REKLAMA

OPINIAGłówny ekonomista BNP Paribas BP: Polską gospodarkę czeka recesja, ale bez istotnego wzrostu bezrobocia

2022-09-27 11:00
publikacja
2022-09-27 11:00

Polską gospodarkę czeka recesja, która ograniczy popyt na pracę, ale istotny wzrost bezrobocia nie powinien nastąpić - ocenia główny ekonomista BNP Paribas BP Michał Dybuła. Bank prognozuje, że wzrost gospodarczy Polski w 2023 r. wyhamuje do 1,5 proc. Zdaniem Dybuły RPP będzie kontynuowała podwyżki - docelowo stopa proc. wzrośnie do ok. 8 proc.

Główny ekonomista BNP Paribas BP: Polską gospodarkę czeka recesja, ale bez istotnego wzrostu bezrobocia
Główny ekonomista BNP Paribas BP: Polską gospodarkę czeka recesja, ale bez istotnego wzrostu bezrobocia
/ BNP Paribas BP

"Patrząc na dane z dwóch pierwszych miesięcy III kw. wydaje się, że przynajmniej na razie jesteśmy na ścieżce miękkiego lądowania. Wciąż jednak trudno mieć pewność, czy łagodne hamowanie będzie kontynuowane, czy może czeka nas głębsza recesja – tu istotny będzie IV kw. i kwestia surowców energetycznych. Na razie wydaje się, że III kw. – po stronie rzeczywistej aktywności gospodarczej, z pominięciem zapasów – nie powinien przynieść dużego rozczarowania. Prognozujemy, że w ujęciu kdk zmiana PKB może znaleźć się w okolicy zera. Jeśli chodzi o IV kw. jesteśmy mniej optymistyczni. Analizując sytuację w Niemczech, w zamówieniach w przemyśle, wydaje się, że czeka nas recesja – techniczna, czy jakkolwiek inaczej byśmy jej nie nazwali" - powiedział PAP Biznes Dybuła.

"Recesja, w której aktywność gospodarcza kurczy się z kwartału na kwartał i takich słabnących kwartałów będzie kilka. Niemniej, nawet jeśli zobaczymy tę recesję 'w liczbach', to nie powinna ona przełożyć się na istotny wzrost bezrobocia. Recesja ograniczy zapewne popyt na pracę, ale spadnie głównie liczba wolnych wakatów, w mniejszym stopniu będzie wpływała na spadek zatrudnienia. To nasz bazowy scenariusz, oczywiście przy założeniu, że uda się opanować kryzys energetyczny, że nie zabraknie gazu. Ryzyka dla prognoz są zdecydowanie skierowane w dół i kluczowa będzie tu kwestia podaży surowców" - dodał.

BNP Paribas prognozuje, że PKB Polski wzrośnie w 2022r. o 3,5 proc., a w 2023 r. – o 1,0 proc. Główny ekonomista banku zaznacza jednak, że w otoczeniu dużej niepewności ciężko przywiązywać się do punktowych szacunków.

"Od dłuższego czasu widać, jak bardzo zmienny stał się obecny cykl, jak duże mamy wahania w danych o PKB. One wynikają po części z czynników behawioralnych, a po części ze strukturalnej zmiany w sektorze przedsiębiorstw, czyli próby budowy bardziej odpornych organizacji, gromadzenia zapasów, niekoniecznie bardziej efektywnych. Na to nakłada się ryzyko dostaw gazu. To wszystko powoduje, że wahania PKB są z kwartału na kwartał o wiele większe niż przed pandemią, jedna dana może bardzo istotnie zmienić prognozy. Niemniej fundamentalny scenariusz się nie zmienia – gospodarka mocno hamuje" - powiedział Dybuła.

"Nadchodzący okres będzie słaby jeśli chodzi o dynamikę wzrostu. Jest większa niepewność, co nie sprzyja inwestycjom w sektorze prywatnym. Mamy wyższe stopy proc., które ograniczają inwestycje w nieruchomości w sektorze gospodarstw domowych. Będziemy musieli więcej wydawać na obronność, a to siłą rzeczy ogranicza możliwości rozwojowe gospodarki – środki te nie będą przeznaczane na bardziej produktywne ekonomicznie cele. To wszystko spowoduje, że będziemy wolniej 'doganiać Zachód'. Będzie trudniej, niezależnie co sobie wpiszemy w prognozy. Będziemy się rozwijać w wolniejszym tempie, a w o wiele wolniejszym – jeśli na czynniki zewnętrzne nałoży się sub-optymalna polityka rządu i banku centralnego" - dodał.

W ocenie ekonomisty, wciąż jednym z najistotniejszych czynników ryzyka dla gospodarki jest przebieg wojny w Ukrainie.

"Gospodarka przyzwyczaiła się do pełzającej wojny w Ukrainie, więc jakiekolwiek informacje – pozytywne lub negatywne – powodują potencjalną zmianę oczekiwań co do wpływu konfliktu na koniunkturę. Zaostrzenie się konfliktu zwiększa niepewność. Jeżeli już teraz firmy borykały się z dużymi trudnościami, żeby móc przewidzieć jak ta sytuacja będzie wyglądała za pół roku, tak teraz – po ogłoszeniu przez Putina mobilizacji – znaków zapytania jest jeszcze więcej. Zwiększa się prawdopodobieństwo, że jakiekolwiek relacje gospodarcze na linii Rosja-UE ulegną pogorszeniu – ryzyko wstrzymania dostaw gazu z Rosji do Europy rośnie" - powiedział.

INFLACJA WRÓCI DO CELU NBP BYĆ MOŻE DOPIERO W '25

Główny ekonomista BNP Paribas BP szacuje, że w najbliższych miesiącach inflacja w Polsce ustabilizuje się w okolicy obecnych poziomów. Dybuła zaznacza jednak, że perspektywy dla wskaźnika CPI są wciąż bardzo niepewne - wiele zależeć będzie od decyzji rządu i wprowadzonych mechanizów, które będą miały na celu obniżenie cen energii.

"Zakładamy, że do końca roku inflacja ustabilizuje się przy dzisiejszych poziomach – wskaźnik CPI będzie trochę mniej podbijany przez ceny paliw i trochę mocniej przez drożejącą żywność i inflację bazową. Na przyszły roku zakładaliśmy, że inflacja wyniesie średnio 13 proc., ze szczytem w okolicy 20 proc. na początku roku – to przy założeniu istotnego wzrostu taryf za energię i gaz. Wygląda jednak na to, że inflacja może być nieco niższa, biorąc pod uwagę zapowiadane mechanizmy obniżające koszty energii dla gospodarstw domowych" - powiedział PAP Biznes ekonomista.

"Wciąż jest też kilka czynników, których nie znamy, a które będą wpływać na wskaźnik CPI. Co prawda ogłoszono już wstępnie jak ma wyglądać mechanizm ograniczający wzrost kosztów energii dla gospodarstw domowych, ale nie do końca wiemy, czy będzie to zamrożenie rachunków, czy taryf, nie wiadomo, czy nie podrożeją opłaty dystrybucyjne. Można się spodziewać, że inflacja od strony energii będzie w jakiś sposób ograniczona w 2023 r., ale nie wiadomo w jakim stopniu" - dodał.

Zdaniem Dybuły inflacja w Polsce wróci do celu NBP prawdopodobnie nie wcześniej niż w 2025 r.

"Presja inflacyjna wynika nie tylko z cen surowców i cen zewnętrznych – ona wciąż jest też efektem bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy w Polsce. Wynagrodzenia rosną w dwucyfrowym tempie, a polityka fiskalna jest bardzo łagodna i wiele wskazuje na to, że do przyszłorocznych wyborów będzie dalej luzowana. To wszystko oznacza, że perspektywy zejścia inflacji z dzisiejszych poziomów co celu NBP są bardzo odległe. Ponadto, mamy tarcze antyinflacyjne, które odejmują od bieżącej inflacji ok. 3 pkt proc., i które w pewnym momencie będą musiały zostać zakończone, a to spowoduje ponowny wzrost wskaźnika CPI. To wszystko sprawia, że perspektywy powrotu inflacji co celu to być może dopiero rok 2025 lub jeszcze później" - powiedział.

"Jeśli chodzi o trendy inflacyjne obawiam się rosnącej dywergencji pomiędzy krajami Europy Środowo-Wschodniej a Europą Zachodnią. W naszym regionie sytuacja na rynku pracy wygląda inaczej – mamy mniejszą skłonność do ograniczania oczekiwań płacowych, które wciąż rosną. Może być zatem tak, że w Europie Zachodniej wskaźnik CPI w przyszłym roku zacznie trwale spadać, a w krajach EŚW podwyższona inflacja pozostanie na znacznie dłużej – z jednej strony ze względu na relatywnie bardzo dobrą sytuacje na rynku pracy i wysokie wzrosty nominalnych wynagrodzeń, z drugiej – ze względu na bardzo luźną politykę fiskalną" - dodał.

KOMUNIKACJA NBP O OBNIŻKACH BŁĘDEM; STOPA PROC. WZROŚNIE DO 8 PROC.

Prognoza BNP Paribas BP zakłada, że Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuowała cykl podwyżek i docelowo stopa procentowa w Polsce znajdzie się na poziomie 8 proc.

"W bazowym scenariuszu zakładamy, że cykl podwyżek stóp procentowych będzie kontynuowany w najbliższych miesiącach, aż do początku przyszłego roku – zakładamy, że stopa procentowa wzrośnie do poziomu 8 proc. na początku 2023 r. Obniżki w przyszłym roku są możliwe, ale niepewność co do takiego scenariusza jest bardzo duża. Wciąż obawiamy się o bieżącą inflację, która pewnie w mniejszym stopniu będzie wynikła z nośników energii, a w większym stopniu z inflacji bazowej, czyli podstawowej presji inflacyjnej, która narasta, i z coraz luźniejszej polityki fiskalnej" - powiedział PAP Biznes główny ekonomista banku.

"Obawiamy się też o kondycję złotego w krótkim terminie. Widzimy dalszy wzrost presji na deficyty zewnętrzne, jest to w dużej mierze efekt niekorzystnych 'terms of trade', drogich surowców, ale też słabnącego popytu z zagranicy. W takich warunkach, żeby móc sfinansować deficyt handlowy czy na rachunku bieżącym, potrzebny nam jest kapitał z zagranicy. Na razie nie widać na horyzoncie porozumienia w sprawie KPO, a to potencjalnie mogłoby pomóc ustabilizować złotego. Ostatnie tygodnie nie są dla polskiej waluty najlepsze i jest ryzyko, że to nie koniec. A słaby złoty jest również przesłanką za kontynuacją podwyżek stóp procentowych" - dodał.

W ocenie Dybuły, przy bardzo dużym ryzyku utrwalenia się oczekiwań inflacyjnych na wysokim poziomie zupełnie niezrozumiałe jest komunikowanie przez prezesa NBP możliwości obniżek stóp procentowych w przyszłym roku.

"Wydaje się, że oczekiwania już odkleiły się długoletniej normy i wysyłanie w takim momencie przez bank centralny sygnałów, że jeśli inflacja nie rośnie, to możemy myśleć o łagodzeniu polityki monetarnej, jest bezzasadne. Bank centralny ma jednak jasno zdefiniowany cel – niska i stabilna inflacja, a w tym momencie jesteśmy bardzo daleko od 'niskiej i stabilnej inflacji'. Nawet jeśli w przyszłym roku mogą pojawić się istotne przesłanki za obniżkami stóp proc., to mówienie o tym już teraz – kiedy nawet nie wiemy, jaka inflacja będzie za miesiąc – jest błędem. Mamy do czynienia ze szkodliwą narracją ze strony banku centralnego, z quasi forward guidance, które nie ma mocnego uzasadnienia" - powiedział ekonomista.

"W momencie, w którym jesteśmy tak mocno oddaleni od celu banku centralnego – i nawet nie chodzi tu o punkt na poziomie 2,5 proc., ale o cel sam w sobie, bo niska i stabilna inflacja sprzyja rozwojowi społeczno-gospodarczemu – bank centralny powinien wyraźnie podkreślać przywiązanie do swojego mandatu. Komunikacja powinna iść zatem w drugą stroną – dopóki bank centralny nie będzie miał jasnych przesłanek, że oczekiwania inflacyjne zostały przełamane, że inflacja wkrótce będzie pod kontrolą, dopóty powinien sygnalizować, że zrobi wszystko, żeby osiągnąć swój cel" - dodał.

Patrycja Sikora (PAP Biznes)

pat/ gor/

Tematy
BLACK WEEK na Pracuj.pl! - 40% na wszystko. Dodaj ogłoszenie, znajdź pracownika!

BLACK WEEK na Pracuj.pl! - 40% na wszystko. Dodaj ogłoszenie, znajdź pracownika!

Advertisement

Komentarze (20)

dodaj komentarz
ozz198
Już to widzę jak fabryki, którym nie opłaca się produkcja będą utrzymywać zatrudnienie dla idei. Idzie gruba katastrofa gospodarcza, którą nam zafundowało chłopstwo u władzy, które w czasie koniunktury rzuciło pieniądze podatników na przeżarcie.
emk6
nie ważne, ważne by biomasa uwierzyła w to do wyborów, a potem walić biomasę.
xyzq
Byłoby miło zrobić taki trik, ale... Spadek nowych budów to brak kontraktów dla ekip budowlano-wykończeniowych. Gdzie pójdą pracować? Wyższa inflacja to mniejsze zakupy, mniej wizyt w kawiarniach i restauracjach, mniejsza turystyka - lecą usługi. Generalnie są mniejsze zakupy. Mniejsze zakupy (poza dobrami niezbędnymi) to mniejsza Byłoby miło zrobić taki trik, ale... Spadek nowych budów to brak kontraktów dla ekip budowlano-wykończeniowych. Gdzie pójdą pracować? Wyższa inflacja to mniejsze zakupy, mniej wizyt w kawiarniach i restauracjach, mniejsza turystyka - lecą usługi. Generalnie są mniejsze zakupy. Mniejsze zakupy (poza dobrami niezbędnymi) to mniejsza produkcja dóbr na sprzedaż - a więc leci tez produkcja. Jeżeli takie zawirowania nie spowodują ruchów na rynku pracy - będzie cudownie... Tylko jakim cudem w tym cyklu koniunkturalnym miałoby być inaczej niż w poprzednich? Wie ktoś?
samsza
Atomówka ? Ludzie wyparowują, PKB spada, a bezrobocia nie ma!

Świetne ćwiczenie intelektu.
xyzq odpowiada samsza
Pomijając już jak bardzo nieprawdopodobny jest taki scenariusz - atomówka (zakładam uderzenie punktowe) to panika, spory spadek PKB, wzrost bezrobocia (bo zakłady się pozamykają, ludzie zaczną uciekać w różne strony świata). Tak że atomówka problemów z bezrobociem nie rozwiąże ;)
jenak
Musimy zrobić taką recesję, aby nasze siostry i bracia zachowały miejsca pracy.
inwestor.pl
Jakim cudem taki ekonomiczny analfabeta został głównym ekonomistą jakiegoś banku? Recesja charakteryzuje się spadkiem inwestycji, popytu konsumpcyjnego oraz mniejszym zatrudnieniem i wzrostem bezrobocia. Wiele polsich firm eksportowało towary do Ukrainy i Rosji i one padną albo już padły. Do tego wysokie ceny gazu i prądu zamykają Jakim cudem taki ekonomiczny analfabeta został głównym ekonomistą jakiegoś banku? Recesja charakteryzuje się spadkiem inwestycji, popytu konsumpcyjnego oraz mniejszym zatrudnieniem i wzrostem bezrobocia. Wiele polsich firm eksportowało towary do Ukrainy i Rosji i one padną albo już padły. Do tego wysokie ceny gazu i prądu zamykają coraz więcej restauracji. Jak będą blackouty to staną fabryki. Bezrobocie wystrzeli pod sufit.
men24a
Jeszcze jak Sasin Wszystkie większe przedsiębiorstwa opodatkował 50% daniną to już widzę jak tu się pchają inwestorzy i co najlepsze wstecz. Bezprawie całkowite a co jutro tym oszołomom przyjdzie do głowy ? Przecież tyle nakupili tej broni że tylko czekam jak uderzą w oszczędności ludności
hfjdj
Twoje myślenie jest typu: "kot to takie zwierze które robi miau miau", no i jak kot nie miauczy tylko śpi to już koniec, ty kota nie identyfikujesz, w ogóle nie wiesz co to za zwierze bo nauczyłeś się że krowa robi "muu", pies "hau hau", kukułka "kuku" i tak samo się nauczyłeś tej "ekonomii".Twoje myślenie jest typu: "kot to takie zwierze które robi miau miau", no i jak kot nie miauczy tylko śpi to już koniec, ty kota nie identyfikujesz, w ogóle nie wiesz co to za zwierze bo nauczyłeś się że krowa robi "muu", pies "hau hau", kukułka "kuku" i tak samo się nauczyłeś tej "ekonomii". A tutaj trzeba myśleć.

Powiązane: Światowa recesja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki