Wszystko, czego nadal nie wiemy po wyroku TSUE ws. wyroków "frankowych"

analityk Bankier.pl

Jak wyglądałyby rozliczenia po ewentualnym unieważnieniu umowy kredytu „frankowego”? Co oznacza wyrok TSUE dla kredytobiorców korzystających z kredytu denominowanego? To tylko niektóre wątpliwości, których nie wyjaśniło zeszłotygodniowe stanowisko unijnego trybunału.

Po publikacji wyroku TSUE dotyczącego kredytów opartych na franku szwajcarskim głos zabrały już chyba wszystkie zainteresowane strony. Banki podkreślały, że rozstrzygnięcie nie ma automatycznego zastosowania do spraw toczących się w polskich sądach, a każda z nich będzie analizowana indywidualnie. Podobne wątki można dostrzec w stanowisku Związku Banków Polskich.

(fot. Dusko Jaramaz/PIXSELL / FORUM)

Prawnicy specjalizujący się w sporach dotyczących kredytów „frankowych” i reprezentujący konsumentów chętnie wskazywali, że orzeczenie jest korzystne dla kredytobiorców. Co ciekawe, ton komentarzy głębiej analizujących konsekwencje wyroku TSUE był bardziej zróżnicowany – od entuzjastycznego optymizmu (i wezwania kredytobiorców do „ruszenia do sądów”) do ostrożnego dystansu akcentującego niebezpieczeństwa, które nadal grożą nieprzygotowanym do sądowego starcia klientom.

Po komentarzach „na gorąco” przyszedł czas na dokładniejsze refleksje specjalistów. Na temat wyroku TSUE wypowiedziało się kilka prawniczych autorytetów, prawnicy obsługujący banki oraz kancelarie specjalizujące się w sprawach „frankowych”. Szybko stało się jasne, że w wielu przypadkach interpretacje są ze sobą sprzeczne. Nawet kwestia uzupełniania umów po usunięciu z nich niedozwolonych klauzul bywa przywoływana w analizach jako punkt sporny, chociaż wydawała się rozstrzygnięta w stanowisku trybunału.

Zebraliśmy kilka kwestii, które są szczególnie istotne dla kredytobiorców rozważających walkę przed sądem i przedstawiamy scenariusze rozwoju sytuacji. Warto jednak podkreślić – kilka najbliższych miesięcy pokaże, w którą stronę zmierza orzecznictwo po niewątpliwie ważnym, ale nie rozstrzygającym wszelkich wątpliwości wyroku TSUE.

Czy każda klauzula dotycząca przeliczania walut jest niedozwolona?

Osią większości sporów dotyczących kredytów „frankowych” jest fragment umowy określający zasady przeliczania kwoty zadłużenia i rat na złote. Tak było również w sprawie, o którą polski sąd zapytał się Trybunał Sprawiedliwości UE. Jednak pytania nie dotyczyły samej szkodliwości niejasnych klauzul, a wyłącznie konsekwencji uznania ich za niedozwolone.

Wyrok TSUE nie przesądza zatem, jakie warunki musi spełnić klauzula, by została zakwestionowana przez sąd. Problem ten rozstrzygać będą nadal polskie sądy analizując konkretną sprawę. Dla „frankowiczów” zdecydowanych na wejście w spór z kredytodawcą oznacza to, że pierwszym krokiem powinno być przeanalizowanie (wspólnie z prawnikiem) umowy. Orzecznictwo w tej dziedzinie jest bogate i specjalista będzie w stanie oszacować szanse, że klauzula spełnia wszystkie przesłanki abuzywności określone w Kodeksie cywilnym.

Czy można liczyć na „odfrankowienie” kredytu?

Trybunał zajmował się sprawą kredytu indeksowanego. Przypomnijmy, w umowie kredytu indeksowanego frankiem szwajcarskim w umowie kwota i waluta kredytu wyrażona jest w złotych. Po wypłaceniu finansowania (również w złotych) bank przelicza tę kwotę na franki szwajcarskie i w harmonogramie pokazywane jest zadłużenie oraz płatności we frankach.

Załóżmy, że sąd uznał, iż klauzula dotycząca zasad przeliczania jest niejasna i nie wiąże nas jako kredytobiorcy. Teoretycznie możliwe są trzy rozwiązania:

  1. Niedozwolona klauzula zostaje przez sąd zastąpiona innym mechanizmem.
  2. Klauzula zostaje usunięta i umowa obowiązuje nadal. Oznacza to, że obowiązuje np. oprocentowanie oparte na wskaźniku LIBOR, ale kwota kredytu jest (i była) wyrażona w złotych („odfrankowienie”). Kredytobiorca przez lata płacił wyższe raty niż powinien.
  3. Umowa nie może obowiązywać w takim kształcie – zostaje unieważniona.

Scenariusz pierwszy został odrzucony w wyroku TSUE (przy założeniu, że sąd miałby uzupełniać luki wbrew woli konsumenta) – co do tego zgadza się zdecydowana większość specjalistów analizujących rozstrzygnięcie. Jednak również w tej kwestii zdarzają się zdania odmienne (np. interpretacja Związku Banków Polskich). Najwięcej niejasności dotyczy scenariusza drugiego.

Trybunał nie wykluczył wprost „odfrankowienia”, ale też wskazał, że eliminacja klauzuli przeliczeniowej może oznaczać unieważnienie umowy. Kluczową kwestią pozostaje to, czy umowa może pozostać w mocy po usunięciu jej fragmentu. Specjaliści komentujący wyrok mają na ten temat zróżnicowane opinie – od wskazujących, że TSUE uznał mechanizm przeliczania walut za jeden z głównych przedmiotów umowy (co prowadziłoby do unieważnienia) do interpretujących inaczej wyrok i uznających tę drogę za dopuszczalną (np. prof. E. Łętowska). Kwestię dodatkowo komplikują wcześniejsze orzeczenia Sądu Najwyższego sankcjonujące „odfrankowienie”.

Dla kredytobiorców spierających się w sądach z bankami oznacza to, że należy liczyć się z wyborem – unieważnienie umowy albo pozostawienie jej w obecnym kształcie. Opcja „złote + LIBOR” pozostaje niepewna, przynajmniej w najbliższym czasie. Warto jednak obserwować, jaką linię przyjmą sądy.

Co się będzie działo po unieważnieniu umowy?

Unieważnienie umowy może mieć miejsce tylko, jeśli konsument zgodzi się na takie rozwiązanie, będąc jednocześnie świadomym skutków takiej drogi. W innym wypadku umowa będzie nadal obowiązywać. Niejasne jest jednak, w jaki sposób nastąpić ma rozliczenie pomiędzy stronami, gdy kontrakt kredytowy zostanie uznany za nieobowiązujący od momentu jego zawarcia.

Ewa Łętowska na łamach „Rzeczpospolitej” wskazuje, że jest kilka dróg. Jedną z nich zwrot przez obie strony świadczeń – kwoty kredytu i dotychczas zapłaconych rat. „W praktyce rozliczenie nastąpiłoby saldem (…) Biorąc pod uwagę długoterminowość umów i rozmiar oprocentowania, rozliczenie może okazać się dla konsumenta korzystne” – podkreśliła ekspertka. W innym przypadku sąd mógłby uznać nieważność za istniejącą od początku w umowie. Wówczas pojawiłby się problem przedawnienia roszczeń jednej i drugiej strony.

Kwestia sposobu unieważnienia umowy i konsekwencji takiego kroku będzie zapewne gorąco dyskutowana. Inną wizję mają kancelarie obsługujące kredytobiorców, a inną banki. Kredytodawcy lansują tezę, że bankom przysługiwać będzie roszczenie o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Taka sugestia znalazła się w komunikacie Zespołu Prawno-Legislacyjnego ZBP. Z kolei w proponowanej przez prof. Łętowską konstrukcji, rozliczenie miałoby polegać tylko na zwrocie wzajemnych świadczeń.

Ponownie zainteresowanym pozostaje jedynie obserwowanie orzeczeń sądów. To one będą decydować, który punkt widzenia przyjąć.

Jaka jest sytuacja kredytobiorców korzystających z kredytu denominowanego?

W umowie kredytu denominowanego we frankach kwota kredytu i waluta określone są we frankach. Wypłata następuje w złotych, po przeliczeniu z użyciem bieżącego kursu z odpowiedniego dnia. Harmonogram spłaty prezentowany jest również w walucie obcej. Chociaż wyrok TSUE odnosił się do kredytów indeksowanych, to zakres jego stosowania jest szeroki – obejmuje wszystkie umowy z konsumentami.

Jeśli zatem sąd stwierdzi, że klauzule dotyczące przeliczenia walut w kredycie denominowanym są nieuczciwe, będzie musiał ocenić, czy umowa może być kontynuowana, czy też może staje się na tyle „wybrakowana”, że konieczne jest uznanie jej za nieważną. Wiele będzie zatem zależeć od sformułowań zawartych w konkretnym kontrakcie i nie można ogólnie przesądzić, że frankowicze „denominowani” znajdują się w gorszej sytuacji niż „indeksowani”.

Upraszczając, usunięcie klauzuli przeliczeniowej może sprawić, że nie będzie możliwe określenie, dlaczego kredytobiorca otrzymał finansowanie w takiej a nie innej wysokości. Argumentować można zatem, że fragmenty odsyłające do mechanizmów przeliczania waluty stanowią główny przedmiot umowy. To z kolei prowadziłoby do unieważnienia kontraktu, w myśl rozstrzygnięcia TSUE.

Jak zachowają się banki?

Wkrótce po ogłoszeniu wyroku pojawiły się spekulacje, że banki mogą teraz być bardziej skłonne do proponowania kredytobiorcom ugód. Do takiego kroku nawoływał także Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Reakcje banków wskazują, że taki scenariusz jest jednak mało prawdopodobny i kredytodawcy będą czekać, obserwując rozwój sytuacji.

Charakterystyczne jest twarde stanowisko Banku Millennium, którego prezes wskazał nie tylko, że nie widzi powodu zmiany podejścia do kwestii tworzenia rezerw na kredyty „frankowe”, ale również, że instytucja będzie czekać na rozstrzygnięcia sądów, powstrzyma się z propozycjami ugód do czasu ustabilizowania się orzecznictwa oraz „prawdopodobnie będzie domagał się od klientów zwrotu kosztów używania kapitału”. Można spodziewać się, że podobnie będzie wyglądać postawa innych banków posiadających portfel kredytów „frankowych”.

Nie jest wykluczone, że wyczekującą postawę zajmą także kredytobiorcy, którzy rozważali udanie się do sądu. Z wyrokiem TSUE wiązano, być może niesłusznie, duże nadzieje. Okazał się on jednak nieco inny niż opinia Rzecznika Generalnego trybunału i sprawił, że teraz zainteresowani jeszcze dokładniej analizować będą orzeczenia polskich sądów. To do nich bowiem będzie należeć najważniejsze zadanie – zastosowanie w praktyce ogólnych wskazówek i wypracowanie rozstrzygnięć w szczegółowych zagadnieniach pominiętych przez TSUE.

Michał Kisiel

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
22 21 sammler

Z przykrością, ale nie mogę się zgodzić z prof. Łętowską (do której skądinąd mam szacunek - ale to, zdaje się, nie jest jej specjalizacja).

Sąd nie może zostawić hybryd złotowo-liborowych i zauważył to nawet już sam słynny "rzecznik TSUE" - gdyż prowadziłoby to do powstania umowy o treści zasadniczo sprzecznej z wolą stron. Żaden sąd na świecie nie jest władny zmieniać zasadnicznej TREŚCI umowy. Jeżeli taki wyrok zapadnie, narobi trochę szumu (i nagoni trochę naiwnych prawnikom), ale nie utrzyma się.

Zresztą tu nie ma z czym dyskutować - zapis o oprocentowaniu jest KLUCZOWYM elementem każdej umowy kredytu, ponieważ jest istotnym elementem samego kredytu zdefiniowanego w Prawie bankowym. Ergo: musi być istotnym elementem umowy i żaden sąd nie może tego podważyć (trochę inaczej jest z klauzulą kursową, czyli wtedy, gdy frankowicz podnosi zarzut, że bank nieuczciwie przeliczał mu kursy - ale to z kolei od lat nie ma już miejsca z mocy ustawy, więc co najwyżej można się sądzić za te parę lat przed jej wejściem w życie - jeśli komuś się chce: ugra w sądzie 10 tys., co w całości wyda na prawników).

Z punktu widzenia takiego frankowicza, jak ta pani, która przyczyniła się do skierowania pytania do TSUE, wyjścia są tylko dwa: unieważnienie umowy w całości (skrajnie niekorzystne, za to obarczone sporym prawdopodobieństwem w sytuacji, gdy sąd nie będzie w stanie poradzić sobie z zastąpieniem klauzuli, którą uzna za niedozwoloną) lub... wycofanie pozwu. Może też powstać klincz, gdy unieważnienie umowy w całości będzie niekorzystne dla frankowicza, a zastąpić zapisu niczym się nie da. W tym sensie wyrok TSUE nie zmienił nic.

Wycofanie pozwu, to pierwsze, co przyszło mi do głowy po zapoznaniu się z wyrokiem - jako najrozsądniejsze rozwiązanie. Zaraz mnie zminusują frankowicze, ale taka jest prawda.

Dlaczego? Bo frankowicze dwa razy popełnili dokładnie ten sam błąd: podejmując długoterminowe decyzje w oparciu o bieżące wartości parametrów rynkowych. Raz, gdy brali kredyty frankowe po 2 zł, drugi raz - gdy złożyli pozwy, bo frank poszedł do góry prawie o 100%. Słynne "argumenty" w rodzaju: mam do spłacenia 2x więcej niż wziąłem. Tymczasem nikt nie powiedział, że frank za chwilę nie będzie znów po 3 zł i taka "argumentacja" jest po prostu pozbawiona logiki. Na tym polega właśnie zmienność parametrów rynkowych. To jest ich IMMANENTNA cecha. Działanie w oparciu o ich bieżącą wartość jest pozbawione logiki.

Jedyne, co powinno być wyznacznikiem ewentualnego pozwu to:

1) bilans obecnych zysków i strat, uwzględniający WSZYSTKO, czyli całą sytuację kredytobiorcy (z uwzględnieniem ujemnego oprocentowania)

2) bilans zysków i strat z uzyskania korzystnego dla siebie wyroku (a przecież sąd jest związany pozwem, więc wiadomo, co może ewentualnie orzec - bo sami o to wnosimy, więc powinniśmy taki bilans zrobić na wstępie (uwzględniając m.in. że jeżeli nie mamy kasy do zwrotu bankowi, trzeba ją będzie pożyczyć (ale najpewniej już nie jako kredyt z marżą ok. 2%, ale pożyczka hipoteczna z marżą 5-6%; dalej: uwzględniając wyższe stopy procentowe w Polsce, ewentualne roszczenie banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału przez 10 lat itd).

3) prognozy parametrów rynkowych na przyszłość.

Zrozumcie ludzie, że prawnik ZAWSZE powie wam, że warto iść do sądu. Bo on na tym i tylko na tym zarobi, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za wynik - ten przecież nie adwokat czy radca wydaje, tylko sąd. On wam nigdy nie powie, że jedynymi, którzy poniosą konsekwencje pozwu będziecie wy. Wszystkie - i te dobre, i te złe.

Dlatego idźcie - jak najbardziej - do sądu walczyć o swoje prawa, ale PO przeanalizowaniu tego wszystkiego, o czym wyżej pisałem, a nie wiedzeni "instynktem stadnym". Założę się, że 90% powodów w tych sprawach NIE MA pojęcia o rzeczywistych konsekwencjach np. unieważnienia umowy. A 99% takiego rachunku nie zrobiła.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
16 16 sammler

> Założę się, że 90% powodów w tych sprawach NIE MA pojęcia o rzeczywistych konsekwencjach np. unieważnienia umowy. A 99% takiego rachunku nie zrobiła.

Dokończę: i w konsekwencji mogą uznać, że unieważnienie umowy w całości będzie dla nich korzystne, gdy tymczasem jest to zagadnienie, którego DE FACTO nigdy nie da się rozstrzygnąć w 100%. Dlaczego? Bo w momencie zapadania wyroku NIE ZNA się przyszłych decyzji drugiej strony (np. czy bank wystąpi z roszczeniem o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału, a sąd je uzna?). Dlatego trzeba rozpatrzyć różne scenariusze i przypisać im pewne prawdopodobieństwa.

A większość z was, frankowicze, wiedzona zwyczajną chęcią odegrania się na bankach, nie rozważając wszystkich za i przeciw, poszła do sądu. Jak widać, sprawy NIE są jednoznaczne, bo nawet polskie sądy nie potrafią sobie z nimi poradzić, a TSUE daje tylko ogólne wytyczne.

I jeszcze nic wam to nie mówi? Że może jednak ci prawnicy, którzy podszeptują wam, że wygraną macie w kieszeni, nie do końca grają fair? A jeżeli uważacie, że grają fair, to czekam na merytoryczne argumenty - chętnie podyskutuję :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 7 sammler

W zasadzie powinienem dodać kolejny punkt:

4) koszty sprawy sądowej (głównie prawnicy, ale i koszty procesowe w przypadku przegrania sprawy)

I nie minusujcie, tylko dyskutujcie :) Ja rozumiem, że danie minusa ma działanie terapeutyczne (poprawia samopoczucie), gdy dyskusja wymaga jednak wysilenia się i podania choćby argumentów, ale ostatecznie komentarze to nie kozetka u psychologa...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 13 bartosz_chf

To się zdziwisz ... cały twój wywód do kosza.

! Odpowiedz
13 9 sammler odpowiada bartosz_chf

A konkretnie masz coś do powiedzenia, frankowiczu? Czy tylko przyszedłeś, żeby siać zamęt, jak to robiliście od samego początku, wzajemnie poklepując się po (wirtualnych) plecach, zamiast dyskutować na argumenty merytoryczne?

! Odpowiedz
9 11 dawa

Stwierdzenie, że prof Łętowska nie jest specjalistą w tym zakresie wystarczy do stwierdzenia, że to bełkot. A reszta tekstu tylko to potwierdza. Trudno się odnieść merytorycznie do bełkotu.

! Odpowiedz
1 14 marekrz

Daj sobie spokój z tym bełkotem pseudoprawniczym. Sąd Najwyższy preferuje złoty na LIBOR-ze i wydał w sierpniu taką opinię.

! Odpowiedz
7 8 sammler odpowiada dawa

A może jednak spróbujesz? Ja w rewanżu - i awansem - wyjaśnię, co miałem na myśli... Chodziło mi o to, że prof. Łętowska zajmowała się w praktyce raczej prawami człowieka i tematami z pokrewnych dziedzin niż roszczeniami. Jest profesorem prawa i nie odmawiam jej prawa do takich wypowiedzi, ale jednocześnie nie uważam, że każdy w każdej sprawie powinien zabierać głos.

Czy dostrzegasz może SUBTELNĄ różnicę między moją wypowiedzią, a twoją? Ja swoje zdanie obszernie umotywowałem, a ty jedynie próbujesz mnie obrazić. Zachęcam jednak do dalszej dyskusji.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 7 sammler odpowiada marekrz

A zapoznałeś się może z tym wyrokiem? Dla ułatwienia: https://czasopismo.legeartis.org/2019/06/kredyt-pln-oprocentowany-stawka-libor.html

Wiesz o co tam chodziło? Wiesz, że LIBOR został wskazany jako rozwiązanie tymczasowe w sprawie, która w ogóle nie ma przełożenia na sprawę Dziubaków (przypomniałem sobie nazwisko) i wszystkich tych, którzy się na nich wzorowali?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 14 karol82

1) Wyrok TSUE nie wyklucza PLN+Libor - tą decyzję zostawia sądom krajowym. Przeczytaj co na ten temat mówią wyroki SN z kwietnia i maja tego roku oraz analiza SN.
2) Masz rację - sąd nie jest władny zmieniać treści umowy, dlatego do sądu należy tylko eliminacja niedozwolonego fragmentu umowy, a jeśli bez tego fragmentu umowa nie może dalej funkcjonować to sąd może umowę unieważnić.
3) W przypadku unieważnienia umowy zapomniałeś o jednej istotnej rzeczy - jaka jest przyczyna unieważnienia? Umowa jest unieważniana z winy banku, gdyż to on stosował niedozwolone klauzule.
4) Parametrów rynkowych jakie będą za 5, 10 lat nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
WIBOR 6M 0,0000 1,7900%
2020-01-23
WIBOR 3M 0,0000 1,7100%
2020-01-23
LIBOR 3M CHF 0,0092 -0,6788%
2020-01-17
EURIBOR 3M 0,0000 -0,3860%
2020-01-24