Jak zainwestować w srebro? [Poradnik]

główny analityk Bankier.pl

Nie chcę tu nikogo przekonywać do inwestowania w srebro. Nie zamierzam też rozwodzić się nad inwestycyjną wyższością srebra nad złotem (bądź odwrotnie). Nie chcę także zachęcać (ani zniechęcać) do białego metalu.

Celem niniejszego tekstu jest prezentacja możliwych sposobów zainwestowania w srebro. Proszę tylko pamiętać, że srebro przestało być metalem monetarnym i stało się przede wszystkim surowcem przemysłowym. Z tego (i nie tylko z tego) powodu jest to aktywo znacznie bardziej ryzykowane niż złoto i w mojej ocenie nie stanowi ono substytutu dla królewskiego metalu.

Srebro złotem dla zuchwałych

Na rynku finansowym niebezzasadnie panuje przekonanie, że srebro jest bardzo „dzikim” metalem, a jego zmienność jest znacznie wyższa niż w przypadku złota. Wystarczy spojrzeć na historyczny wykres. Na początku XXI wieku srebro było tematem inwestycyjnie martwym – nikt go nie chciał nawet przy cenach poniżej 5 dolarów za uncję. Na fali surowcowej hossy (1999-2008) cena srebra wzrosła czterokrotnie, (nieprzypadkowo) szczytując w marcu 2008 roku, gdy upadał największy short-seller srebra – bank inwestycyjny Bear Stearns. W tym samym okresie ceny złota również wzrosły mniej więcej czterokrotnie.

(Bankier.pl)

Różnice zaczynają się po roku 2008. W apogeum pierwszej fazy kryzysu finansowego notowania kontraktów terminowych na srebro spadły o 60 proc., nawet poniżej 8,50 USD za uncję. Korekta na złocie sięgnęła nieco ponad 30 proc. Trzy lata później złoto osiągnęło do dziś niepobity nominalny rekord na poziomie 1.920 USD za uncję.  A srebro.... No cóż, srebro dało popalić i wiosną 2011 roku w atmosferze spekulacyjnej bańki dotarło do niemal 50 dolarów za uncję. Kto nie posłuchał ostrzeżeń, ten (w ujęciu dolarowym) wciąż jest stratny prawie 70 proc. na swojej srebrnej inwestycji. Zatem na srebro trzeba uważać. Podczas bessy może mocno poparzyć. Ale za to podczas hossy potrafi przynieść prawdziwe góry złota.

Zakup srebra fizycznego

Najbardziej oczywistą opcją zainwestowania w srebro jest zakup fizycznego metalu w postaci sztabek i monet bulionowych. Operacja ta jest nawet łatwiejsza niż w przypadku złota, ponieważ:

  1. jednostkowa cena srebra jest znacznie niższa (1 uncja Ag kosztuje obecnie ok. 60 zł a taka sama ilość złota aż  4,5 tys. zł), więc nie musimy od razu dysponować dużą kwotą,
  2. z tego samego powodu  srebro podrabia się znacznie rzadziej niż złoto – trafienie na falsyfikat srebra to raczej kwestia sporego niefartu.

Podstawowa wada inwestowania w fizyczne srebro nazywa się VAT i w polskich warunkach wynosi 23 proc., podczas gdy złoto inwestycyjne w całej Unii Europejskiej jest z tego podatku zwolnione. 7 sierpnia u jednego z największych dilerów metali szlachetnych w Polsce jednouncjowy kanadyjski Liść Klonowy kosztował 77 zł – czyli niemal o jedną trzecią powyżej kursu z rynku terminowego! Dla porównania, ten sam diler oferował złotego kanadyjskiego Liścia Klonowego (też 1 oz) za 4.775 zł, a więc 5,6 proc. powyżej notowań giełdowych kontraktów terminowych. Widać, jaką różnicę robi VAT. 

(fot. hemeroskopion / YAY Foto)

Niemniej jednak i tak jest to spory postęp. Jeszcze kilka lat temu rynek srebra inwestycyjnego w Polsce praktycznie nie istniał. Jeśli ktoś był zainteresowany fizycznym srebrem, udawał się do Berlina, gdzie mógł się zaopatrzyć w srebrne Filharmoniki korzystając z preferencyjnej, 7-procentowej stawki niemieckiego VAT-u. Niestety pod naciskiem Brukseli od początku 2014 roku Niemcy podwyższyli VAT na srebrne monety do 19 proc., co zamknęło „berlińską furtkę”. Obecnie ceny u dilerów w Berlinie (8.08.2017 było to 17,20 euro brutto, co przy kursie 4,26 za euro dawało 73,27 zł) do takich srebrnych eskapad już tak bardzo nie zachęcają. Zakup srebra bez VAT-u (albo z niższym VAT-em) nadal jest możliwy w Stanach Zjednoczonych (gdzie tego podatku nie znają) oraz w Szwajcarii, gdzie stawka VAT wynosi 8 proc.

Po drugie, fizyczne srebro będzie raczej trudniej odsprzedać (przynajmniej po korzystnej cenie) niż złoto. W sporych ilościach srebrne monety odkupi tylko duży diler metali szlachetnych, ale potrąci sobie solidną marżę. Szczęścia można próbować, wystawiając srebrne monety na sprzedaż za pośrednictwem internetowych portali aukcyjnych lub samemu znaleźć chętnego na zakup monet. Ale przy większych ilościach generuje to spory wydatek czasu i dość wysokie koszty transakcyjne.

Przy większych kwotach zaangażowanych w fizycznym srebrze dodatkową wadą są spore gabaryty naszej inwestycji. Warta obecnie ok. 150 tysięcy złotych kilogramowa sztabka złota bez problemu zmieści się w dłoni (mennica PAMP oferuje w wymiarach 115,5x52,5x9,2 mm, czyli niespełna 56 cm3). Lecz już kilogramowa sztaba czystego srebra zajmie prawie dwa razy więcej miejsca i jest obecnie warta niespełna dwa tysiące złotych (bez VAT-u). Aby ulokować 150 tysięcy złoty w srebrze, trzeba by zakupić ponad 77 kg białego metalu. W kryzysowej sytuacji (wojna, rewolucja, kataklizm naturalny) dużo trudniej byłoby się przemieszczać ze srebrem niż ze złotem o tej samej wartości.

Z drugiej strony jedną z zalet srebra może być właśnie to, że... nie jest złotem. Jeśli (gdy?) dojdzie do zapaści współczesnego systemu finansowego i powrotu złota do ładu monetarnego, każdy posiadacz królewskiego metalu łatwo może stać się podejrzany o terroryzm/działalność antypaństwową/spekulację czy inną zbrodnię. Za to srebro, które w takim układzie zapewne też znacznie zyska na wartości, raczej nie przyciągnie uwagi władz.

Inwestycje w srebro „papierowe”

Rozwiązaniem problemów logistycznych i płynnościowych jest zakup srebra „papierowego” występującego przede wszystkim pod postacią jednostek ETF. Jest to papier wartościowy (przynajmniej w teorii) w 100 proc. zabezpieczony fizycznym metalem (przynajmniej w przypadku replikacji fizycznej) przechowywanym w jakimś podziemnym skarbcu na Manhattanie czy Londynie. Dopóki tak faktycznie jest, to kurs jednostki takiego ETF-a powinien być równy wartości przypadającej nań srebra.

Dominatorem w tym gatunku jest iShares Silver Trust (SLV) posiadający (stan na 8.08.2017) ponad 10,5 tysiąca ton srebra wartego prawie 5,5 mld dolarów. Roczny koszt tego funduszu (expense ratio) to 0,50 proc. wartości aktywów. Do tego należy doliczyć prowizję maklerską – u polskich brokerów to co najmniej 38 złotych od transakcji. Ale i tak wychodzi znacznie taniej niż VAT i marża dilera w przypadku fizycznego metalu.

Srebrne ETF-y to propozycja dla inwestorów z krótko i średnioterminowym horyzontem inwestycyjnym, umożliwiająca uzyskanie rynkowych stóp zwrotu ze zmian cen srebra. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że co do istoty ETF jest derywatywą na kurs kontraktów terminowych na srebro, co może się okazać fatalne w skutkach w przypadku rozerwania więzi pomiędzy finansowym rynkiem terminowym, a cenami fizycznie istniejącego metalu.

ETF-y to także część systemu finansowego, więc w skrajnej sytuacji nie zapewni niezależności, jaką gwarantuje jedynie posiadanie złotych czy srebrnych monet/sztab pod osobistą kontrolą. Wówczas „papierowe” srebro może mieć raczej wartość papieru niż srebra. Zatem w przypadku inwestycji emerytalnych, gdy myślimy przede wszystkim o zachowaniu siły nabywczej naszych oszczędności, srebro fizyczne może okazać się lepsze od „papierowego”.

Zakup akcji kopalni srebra

Nie trzeba być posiadaczem fizycznego metalu, aby zarobić na wzroście jego ceny. Wystarczy być (współ)właścicielem kompanii go wydobywającej. Niestety, w przypadku srebra sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ wśród 10 największych producentów tylko trzy są „czystym” zakładem na biały metal. Tak się bowiem składa, że ponad dwie trzecie wydobycia srebra pochodzi jako produkt uboczny przy wydobywaniu innych metali: miedzi, złota czy cynku.

Klasyczną tego typu „srebrną akcją” są notowane na giełdzie nowojorskiej walory Pan American Silver – siódmego co do wielkości producenta białego metalu. Z kolei na giełdzie londyńskiej dostępne są akcje meksykańskiego potentata Fresnillo. Modnym swego czasu srebrnym wehikułem są walory Wheaton Precious Metals (dawne Silver Wheaton) – czyli kompanii typu royalty, która zarabia na sprzedaży urobku z kopalń, dla których srebro jest tylko produktem pobocznym.

Akcje spółek wydobywających srebro działają jak instrument lewarowany: zwykle zmiana ich notowań jest kilkukrotnie większa od zmiany cen samego surowca. I działa to w obie strony. Przykładowo: w 2016 roku srebro (w USD) podrożało o 15 proc., zaś akcje Pan American Silver aż o 133 proc.

Po drugie, kupując akcje pojedynczej firmy górniczej, wystawiasz się na ryzyko specyficzne dla tego podmiotu. Może się okazać, że z jakichś względów nasza spółka popadnie w kłopoty i stracimy na inwestycji mimo że ceny samego srebra mocno wzrosną. Przed taką sytuacją można ochronić się albo kupując akcje kilku różnych producentów (co jest kosztowne i wymaga większego nakładu pracy analitycznej), albo nabywając ETF-a odzwierciedlającego zachowanie indeksu akcji  srebrnych spółek. Największym tego typu podmiotem jest Silver Miners ETF (SIL) kosztujący 0,65 proc. rocznie (plus prowizja maklerska za kupno/sprzedaż jego jednostek). Przy okazji przegląd portfela tego ETF-u umożliwia szybką orientację w temacie poszczególnych spółek wydobywających srebro.

Kontrakty terminowe, opcje i CFD na srebro

Dla inwestorów z żyłką hazardzisty dostępne są także kontrakty terminowe (futures) i CFD (kontrakty na różnice kursowe) oferowane przez giełdy i brokerów foreksowych. Zarówno futures jak i CFD są instrumentami pochodnymi z wbudowaną dźwignią finansową. Z tego powodu cechują się wyższym ryzykiem inwestycyjnym (tj. możliwością utraty kapitału) niż w przypadku zakupu akcji, ETF-ów czy fizycznego metalu.

W przypadku srebra punktem odniesienia są najczęściej notowania najbliższego kontraktu terminowego na nowojorskiej giełdzie towarowej (COMEX). To rynek płynny, ale raczej dla dużych graczy – jeden kontrakt opiewa na 5000 uncji, a depozyt zabezpieczający wynosi obecnie 5000 USD na kontrakt. Ponadto trzeba założyć rachunek maklerski oferujący dostęp do Comeksu.

Giełda nowojorska oferuje także opcje na kontrakty terminowe, co jest już wyższą szkołą jazdy. Ponadto zarówno opcje jak i kontrakty terminowe nadają się raczej do krótkoterminowej spekulacji, a nie do długoterminowego inwestowania. Niemniej jednak dla inwestora z naprawdę dużym portfelem Comex stanowi najtańsze źródło srebrnego bulionu, oferując fizyczną dostawę metalu.

Jednakże dla spekulanta z Polski bardziej przystępną opcją są oferowane przez rodzime platformy foreksowe instrumenty CFD. Są to pozagiełdowe odpowiedniki kontraktów terminowych, bez centralnego systemu rozliczeń i notowań, ale także bez określonego terminu zapadalności. Zaletą tych instrumentów jest ich elastyczność, dostępność i możliwość wykorzystania dźwigni finansowej. Główną wadą jest fakt, że drugą stroną transakcji (przynajmniej w dominującym w Polsce modelu market makera) jest sam broker. Gra przeciwko własnemu brokerowi stwarza dodatkowe ryzyko, o którym niektórzy klienci firm foreksowych zdążyli przekonać się na własnej skórze. Ponadto w przypadku srebra dochodzą stosunkowo wysokie spready oraz koszty utrzymywania pozycji dłużej niż jeden dzień. Zatem CFD są narzędziem do krótkoterminowej spekulacji srebrem, ale kompletnie nie nadają się do długoterminowych inwestycji.

Jak nie inwestować w srebro

Na koniec kilka subiektywnych rad, jakich inwestycji lepiej jest unikać. Z pewnością zakup srebrnej biżuterii nie jest najbardziej efektywnym sposobem inwestowania w biały metal. Kupione w ten sposób srebro będzie znacznie droższe niż zakup takiej samej ilości srebrnego bulionu. Srebrne naszyjniki, pierścionki czy kolczyki na rynku wtórnym mają po prostu wartość srebrnego złomu. Tego ostatniego także nie polecamy – jego ceny mogą być nawet o kilkadziesiąt procent niższe od cen srebra inwestycyjnego.

Z reguły nie warto także zawracać sobie głowy wszelkimi monetami kolekcjonerskimi, w których oprócz wartości metalu płacimy także za trudną do oszacowania (zwłaszcza dla laika) wartość numizmatyczną. Po prostu zakup takich monet wychodzi dużo drożej niż zakup monet bulionowych (chyba że komuś uda się kupić srebrną monetę kolekcjonerską po cenie zawartego weń kruszcu – a takie sytuacje już się zdarzały np. w przypadku monet emitowanych przez NBP).

Polską specjalnością stał się granulat srebra, stanowiący surowiec dla producentów biżuterii czy dla przemysłu. Ale z punktu widzenia inwestora to opcja obarczona praktycznie samymi wadami: trudno sprawdzić próbę metalu i trudniej odsprzedać, czego nie rekompensuje nieco niższa cena samego towaru. W mojej opinii lepiej kupić dużą sztabkę u renomowanego dilera niż bawić się granulatem.

Ze sporą rezerwą podchodzę też do wszelkich certyfikatów inwestycyjnych i produktów strukturyzowanych oferowanych przez działające w Polsce banki. To z reguły najgorszy sort „papierowego” srebra. W większości tego typu produktów zarabia bank i jego pośrednicy, a klient rzadko kiedy wychodzi na swoje. Dzieje się tak tym częściej, im bardziej skomplikowany jest dany instrument, nierzadko z wbudowanymi opcjami barierowymi i innymi egzotycznymi instrumentami pochodnymi. Jeśli chcesz nabyć „papierowe” srebro, to z dużym prawdopodobieństwem lepiej wyjdziesz na zakupie jednostki ETF niż na certyfikacie oferowanym przez bank lub TFI.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 14 sel

"Srebrne naszyjniki, pierścionki czy kolczyki na rynku wtórnym mają po prostu wartość srebrnego złomu. Tego ostatniego także nie polecamy – jego ceny mogą być nawet o kilkadziesiąt procent niższe od cen srebra inwestycyjnego."
Czyli najtaniej jest kupować złom?

! Odpowiedz
0 13 karbinadel

Normalka. Produkty ustandaryzowane (np. monety jednouncjowe lub inne o powtarzalnej wadzie i probie) są chętniej kupowane - bo i łatwiej je odsprzedać w dobrej cenie

! Odpowiedz
11 8 glos_rozsadku

ino, że państwo kradnie 22% w postaci VATu od kupionego srebra. Dlatego nie opyla się.

! Odpowiedz
7 4 glos_rozsadku

skąt te minusy? srebro jest obłożone 22% Vatem, sprawdźcie sobie.

! Odpowiedz
0 6 karbinadel odpowiada glos_rozsadku

Sprawdziliśmy, jest 23%

! Odpowiedz
0 11 karbinadel

Odnośnie monet kolekcjonerskich, to Pańska uwaga jest jak najbardziej słuszna w wypadku współczesnych wyrobów NBP, kupowanych w kasie banku. Jednak na rynku wtórnych mnóstwo monet kolekcjonerskich (również takich sprzed 1945, czy nawet sprzed 1918) można kupić praktycznie w cenie metalu. Poza tym, często są opodatkowane tylko VAT od marży, więc wychodzą taniej niż nowe bulionówki. Kupowanie ich jednak wymaga posiadania chociaż podstawowej wiedzy

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 9 alusek

Co do monet kolekcjonerskich nie do końca się zgadzam. Takie bulionówki z wartością kolekcjonerską - np. australijskie Koale, Kookaburry, kangury czy Pandy można dostać za cenę niewiele wyższą niż SPOT - a wraz z przewidywanym zwiększeniem zapotrzebowania na ten metal (podobno na powierzchni Ziemi jest 6 RAZY MNIEJ WYDOBYTEGO SREBRA niż ZŁOTA - bo srebro się zużywa przemysłowo a złoto nie), coraz więcej osób będzie chętnych, żeby dostać starsze roczniki. Przykładem jest np. rwandyjska seria bulionowa - Wildife - gdzie monety powyżej 2010 roku kosztują majątek - 600-800 PLN i sprzedają się na pniu!.

Tak więc jeśli kolekcjonerskie bulionówki to:
============
> nigdy polskie emitowane przez NBP - (nie mają standardowej wagi 1oz, są słabo rozpoznawalne i .... naprawdę nie warto)
> tylko waga 1oz / 2oz z mennic Australian Perth, Londyńskiej, Kanadyjskiej oraz Pekińskiej (ale uwaga na podróbki!), także Britannia oraz seria Queen's beasts
> nie więcej niż 20-30 proc powyżej ceny SPOT (są takie oferty!)
> laicy rzeczywiście powinni unikać tego rynku w ogóle
============
Pozostałym zostaje rzeczywiście jedynie American Eagle, Canadian MapleLeaf, Australian Kangaroo oraz Austriacki Philharmoniker. Żadnego złomu srebrnego oraz sztabek. To się nie sprzedaje...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 8 open_mind

"Pozostałym zostaje rzeczywiście jedynie American Eagle, Canadian MapleLeaf, Australian Kangaroo oraz Austriacki Philharmoniker. Żadnego złomu srebrnego oraz sztabek. " Potwierdzam. A W czasach niepewności zawsze chlebek dostaniemy za - American Eagle, nie ma lipy.

! Odpowiedz
0 5 specjalnie_zarejstrowany1

Ja kupuje monety 30-lecie PRL - podchodzi to pod zlom srebra po ok 60% srebra jest w kazdej. Jest ich cala masa na rynku I chodza po cenie kruszcu (cena x 60%) Tylko ywaga na podrobki z Chin - orginaly nie reaguja na magnes

! Odpowiedz
1 3 sel

Czyli złom jest najtańszy i dlatego skupy pracują całą parą,a filantropi kupują w mennicach i u jubilerów...

! Odpowiedz
SREBRO -0,98% 17,11
2017-10-20 10:34:00
ZŁOTO -0,69% 1 283,24
2017-10-20 10:37:00
MIEDŹ 0,85% 7 032,25
2017-10-20 10:36:00
ROPA -0,16% 57,21
2017-10-20 10:37:00
PLATYNA -0,40% 922,85
2017-10-20 10:37:00

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl