REKLAMA

Gruzja po wyborach: marzenia bis i pożegnania

2016-10-15 08:00
publikacja
2016-10-15 08:00

Choć do obsadzenia pozostała jeszcze jedna trzecia miejsc w parlamencie, już teraz wygranym ostatnich wyborów można uznać rządzącą partię Gruzińskie Marzenie, a największym przegranym opozycyjny Zjednoczony Ruch Narodowy b. prezydenta Micheila Saakaszwilego.

Gruzja po wyborach: marzenia bis i pożegnania / YAY Foto

Już w ubiegłą niedzielę Gruzińskie Marzenie najbogatszego Gruzina, b. premiera Bidziny Iwaniszwilego zdobyło 44 mandaty w wyborach proporcjonalnych (48,7 proc. głosów) i 23 mandaty w wyborach większościowych w okręgach jednomandatowych.

Marzyciele są też zdecydowanymi faworytami w dogrywce w okręgach jednomandatowych, w której obsadzonych zostanie pozostałych 50 mandatów. Wygrana w ponad 40 okręgach sprawi, że w nowym parlamencie marzyciele zdobędą konstytucyjną większość. To z kolei oznaczać będzie, że cała władza w kraju znajdzie się w rękach pomysłodawcy i założyciela Gruzińskiego Marzenia 60-letniego Iwaniszwilego, choć ten sam nie startował w wyborach i nie zajmie żadnego oficjalnego urzędu.

Właśnie na perspektywę jedynowładztwa Iwaniszwilego powołali się przywódcy narodowców decydując się jednak nie bojkotować drugiej tury wyborów większościowych i w ogóle całego parlamentu.

W obecnej sytuacji, jako jedyna siła, opowiadająca się za prozachodnią polityką Gruzji, zrobimy wszystko, żeby nie pozwolić Iwaniszwilemu zaprowadzić w kraju jednopartyjną dyktaturę oznajmił nominalny szef narodowców Dawid Bakradze.

Nieformalnym przywódcą tego ugrupowania wciąż pozostaje Saakaszwili, któremu rządy (2003-2013) w Tbilisi odebrał właśnie Iwaniszwili. Saakaszwili oskarża magnata, że jest marionetką Moskwy, a podlegli Iwaniszwilemu ministrowie (sam sprawował urząd premiera w latach 2012-13), po zakończeniu prezydenckiej kadencji Saakaszwilego oskarżyli go o nadużycia władzy, a gdy wyjechał z Gruzji (najpierw na Zachód, a potem na Ukrainę, gdzie sprawuje dziś stanowisko gubernatora Odessy), rozesłali za nim listy gończe.

Przed czterema laty, przegrywając z marzycielami wybory i władzę, narodowcy zdobyli 43,3 proc. głosów i wprowadzili do parlamentu 65 posłów. Tym razem wyborach proporcjonalnych zdobyli zaledwie 26,6 proc. wprowadzając do parlamentu tylko 27 posłów. Co gorsza, w pierwszej rundzie nie wygrali w żadnym z okręgów jednomandatowych, a tylko w dwóch z 73 ich kandydaci zdobyli więcej głosów od rywali (do wygranej potrzebna była ponad połowa głosów).

W swoim okręgu przepadła nawet Sandra Roelofs, żona Saakaszwilego.

Klęska narodowców jest tym dotkliwsza i upokarzająca, że przed wyborami buńczucznie zapewniali o swojej nieuchronnej wygranej i powrocie do władzy, a w dodatku rywalizowali ze znacznie słabszymi niż cztery lata temu marzycielami, którzy swoimi rządami rozczarowali większość Gruzinów. Ale nawet rozczarowani woleli pozostawić ich u władzy niż oddać ją Saakaszwilemu. Wyborcza dogrywka w 50 okręgach jednomandatowych pogłębi raczej rozmiary klęski narodowców, bo z wyjątkiem kilku, w pozostałych nie są uważani za faworytów.

Przegrane wybory nasiliły dodatkowo podziały wśród narodowców. Po ogłoszeniu wyników elekcji, Saakaszwili wezwał, by jego zwolennicy zbojkotowali nowy parlament, wybrany według niego w wyniku fałszerstw (obserwatorzy z Zachodu uznali wybory za uczciwe i wolne, a na akcję protestacyjną, do której wzywał Saakaszwili przyszło 200 osób). Przeciwko bojkotowi opowiedział się za to inny z przywódców narodowców Giorgi Giga Bokeria, którego ostatecznie poparła większość kierownictwa partyjnego z Dawidem Bakradzem na czele. W ten sposób Saakaszwili poniósł w wyniku wyborów nie jedną, ale dwie bolesne porażki.

Wybory, w których wzięła udział ledwie ponad połowa uprawnionych do głosowania (co, jak na rozpolitykowanych Gruzinów jest frekwencją niską) były wotum nieufności wobec całej gruzińskiej klasy politycznej, wyłonionej po rewolucji róż z jesieni 2003 r., która wyniosła do władzy Saakaszwilego. Dowodzi tego nawet zdecydowana wygrana marzycieli, którzy teraz zdobyli ok. 850 tys. głosów, podczas gdy cztery lata temu prawie 1,2 mln.

Sromotnie przegrali wybory ich niedawni koalicjanci - Partia Republikańska, Wolni Demokraci oraz Przemysł Ocali Gruzję którzy w ogóle nie weszli do parlamentu. Po przegranej czołowi przywódcy Wolnych Demokratów Irakli Alasania, Wiktor Dolidze czy Zurab Abaszydze, odgrywający ważne role w poprzednich rządach marzycieli, wycofali się z życia politycznego. Do parlamentu nie weszła też liderka prorosyjskiego Ruchu Demokratycznego Nino Burdżanadze, jedna z przywódczego triumwiratu rewolucji róż, ani Szalwa Natelaszwili, szef populistycznej Partii Pracy.

Zarówno marzyciele, jak narodowcy opowiadają się za prozachodnią polityką Gruzji, ale za najbardziej prozachodnich w Tbilisi uważano republikanów i Wolnych Demokratów. Ich dotkliwe klęski oddają rozczarowanie Gruzinów Zachodem, a przede wszystkim reprezentowanym przez republikanów i wolnych demokratów liberalizmem. Klęskę poniósł też światowej sławy operowy śpiewak Paata Burczuladze, któremu wróżono, że na czele utworzonej partii Państwo Dla Ludu może stać się trzecią, polityczną siłą. Ostatecznie nie zdobył nawet 4 proc. głosów.

Dopełnieniem tego jest wyborczy sukces konserwatywnego, odwołującego się do prawosławia, antyzachodniego, za to przychylnego Rosji Sojuszu Patriotów, który jako jedyny poza marzycielami i narodowcami w wyborach proporcjonalnych przekroczył barierę 5 proc. głosów i wprowadził do parlamentu 6 posłów. O dodatkowych - choć nie daje się im żadnych szans - patrioci powalczą jeszcze w dogrywkach w okręgach jednomandatowych.

Wojciech Jagielski

wjg/ lm/ mal/

Źródło:PAP
Tematy
Indywidualna opieka Doradcy, kursy walut Premium, ochrona przed cyber przestępcami.

Indywidualna opieka Doradcy, kursy walut Premium, ochrona przed cyber przestępcami.

Advertisement

Komentarze (19)

dodaj komentarz
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~kalambur
nawet w takiej Gruzji glosuja w okregach jednomandatowych, tyko Polakom sie tlumaczy ze sa za glupi zeby sobie wybierac parlament
btw Polski parlament to lament par...
~zez
czyżby? W Polsce od wielu lat są okręgi jednomandatowe do Senatu! I co, coś to zmieniło? NIE, ludzie i tak głosują na partie a nie na konkretnych ludzi
~AnnaB odpowiada ~zez
głosują na partie bo nie mają wyboru, tacy np Gruzini (i wszyscy inni oprocz Polakow) wola glosowac na konkretnych ludzi
~zez odpowiada ~AnnaB
a właśnie że nie - do Senatu w wyborach w 2015r, weszli senatorowie tylko z siedmiu komitetów wyborczych podczas gdy wszystkich komitetów było 124 (słownie - sto dzwadzieścia cztery) więc doprawdy jak można mówić, że Polacy "nie mieli wyboru"? Odpowiednie linki jeśli ktoś ma ochotę samemu sprawdzić:
http:
a właśnie że nie - do Senatu w wyborach w 2015r, weszli senatorowie tylko z siedmiu komitetów wyborczych podczas gdy wszystkich komitetów było 124 (słownie - sto dzwadzieścia cztery) więc doprawdy jak można mówić, że Polacy "nie mieli wyboru"? Odpowiednie linki jeśli ktoś ma ochotę samemu sprawdzić:
http://parlament2015.pkw.gov.pl/351_Wyniki_Senat
http://parlament2015.pkw.gov.pl/komitety
~ZORRO odpowiada ~zez
Generalnie to chyba tylko 2 - PIS I PO oraz PANI LIDIA STAROŃ bo ci co byli "niezależni " startowali w w okręgach w których PO nie wystawiło swoich kandydatów . Ot tacy oni byli niezależni zależni .
~DOBRODZIEJ odpowiada ~zez
nie od wielu ale od 2011 ale faktem jest , ze jest jeszcze gorzej
~MacGawer
Saakaszwili był jednym z nielicznych przywódców posowieckich republik ktory zreformował swój kraj. Co ważne zrobił to gdy nie było ekonomicznego przymusu, po prostu widział jak fatalnie działa postsowiecka gospodarka. Reszta albo nic nie robi (np. Bialoruś) albo zaczyna reformy gdy sytuacja jest katastrofalna (Ukraina) Saakaszwili był jednym z nielicznych przywódców posowieckich republik ktory zreformował swój kraj. Co ważne zrobił to gdy nie było ekonomicznego przymusu, po prostu widział jak fatalnie działa postsowiecka gospodarka. Reszta albo nic nie robi (np. Bialoruś) albo zaczyna reformy gdy sytuacja jest katastrofalna (Ukraina) albo udało im się wejść do zachodniej kultury i dalej było z gorki (Bałtowie). I jak to w zyciu bywa ten co cos robi zbiera największe baty od psujów zajmujących się tylko PR-em - znamy to z Polski.

z
~zez
trochę się czepiam, ale Bałtowie nie musieli wchodzić do zachodniej kultury bo zawsze w niej byli. Poza tym wcale nie jest tam tak różowo bo mają olbrzymią emigrację na Zachód - dużo większą niż w Polsce
~MacGawer odpowiada ~zez
Czepiasz się ;)
A mówąc zupełnie poważnie 50 lat sowietyzacji musiało odcisnąć na nich swoje piętno tak samo jak na Bialorusinach. Oni też od zawsze byli związani z zachodem, a po dziś stawiają pomniki Dzierżyńskiemu. Z tego co się orientuję podobnie jak za ZSRR nie mają liczników na gaz więc zuzycie energii
Czepiasz się ;)
A mówąc zupełnie poważnie 50 lat sowietyzacji musiało odcisnąć na nich swoje piętno tak samo jak na Bialorusinach. Oni też od zawsze byli związani z zachodem, a po dziś stawiają pomniki Dzierżyńskiemu. Z tego co się orientuję podobnie jak za ZSRR nie mają liczników na gaz więc zuzycie energii (czytaj: marnotrastwo) jest u n ich na niespotykaną skalę. Saakaszwili jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobił było uporzadkowanie tej sfery: każdy ma licznik i każdy płaci za siebie.

a

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki