REKLAMA

Niebezpieczna gra odpadami ołowiu

2011-08-16 14:52
publikacja
2011-08-16 14:52
Zmiana w prawie o bateriach i akumulatorach cofnie Polskę o kilkadziesiąt lat - twierdzą branżowi przedsiębiorcy. Nowy zapis w ustawie otworzy drzwi nielegalnemu procederowi handlu frakcjami pochodzącymi z akumulatorowego złomu, ale będzie też groźny dla zdrowia ludzi i środowiska naturalnego. Głosowanie nad inicjatywą poselską w Sejmie być może jeszcze w sierpniu.

Zmianę zaproponowała grupa 23 posłów, którzy wnioskują za większą swobodą w procesie recyklingu. Chodzi o umożliwienie przetwarzania niebezpiecznego odpadu jakim są zużyte baterie i akumulatory kwasowo-ołowiowe zakładom, które nie prowadzą pełnego recyklingu ołowiu i jego związków. W myśl projektu przedsiębiorcy muszą się jedynie zobowiązać do zapewnienia, że przekazali odpady innym firmom, ale nie wiadomo, na czym to zapewnienie ma polegać. W praktyce oznacza to, że zakład może się ograniczyć wyłącznie do rozbicia akumulatora i wykorzystania jego cennych części, a „zapewnienie” o dalszych działaniach będzie fikcją.

Krótka historia przejrzystości systemu


Aktualnie przetwarzanie zużytych baterii i akumulatorów kwasowo-ołowiowych reguluje uchwalona zaledwie dwa lata temu ustawa. To właśnie podczas prac nad jej treścią analizowano problem bezpieczeństwa związanego z recyklingiem. Wśród zgłoszonych przez Senat poprawek znalazł się zapis o konieczności rozpoczęcia i zakończenia procesu recyklingu tylko w jednym przedsiębiorstwie. Chodziło o to, aby odpad niebezpieczny był przetwarzany w zamkniętym cyklu aż do otrzymania produktu finalnego, jakim jest ołów lub jego stopy, oraz neutralizacji pozostałych frakcji jak kwas czy polipropylen (pełen recykling). Uzasadniano to m.in. niebezpieczeństwem, jakie stwarzają frakcje pochodzące z rozkruszonego akumulatora i ryzykiem związanym z transportem i wielokrotnym przeładunkiem pylistych związków ołowiu. W kwietniu 2009 r. ustawa z poprawkami została przegłosowana stosunkiem 2/3 głosów w Sejmie i weszła w życie w czerwcu. W efekcie dzisiaj przetwarzaniem baterii i akumulatorów zajmują się jedynie wyspecjalizowane firmy, które muszą spełnić bardzo restrykcyjne wymagania prawne. - Wymogiem stały się zautomatyzowane linie technologiczne, które minimalizują kontakt człowieka z niebezpiecznymi substancjami. Aby prowadzić recykling bezpieczny dla ludzi i środowiska, zainwestowaliśmy ok. 20 mln zł w odrębny zakład przetwarzania zużytych akumulatorów, obejmujący również hutę i rafinerię ołowiu, czyli pełny cykl recyklingu zgodny z obowiązującymi przepisami środowiskowymi. Dzięki temu ograniczamy ryzyka związane z niebezpiecznymi odpadami - mówi Lech Sznajder, prezes zarządu ZAP Sznajder Batterien SA.

Istnieje obawa, że po wprowadzeniu nowych przepisów taka sytuacja drastycznie się zmieni. Mogą bowiem znaleźć się tacy, którzy zechcą w łatwy sposób zarobić na rozbijaniu akumulatorów i handlu frakcjami pochodzącymi z akumulatorowego złomu, wykorzystując możliwość nielegalnego pozbywania się materiałów niebezpiecznych dla środowiska oraz zdrowia i życia ludzkiego. Swoboda przyciągnie wielu zainteresowanych „łatwym” złomowym biznesem bez względu na konsekwencje - alarmują przedsiębiorcy i wyliczają szereg niebezpieczeństw, z jakimi trzeba się liczyć. Podczas rozbiórki zużytych akumulatorów powstają groźne substancje, a brak odpowiedniego postępowania z elektrolitem zanieczyszczonym toksycznymi związkami ołowiu oznacza ogromne ryzyko skażenia środowiska i zagrożenie dla zdrowia ludzi. - Właśnie dlatego obecne przepisy wymagają prowadzenia całego procesu w jednym przedsiębiorstwie: od rozbiórki, poprzez unieszkodliwianie kwasu i części tworzyw sztucznych (PCV, ebonit), aż po profesjonalny recykling ołowiu i polipropylenu. A wszystko zgodnie z restrykcyjnymi zasadami higieny i ochrony zdrowia oraz pełną ewidencją środowiskową - mówi Lech Sznajder.

Jeszcze większe ryzyko niesie za sobą niekontrolowany obrót związkami ołowiu w postaci pylistego proszku, przez całe dziesięciolecia odpowiedzialnego za ołowicę, skutecznie wyeliminowaną w latach 80-tych.

Perspektywa krajobrazu po bitwie


Praca nad inicjatywą poselską podjętą w czerwcu przebiega w szybkim tempie. Wszystko wskazuje na to, że już w czwartek 18 sierpnia trafi ona pod obrady Sejmu. Jednak zapytania o opinie przedsiębiorców prowadzących kompleksowy proces recyklingu dotarły do nich dopiero kilka dni temu, tuż przed czytaniem w komisji sejmowej. Zwrócił się o nie resort gospodarki, a nie środowiska, czyli ten, który sprawę prowadzi. Wszystkie opinie przekazane ministerstwu były negatywne i wskazywały szereg argumentów przeciwko zmianie przepisów. Protest recyklerów wspiera ogólnopolska organizacja branżowego samorządu gospodarczego. Zrzeszająca obecnie 47 przedsiębiorstw Izba Gospodarcza Metali Nieżelaznych i Recyklingu na początku sierpnia rozesłała apele przeciwko inicjatywie do wicepremiera Waldemara Pawlaka, resortów środowiska i zdrowia, sejmowych komisji gospodarki, Skarbu Państwa, ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa oraz głównego inspektora ochrony środowiska. Jednak IGMNiR jako zainteresowany tematem podmiot branżowy nie został zaproszony do konsultacji społecznych. - Zdarzyło się to po raz pierwszy w historii kontaktów ministerstwa z branżą - podkreśla Kazimierz Poznański, prezes IGMNiR. - W imieniu przedsiębiorców wyrażam zdecydowany protest przeciw wnioskowanej zmianie. Chcę wierzyć w to, że sejmowi decydenci ją zablokują, w przeciwnym razie mamy w perspektywie prawdziwy krajobraz po bitwie: akumulatory rozbijane w lasach, kwas wylewany do rzek, raj dla „garażowych” przedsiębiorców, którzy z odpadu tworzą odpad jeszcze bardziej niebezpieczny - pyliste związki ołowiu odpowiedzialne m. in. za ołowicę.


/profitcomms.pl

Źródło:Informacja prasowa
Tematy
Szukasz pracownika? Opublikuj pierwsze ogłoszenie o pracę już od 59,32 zł na Pracuj.pl!

Szukasz pracownika? Opublikuj pierwsze ogłoszenie o pracę już od 59,32 zł na Pracuj.pl!

Advertisement

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki