnię zaczęły wypływać problemy innych dużych spółek. I choć nie tak systemowo istotnych jak Evergrande, to również symptomatycznych, bo należących do państwa.

Pod koniec października Huachen Automotive Group nie wykupiła obligacji o wartości miliarda juanów (równowartość blisko 600 mln złotych). Spółka-matka Brilliance Automotive – partnera BMW w joint-venture w Chinach – jest własnością władz prowincji Liaoning. Co ciekawe, w ostatnim raporcie finansowym deklarowała, że na koniec stycznia dysponowała ponad 50 mld juanów w gotówce i ekwiwalentach. Potwierdza to chyba anegdoty, że chińscy biznesmeni prowadzą trzy księgi: jedną dla banków (i innych inwestorów), jedną dla władz podatkowych, a jedną dla siebie (niektórzy wspominają o czwartej – dla małżonki). Producent samochodów ma w najbliższych latach do wykupienia jeszcze kilkanaście serii obligacji o wartości ponad 16 mld juanów.

Kilka dni później dwie spółki - Tsinghua Unigroup i Qinghai State-Owned Assets Investment Management - niespodziewanie poinformowały, że nie zamierzają skorzystać z opcji wykupu obligacji wieczystych o wartości odpowiednio miliarda i 1,5 mld juanów. Obligacje wieczyste to specyficzny rodzaj papierów dłużnych, których emitent nie musi wykupić w określonym terminie, ale ma taką opcję. W zamian zobowiązuje się do płacenia odsetek w nieskończoność.

Drugim największym rynkiem obligacji korporacyjnych najsilniej wstrząsnęła jednak niewypłacalność Yongcheng Coal and Electricity Holding Group, która również nie spłaciła miliarda juanów zadłużenia, ani odsetek. Papiery miały najwyższy możliwy rating (AAA) przyznany przez miejscową agencję. Co gorsza, w efekcie również spółka-matka - Henan Energy and Chemical Industry Group – może mieć problem z regulowaniem zobowiązań. Łącznie zagrożone są wierzytelności warte nawet 50 mld juanów.

Po tych informacjach ceny chińskich obligacji korporacyjnych, szczególnie z sektora górniczego oraz firm z prowincji o słabszych podstawach finansowych, mocno spadły. Od 1 do 9 listopada 16 firm odwołało bądź przełożyło emisje o wartości 7,4 mld juanów, w dniach 10-19 listopada podobny krok ogłosiły 52 przedsiębiorstwa, które zamierzały pozyskać blisko 40 mld juanów - podaje Yuan Talks.

W ostatnich dniach kolejne problemy ze spłatą wierzytelności miały wspominane powyżej: producent samochodów i chipów. Huachen Automotive ma już zalegać ze spłatą aż 6,5 mld juanów, a Tsinghua Unigroup nie był w stanie na czas wykupić obligacji o wartości 1,3 mld juanów.

Ten ostatni przypadek jest o tyle ciekawy, że budowa prężnego sektora półprzewodników jest obecnie jednym z głównych celów Pekinu – Chiny chcą jak najszybciej osiągnąć samowystarczalność w tej branży. Obecnie na import chipów wydają ponad 300 mld dol. rocznie, więcej niż na ropę naftową. Dlatego spółka kontrolowana przez Uniwersytet Tsinghua w Pekinie otrzymała dziesiątki miliardów dolarów wsparcia od rządu. Jako powód niewypłacalności podała problemy z płynnością.

Warto przypomnieć, że dzieje się to w okresie, gdy zagraniczni inwestorzy gwałtownie zwiększają swoje zaangażowanie na chińskim rynku długu, choć na razie kupują głównie papiery rządowe i dużych państwowych banków. Obligacje sektora korporacyjnego są jednak bardzo kuszące, gdyż obiecują wyższe stopy zwrotu.

W mediach pojawiły się również doniesienia o niewypłacalności: producenta wyświetlaczy Tunghsu Optoelectronic Technology, banku Baoshang (którego upadek trząsł chińskim rynkiem finansowym w ubiegłym roku), dewelopera Fujian Fusheng Group oraz nadchodzących problemach ze spłatą długu największej huty aluminium za Murem.

Na tym zapewne seria się nie skończy. Chińskie firmy należą do najbardziej zadłużonych na świecie. Według danych BIS, zobowiązania firm niefinansowych zza Muru sięgnęły na koniec pierwszego kwartału 155 bln juanów, co odpowiadało 160 proc. PKB Państwa Środka. W ujęciu nominalnym jest to zdecydowanie najwyższy wynik na świecie (o 30 proc. wyższy niż w USA), a w stosunku do wielkości gospodarki – drugi wśród największych gospodarek globu, po Szwecji. Z kolei według świeższych szacunków IIF, na koniec września zadłużenie biznesu przekroczyło 166 proc. PKB i było aż o 16 p. proc. wyższe niż na koniec ubiegłego roku. Dług Chin sięgnął aż 335 proc. PKB.

Wyraźny wzrost zadłużenia jest oczywiście odpowiedzią na pandemię koronawirusa. W ostatnich latach Pekin oficjalnie prowadził kampanię delewarowania, czyli ograniczania poziomu długu. O ile w skali całej gospodarki głównym celem kampanii dość rychło stało się zapobieganie ryzykom finansowym i zobowiązań w stosunku do PKB nie udało się zredukować, to w przypadku sektora firm faktycznie zmniejszono relatywną wielkość zadłużenia. Jeszcze na koniec marca 2017 r. chiński biznes miał długi rzędu 161 proc. PKB, a na koniec 2019 r. było to już „tylko” niespełna 150 proc.

/ Bankier.pl na podstawie danych BIS

Pandemia wymusiła na władzach zmianę podejścia – kwestia zagrożenia stabilności sektora finansowego musiała ustąpić bieżącym problemom, czyli największemu kryzysowi od co najmniej czterech dekad. By utrzymać gospodarczą maszynę w ruchu i uchronić miejsca pracy, konieczny był zastrzyk płynności. Większość wierzytelności sektora korporacyjnego ma oczywiście formę kredytów, ale w ostatnim czasie władze ułatwiły proces emisji obligacji i zachęcały do tego firmy, by nieco odciążyć rozciągnięte bilanse banków.

Pomimo że intuicyjnie gwałtowny spadek przychodów wielu firm w czasie pandemii powinien doprowadzić do wzrostu liczby niewypłacalności, to odpowiedź władz na kryzys długo powstrzymywała falę problemów finansowych. Obliczenia Bloomberga wskazują, że w tym roku nie uregulowano na czas zobowiązań z tytułu obligacji na kwotę niespełna 100 mld juanów, podczas gdy w zeszłym roku było to nieco ponad 120 mld juanów. Słabsze firmy, które w normalnych okolicznościach byłyby niewypłacalne, korzystały z zastrzyków płynności, np. w formie wakacji kredytowych czy poluzowania kagańca bankowości cienia i były w stanie spłacić inwestorów.

Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. A po wycofaniu nadzwyczajnego wsparcia problemy uderzą w biznes ze zdwojoną siłą. Dlatego szczególnie istotne są niepisane gwarancje, że w ostateczności firmy, szczególnie te duże i publiczne, mogą liczyć na ratunek państwa, a inwestorzy na zwrot co najmniej zainwestowanego kapitału.

Oczekiwania znakomicie oddają dwaj rozmówcy „Financial Times”. „Nie ma mowy, żebyśmy zostali zamknięci na zasadach rynkowych” – miał powiedzieć jeden z zarządzających spółką wydobywczą Yongcheng. „Mamy ponad 180 tys. pracowników. Jeśli zbankrutujemy, stracą pracę. Czy lokalne władze nie zdają sobie sprawy z konsekwencji?” Z kolei jeden z zarządzających, który nabył gwałtownie przecenione obligacje zagrożonych firm, mówi: „Jeśli Yongcheng lub Brilliance upaść, żadna państwowa firma z Henan czy Liaoning [prowincje w Chinach – red.] nie będzie już w stanie pozyskać środków z emisji obligacji. Rząd nie pozwoli, by tak się stało”.

Państwowe giganty działające w tracących na znaczeniu branżach (jak sektor wydobywczy czy przemysł ciężki) oraz zlokalizowane w kulejących gospodarczo prowincjach od lat borykają się z górą długów i wolnym wzrostem (albo nawet spadkiem aktywności). Są jednak gwarantem stabilności społecznej, ponieważ zatrudniają setki tysięcy ludzi. Dlatego władze – szczególnie lokalne – obchodzą się z nimi jak z jajkiem, a plan wielkiej reformy SOE ugrzązł.

Firmy utrzymują się na powierzchni dzięki ciągłemu dopływowi gotówki – czy to z banków (także tych kontrolowanych przez lokalne grupy interesu) czy od inwestorów (którzy nie mają wielu alternatyw dla ulokowania wolnych środków). Partia pod rządami Xi Jinpinga dokręca jednak lokalnym koteriom śrubę i stara się okiełznać wzrost zadłużenia. Ograniczając pole manewru miejscowym klikom, nie tylko uderza w ich żywotne finansowe interesy, ale daje również nauczkę rynkowi, który przyzwyczaił się do specyficznej wyceny ryzyka. Podstawowe pytanie brzmi zatem, czy lokalne władze nie chciały uregulować zobowiązań czy nie były w stanie, bo centrala zbyt mocno przycisnęła je finansowo. I czy w razie poważniejszych problemów pomocną dłoń poda im przewodniczący Xi, zapobiegając upadkowi kolejnych kostek finansowego domina.

Pekin działa oczywiście w typowy dla siebie, dość ostrożny sposób. Jako że firmy są na poziomie lokalnym uwikłane w skomplikowane sieci współzależności, m.in. poprzez wzajemne gwarancje i zobowiązania, problemy jednego przedsiębiorstwa mogą wywołać reakcję łańcuchową i wstrząsnąć stabilnością jeśli nie całego państwa, to chociaż regionu. Chiny są bowiem niezmiernie zróżnicowanym krajem i rozwijają się w różnym tempie, a lokalne grupy interesu zazdrośnie strzegą swoich małych (wielkości innych państw) rynków przed konkurencją z innej prowincji.

„South China Morning Post” przypomina powiedzenie popularne wśród inwestujących na rynku dłużnym: „Nie inwestuj powyżej Shanhaiguan”. Jest to sekcja Wielkiego Muru w prowincji Hubei, która oddziela północno-wschodni region Chin od reszty kraju. Inwestycje w Liaoning, Jilin czy Heilongjiang są szczególnie ryzykowne, bo struktura gospodarki prowincji jest archaiczna, ich wzrost rachityczny, a lokalne finanse – słabe. W 2018 r. po naciskach z Pekinu władze dwóch ostatnich dokonały rewizji PKB o ponad 20 proc. w dół!

Władza chce również dać lekcję inwestorom, ale przecież nie zależy jej na chaosie czy panice, które niechybnie wybuchłyby, gdyby trzeba było realnie oceniać stan finansów dłużników, a nie stojących za nimi organów państwa. Utrzymanie stabilności jest jednym z głównych celów partii. Na razie Pekin zlecił już przeprowadzenie analizy ryzyka sektora finansowego oraz wprowadził nowe regulacje, porządkujące rynek długu. Firmy nie będą już mogły nabywać własnych obligacji (często na kredyt udzielany pod zastaw udziałów) lub używać do tego procederu powiązanych podmiotów.

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (16)

dodaj komentarz
mirek6504
Teeeee analityk ,,, Kalwasinski ,,, usa sa na plusie ,, kto ci dal tluku papiery do takiej wypowiedzi , skończysz jak każda wtyka , CIA ,, Kukliński tez tak mial na koniec żywota nie mial nic tylko konto w banku który mu zlikwidowali ,,, hhhhhhhhaaa
sdcs
I tak w praktyce wyglądają rządy komunistycznej "merytokracji" w Chinach. Te gigantyczne państwowe molochy kierowane przez komuchów co to "chcą się sprawdzić w biznesie" generują tylko gigantyczne długi i żadnych zysków.
sdcs odpowiada (usunięty)
Jakieś argumenty oprócz ad personam?
Dodam jeszcze że chińskie firmy są gigantycznie zadłużone mimo że działają w znacznie łatwiejszych warunkach niż zachodnie, gdyż cała chińska gospodarka oparta jest na kradzieży zachodnich technologii i rozwiązań technicznych.
sel
Tsunami to będzie w USA jak te wszystkie fundusze obligacje i akcje nie wypłacą tego co dostały a co dopiero odsetki... Tylko sektor łupkowy ma ponad 3 bln długów nie do spłacenia, nawet Tesla nie zarabia , a akcje warte niby biliony?
demeryt_69
Tesla nie zarabia? Skąd ta info?
slawekqs
Jakoś o USA to ja jestem spokojny ropa pojdzie w górę to kwestia czasu a chiny tez są mocno zadłużone w dolarze lub jak to mawiał pewien jankes Azja wszystko wchłanie ile wydrukujemy spróbuj wziąść dolary papierki np. Takie z lat 80 i spróbuj za coś zapłacić w Azji będę kwestionować ze są prawdziwe tyle teraz Jakoś o USA to ja jestem spokojny ropa pojdzie w górę to kwestia czasu a chiny tez są mocno zadłużone w dolarze lub jak to mawiał pewien jankes Azja wszystko wchłanie ile wydrukujemy spróbuj wziąść dolary papierki np. Takie z lat 80 i spróbuj za coś zapłacić w Azji będę kwestionować ze są prawdziwe tyle teraz jeszcze dolców sie podrabia na świecie więc USA szybko nie wykituje maja dolca a jak nie to to wojsko
demeryt_69
"Spółka-matka Brilliance Automotive, partnera BMW w joint-venture w Chinach, jest własnością władz prowincji Liaoning" - tak własnie należało przeprowadzić wdrażanie nowego systemu w PRL-bis!

Kiedy bajgle Lewandowski oraz Balcerowitz odpowiedzą za totalną demolkę polskiego przemysłu i oddanie niemal
"Spółka-matka Brilliance Automotive, partnera BMW w joint-venture w Chinach, jest własnością władz prowincji Liaoning" - tak własnie należało przeprowadzić wdrażanie nowego systemu w PRL-bis!

Kiedy bajgle Lewandowski oraz Balcerowitz odpowiedzą za totalną demolkę polskiego przemysłu i oddanie niemal wszystkiego za bezcen w ręce obcego kapitału? To było działanie na szkodę państwa pod dyktando innego bajgla, Jeffrey Sachsa, z MFW.
sel
Dyktatura w Polsce ma poparcie poniżej 20% i przeszła w fazę Białoruską .. Można spokojnie stwierdzić, że pisowcy to zdrajcy Polski i Polaków , nie słuchają Narodu,oddają Polskę i Polaków w ofierze jakiejś toruńskiej sekcie która rozciągnęła macki w całym kraju , niszcząc i burząc cały nasz 30 letni , ba Dyktatura w Polsce ma poparcie poniżej 20% i przeszła w fazę Białoruską .. Można spokojnie stwierdzić, że pisowcy to zdrajcy Polski i Polaków , nie słuchają Narodu,oddają Polskę i Polaków w ofierze jakiejś toruńskiej sekcie która rozciągnęła macki w całym kraju , niszcząc i burząc cały nasz 30 letni , ba 75 letni dorobek społeczny i gospodarczy,a przy okazji hańbią miliony ofiar poległych w walce z faszyzmem i miliony ofiar które poświęciły swoje życie odbudowie Polski po II WŚ.
santoriusz odpowiada sel
a co ten naród mówi? to co TY. Ja z tymi bredniami się nie utożsamiam więc wybacz ale z takim łbem patańskim mi po drodze nie jest. Mam swoją drogę własną a Ty widać się w lesie zagubiłeś i biedaku pitolisz tu te swoje głupoty.

Powiązane: Chiny - Analizy i komentarze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki