Kłótnia Clinton z Trumpem zdominowała drugą debatę

W bezprecedensową, obfitująca w obelgi i wzajemne oskarżenia, kłótnię przemieniała się chwilami niedzielna, druga debata telewizyjna kandydatów na prezydenta USA, Hillary Clinton i Donalda Trumpa, w St. Louis w stanie Missouri.

(fot. Jim Young / FORUM)

E-maile Clinton i nagrania Trumpa

Trump, kandydat Republikanów, zagroził m.in., że jak zostanie prezydentem, powoła specjalnego prokuratora do zbadania sprawy używania przez Clinton, kandydatkę Demokratów, prywatnego serwera mejlowego, w czasie gdy była ona sekretarzem stanu USA. Z kolei Clinton podkreślała, że jej oponent "nie nadaje się na prezydenta". Trump powiedział, że Demokratka ma "w sercu ogromną nienawiść".

Przed debatą Clinton i Trump nie podali sobie rąk. Burzliwy przebieg miało szczególnie pierwsze 30 minut, kiedy prowadzący spotkanie dziennikarze zapytali o najnowszy skandal z nagraniami rozmów Trumpa, w których w wulgarny sposób chwali się swymi erotycznymi podbojami.

Kandydat Republikanów odparł, że "nie jest dumny" z tego, co powiedział, ale przekonywał, że jego kontrowersyjne wypowiedzi nie świadczą o jego charakterze i starał się sprawę bagatelizować. Zaprzeczał, jakoby nie miał szacunku dla kobiet i natychmiast zmieniał temat, mówiąc, że są "dużo ważniejsze rzeczy", jak np. zagrożenie islamskim terroryzmem.

Jak zareagują rynki na prezydenta Trumpa?

Jak zareagują rynki na prezydenta Trumpa?

Do wyborów prezydenckich w USA pozostało niecałe 30 dni. Sprawdzamy, jak w zależności od wyniku głosowania zareagują rynki finansowe.

Clinton wróciła jednak do wypowiedzi Trumpa, podkreślając, że Republikanin nie obraża tylko kobiet.

"Widzieliśmy, jak Donald (Trump) napastuje (seksualnie) kobiety i poniża je. Taki właśnie jest. Bo te nagrania to nie wszystko. Słyszeliśmy, jak obraża latynosów, muzułmanów, osoby niepełnosprawne" - powiedziała.

Dodała, że nigdy przedtem nie kwestionowała kwalifikacji kandydatów na prezydenta z innej partii, ale - jak oświadczyła - "Trump jest inny" i na podstawie ujawnionych ostatnio nagrań jest przekonana, że na pewno nie nadaje się do pełnienia najwyższego urzędu.

Trump znowu usiłował zmienić temat, ale nie pozwolili na to dziennikarze, pytając go, "czy się zmieni", tak jak obiecywał, gdy przepraszał za swe wypowiedzi.

Wówczas kandydat Partii Republikańskiej przeszedł do kontrofensywy. "To była taka gadanina w szatni. Tylko słowa. Nie jestem z tego dumny. Ale spójrzcie na Billa Clintona (męża Hillary), co on zrobił kobietom. Hillary atakowała te kobiety. A Bill Clinton był oskarżony przez Kongres o przestępstwo i odebrano mu licencję prawnika" - powiedział.

Trump nawiązywał do skandali seksualnych związanych z byłym prezydentem, mężem kandydatki Demokratów, który podczas debaty siedział wśród publiczności w studiu wraz z ich córką Chelsea. Na widowni przysłuchiwały się debacie także zaproszone przez sztab kampanii Trumpa cztery kobiety, które w przeszłości oskarżyły Clintona o gwałty i molestowanie seksualne, a na krótko przed debatą wystąpiły wraz z kandydatem GOP na konferencji prasowej.

"Tak wiele z tego, co on mówi, to nieprawda, ale coż... Jeśli chce o tym wszystkim mówić, to jego wybór. Gdyby chodziło tylko o te nagrania... Ale on nigdy nie przeprasza tych, których obraził" - odpowiedziała Clinton z kamienną twarzą.

Trump ripostował, że Clinton obraziła jego wyborców, nazywając ich "godnymi pożałowania".

"Powiedziałam już, że przepraszam za to" - odpowiedziała Hillary. "Nie spieram się z jego (Trumpa) zwolennikami, tylko z nim. A on nie przeprasza".

Trump wytoczył następnie najcięższe argumenty przeciw swej przeciwniczce. "Powinna pani przeprosić Berniego Sandersa (rywala Clinton w prawyborach - PAP), z którym nie wygrała pani fair. Powinna pani przeprosić za usunięcie 33 tysięcy e-maili z pani prywatnego serwera w Departamencie Stanu (z którego Clinton korzystała wbrew przepisom - PAP). Jeśli wygram wybory, nominuję specjalnego prokuratora do przeprowadzenia śledztwa tej sprawie. Nie można tolerować tylu kłamstw i oszustw. Ludzie są wściekli" - powiedział.

Trump przypomniał w ten sposób, że Clinton, tłumacząc się w sprawie e-maili, wielokrotnie mijała się z prawdą. Ale kandydatka Demokratów nie zamierzała się do tego przyznać.

"Wszystko, co on mówi, to nieprawda" - powiedziała.

Sala zareagowała na to głośnym buczeniem. Na widowni siedzieli przedstawiciele sztabów obu kampanii i zaproszeni przez nich goście oraz kilkudziesięciu niezdecydowanych wyborców wyselekcjonowanych przez Instytut Gallupa, którzy zadawali kandydatom pytania.

"Używanie prywatnego serwera było błędem i biorę za to odpowiedzialność. Ale nie ma dowodów na to, by ktokolwiek się do tych e-maili włamał" - - oświadczyła Clinton.

Zaprzeczała też, by w jej e-mailach były istotne tajne informacje.

Trump przerwał jej i debata przerodziła się w kłótnię, którą daremnie starali się załagodzić moderatorzy, dziennikarz CNN Anderson Cooper i Martha Raddatz z telewizji ABC. Kandydaci przekrzykiwali się i nie pozwalali sobie nawzajem dokończyć wywodu.

Pytanie o ujawnione ostatnio przemówienia Clinton na zamkniętych dla publiczności spotkaniach z przedstawicielami instytucji finansowych wywołały kolejną gwałtowną dyskusję. Clinton w tych przemówieniach wyrażała opinie inne niż w publicznych wystąpieniach, np. chwaląc układy o wolnym handlu i "otwarte granice". Ale podczas debaty tłumaczyła, że "trzeba czasem używać różnych argumentów" w zależności od tego, do kogo się przemawia.

Ponieważ przemówienia zostały opublikowane na podstawie przecieków demaskatorskiego portalu Wikileaks dzięki włamaniom do amerykańskich systemów komputerowych, Clinton zwróciła uwagę, że hakerzy działają na zlecenie Rosji, która chce w ten sposób wpłynąć na wynik wyborów w USA.

"A Rosja nie chce, żebym ja wygrała; chce, żeby wygrał Donald Trump" - powiedziała, przypominając jego komplementy pod adresem prezydenta Rosji Władimira Putina. "Może dlatego, że Donald ma interesy w Moskwie, ale nie wiemy tego, bo on nie chce ujawnić swych zeznań podatkowych" - dodała.

"To śmieszne... Ja nic nie wiem o Rosji. Nie robiłem żadnych interesów z Rosją - odpowiedział Trump, dodając: "Ale byłoby wspaniale mieć dobre stosunki z Rosją, może wtedy razem walczylibyśmy z Państwem Islamskim".

Syria i terroryzm

Starcie obojga o wojnę domową w Syrii ukazało zasadniczą różnicę poglądów. Trump przekonywał, że priorytetem powinna być walka z dżihadystami i sugerował, że trzeba się w tym celu porozumieć się z reżimem prezydenta Syrii Baszara el-Asada - co wyklucza Clinton - i współpracować z Moskwą.

Clinton, zapytana, czy dla ocalenia mieszkańców Aleppo, oblężonego przez wojska reżimu Asada, USA nie powinny "zagrozić interwencją wojskową", odpowiedziała, że jako prezydent "nigdy nie użyje wojsk lądowych" w Syrii. Dodała tylko, że wyśle tam siły specjalne i "rozważy uzbrojenie Kurdów" - co robi już administracja obecnego prezydenta Baracka Obamy bez większego skutku dla przebiegu wojny. Przypomniała też Trumpowi, że "Rosja wcale nie chce pokonania" Państwa Islamskiego.

Trump sugerował, że Clinton bagatelizuje niebezpieczeństwo islamskiego terroryzmu i jest za przyjęciem większej liczby uchodźców z Bliskiego Wschodu do USA, chociaż "nie wiadomo, kim oni są".

Hillary replikowała, że jej oponent uprawia "demagogiczną retorykę antymuzułmańską", która tylko ułatwia islamistom werbunek bojowników pod pretekstem, że Ameryka "walczy z islamem".

"To, co on mówi na ten temat, jest skrajnie niemądre i niebezpieczne. Ja zamierzam pokonać ISIS, ale do tego potrzebna jest współpraca z krajami muzułmańskimi" - argumentowała Clinton.

Cooper zapytał Trumpa, dlaczego jest za zakazem wjazdu muzułmanów do USA.

"To się nazywa ekstremalna kontrola imigrantów. Obama i Clinton chcą wpuścić ludzi, o których nic nie wiemy, kim są i skąd pochodzą. To może być koń trojański" - odpowiedział.

Podatki

Sporą część debaty zajął spór o podatki. Kandydatka Demokratów przypomniała Trumpowi, że przez 18 lat nie płacił podatków federalnych dzięki skorzystaniu z możliwości odpisania sobie strat w biznesie. Kandydat GOP ripostował, że z podobnych upustów korzystają wszyscy szefowie wielkich korporacji i miliarderzy, "w tym jej (Clinton) przyjaciele, Warren Bufffett i George Soros, sponsorzy jej kampanii".

Clinton w rewanżu skrytykowała program podatkowy Trumpa jako sprzyjający wyłącznie najzamożniejszym Amerykanom. Kandydat GOP obiecuje obniżyć podatki od korporacji i twierdzi, że przyspieszy to wzrost gospodarki, słaby za rządów administracji Obamy.

Obamacare

Inny wątek debaty dotyczył reformy ubezpieczeń zdrowotnych przeprowadzonej przez Obamę (tzw. Obamacare), która ma zapewnić wszystkim ubezpieczenia, ale jest coraz bardziej krytykowana, ponieważ doprowadziła do astronomicznego wzrostu kosztów polis ubezpieczeniowych. Clinton broniła reformy, Trump zapowiadał odwołanie "Obamacare".

Konfrontacyjną atmosferę debaty rozładowało nieco tylko ostatnie pytanie zadane przez jednego z wyborców: "Czy moglibyście wymienić choć jedną rzecz, którą każde z was szanuje w swoim przeciwniku?" Zebrani przyjęli je owacją.

Clinton odpowiedziała: "Szanuję jego dzieci. To mówi wiele o Donaldzie Trumpie". I zaznaczyła: Ale nie zgadzam się z niczym, co mówi i robi on".

Trump, którego syn i córka siedzieli na widowni, był bardziej pojednawczy.

"Pochwałę moich dzieci uważam za ważny komplement. A Hillary nigdy się nie poddaje, nigdy nie rezygnuje. Jest fighterem (osobą waleczną) i to budzi respekt" - oświadczył.

Po debacie oboje uścisnęli sobie ręce.

"Brzydka debata. Trump zdołał się odbudować"

Amerykańskie media są w większości zgodne w ocenie jakości niedzielnej debaty między kandydatką Demokratów Hillary Clinton a reprezentantem Republikanów Donaldem Trumpem. Portal Politico ocenił ją jako "najbrzydszą w historii" zwracając uwagę, że podczas 90 minut transmisji telewizyjnej Clinton i Trump "nazywali się kłamcami, osobami niegodnymi zaufania i sprawowania urzędu". Politico przypomina, że wszystko zaczęło się od braku uścisku dłoni między kandydatami.

Portal ocenia, że od samego początku "debata była zabarwiona wydarzeniami ostatnich 48 godzin" - chodzi o ujawnione w piątek nagranie rozmów Trumpa, w których w wulgarny sposób chwali się swymi erotycznymi podbojami. Po tej publikacji odsunęła się od niego nawet część Republikanów, a media zgodnie oceniły, że przez to przystąpił do debaty z Clinton mocno osłabiony.

Jak ocenia "Wall Street Journal", Trump rozpoczął debatę "pokaleczony i wyzwolony".

"Pokaleczyło go opublikowanie niesławnych taśm, na których opowiadał, jak uwodzi kobiety, w tym mężatki. Jednocześnie był wyzwolony, jednoznacznie ogłaszając swoją niezależność od Republikanów i ich przywództwa" - podaje w komentarzu "WSJ".

Po dość burzliwych pierwszych 30 minutach, w których pełno było wzajemnych zarzutów, Trumpowi udało się "odbudować i przeprowadzić efektowną krytykę polityki zdrowotnej prezydenta Baracka Obamy. Bronił też swojego przyjacielskiego stanowiska wobec rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, tłumacząc, że chce dogadać się z Rosją, jeśli ta pomoże walczyć z Państwem Islamskim".

"W pewnym stopniu jego występ był odwrotnością pierwszej debaty, którą mocno rozpoczął, ale słabo zakończył" - dodał komentator "WSJ". Podkreślił jednocześnie, że chociaż Trumpowi udało się "wstać z kolan" i odbyć "przyzwoitą debatę", to nie wiadomo, czy w ostatecznym rozrachunku pomoże mu to wygrać wybory.

Według dziennika pozostają pytania, czy udało mu się przekonać sceptycznie do niego nastawionych Republikanów oraz kobiety, które mogły być dotknięte ostatnią publikacją. Nie wiadomo też, jak poruszony przez niego wątek oskarżeń wobec męża kandydatki Demokratów i byłego prezydenta Billa Clintona o molestowanie seksualne zostanie odebrany przez wyborców. Poruszając tę sprawę, Trump próbował odsunąć od siebie zarzuty o seksistowski język uwieczniony na opublikowanych nagraniach.

Na stopniowe rozkręcanie się podczas 90 minut transmisji telewizyjnej zwraca też uwagę "Washington Post". W analizie zamieszczonej na łamach gazety zauważono, że Trumpowi udało się zadać konkurentce "wszystkie pytania na jakie Republikanie chcieli, aby odpowiedziała". Poza zarzutami wobec Billa Clintona udało mu się podnieść takie kwestie, jak "niepowodzenie w Bengazi", kontrowersje wokół Obamacare, polityka USA w Syrii czy też e-maile Clinton.

Sukcesem Trumpa w niedzielnej debacie było przeniesienie dużej części dyskusji na sprawy związane z Clinton. Choć i w przypadku tej gazety podkreślono, że nie wiadomo, czy odbije się to na ostatecznym wyniku wyborów.

"W alternatywnym świecie Republikanie byliby zadowoleni z tego widowiska. (...) Jednak w związku z tendencją Trumpa do agresywnego działania wobec Clinton, a nawet sugerowania, że powinna pójść do więzienia, niedzielna debata mogła być bardzo frustrująca dla wielu Republikanów, którzy dostrzegają, iż ich kandydat na tym etapie jest już zbyt słaby, aby zablokować ją od wygrania wyścigu do Białego Domu" - oceniono na łamach "WP".

Komentując przebieg debaty, dziennik "New York Times" ocenia, że dawała ona szansę kandydatowi Republikanów na pokazanie się jako osoby "skruszonej i dorosłej", a także potrafiącej odczuwać wstyd. Mimo to "NYT" zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do pierwszego starcia telewizyjnego Clinton "była częściej zmuszona do defensywy", a Trump pokazał pewne "zdolności".

Według opublikowanego po debacie sondażu YouGov starcie kandydatów wygrała Clinton stosunkiem 47 do 42 proc. Była sekretarz stanu cieszyła się też większą popularnością wśród osób do tej pory niezdecydowanych - wskazało ją 44 proc., a Trumpa 41 proc. Kandydatka Demokratów zdecydowanie wygrywa wśród kobiet, a Trump nieznacznie wśród mężczyzn - odpowiednio 50 proc. kobiet wskazywało na Clinton a 38 proc. na Trumpa; 46 proc. mężczyzn na Republikanina, a - 43 proc. na jego konkurentkę.

Badanie przeprowadzono wśród 812 zarejestrowanych wyborców, którzy oglądali debatę.

Tymczasem według sondażu CNN zdecydowanie wygrała Clinton, na co wskazało 57 proc. ankietowanych, według 34 proc. badanych debatę wygrał Trump. (PAP)

lm/ kar/

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)

tzal/ ulb/ kar/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 ~silvio_gesell

Co za kandydaci. Następne wybory będą chyba snajperką z dachu...

! Odpowiedz
2 2 ~Tantaloc

Clinton to jest dopiero s.... Wyciąga jakies wypowiedzi Trumpa sprzed 11 lat a sama jak ją sie oskarża to wszystko wina i prowokacja Rosji. Ona chyba od Kaczynskiego sie uczyła....

! Odpowiedz
0 4 ~elooo

najbardziej rzetelny i obiektywny artykuł, jaki kiedykolwiek czytałem na tym portalu

! Odpowiedz
2 5 ~Steso

Mam wrażenie, że amerykańskim wyborom poświęcacie więcej uwagi niż polskim.

! Odpowiedz
0 8 ~eresz

To pewnie dlatego, że w najbliższym czasie w Polsce nie będzie wyborów.

! Odpowiedz
16 4 ~plutarch

Hej, gimnazjaliści i "wkurzeni", posłuchajcie, co De Niro ma do powiedzenia o pysznym blondasku.

! Odpowiedz
1 5 ~PL

Kogo to co ma De Niro do powiedzenia. Pewnie tyle samo co Bono...

! Odpowiedz
4 7 ~plebs

usrael ma miekie majty?

! Odpowiedz
8 5 ~plutarch

raczej car blady mol ma miękko. zobaczymy, Misza...

! Odpowiedz
1 7 ~plebs odpowiada ~plutarch

rabin ci cos odgryzl ze tyle jadu wylewasz?

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,2% IX 2017
PKB rdr 3,9% II kw. 2017
Stopa bezrobocia 7,0% VIII 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 501,22 zł VII 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl