Ile Lime zarabia na elektrycznych hulajnogach?

Bisko 40 mln zł mogły wynieść przychody Lime w Polsce, pierwszej firmy wynajmującej elektryczne hulajnogi w naszym kraju – wynika z szacunków portalu WysokieNapiecie.pl. Prąd wykorzystany do ich ładowania kosztował zaledwie 50 tys. zł.

(fot. Andrzej Hulimka / FORUM)

Amerykański Lime, który jako pierwszy zarzucił polskie miasta elektrycznymi hulajnogami, działa w naszym kraju już rok. Ich hulajnogi można dziś wynająć na minuty wprost z ulicy, za pomocą smartfona, w trzech polskich miastach: Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Wkrótce po nim na rynek weszła cała masa polskich i zagranicznych firm z podobną usługą, m.in. Hive, Bird, CityBee, Blinkee City, czy Hulaj.

Po dwóch latach istnienia Lime wyceniany jest trzykrotnie drożej od Taurona

Sukces nowego środka komunikacji w miastach sugeruje, że to całkiem dochodowy i rozwojowy biznes. Zaledwie dwa lata po starcie inwestorzy wyceniają kalifornijskiego Lime’a na 2,4 mld dolarów, czyli ponad 9 mld zł. Dla porównania kapitalizacja giełdowa Tauron Polskiej Energii wynosi 3 mld zł. Czy rzeczywiście?

Firma nie chwali się swoimi wynikami, ale opublikowane przez nią dane z pierwszego roku działalności w Polsce pozwalają na bardzo zgrubne szacunki rentowności tego biznesu. Z podanych przez Lime statystyk wynika, że jego polscy klienci przejechali w ciągu roku ok. 6,6 mln km, wynajmując urządzenia przez niemal 0,8 mln godzin. Przy średnim czasie wynajmu na poziomie 7 minut oznacza to ok. 6,5 mln wypożyczeń, podczas których użytkownicy przejeżdżali przeciętnie ok. 1 km, ze średnią prędkością niespełna 9 km/h (przy maksymalnej prędkości hulajnóg wynoszącej 25 km/h), tracąc czas głównie na skrzyżowaniach i kończeniu wynajmu w aplikacji.

Lime, Hive i Bird - które hulajnogi na minuty opłacają się najbardziej?

Elektryczne hulajnogi to coraz popularniejszy widok w polskich miastach. Z hulajnóg wypożyczanych za pomocą aplikacji można skorzystać w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Sprawdziliśmy, czym się różnią pojazdy oferowane przez Lime, Hive i Bird i jak z nich skorzystać.

Do marca firma pobierała 50 gr za każdą minutę wynajmu i 2 zł opłaty początkowej, która wzrosła następnie do 3 zł. To cennik z górnej półki, ale Lime najwyraźniej nie narzeka na brak zainteresowania swoją ofertę. Biorąc pod uwagę jego ceny i fakt, że pierwsze wynajmy oferuje za darmo, szacujemy, że jej przychody z działalności w Polsce w ciągu pierwszego roku wyniosły ok. 40 mln zł.

Najtańsza energia, najdroższa wymiana i naprawa sprzętu

A co z kosztami? Najmniej kosztowało ok. 86 MWh energii elektrycznej zużytej podczas podróży. Roczny koszt ładowania hulajnóg przy standardowej taryfie wyniósł ok. 50 tys. zł. W zdecydowanej większości zapłacił za nią jednak nie Lime, a osoby zwane juicerami, które po podpisaniu umowy ze spółką zbierają, ładują w swoich domach lub firmach i ponownie rozwożą urządzenia. Na początku działalności firmy, gdy juicerów było niewielu, firma płaciła im nawet ponad 20 zł brutto za naładowanie pojedynczej hulajnogi. Dziś chętnych do tej pracy jest więcej, a ceny spadły do ok. 10 zł za sztukę. Według szacunków WysokieNapiecie.pl w ciągu roku Lime mógł wydać na juicerów do 15 mln zł.

Jaka jest żywotność hulajnóg? Ile kosztują? Czy na elektrycznych hulajnogach da się zarobić? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Bartłomiej Derski 

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 22 sammler

6,50 zł za przejechanie jednego kilometra? To musi być moda (korzysta pewnie głównie gimbaza i była gimbaza, nie(u)znająca rachunku ekonomicznego).

Z drugiej strony, czy to aby na pewno tak opłacalny interes? Z perspektywy inwestora z Kalifornii, gdzie panują zupełnie inne warunki pogodowe, być może tak. Ale to 40 mln będzie przecież musiało pokryć koszty "przestoju" zimowego. No i ciekawe, w jakim stanie będą baterie po pierwszej zimie w naszym klimacie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 17 nostsherlock

Słaba analiza rynku, gimbaza nie zarabia, więc ich nie stać na jeżdżenie hulajnogami. Raczej oszczędzają na kanapkach, żeby uzbierać drobne na alkohol, który piją na wagarach.

! Odpowiedz
5 17 sammler odpowiada nostsherlock

To nie jest analiza rynku, tylko wniosek z obserwacji rzeczywistości - gimbaza właśnie je wynajmuje, bo: 1) to modne, 2) "antysystemowe" i dające namiastkę wolności, którą innym daje np. samochód, 3) nie stać jej na zakup własnej.

Na wynajmowanych widzę głównie dzieciarnię (a rozglądam się intensywnie, gdy siedzę za kierownicą, bo są wyjątkowo nieprzewidywalni). Sporo osób jeździ też hulajnogami do pracy, ale własnymi - przejeżdżają wraz z nimi przez bramki (to też obserwacja własna). Ciekawe tylko, co później z nimi robią i co na to przepisy BHP, które - o ile wiem - w miejscu pracy zabraniają zastawiania przejść/dojść do stanowisk pracy. A taka hulajnoga ma ok. metra długości nawet po złożeniu.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
12 2 degrengolada odpowiada sammler

jeśli ci nie odpowiada że przyjeżdżają hulajnogami do pracy to tylko sprowadzasz jeszcze więcej aut na drogę i korki. Trochę wyobraźni, bo niedługo będzie ci pieszy przeszkadzać i sąsiad wynoszący śmieci obok twoich drzwi na klatce schodowej.

! Odpowiedz
0 11 jodaw odpowiada degrengolada

Przecież nie napisał, że mu przeszkadza cokolwiek, a ja zwrócił bym uwagę na jeszcze aspekt ruchu i zdrowia naszego społeczeństwa, nie dziwię się otyłości już ludzi młodych o 30-latkach nie wspominając, kiedy nawet 1 km, który dla własnej sprawności i kondycji mogli by przejść na własnych nogach, muszą przejechać ....raczej to słabe

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 11 sammler odpowiada degrengolada

Uderz w stół :)

Argument, jak mawia młodzież, z d*py, bo oprócz samochodów i hulajnóg masz szereg innych form transportu...

I nie wmawiaj mi czegoś, czego nie napisałem. Nie napisałem, że mi to przeszkadza, tylko że ciekaw jestem, co z tymi hulajnogami później się dzieje. Bo raczej się nie dematerializują, a to jednak kawał ciężkiej blachy. A samo pytanie nasunęło mi się nie po ujrzeniu jednego delikwenta z hulajnogą, przechodzącego przez bramki biurowca, tylko co najmniej kilku, wchodzących średnio co minutę. Więc problem jest pewnie realny.

A sąsiedzi ze śmieciami - owszem, przeszkadzają mi. Ale nie przechodzący, tylko wystawiający je na całą noc za drzwi. Bardziej jednak przeszkadzają mi wózki zastawiające pół korytarza na moim piętrze. Wspólnota zwracała już uwagę, że to nielegalne, groźne i że w razie kontroli straż pożarna będzie wystawiała mandaty. I co? Czy któryś z sąsiadów (prawdziwych Polaków, mających na to papier) się przejął? Oni mają dokładnie taką mentalność jak ty - zwrócić wam uwagę, że w realny sposób zagrażacie WSPÓLNEMU bezpieczeństwu, to człowiek spotka się z reakcją jak wyżej cytowana. A to nie ja zamachnąłem się na ich prawa, tylko oni na moje.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne