Jóźwiak: Gronkiewicz-Waltz nie wiedziała, co działo się przy poszczególnych reprywatyzacjach

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wiedziała, co się działo w poszczególnych sprawach reprywatyzacyjnych; zdarzały się błędne decyzje urzędu miasta, ale afera reprywatyzacyjna to efekt zaniechań w przygotowaniu prawa - mówił przed komisją weryfikacyjną b. wiceprezydent stolicy Jarosław Jóźwiak.

(fot. Krystian Maj / FORUM)

W czwartek komisja przez 10 godzin badała reprywatyzację trzech działek na pl. Defilad pod dawnymi adresami: Złota 19, Zielna 7/Złota 17 i Chmielna 50. Jako świadkowie zeznawało troje urzędników Ratusza, w tym b. wiceprezydent stolicy Jarosław Jóźwiak. Podkreślał on, że decyzje, które badała komisja, zapadły zanim został wiceprezydentem.

Na koniec prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz została ukarana 9 tys. zł grzywny za nieusprawiedliwione niestawiennictwo. Czwartkowe obrady komisji formalnie były trzema rozprawami.

Gronkiewicz-Waltz odmawia stawiennictwa jako strona postępowań, argumentując, że komisja jest niekonstytucyjna. Wcześniej sześciokrotnie nie przyszła - za każde niestawiennictwo dostała po 3 tys. grzywny. We wrześniu komisja oddaliła jej wnioski o uchylenie części z tych grzywien. Prezydent odwołuje się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Komisja zadawała Jóźwiakowi pytania dotyczące generalnie procesu reprywatyzacji; obszernie wracano m.in. do sprawy słynnej działki Chmielna 70, od której zaczęła się afera reprywatyzacyjna. Dochodziło do spięć między Jóźwiakiem i przewodniczącym komisji Patrykiem Jakim, który zarzucał świadkowi, że nie odpowiada na pytania; z kolei Jóźwiak twierdził, że ograniczono mu swobodę wypowiedzi.

Jaki ocenił po przesłuchaniu Jóźwiaka, że próbuje on kryć Gronkiewicz-Waltz. Jak dodał, z zeznań Jóźwiaka wynika, że o procederze handlu roszczeniami wiedzieli wszyscy, tylko nie on i prezydent stolicy.

Jóźwiak zeznał, że Gronkiewicz-Waltz nie wiedziała, co się dzieje w poszczególnych sprawach reprywatyzacyjnych i gdzie ewentualnie popełniono błędy. "Jeżeli nawet kontrole wykazywały, że decyzje są dobre, a potem okazywały się fakty, o których nie mieliśmy zielonego pojęcia, no to nie wiedzieliśmy o tym, ani ja, ani pani prezydent (...). Nie wiedziała w tym zakresie w poszczególnych sprawach, co się konkretnie działo i gdzie ewentualnie popełniono błędy. Nie sposób, żeby kierownik jednostki, jaką jest miasto, znał każde postępowanie administracyjne i wszystko wiedział w poszczególnej sprawie, co się wydarzyło. Tych postępowań w samym BGN (Biuro Gospodarki Nieruchomościami) jest prowadzonych kilka tysięcy, a w całym urzędzie kilkaset tysięcy" - dodał.

Jak przyznał, ratusz od 1989 r. wydał kilka tysięcy decyzji reprywatyzacyjnych. "Po stronie urzędu miasta decyzje błędne też się zdarzały. Ważne, aby je skorygować i naprawić" - powiedział Jóźwiak. Ocenił jednak, że afera reprywatyzacyjna jest efektem wieloletnich zaniechań, jeśli chodzi o przygotowanie dobrego prawa; można też mówić o słabości organów ścigania.

"To zaniechanie klas politycznych - bez względu, czy była to lewica, prawica, czy centrum - w nieprzyjęciu ustawy reprywatyzacyjnej, o którą apelowali kolejni prezydenci m.st. Warszawy, jest chyba największym grzechem" - przekonywał Jóźwiak.

Zaznaczył, że sprawował urząd wiceprezydenta przez półtora roku, a już po kilku miesiącach od objęcia tej funkcji udało mu się wspólnie z zespołem przygotować projekt tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej, która później weszła w życie. Podkreślił, że była to pierwsza ustawa ws. reprywatyzacji po zmianie ustrojowej.

Na rozprawie wrócono do sprawy słynnej działki obok Pałacu Kultury i Nauki pod dawnym adresem Chmielna 70. Jóźwiak powiedział, że po wybuchu afery reprywatyzacyjnej poniósł odpowiedzialność polityczną i podał się do dymisji.

Podkreślił, że został wprowadzony w błąd ws. Chmielnej i w efekcie wprowadził w błąd radnych i opinię publiczną. Zastrzegł jednak, że kiedy zaistniały wątpliwości, co do reprywatyzacji Chmielnej, polecił natychmiastowe zbadanie tej sprawy, nadzór w związku z powziętymi informacjami był wykonywany, przygotowano m.in. zawiadomienia do prokuratury.

Dopytywany, czy zna Roberta N. (adwokata, podejrzanego ws. Chmielnej 70; jest w areszcie) Jóźwiak zaprzeczył. Pytany z kolei, czy według jego wiedzy Gronkiewicz-Waltz "miała kontakty" z Robertem N., b. wiceprezydent Warszawy powiedział: "Nie mam takiej wiedzy i nie wydaje mi się, aby pani prezydent mogła mieć takie kontakty".

Przewodniczący komisji weryfikacyjnej pytał w jaki sposób Jóźwiak, jako wiceprezydent stolicy, sprawował nadzór nad BGN i, czy zlecił przygotowanie listy reprywatyzacji prowadzonych na tzw. kuratorów. Jóźwiak powiedział, że ten problem był przedmiotem kilku jego rozmów z dyrekcją BGN, jak i z dyrekcją Biura Prawnego. Mówił, że na spotkaniach urzędnicy ratusza zastanawiali się, jak eliminować nadużycia związane z instytucją kuratora.

Przyznał, że fizycznych audytów ws. decyzji reprywatyzacyjnych nie zlecał, ale co najmniej kilkadziesiąt spraw było na jego prośbę sprawdzonych przez Biuro Prawne.

Złamaniem przepisów określił z kolei sytuację, w której ten, kto ustanowił kuratora, nie sprawdził, czy dana osoba - wskazywana jako beneficjent - żyje. Dodał, że gdy ratusz zauważył, że problem kuratorów zaczyna narastać lawinowo, zaproponował nowelizację stosownych przepisów. Jóźwiak dodał, że wydał też BGN wytyczne, by te sprawy, w których pojawia się kurator, sprawdzać w sposób szczególny.

Pytania do Jóźwiaka dotyczyły też dwóch nieruchomości przy ul. Twardej, skąd - jeszcze przed decyzją miasta o ich reprywatyzacji na rzecz Macieja M. - przeniesiono znajdującą się tam szkołę. Komisja już uchyliła te decyzje miasta. B. wiceprezydent przyznał, że postępowanie zwrotowe m.st. Warszawy w sprawie nieruchomości przy ul. Twardej miało istotne wady.

Po trzech godzinach przesłuchań Jóźwiaka, członek komisji z ramienia PO poseł Robert Kropiwnicki powiedział, że zastanawia się, dlaczego wezwano go akurat w sprawie tych trzech nieruchomości, a pytania komisji ich nie dotyczą. "Może pan mi powie?" - spytał świadka. "Też nie wiem, dlaczego w sprawie tych trzech nieruchomości" - odparł Jóźwiak. Dodał, że liczył na wezwanie ws. nieruchomości przy Twardej, którą się zajmował, a tymi trzema w ogóle nie. "Strata czasu" - podsumował Kropiwnicki.

Potem spytał Jóźwiaka, czy pytania członków komisji "były obiektywne i świadczą o bezstronności organu?". "Nie sposób nie zgodzić się ze stanowiskiem pana Rzecznika Praw Obywatelskich w tym zakresie. Jednak w sposób istotny, to, co podkreślałem kilkukrotnie reagując, ograniczono mi swobodę wypowiedzi poprzez jasną i klarowną odpowiedź na pytania" - odparł świadek.

Jóźwiak pracował w Ratuszu od 2006 r. m.in. w gabinecie prezydenta. Wiceprezydentem był od grudnia 2014 r. do września 2016 r., gdy złożył dymisję i został odwołany, kiedy wybuchła afera reprywatyzacyjna; dziś jest szefem rady nadzorczej Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.

Drugi świadek, b. kierownik stołecznego działu nieruchomości dekretowych Mariusz P. (podejrzany o niedopełnienie obowiązków przy reprywatyzacji) zeznał, że widział, co się dzieje w zwracanych kamienicach. Przychodzili spadkobiercy i "wyciskali" z nas decyzje; potem ci sami ludzie pozbywali się z lokali ich najemców - zeznał.

Według świadka "za chwile ci sami ludzie, którzy czuli się pokrzywdzeni przez urząd, zaczynali +oswabadzać+ kolejne lokale w zwracanych kamienicach, pozbywając się ich najemców". "Uważałem, że to nie powinno tak funkcjonować" - podkreślił P.

Był pytany, czy Gronkiewicz-Waltz interesowała się szczególnie jakimiś sprawami BGN. "Wręcz, tak w pewnym momencie to poczułem, że troszeczkę jest nawet mało ingerencji ze strony pani prezydent (...). To był, tak wiem, gdzieś 2011, 2012 r., brakowało mi tego. Bo tak chodzili na spotkania tylko dyrektorzy, wracali z jakąś informacją zwrotną, natomiast ja czułem taki niedosyt na zasadzie, że powinno nas się wesprzeć np. w lepszą obsługę prawną w kontekście dobrych relacji z Biurem Prawnym" - powiedział świadek.

Pytany, czy słaby był nadzór ze strony prezydent, odparł, że chodziło o koordynację między BGN i Biurem Prawnym. "Można by było to lepiej skoordynować, zrobić jakieś lepsze połączenie, jakiś łącznik koordynatorów między BGN i Biurem Prawnym. Czuliśmy się troszeczkę osamotnieni, to co zbieraliśmy z dokumentacji, to było wyszarpywane z innych biur" - zeznał.

Według P., wejścia do BGN były niekontrolowane, zdarzały się również kradzieże rzeczy prywatnych pracowników

Świadek powiedział też, że nie czuł się kompetentny do oceny rozstrzygnięć sądów, "że ktoś został kuratorem albo nie". "Zapadło rozstrzygnięcie, wiąże organ" - powiedział. "Tych spraw z kuratorami i ze zbyciem było dużo, dużo mniej niż spraw normalnych, gdzie występowali spadkobiercy, to był margines spraw takich bardziej skomplikowanych. Większość to byli spadkobiercy" - powiedział świadek. Według P. prowadzący postępowania reprywatyzacyjne miejscy urzędnicy, korzystając z dostępnych baz danych, m.in. PESEL, starali się ustalić, czy osoba uprawniona do odzyskania nieruchomości, żyje.

Każdy mógł wejść do BGN i mieć dostęp do pracowników, którzy siedzieli i przygotowywali plany decyzji - zeznała Mariola Wojdyna, pracownik BGN, która była ostatnim świadkiem. "Nie było żadnych blokad i ci, co wiedzieli, z tego korzystali, a ci, co nie wiedzieli, szli do biura obsługi mieszkańców" - dodała.

Jak mówił Patryk Jaki, 10 lat temu poświadczyła ona za zgodność z oryginałem dokument adwokata Witolda Bayera, który w imieniu swych mocodawców wnosił o wejście w posiadanie Chmielnej 50. Jaki pytał, czy ten dokument był wystarczającą podstawą do wszczęcia postępowania dekretowego. Wojdyna odparła, że nie oceniała materiału przed wydaniem decyzji. Zapytana czy - w jej ocenie - skoro było za mało dokumentów w tej sprawie, to działka nie powinna przejść na własność Skarbu Państwa, odpowiedziała, że "nie był to ten etap postępowania".(PAP)

autor: Karol Kostrzewa, Grzegorz Bruszewski, Łukasz Starzewski

kos/ sta/ hgt/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl