Maksymilian M. oskarżony w procesie dot. afery reprywatyzacyjnej

W tej sprawie wykonywałem tylko polecenia ojca; nie miałem powodów żeby mu nie ufać - powiedział w środę przed warszawskim sądem okręgowym Maksymilian M., oskarżony w procesie dot. "dzikiej reprywatyzacji" warszawskich nieruchomości.

Jak zeznał, swój udział w procesie reprywatyzacji - objętym aktem oskarżenia - traktował jako formę aktywizacji zawodowej po studiach. "Poza tym, od kiedy byłem nastolatkiem, architektura była moim hobby. Mój dziadek był też z wykształcenia architektem" - mówił M.

We wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa w tzw. pierwszym dużym procesie dotyczącym reprywatyzacji warszawskich nieruchomości, w którym siedem osób jest oskarżonych o łącznie 24 przestępstwa. Wartość wyrządzonych przez nich szkód to prawie 300 mln zł.

Zeznania przed sądem składał we wtorek Maksymilian M., syn tzw. handlarza roszczeń Macieja M. Jest on oskarżony o oszustwa przy notarialnym przeniesieniu praw i roszczeń wobec nieruchomości przy ul. Twardej 10 i Królewskiej 39. Jak podkreślili śledczy, działania oskarżonych pozwoliły m.in. na pozyskanie praw do tych nieruchomości za rażąco zaniżoną cenę.

Maksymilian M. nie przyznał się do winy. "Nie uważam, że popełniłem jakiekolwiek przestępstwo. Ponieważ, prowadziliśmy wspólną działalność z moim ojcem, stawanie do aktów notarialnych było dla mnie czymś normalnym. Wykonywałem tylko polecenia od ojca" - zapewnił.

Zaznaczył, że nie pamięta okoliczności sporządzania aktów notarialnych, dotyczących przeniesienia na niego własności do tych nieruchomości. "Dostałem polecenie od ojca, aby się stawić w danym miejscu i nie kwestionowałem tego. Jako syn i młoda osoba po prostu wykonywałem polecenie ojca. Nie miałem nigdy powodów żeby nie ufać ojcu i podejrzewać, że może mnie narażać na jakieś niebezpieczeństwo" - zeznał M.

Pytany przez sąd dlaczego brał udział w czynnościach związanych z reprywatyzacją Twardej 10 i Królewskiej 39 odparł, że była to forma jego aktywizacji zawodowej po studiach. "Po studiach rozmawialiśmy z ojcem o mojej przyszłości zawodowej. Miałem iść w stronę branży deweloperskiej. Poza tym od kiedy byłem nastolatkiem, architektura była moim hobby. Mój dziadek był też z wykształcenia architektem" - dodał oskarżony.

Zapewnił przy tym, że w okresie objętym aktem oskarżenia nie wiedział na czym polega proces reprywatyzacji i nie posiadał wiedzy o faktycznej wartości roszczeń.

Proces, w ramach którego Makymilian M. składał zeznania, ruszył przed stołecznym sądem w ubiegły wtorek. Akt oskarżenia został wysłany do sądu w marcu ub.r. Objął ojca i syna, zajmujących się skupowaniem roszczeń i praw do stołecznych nieruchomości - Macieja M. i Maksymiliana M., znanego warszawskiego adwokata Andrzeja M., dwoje adwokatów występujących jako kuratorzy - Grażynę K.-B. i Tomasza Ż. - oraz dwóch rzeczoznawców majątkowych - Michała Sz. i Jacka R.

Z informacji prokuratury wynika, że czyny zarzucane oskarżonym zostały popełnione w latach 2010-2015. "Dotyczą one, gdy chodzi o wątek reprywatyzacyjny, adresów przy ulicach: Siennej 29, Twardej 8, Twardej 10 i Królewskiej 39. Tutaj mieliśmy do czynienia z wyłudzeniem praw i roszczeń do nieruchomości metodą na tzw. kuratora" - przekazała prokuratura w marcu 2018 r.

Według prokuratury, oskarżeni odnajdywali osoby będące jednymi ze spadkobierców przedwojennych właścicieli nieruchomości. Następnie adwokat Andrzej M. - również oskarżony w tym procesie - miał występować do sądów z wnioskiem o ustanowienie kuratora dla osób nieznanych z miejsca pobytu lub kuratora spadku nieobjętego. Sądy akceptowały wskazane przez Andrzeja M. kandydatury i wyznaczały kuratorów dla osób, które w chwili podejmowania decyzji miałyby przeszło 100 lat.

Według prokuratury, na podstawie przedłożonych przez kuratorów (adwokatów Tomasza Ż. i Grażynę K.-B.) wniosków i operatów szacunkowych (sporządzanych przez oskarżonych rzeczoznawców Michała Sz. i Jacka R.) sądy wyrażały zgodę kuratorowi na zniesienie praw i roszczeń do nieruchomości za rażąco niską kwotę, w stosunku do jej wartości. W jednym przypadku, za ogół praw i roszczeń do nieruchomości wartej 45 mln 573 tys. zł, zapłacono 345 tys. zł. W innym za ogół praw i roszczeń do nieruchomości wartej 24 mln 263 tys. zł zapłacono 422 tys. 318 zł – podawała prokuratura.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski

mm/ aj/

Źródło: PAP
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne