Nierówna walka o elektromobilność. Gdzie samochody elektryczne faktycznie się sprzedają?

Rynek samochodów elektrycznych nie nadgoni głosowanych przez Parament Europejski zmian w normach emisji CO2 samochodów. Winą jest zbyt duża ilość ograniczeń – w tym infrastrukturalnych, bo ponad ¾ wszystkich punktów ładowania znajduje się w zaledwie czterech krajach należących do Unii Europejskiej – wynika z raportu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów ACEA.

(fot. Benoit Tessier / Reuters)

Nie da się ukryć, że spełnienie nadchodzących zaostrzonych norm emisji dwutlenku węgla (Komisja Europejska zaproponowała obniżkę kwot o 30 proc. do 2030 r.) przez park samochodowy w Europie jest silnie skorelowane ze sprzedażą samochodów elektrycznych. Według danych ACEA rynek „elektryków” w krajach z PKB per capita niższym niż 18 000 euro praktycznie nie istnieje. Z zachętami do tego, żeby je kupować, jest jeszcze mniej.

Cena, cena, cena…

Plany UE i poszczególnych krajów, które w niewiele ponad 20 lat chcą całkowicie zlikwidować samochody z silnikami spalinowymi ze swoich dróg i drastycznie ograniczyć emisję spalin, stają się coraz bardziej górnolotne i choć sprzedaż rośnie, to wciąż niewystarczająco.

W ankiecie przeprowadzonej przez ACEA w ubiegłym roku uczestnicy w zdecydowanej większości wskazali, że kluczowym czynnikiem determinującym zakup samochodu elektrycznego jest jego cena. Nie ulega wątpliwości, że „elektryki” wciąż są droższe od swoich spalinowych odpowiedników. Ratunkiem byłyby specjalne zachęty, ale tych jest jak na lekarstwo.

Duże dysproporcje w europejskiej elektromobilności

Patrząc na europejską mapę elektromobilności, niestety nasuwa się jeden smutny wniosek – dysproporcje są ogromne. Nawet biorąc pod uwagę same punkty ładowania, których na terenie UE jest ok. 100 000, to zdecydowana ich większość (76 proc.) zlokalizowanych jest tylko w czterech krajach – Holandii (28 proc.), Niemczech (22 proc.), Francji (14 proc.) i Wielkiej Brytanii (12 proc.). Na drugim końcu listy znajduje się Cypr i Grecja, w których zamontowano niecałe 40 takich urządzeń.

Według ACEA, jeśli park samochodów elektrycznych faktycznie miałby zostać zelektryfikowany do 2025 roku w tempie, jakiego oczekuje UE, potrzeba będzie infrastruktury opiewającej na 2 mln ładowarek.

(ACEA)

Dysproporcje pokazują także statystyki dotyczące udziału elektryków w rynku samochodów pasażerskich poszczególnych krajów. W Norwegii, która co prawda pod względem liczbowym nie przoduje, to udział zero emisyjnych aut w ogóle wyniósł prawie 30 proc. w 2016 roku. W reszcie świata żaden kraj nie zbliżył się nawet do 10 proc. W samej Europie za 85 proc. sprzedaży elektryków odpowiadają rynki sześciu państwa Europy Zachodniej z największym PKB. Połowa zaś to kraje, w których udział samochodów elektrycznych nie przekracza 0,75 proc.

Pod względem liczbowym znacznie lepiej wypadają największe rynki zbytu – Chiny i Stany Zjednoczone.

(ACEA)

- Wszystkie 28 państw członkowskich (UE) musi pilnie zwiększyć swoje wysiłki w zakresie stworzenia europejskiej sieci infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych. Bez tego konsumenci nigdy nie będą przekonani do zamiany swojego samochodu na elektryczny. Musimy pokazać im, że sieć ładowarek umożliwia im podróżowanie bez niepokoju – komentuje Erik Jonnaert, sekretarz generalny ACEA.

MG

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 9 abcx

A co wyprodukuje prąd żeby te samochody elektryczne mogły jeździć? Bo jak mamy zbudować dodatkowe elektrownie zasilane benzyną i dieslem, potem zbudować nową sieć przesyłową, potem stacje ładowania i na końcu naprodukować nowych elektrycznych samochodów - to ja tu ekologii nie widzę, a dokładnie wręcz przeciwnie...

! Odpowiedz
1 4 ilko

W Bułgarii ładowarki są bardzo powszechne. Są pod wieloma sklepami np. w Kauflandach. Przedstawione dane o liczbie ładowarek są zupełnie niewiarygodne.

! Odpowiedz
9 4 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
5 36 karbinadel

Cena to jedna sprawa, a parametry to druga. Przede wszystkim zasięg i czas ładowania. Oczywiście, można ludzi zmusić do przesiadki na elektryki zakazując produkcji aut z silnikami spalinowymi - ale czy naprawdę o taką ekologię nam chodzi?

! Odpowiedz
27 10 po_co

Zasięg samochodów elektrycznych to żaden problem, powiedział bym nawet że w większości samochodów miejskich jest on zdecydowanie za duży.
Zasięg na poziomie 200-400 km to średnio 3-7h ciągłej jazdy.

Potrzebna jest tylko zmiana myślenia, elektryczny samochód można naładować w dowolnym miejscu, a w zastosowaniach miejskich nie potrzebna będzie bateria większa niż taka która zapewni do 100 km zasięgu - bo też po co ?

Gdyby się mocniej zastanowić to w baterie można w ogóle zminimalizować do śmiesznych rozmiarów, a rozbudować sieć która zapewni zasilanie na całej trasie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 18 matpoz1 odpowiada po_co

Jasne, i robić co godzinę, 3 godzinne przerwy na ładowanie. Zamiast przejechać Polskę wszerz w 6h można zrobić to w dobę w imię ekologii.

! Odpowiedz
4 11 karbinadel odpowiada po_co

Bzdura bzdurę bzdurą pogania. Jeśli "elektryki" mają być w pełni ekwiwalentne do aut napędzanych silnikami spalinowymi, to nie mogą mieć zasięgu 200-300 km. Bo nawet na taksówkę za mało, nie mówiąc już o tym, że ludzie jeżdżą też w trasy poza miasto. Nie wiedziałeś?

! Odpowiedz
6 4 po_co odpowiada matpoz1

Możesz ładować baterie jadąc z prędkością 100km/h - za mało ?

! Odpowiedz
7 5 po_co odpowiada karbinadel

No tak z kim ja rozmawiam, z ekspertami z materiałoznastwa, elektroniki, energetyki, elektryki. Zapomniałem, że tutaj sami eksperci.

Otóż nie ma żadnej potrzeby aby magazynować takie ilości energii w samochodzie, gdyby było inaczej człowiek zamiast jeść posiłki codziennie jadłby je co 2-3 tygodnie.

Taniej i ekonomiczniej jest zbudować infrastrukturę która zapewni dostęp do stacji ładowania, a do tego nie potrzeba się zatrzymywać.
Jak sądzisz co kosztuje mniej, postawienie co 10-20km stacji ładowania która zapewni odpowiednią moc aby w czasie 15-20 sekund naładować akumulator (to przy prędkości 100km/h daje pas o długości 600 m) czy produkcja milionów ogniw tylko po to aby ludzie i tak ostatecznie trafiali do stacji ładowania ?

Można to rozwiązać na 100 różnych sposobów i żaden nie wymaga posiadania ogromnego magazynu. Taksówki to akurat głupi przykład (świadczy o tym, że absolutnie nie wiesz o czym dyskutujesz) bo one akurat ładowane są w zatoczkach, jak zresztą autobusy, a silnik elektryczny nie zużywa energii w czasie postoju więc jazda w mieście nie kosztuje dodatkowych "litrów". Maksymalna moc osiągana jest niemal natychmiast więc jazda jest również dynamiczniejsza i mniej czasu potrzeba na uzyskanie koniecznej prędkości, a to również zmniejsza zapotrzebowanie na energię.

Różnica między silnikiem elektrycznym, a spalinowym, jest taka jak między silnikiem spalinowym, a parowym dlaczego więc na każdej stacji paliw nie stoi wieża z wodą, a ty nie wozisz za sobą wagonu ze zbiornikami paliwa ? Bo tego nie potrzebujesz.

Rozumiesz ? To jest inna technologia i nie postrzegaj jej tak jak obecnej.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 9 karbinadel odpowiada po_co

Jak by na to nie patrzeć, cała ta infrastruktura jest/będzie wielokrotnie droższa i bardziej skomplikowana od obecnej. Ale pewnie na tym polega postęp

! Odpowiedz

Porównaj oferty

Sprawdź, które banki pożyczą pieniądze na najlepszych warunkach, i ile wyniesie miesięczna rata kredytu.

Znajdź najbardziej zyskowną lokatę bankową. Określ najważniejsze cechy, a wyszukiwarka wybierze najlepsze oferty.

Narzędzia