Marka Belki portret własny

Autobiografia Marka Belki była pozycją usilnie wyczekiwaną w światku dziennikarsko-ekonomicznym. Książka nie zawiodła pod względem stylistycznym, ale nie jest to przełomowa pozycja ujawniająca mechanizmy rządzące wielką polityką.

Profesor Marek Belka jest człowiekiem o biografii na tyle bogatej, aby uzasadnić potrzebę napisania autobiografii. W końcu nie każdy zjeździł pół świata jako minister finansów, premier, dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego, sekretarz wykonawczy ONZ i prezes Narodowego Banku Polskiego.

(fot. Piotr Waniorek / FORUM)

Selfie napisana jest barwnie i ze swadą, choć autor sam dostrzega, że raczej nie zasłuży tą pozycją na literacką nagrodę Nobla. Autoironiczna narracja i specyficzne poczucie humoru Marka Belki sprawiają, że Selfie czyta się szybko i lekko, choć nie zawsze przyjemnie. Przynajmniej dla człowieka o poglądach sceptycznych wobec sprawności państwa i sensu jego udziału w gospodarce. Przyznam, że niektóre fragmenty (np. o inwestorach giełdowych czy o podatkach) wzbudziły moją szczerą i nieskrywaną irytację.

Łódź – Warszawa – Bagdad

Ale cóż poradzić – takie są zasady gatunku i nie można odmówić autorowi prawa do subiektywizmu. Książka Marka Belki nie jest kroniką 25 lat przemian gospodarczych w Polsce – o nich autor wspomina dopiero w podsumowaniu. Jak sam przyznaje, gdy Balcerowicz i Lewandowski reformowali polską gospodarkę, on był skromnym pracownikiem naukowym Uniwersytetu Łódzkiego.

Konkurs "Selfie"

Redakcja Bankier.pl ma do rozdania cztery książki pt. „Marek Belka Selfie”. Osoby chcące otrzymać książki zapraszamy do naszego konkursu.

Aby wziąć udział, prosimy o przesłanie na adres konkurs@bankier.pl opisu, w którym autor przedstawi w ciekawy sposób, z jakimi wydarzeniami, osobami, rzeczami itd. kojarzy postać Marka Belki.

Opisy należy przesyłać do 11 lipca 2016 r. do godziny 8:00. Nagrodzone zostaną najbardziej kreatywne i ciekawe odpowiedzi.

Przeczytaj regulamin ogólny konkursu.


Profesor Belka na szerokie wody krajowej i międzynarodowej polityki wypłynął dopiero w roku 1995, gdy – jeśli wierzyć jego słowom - nieco przypadkowo został doradcą ekonomicznym prezydenta Kwaśniewskiego. Potem już poszło gładko: dwukrotny minister finansów i premier RP z jego rekomendacji oraz przerzut na niebezpieczny odcinek iracki – także z rekomendacji byłego prezydenta.

To właśnie rozdział o Iraku jest w mojej ocenie najciekawszym fragmentem „Selfie”. Marek Belka barwnie opisuje swoje przygody w Bagdadzie i bezwstydnie wytyka Amerykanom błędy, w wyniku których ostatecznie ponieśli porażkę. To bardzo pouczająca lektura zwłaszcza dla tych, którzy pamiętają wydarzenia z lat 2003-05.

Okazuje się, że przekaz płynący do nas z mediów był kompletnie oderwany od tego, co naprawdę działo się w okupowanym przez US Army Iraku. Gdyby kolejny gospodarz Białego Domu postanowił najechać i zająć jakiś kraj, to funkcję gubernatora może w ciemno powierzyć profesorowi Belce.

Szara eminencja MFW

Za to rozczarowaniem (przynajmniej dla mnie) był rozdział poświęcony pracy w MFW podczas najostrzejszej fazy kryzysu finansowego w latach 2008-10, gdy Fundusz „ratował” kraje środkowoeuropejskie. Niestety, albo rola Marka Belki była w tym procesie bardzo ograniczona (choć jako dyrektorowi na Europę formalnie wszystko podlegało właśnie jemu), albo tajemnice waszyngtońskiej organizacji trzeba zabrać ze sobą do grobu.

Tak czy inaczej autor nie mówi nam zbyt wiele ponad to, co mogliśmy wówczas przeczytać w gazetach. A szkoda, bo kulisy negocjacji misji MFW z władzami „ratowanych” krajów musiały być arcyciekawe i obfitować w niejedną wartą spisania anegdotę.

Alfabet Marka Belki. Kasyno, ośmiorniczki, konserwatyzm, Jennifer Lopez i słynny podatek

Alfabet Marka Belki. Kasyno, ośmiorniczki, konserwatyzm, Jennifer Lopez i słynny podatek

Ekonomiczny konserwatysta z przeszłością w PZPR i SLD, bohater afery taśmowej, autor kontrowersyjnego podatku i niezliczonych bon motów, z tym o Jennifer Lopez na czele, a także podróżnik, kolekcjoner i rodowity łodzianin z dystansem do życia. Marek Belka, jakiego znacie i nie znacie.

Znacznie więcej profesor Belka pisze o swojej pracy w Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ, gdzie z racji swojej funkcji zapoznał się z problemami gospodarczymi krajów zupełnie dla nas egzotycznej Azji Środkowej, ale też Gruzji czy Ukrainy. Czyli tam, gdzie kilka lat później mocarstwowe interesy rosyjskie zbrojnie starły się z imperialnymi zakusami Stanów Zjednoczonych.

Obieżyświat w służbie publicznej

Selfie” to także w znacznej mierze książka podróżnicza. Marek Belka barwnie opisuje dziesiątki zakątków świata, w które rzuciła go zarówno „misja publiczna” (to częściej), jak i prywatne zamiłowanie do egzotycznych wojaży. Anegdoty kulinarno-kulturowe to mocna strona książki, ukazująca nierzadko zabawne strony wielkiej polityki.

Śmiesznie nie było tylko na lotnisku w chińskim Kunmingu, gdy podczas manewru kołowania zapalił się jeden z silników Tu-154M. Jak się okazuje, być może zamiast katastrofy w Smoleńsku mogliśmy mieć tragedię w znacznie odleglejszym zakątku świata. W ten oto sposób człowiek przez pół życia pracujący na rzecz państwa sam mógł paść ofiarą jego bylejakości i nieudolności.

Całe życie na koszt podatnika

Przy niewątpliwych licznych talentach i bogatym CV profesora Belki zaskakuje (albo i nie) jedna prawidłowość: niemal cała kariera zawodowa była ograniczona do sektora państwowego. Uniwersytet Łódzki, Kancelaria Prezydenta, Urząd Premiera Rady Ministrów, Albania, Irak, ONZ, MFW po Narodowy Bank Polski – miejsca pracy marka Belki łączy jedna cecha – w ten czy inny sposób wszystkie były opłacane z pieniędzy podatników.

Jedyne doświadczenie w sektorze prywatnym Marek Belka zdobył w Wiedniu, gdzie na praktyce studenckiej pracował w fabryce wind. Był to zakład specyficzny - kontrolowany przez związki zawodowe, których głównym zadaniem było spowalnianie (lub wręcz: sabotowanie) pracy. Tak, aby zarząd i właściciele nie połapali się, że zatrudniają za dużo ludzi i płacą im zbyt duże pieniądze.

Może to właśnie owa specyficzna biografia tłumaczy nieskrywaną niechęć, a momentami wręcz pogardę, jaką były premier i były szef NBP darzy sektor prywatny. Ale w końcu jak ktoś, kto nigdy nie musiał się obawiać o to, czy pensja spłynie na konto albo czy kontrahent zapłaci za towar, może zrozumieć lęki i obawy „prywaciarzy”. Tak samo, jak nie potrafi się wczuć w emocje inwestorów, których jedna decyzja mniej lub bardziej kompetentnego urzędnika może pozbawić dorobku życia.

„Przedsiębiorczość lamentująca”

Z tej perspektywy równie irytujące są opinie pana profesora, jakobyśmy mieli w Polsce bardzo niskie podatki. Albo że wysokie obciążenia podatkowe są cechą charakterystyczną dla krajów wysoko rozwiniętych i „cywilizowanych”. Stąd też łatwiej zrozumieć, dlaczego twórca „podatku Belki” (czyli podatku od tzw. zysków kapitałowych) z takim lekceważeniem odnosi się do inwestorów giełdowych (zresztą samą GPW określił kiedyś mianem „kasyna”), portretując ich jako „osobników nerwowych z natury rzeczy, z reguły przegrywających, więc sfrustrowanych”.

Marek Belka określa właścicieli polskich firm jako „przedsiębiorczość lamentującą”. „Rodzinny biznes nieustannie narzeka, ale – nawet jeśli ma ku temu powody – narzeka nie na to, na co powinien” – stwierdza były minister finansów, dziwiąc się, że Polacy nie chcą radośnie płacić podatków pochłaniających (średnio rzecz licząc) ok. 40% produktu krajowego brutto*. „Nie narzekajmy na fiskalizm, bo łatwo w ten sposób narazić się na śmieszność” – pisze profesor Belka.

Książkę "Marka Belki Selfie" możesz kupić w Księgarni Bankier.pl.

Krzysztof Kolany

 *nie wiem, skąd w „Selfie” pojawiają się dane o 32% PKB w przypadku Polski. Z bazy danych Eurostatu wynika, że w 2015 roku dochody państwa stanowiły 38,9% PKB – tyle rząd odebrał obywatelom, co raczej trudno uznać za niski wynik

** moje wątpliwości budzi jeszcze kilka faktów przywołanych przez pana profesora – w tym stwierdzenie, że przez 25 lat III RP udało się wypracować nadwyżkę budżetową. Nie znalazłem danych potwierdzających takie zjawisko.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 35 ~anonimus

za wiki
Działalność do 1997[edytuj]

W okresie PRL działał w Zrzeszeniu Studentów Polskich[5], Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej i PZPR[6] (sekretarz komitetu uczelnianego PZPR na Uniwersytecie Łódzkim w Łodzi[7]).

W 1990 został doradcą i konsultantem w Ministerstwie Finansów, a następnie Ministerstwie Przekształceń Własnościowych i Centralnym Urzędzie Planowania. W 1996 objął stanowisko konsultanta Banku Światowego. Równolegle, w latach 1994–1996, był wiceprzewodniczącym Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów, a następnie doradcą ekonomicznym prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
Czy to opisał w swojej książce??
Szanowni młodzi czytelnicy możecie się uczyć ale zawsze będą takie Belki - ustawieni byli działacze PZPR którzy mają układy i znajomości.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
2 0 ~frustrat

frustrat

! Odpowiedz
1 4 ~pieniadzezambasad

biografia dobrze oplacanego slupa

dziwne ze w artykule o ofe ani slowa

! Odpowiedz
5 2 ~GP

No tak, bo na początku lat 90-tych mieliśmy mnóstwo ekonomistów, którzy się kształcili i pracowali na nie-pzprowskich uczelniach.
Taki np. prezes... czy Ś.P. Prezydent... Oni nawet doktorami byli, ale nie, nie, nie.. Nie na PZPR-owskiej uczelni... Oni kasą PRLu gardzili i nie przyjmowali jej... Słyszałem nawet, że prezes jak dostał wynagrodzenie to na kopercie raz napisał "wsadźcie sobie te pieniądze w DU@#!!!" (w domu, w piwnicy, i od razu wrzucił ją do pieca)... Pierwszych terminów egzaminów wogóle nie robili... Sprawdzali studentów zapisanych do organizacji studenckich - ZSP od razu trafiało na drugi termin, NZS miało od razu zaliczone... :-)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 5 ~aaaaaaaaaa odpowiada ~GP

oj kogoś zabolała prawda....

! Odpowiedz
2 3 ~GP odpowiada ~aaaaaaaaaa

Dlaczego zabolała? Ludzie urodzeni przed 1965 mieli generalnie dwa wyjścia - studiować na PRLowskich uczelniach albo nie studiować.
Na uczelni do organizacji często zapisywano się "grupowo" - jedna osoba z paczki rzucała "chodźcie idziemy" i cała grupa szła. To, że ktoś potem się odnalazł i robił "karierę", czy nie odnalazł i olał sprawę nie może być wobec człowieka zarzutem. Samo działanie na rzecz społeczności jest rzeczą dobrą...
Komentarz miał być z dystansem, bo tak do tego podchodzę. Mam nienawidzić swojej mamy, bo studiowała na PRLowskiej uczelni i dostała PRLowski dyplom, albo traktować jako "gorszy sort"? Mam pluć na grób dziadka, który nie żyje od 30 lat, a w 1956 roku był w wojsku z normalnego poboru i stacjonował w Poznaniu (nie brał udziału w starciach, stali w innej dzielnicy, gdzie było spokojnie)? Hołubić ojczyma, który nie zrobił matury i poszedł do kopalni od razu po szkole, bo "komunistycznym papierem się nawet nie podetrze, a do komunistycznego wojska nie pójdzie"...
Każdy ma swoje życie i swoje wybory... Belka studiujący i wykładający na PRLowskiej uczelni jest zły komuch, a Kaczyński, studiujący i wykładający na PRLowskiej uczelni jest bohaterem? Dzieląc ich biografię na okresy za lata do 1989 dla Kaczyńskiego mam na pewno większy szacunek. okres 1990-2000 obydwaj mieli wzloty i upadki, a po 2000r. zdecydowanie więcej klasu (wg mnie) ma Belka.
Takie były czasy. Zagorzałych komunistów było może 10% ogółu, wojujących opozycjonistów może tyle samo. Dalsze 15% z jednej i z drugiej strony to ludzie sympatyzujący, a połowa społeczeństwa miała to wszystko głęboko w D i po prostu chciała przeżyć od pierwszego do pierwszego (dziś też połowa ma w D wszystko, na wybory nie chodzi i ich to nie interesuje).

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 6 ~aaaaaaaaaa odpowiada ~GP

Ale tu nie chodzi o skończenie szkoły w PRL-U? Ale o konkretny życiorys osoby na świeczniku
Kto zostawał sekretarzem partyjnym na uczelni w czasach PRL? Kto mógł być doradcą i konsultantem w MF a następnie w innym ministerstwie? myślisz że był taki zaje,,,ty? i jeszcze jedno tekst nie jest o Kaczyńskim..

! Odpowiedz
1 1 ~GP odpowiada ~aaaaaaaaaa

Ale gdzie miał skończyć szkołę? Gdzie miał studiować? To, że działał w studenckiej organizacji nie jest chyba podstawą do oskarżeń. Był tam aktywny, został na uczelni jako doktorant. Jako pracownik naukowy trafił do Ministerstwa. Zdarza się. Może akurat był taki zaje,,,sty... Na pewno szukając ekonomistów, szukali "swoich".
Miałem okazję na studiach i uczyć się u prof. Messnera i u dr. Budki i prof. Wojtyły, który ostatnio startował na senatora z poparciem PiS. Do każdego z nich mam szacunek. Słuchałem wykładów i Buzka, i Balcerowicza, i Kołodki i dlaczego miałbym tego ostatniego "hejtować", bo mam inne zdanie...
Jeżeli przesadziłem, OK. "Szanowni młodzi czytelnicy możecie się uczyć ale zawsze będą takie Belki - ustawieni byli działacze PZPR którzy mają układy i znajomości." Byli. Nawet w rządzie Mazowieckiego. Są. Wyciągani z Rodziny RM 20-letni Janningerowie. Będą. Jak się zmieni opcja polityczna... Takie jest życie...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 3 ~autor odpowiada ~GP

Dobrze wiesz, że nie rozchodzi się o szkołę tylko gdzie należał i jakie miał funkcje. Boli cię to bo pewnie masz podobny życiorys i naturę taką, że dla swoich korzyści zapisałbyś się do każdego badziewia.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
MARKA 0,00% 0,50
2019-12-05 11:00:00

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% XI 2019
PKB rdr 3,9% III kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,0% X 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 213,27 zł X 2019
Produkcja przemysłowa rdr 3,5% X 2019

Znajdź profil