REKLAMA

Mirbud: firmy budowlane z szansą na poprawę rentowności

2018-05-30 12:43
publikacja
2018-05-30 12:43

Choć firmy z branży budowlanej mają za sobą ciężki okres związany ze wzrostem kosztów, Jerzy Mirgos, prezes Mirbudu, w rozmowie z Bankier.pl tłumaczy, że teraz mogą one wyraźnie poprawić rentowności. Oprócz Polski Mirbud stawia także na Ukrainę, która zdaniem prezesa może być kolejną ważną nogą w biznesie spółki.

Adam Torchała, Bankier.pl: Jak ocenia Pan wyniki pierwszego kwartału?

Jerzy Mirgos, prezes Mirbud SA / Mirbud

Jerzy Mirgos, prezes Mirbud SA: Mimo, że I kwartał zawsze w budowlance jest gorszy od pozostałych, to nam jako Grupie udało się uzyskać nie tylko znaczny, bo blisko 18 procentowy wzrost przychodów, ale również wzrost zysku netto o prawie 13 procent. Jest to między innymi zasługa naszej działalności deweloperskiej, która z kwartału na kwartał utrzymuje sprzedaż mieszkań na bardzo dobrym poziomie. Drugim filarem utrzymującym stały i bezpieczny wynik jest działalność najmu komercyjnego. Natomiast w segmencie usług budowlano-montażowych zanotowaliśmy niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku przychód, głównie z uwagi na warunki atmosferyczne, które nie pozwalały na prowadzenie w pełnym zakresie prac budowlanych na wielu inwestycjach. W tym segmencie utrzymaliśmy również dobrą, na poziomie 12 procent rentowność brutto na sprzedaży. 

Dużo mówi się o problemie rentowności projektów w branży budowlanej. Jak to zagadnienie wygląda z perspektywy Mirbudu?

Głównie z uwagi na rosnącą koniunkturę w branży budowlanej i znaczną ilość ogłaszanych przetargów, mieliśmy w poprzednim roku sytuację, w której składając oferty musieliśmy uwzględniać wzrost kosztów podwykonawców i dostawców. Ceny podwykonawstwa i materiałów bez wątpienia bardzo wzrosły, jednak większość realizowanych przez nas inwestycji wycenialiśmy w momencie, gdy wzrost kosztów był już zauważalny i możliwy do oszacowania. Cieszę się, że mimo rosnących kosztów udało nam się w segmencie usług budowlano-montażowych wypracować przyzwoitą marżę na poziomie blisko 10%. Jest ona oczywiście niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, ale mam również wrażenie, że rynek dostawców i podwykonawców już się ustabilizował. Nowe inwestycje zostały dobrze skosztorysowane co daje podstawę przypuszczać, że w kolejnych kwartałach wypracowane marże będą przynajmniej na zbliżonym do I kwartału poziomie.

Firmy, które miały portfel zamówień zakontraktowany w większości w 2016 r. i na początku 2017 roku, będą borykały się z dużym problemem, gdyż nikt nie przewidywał w tamtym okresie, aż tak znacznego wzrostu cen.

Problemy z rentownością to podwykonawcy i materiały, ale także i wynagrodzenia.

W grupie pracuje blisko 800 osób i nie zauważamy nasilonej rotacji pracowników. Przy panującym obecnie „rynku pracownika” odczuwamy oczywiście zwiększone oczekiwania płacowe pracowników, szczególnie pracowników technicznych i produkcyjnych. Staramy się obserwować rynek i na bieżąco uwzględniać oczekiwania. Jednak z uwagi na fakt, że wynagrodzenia nie stanowią kluczowego składnika kosztów Spółki, nie powinno to w znaczący sposób wpłynąć na jej wyniki.

Dla nas największy koszt to podwykonawcy. Około 60-70 proc. naszych robót wykonujemy za ich pośrednictwem, dlatego możliwy dalszy wzrost kosztów usług podwykonawców i cen materiałów stanowi obecnie dla nas największą niepewność.

Czy ten wzrost marż dotyczył będzie wszystkich segmentów w tym samym stopniu?

Kontrakty zawierane przez Spółkę na przełomie 2017 i 2018 roku uwzględniały w pełni obecny poziom cen i zakładały również rezerwę na ewentualny ich dalszy wzrost, zatem w przypadku stabilizacji wzrostu cen materiałów i usług podwykonawczych mogą okazać się bardzo rentowne.

Dynamiczny wzrost cen jest kłopotliwy zarówno dla inwestorów publicznych jak i prywatnych, którzy z uwagi na przewyższające budżet zamawiającego składane oferty byli zmuszeni unieważniać przetargi lub szukać dodatkowych środków.

Notowania Mirbud na GPW / Bankier.pl

Największy problem ze znalezieniem generalnych wykonawców mają deweloperzy. Trudno bowiem jest podnieść cenę metra kwadratowego, w szczególności w średnich i w małych miastach, tak aby utrzymać zakładany poziom sprzedaży projektu. W tym sektorze nastąpił największy wzrost kosztów wytworzenia – na poziomie 20-30%.

Z drugiej strony mamy odpisy aktualizacyjne spółek budowlanych. Czy takie ryzyko istnieje także w Mirbudzie?

Mirbud w roku 2017 zamknął większość długoterminowych kontraktów, które podpisywaliśmy w 2014-2015 roku. Na bieżący rok tzw. trudnych zamówień, czyli wziętych w niskich cenach, przeszło niewiele i stanowią ok. 10 proc. oczekiwanych przychodów za 2018 rok. Kontrakty te będą rozliczone z marżą zerową, bądź nawet ujemną, ale w skali firmy nie stanowi to istotnego obciążenia. Większość naszych zleceń są to nowe kontrakty podpisane na jesieni 2017r., albo w I kwartale 2018r. Uwzględniały one już znaczący wzrost kosztów. W związku z tym nie mamy obaw, że przyniosą nam stratę. To co było naszym problemem w ubiegłym roku – czyli mały portfel zamówień - w dłuższej perspektywie okazało się zbawienne, bo gdybyśmy teraz mieli więcej starych kontraktów, to bez wątpienia rzutowałoby to na wyniki w 2018 i w 2019 roku.

Skoro w Polsce jest tak dużo kontraktów, to skąd pomysł, by tych kontraktów szukać jeszcze na Ukrainie?

Odnalezienie się na Ukrainie to proces długotrwały i oceniam go na minimum dwa lata. Pierwszy rok to organizacja spółki, licencje, pozwolenia, dobór kadry, dopiero drugi rok to udział w przetargach. Odczuwalne efekty wejścia na Ukrainę pojawią się więc dopiero w 2020 roku, może w niewielkim stopniu już w 2019 roku.

Decyzja ta wynika z naszej strategii dywersyfikacji przychodów. Każdy stara się to robić na swój sposób. Namawiano nas do wzięcia udziału w przetargach w branży kolejowej, my się jednak tam nie odnajdujemy. Najlepiej czujemy się w drogach i budownictwie przemysłowym. Choć obecnie nie brakuje nam zleceń, myślimy o tym co będzie za 3 - 5 lat. Rynek ukraiński jest podobny do rynku polskiego sprzed 25 lat. Jeżeli Ukraina będzie podążała w stronę Unii Europejskiej, to ten kto dzisiaj tam zaistnieje, za kilka lat będzie miał szansę czerpać z tego rynku. Ukraińskie firmy są słabo zorganizowane i przypominają mi polskie z lat 90, zagranicznych - oprócz tureckich – w zasadzie nie ma. Mamy więc szansę.

Ukraina to też próba zbudowania drugiego filaru w firmie, który może się okazać istotny za kilka lat, gdy w Polsce dużych kontraktów infrastrukturalnych będzie mniej. Na Ukrainie nie powinno ich zabraknąć, ponieważ tam potrzeby budowy infrastruktury drogowej są dużo większe niż w Polsce

No właśnie, ta perspektywa dwóch-trzech lat to także perspektywa zamknięcia obecnego budżetu unijnego. Mirbud, jako spółka budowlana, jest pośrednio beneficjentem pieniędzy płynących na inwestycje. Jak z Państwa perspektywy wygląda to zagadnienie?

Mamy dziś zakontraktowane w sektorze drogowym projekty z perspektywą 2019, 2020 i 2021. Liczymy jednak, że w najbliższych latach wygramy jeszcze kilka przetargów. Poziom przychodów z branży drogowej w Polsce, który zaplanowaliśmy na poziomie ok. 500 mln zł, powinien być przez następne 5 lat utrzymany.

A czy spółka planuje jakieś ruchy podobne do tego ukraińskiego? Macie Państwo jakieś inne rynki na oku?

Na dzień dzisiejszy tylko kraje ościenne: Ukraina - działamy, Białoruś - przymierzamy się. Ani w tym, ani w przyszłym roku niczego więcej nie planujemy. Chcemy odnaleźć się najpierw na Ukrainie. Jest to tak duży rynek, że jeżeli odniesiemy tam sukces to będzie to dla nas na pewno satysfakcjonujące.

Jakie są najważniejsze cele Mirbudu na 2018 rok?

Zawsze powtarzamy, że nie jesteśmy w stanie szybko zmniejszyć naszego zadłużenia, ale co roku planujemy spłatę około 20 mln zł. Zmniejszenie zadłużenia to więc priorytetowy cel. Drugi to poprawienie rentowności. Nie jest ona na najniższym poziomie, ale chcemy by była wyższa. Dodatkowo wyższa rentowność pomogłaby nam także zrealizować cel pierwszy, czyli zmniejszyć zadłużenie. Trzeci to przychody na poziomie minimum 1 mld zł. No i oczywiście czekamy na sukces na Ukrainie. Choć jest to perspektywa bardziej na 2020 rok.  

Chcę także podkreślić, że mamy nadzieję, iż ta poprawa ilości zleceń na rynku, którą obserwowaliśmy na przełomie roku, to nie było chwilowe odbicie. Liczymy na dłuższy trend i chcielibyśmy z tego skorzystać. I nie chodzi mi tu tylko o przychody, ale także o pracę nad wynikami w postaci wzrostu rentowności. Przychody na poziomie 1 mld zł są dla nas jak najbardziej wystarczające, a w perspektywie 2-3 lat skupimy się na rentowności.

Źródło:
Tematy
Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki