Egzekucja z zasadami. Będzie zakaz licytowania mieszkań przy nieznacznym zadłużeniu?

Zakaz licytowania mieszkań przy nieznacznym zadłużeniu, ograniczenia dla branży finansowej w sprzedawaniu pakietów długów i zobowiązanie komorników do sprawdzania, czy egzekucja jest zgodna z zasadami współżycia społecznego. To pomysły pełnomocnika rządu ds. praw człowieka na pomoc dłużnikom - informuje "DGP".

(fot. Daniel Dmitriew / FORUM)

Jak informuje wtorkowy "Dziennik Gazeta Prawna", pełnomocnik rządu ds. praw człowieka oraz wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł po przeanalizowaniu kilkuset skarg, które do niego wpłynęły, uważa, że potrzebne są trzy zmiany w polskim prawie, które jako wiceminister sprawiedliwości będzie mógł forsować.

Przede wszystkim, zdaniem pełnomocnika, trzeba zakazać egzekucji z nieruchomości, gdy dług stanowi zaledwie ułamek wartości lokalu mieszkalnego. Ministerstwo Sprawiedliwości chce, aby nowy przepis przewidywał, że wierzyciel będzie uprawniony do złożenia wniosku o zlicytowanie lokalu dłużnika, jeżeli wysokość egzekwowanej należności głównej będzie stanowiła co najmniej równowartość jednej dwudziestej sumy oszacowania.

MS zamierza ograniczyć także możliwości działania funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych. "Nie ma jasnych reguł dotyczących obrotu wierzytelnościami, zwłaszcza na masową skalę. Pewne działania zostały już w ostatnich latach podjęte, by sytuację naprawić, ale potrzebne są kolejne" – ocenia Warchoł.

Jak czytamy w artykule, chodzi na przykład o wprowadzenie zakazu handlu wierzytelnościami opartymi na niespłaconych pożyczkach. Zasadą byłoby, że ten, kto pożyczył pieniądze, powinien je również odzyskiwać, ewentualnie zatrudnić do tego zewnętrzną firmę windykacyjną. Niedopuszczalne jednak byłoby sprzedawanie "pakietu dłużników" do zewnętrznego podmiotu.

Wiceminister chciałby również zwiększyć zakres zadań komorników, tak by weryfikowali oni zasadność prowadzonej egzekucji.

"Znam kilka przypadków, gdy komornicy za wszelką cenę usiłują odzyskać pieniądze dla wierzyciela, podczas gdy tym wierzycielem jest lichwiarz, w stosunku do którego prowadzone jest postępowanie karne. Przydałaby się zatem zmiana przepisów, która pozwalałaby w takich przypadkach zawieszać egzekucję do czasu zajęcia stanowiska w jej sprawie przez sąd" – wskazuje wiceminister.(PAP)

ozk/ pat/

Źródło: PAP
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 13 sammler

1/20 sumy oszacowania? Przecież ona może wynosić np. 100-200 tys. (w mniejszych miejscowościach), co daje 5-10 tys. długu. Takie kwoty można odzyskać zajmując samochód czy wchodząc na konto (pół roku najdalej i po sprawie). A jeżeli nie, to zajęte w samym lokalu sprzęty mogą znaczną część takiego długu pokryć.

Mam tu spory zgryz. Bo z jednej strony uważam, że niesolidnych dłużników należy z obrotu bezwzględnie eliminować, ale z drugiej strony, nie jestem przekonany, by 5% to był pułap wystarczająco wysoki, by komuś licytować mieszkanie. Chyba że chodzi o samo zagrożenie taką licytacją, które miałoby działać mobilizująco na dłużnika (np. żeby nie ukrywał dochodów).

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 10 wonsz

W praktyce sporo jest takich, którzy oprócz mieszkania czy domku na gospodarstwie nie mają nic. Nie "nic" w sensie "dobrze pochowane" - ale dosłownie nic, co da się zająć i zlicytować. Meble z PRLu, płaski telewizor 30' wzięty 15 lat temu na raty, pożółkłą lodówkę z początków transformacji i rentę w kwocie wolnej od zajęcia. I z takimi jest dylemat - licytować mieszkanie czy pogodzić się z tym, że nikt nigdy nic z nich nie ściągnie?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 11 sammler odpowiada wonsz

W takiej sytuacji jednak wybrałbym opcję drugą. Jeżeli NAPRAWDĘ nie mają nic, to znaczy, że praktycznie wegetują i pozbawianie ich nawet tej rozlatującej się chałupy na wsi byłoby zwyczajnie niehumanitarne. Podkreślam: mówię o ludziach naprawdę ubogich. W takiej sytuacji zadałbym raczej pytanie, dlaczego ktoś im mimo wszystko zaufał i pieniądze (większe) dał. Wierzyciel też powinien ponosić pewne ryzyko związane z WŁASNĄ błędną decyzją. Są zresztą inne procedury przewidziane na takie sytuacje - np. upadłość konsumencka. Kłopot polega na tym, że tacy ludzie zwykle o takiej możliwości nie wiedzą.

Jednak w każdym innym przypadku podtrzymuję, że zasadą powinno być to, że zajmuje się rzeczy wg poziomu płynności (najpierw wynagrodzenie, później ruchomości, a na koniec nieruchomości). Jest to również w interesie wierzyciela, by obniżać koszty egzekucji, które przecież on sam ponosi (a dopiero na koniec MOŻE obciąży się nimi dłużnika).

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 6 wonsz odpowiada sammler

Mówisz o lichwiarzach, podstępnych sprzedawcach w bankach i telekomach, cudotwórcach od wciskania emerytom kitu na pokazach. Ok, w sumie dla mnie to nie są ludzie wysokiej jakości, kto ich gnębi, ten bogów raduje. Ale co jakby cię pogryzł piesek takiego wiejskiego emeryta albo poniemiecka dachówka spadła na głowę czy dach samochodu i koszty leczenia/naprawy zasądzone przez sąd wyniosły np. 3 czy 5 tysięcy - co wtedy? A jeśli taki niewypłacalny emeryt ma spłacić równie biednego brata z tytułu dopłaty do udziału w spadku podobną kwotą? A jeśli zalał sąsiada pękniętym wężykiem w starej pralce? A jeśli zwyzywał sąsiadkę i jej pogroził, sąsiadka poszła do sądu z aktem oskarżenia i dostała zwrot wydatków na adwokata w kwocie ok. 2000? Oczywiście, takie sprawy nie liczą się w milionach, jak egzekucje z wniosków handlarzy długami, ale też są częścią życia, częściej niż się wielu wydaje. A jeśli wprowadzimy preferencje dla jednych wierzycieli kosztem innych, to obawiam się, że TSUE nam tego nie przepuści.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 14 tryby

Kwestia pakietów powinna dotyczyć wszystkiego. Bo np. wygrałeś reklamację z firmą telekomunikacyjną, firma telekomunikacyjna księguje to jako nieściągalną kwotę, a potem sprzedaje w pakiecie biznesowi windykacyjnemu. Ten składając do sądu pakiet zbiorczy "myli" się w twoim adresie lub podaje od lat nieaktualny, sąd traktuje brak odpowiedzi na wezwanie, jakiego nie dostajesz, jako potwierdzenie doręczenia i dowiadujesz się o wyroku, kiedy komornik zwija ci kasę z konta za długi, których nigdy nie miałeś. Tak, jest to przemysł naciągaczy, kupujący za grosze długi nieistniejące lub przeterminowane i kręcący duże lody na zwykłych kantach. Przy współudziale sądów i posłów/prawa, dziwnym trafem bezsilnych, jak pokazuje ten artykuł.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne