Jeszcze bez ograniczeń - in vitro

Do Polski przyjeżdża sporo pacjentek z zagranicy, gdyż zabiegi in vitro są tanie w porównaniu z innymi krajami i stosuje się metody nie wszędzie dozwolone

Gdy zawodzą inne metody zajścia w ciążę, niektóre placówki medyczne sięgają po techniki rozrodu wspomaganego. Te prostsze to m.in. inseminacje domaciczne nasieniem partnera lub nasieniem dawcy z banku nasienia. Znacznie bardziej skomplikowane są pozaustrojowe zapłodnienia (in vitro), czyli wyhodowanie poza organizmem kobiety zarodków i wszczepienie ich do jamy macicy.

Zapłodnienie in vitro wymaga zaplecza laboratoryjnego i technicznego, kadry - lekarzy i biologów - a także doświadczenia. Umiejętności i znajomość procedur embriologicznych biolodzy zdobywają w trakcie praktyki, ale i podczas szkoleń. - Takie szkolenia są prowadzone w ośrodkach zagranicznych, głównie w Holandii, Izraelu i Kanadzie, bowiem żadna z naszych wiodących klinik nie chce kształcić personelu dla konkurencji - stwierdza Barbara Mazur, dyrektor zarządzający InviMed z Warszawy.

Ile placówek

Dokładna liczba placówek przeprowadzających w Polsce zapłodnienie pozaustrojowe nie jest znana.
- Na krajowe sympozja przyjeżdża zwykle około 30-40 ich przedstawicieli - podkreśla prof. Leszek Pawelczyk, kierownik Kliniki Niepłodności i Endokrynologii Rozrodu Katedry Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Dla potrzeb Europejskiego Towarzystwa Rozrodu i Embriologii (ESHRE) dane o polskim rynku zbiera prof. Waldemar Kuczyński, przewodniczący Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Cały kłopot w tym, że w kraju nie ma prawnego obowiązku raportowania o tej działalności.

- Obecnie posiadane przeze mnie dane dotyczą roku 2005 - przyznaje profesor Kuczyński. - W najbliższych dniach musimy przesłać do Brukseli nowe zestawienie za 2006 r., lecz uzyskałem informacje zaledwie z kilkunastu klinik.

Spróbowaliśmy zatem sami. Najpierw analizowaliśmy ogłoszenia internetowe, później zwracaliśmy się o opinie przedstawicieli tych placówek medycznych, które - w opinii środowiska - są największe.

W ten sposób z przybliżeniem możemy wnioskować, że w Polsce zabiegi in vitro oferuje 50-55 placówek. Są to głównie prywatne kliniki, ale także kilka instytutów przy uczelniach medycznych oraz placówek fundacji medycznych.

Krótki przegląd ośrodków

Nasze ośrodki stosują dostępne obecnie metody i procedury znane na świecie - wynika z udzielonych Rynkowi Zdrowia informacji. Jest to o tyle istotne, że w niektórych krajach UE placówki medyczne nie mają takich możliwości, co wiąże się z ograniczeniami prawnymi przyjętymi przez ich rządy. Przykładowo, diagnostyka preimplantacyjna na zarodkach jest niedozwolona w Niemczech i we Włoszech. W obu tych krajach wolno też hodować tylko tyle zarodków, ile będzie implantowanych podczas zabiegu in vitro.

W Polsce nie ma również ograniczeń dotyczących dawstwa komórek jajowych oraz mrożenia zarodków i komórek jajowych. Czołówkę polskiego rynku zapłodnienia in vitro tworzy prawdopodobnie 6-7 placówek (nie udało się nam uzyskać odpowiedzi od wszystkich). Każda z nich przeprowadza co najmniej po 500 transferów rocznie. Zdecydowanie przewodzą dwie kliniki: Novum z Warszawy oraz ECM InviMed. W czołówce są ponadto: Invicta z Gdańska, Centrum Położniczo-Ginekologiczne Bocian z Białegostoku, "Gameta" Centrum Leczenia Niepłodności z Łodzi oraz Klinika Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku (UMB).

Białostocka klinika po remoncie wznowiła działalność w maju ubiegłego roku. Działa tam m.in. laboratorium i pobierane są embriony.

Natomiast kontrolowane transfery zarodka do macicy wykonują trzy ośrodki: Poradnia Ginekologiczna "MedGyn" kierowana przez prof. Mariana Szamotowicza (to on 12 grudnia 1987 roku jako pierwszy w Polsce dokonał udanego transferu zarodka) oraz praktyki prywatne: prof. Sławomira Wołczyńskiego, dr. Jana Domicza i dr. Euzebiusza Soli.

Kilka placówek wykonuje rocznie od 100 do 500 transferów, ale najwięcej jest małych ośrodków, gdzie ich liczba nie przekracza stu.

Oprócz skali działania, kliniki różnią się także pod wieloma innymi względami. Liczebnością kadry, zakresem sposobu leczenia, skutecznością zapłodnienia in vitro, ogólnym poziomem. Trudno kogoś wyróżniać bez szczegółowej analizy. Warto jednak podać jeden przykład. Invicta jest pierwszą (i jedyną, jak sama informuje) firmą medyczną, która wprowadziła do procedury zapłodnienia pozaustrojowego metodę preimplantacyjnej diagnostyki genetycznej (PGD).

Skuteczność różnie liczona...

Wskaźnik ciąż w Polsce uzyskanych metodą in vitro mieści się w światowych standardach. Wynosi - w zależności od przyczyny niepłodności i wieku - od około 10 do 64%, ale średnio dla największych klinik wskaźnik ten sięga 44%. Dla USA średni poziom tego wskaźnika w 2005 roku miał wartość 29% (dane Centers of Disease Control and Prevention), a w krajach unijnych 33% (dane ESHRE).

Ocena skuteczności zabiegu in vitro budzi jednak sporo wątpliwości. Prosiliśmy kliniki o informacje, jaka była średnia liczba ciąż na jeden transfer jajeczka. Wydaje się, że placówki w różny sposób interpretują te dane.

Niektórzy rozumieją przez to tzw. ciąże biochemiczne, inni do statystyk rejestru podają ciąże kliniczne, czyli potwierdzone uwidocznieniem pęcherzyka ciążowego w ultrasonografii. Ale to nie wyczerpuje problemu. - Trzeba podawać wyniki średnie, czyli obejmujące zarówno pary dobrze, jak i źle rokujące - wyjaśnia dr Michał Radwan z CLN Gameta. - Najlepsze wskaźniki mają kraje, w których nie ma żadnej wiarygodnej ich kontroli...

Podobne zastrzeżenia zgłasza dr Marek Wydrzyński z LG Germen w Warszawie: - Jeżeli przyjdzie do mnie para w wieku około 40 lat, to mówię jej, że statystycznie mają 5-6-procentową szansę na skuteczną procedurę. Ale gdy uwzględni się ich realne problemy i wady, to szansa jest znikoma. I trzeba mieć odwagę powiedzieć zdesperowanej parze, że "pani nigdy nie zajdzie w ciążę".

Udział w łącznej liczbie urodzeń

Z uzyskanych przez nas odpowiedzi wynika, że 10 największych placówek przeprowadziło w 2008 roku łącznie 6016 transferów. Zakładamy, że pozostałe 40- 45 placówek wykonało średnio po ok. 80 transferów. W ten sposób łączną liczbę zapłodnień in vitro w Polsce w ubiegłym roku szacujemy na ok. 9,4 tys.

Przyjmując, że średnia skuteczność transferu w kraju była podobna jak w największych placówkach (43,7%), obliczamy, że w 2008 roku w wyniku zapłodnienia in vitro urodziło się w Polsce ok. 4 100 dzieci (w istocie było ich więcej, ponieważ kilka procent ciąż było mnogich). Porównując te dane z żywymi urodzeniami, które GUS szacuje na 300 tys., można przyjąć, że urodzenia in vitro miały w 2008 roku ok. 1,5-procentowy udział w łącznej liczbie noworodków. Taki wskaźnik plasuje nas zatem pośrodku danych, jakie wykazują kraje wysoko rozwinięte (1-2%).

A jednak kilku naszych rozmówców ocenia, że wskaźnik ten w Polsce mógłby być większy. Dr Michał Radwan mówi, że w Polsce istnieje potrzeba przeprowadzania 30-40 tys. transferów rocznie, tj. 3-4 razy więcej niż obecnie. - Liczba transferów jest dramatycznie mała, głównie z powodów finansowych - stwierdza prof. Leszek Pawelczyk. - Relatywnie duża liczba potencjalnych rodziców czeka na zebranie przez siebie pieniędzy, ale także na refundację, bo nie wygasły nadzieje rozbudzone w grudniu 2007 roku przez minister Ewę Kopacz. Według profesora, w rozmowie z nim bardzo mało par (kilka rocznie) zastrzega się, że nie jest zainteresowana zapłodnieniem in vitro z powodów światopoglądowych.

Ceny

Na koszty stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego można spojrzeć z różnej perspektywy. Ponieważ pacjenci płacą za nie z własnej kieszeni, więc dla wielu młodych małżonków jest to bariera niełatwa do pokonania. Z naszych ustaleń wynika, że:

* całkowite koszty programu zapłodnienia in vitro wahają się w Polsce od 5 do 12 tys. złotych. Zależy to m.in. od wieku pacjentki i stanu jajników, a zatem przyjętego rodzaju protokołu oraz ilości i jakości leków stosowanych w indukcji jajeczkowania.

* Istotną pozycję kosztów stanowią leki związane głównie z terapią hormonalną.

Ich cena wahać się może od 2 do 5 tys. złotych. O połowę mniej wydaje się na badania i analizy, choć ich cena może być mniejsza, gdy pacjentki wykonują je częściowo w placówkach publicznych, ale bywa też znacząco większa. - Niektóre placówki zlecają dziesiątki badań dodatkowych, które nie wnoszą istotnych korzyści do diagnostyki, natomiast zwiększają koszty - mówi dr Jacek Szamotowicz z Kliniki Ginekologii UMB. - Irytuje mnie też proponowanie pacjentom metod nieskutecznych, bo nie tylko tracą oni pieniądze, ale także kradnie się najbardziej efektywny czas rozrodu kobiet. Koszt samego transferu waha się w grupie największych 10 placówek od 3 to 6,5 tys. zł (średnio: 4805 zł).

Na cenę tę wpływają koszty najmu lokali i miejscowe stawki lekarzy oraz pozostałego personelu, ale także fakt, że czasami w cenniku nie są ujęte wszystkie procedury. Prywatne kliniki muszą ponadto wliczać w cenę pełne koszty działalności, a placówki korzystające ze współpracy z klinikami publicznymi przy akademiach medycznych niektóre wydatki mogą pominąć. - Nie chciałbym, aby ktoś odniósł wrażenie, że nasza klinika potrafi tak tanio wykonać zabieg in vitro - mówi prof. Leszek Pawelczyk. - Dałoby to argumenty dla przeciwników refundacji tej procedury, bowiem prywatne kliniki mają znacznie wyższe cenniki. Ale proszę uwzględnić zarazem, że zabiegi są wykonywane tylko przez kilka publicznych ośrodków. Wartości rynku możemy bardziej się domyślać, niż szacować. Wartość transferów oceniamy na ok. 52 mln, a towarzyszące mu wydatki na leki na 20-30 mln zł rocznie.

Inna perspektywa

Na ceny zabiegów in vitro, jak i na cały rynek, można spojrzeć z innej perspektywy.
Do Polski przyjeżdża sporo pacjentek z zagranicy, ponieważ zabiegi te są u nas bardzo tanie w porównaniu z wieloma innymi krajami i można stosować metody, które nie wszędzie są dozwolone.

Jednak należy pamiętać, że za miedzą usługi te równie tanio i mocno rozwijają m.in. Czesi i Węgrzy. Prof. Waldemar Kuczyński zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt sprawy; w Niemczech przy pełnej refundacji w 2003 roku wykonano prawie 120 tys. cykli leczenia, a w 2004 r., gdy wprowadzono ograniczenia, rynek skurczył się do 25 tys. cykli. Warto o tym pamiętać przy podejmowaniu decyzji politycznych w sprawach legislacyjnych i refundacyjnych dotyczących in vitro.

Technologia zapłodnienia in vitro

Cykl zaczyna się od poddania pacjentki terapii hormonalnej. Stosuje się różne tzw. protokoły stymulacji (krótki, długi, z antagonistą), co - podobnie jak ilość i wartość leków - wpływa na ostateczną cenę leczenia.

W tym samym czasie mężczyzna oddaje nasienie, które jest następnie tak preparowane, aby uzyskać plemniki o najlepszych parametrach. Komórki jajowe osadza się w specjalnym podłożu hodowlanym i umieszcza się je w inkubatorze, w którym panują odpowiednie warunki (właściwa temperatura, wilgotność, stężenie dwutlenku węgla), a następnie łączy się z plemnikami. Jeżeli po ok. 18- 20 godzinach dochodzi do zapłodnienia, zarodek (podzielony na 2-8 komórek) przenosi się w 2-4 dobie do macicy, co nazywa się transferem.

Aby zmniejszyć ryzyko ciąż mnogich, podaje się najwyżej 2-3 zarodki, a pozostałe zamraża się, aby móc wykorzystać je w przyszłości.

Zapłodnienie pozaustrojowe realizowane jest dwiema głównymi metodami: IVF oraz mikromanipulacją IVF/ICSI (mikroiniekcja plemnika do komórki jajowej).

Ale zabieg związany jest także z innymi technikami, np. użyciem plemników uzyskanych wcześniej podczas biopsji najądrza lub jądra, co pozwala doczekać się potomstwa u mężczyzn z azoospermią, zastosowaniem techniki Laser Assisted Hatching (wiązka lasera ma ułatwić embrionowi implantację w ścianie macicy) czy kokulturą (jest dodatkową, dłuższą hodowlą zarodka, która w zasadniczy sposób poprawia wyniki w zapłodnieniu pozaustrojowym IVF).

Cykl leczenia może zostać przerwany z różnych powodów. Np. jajniki niedostatecznie odpowiadają na stymulacje, komórki nie zostaną zapłodnione, zarodki rozwijają się nieprawidłowo, wprowadzone zarodki do macicy nie zagnieżdżają się.

Piotr Stefaniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl