Dziura Tuska

Dziura budżetowa, choć koalicyjni politycy nie są skłonni używać tego określenia, wydaje się już faktem. Otwartym pytaniem pozostaje, jak duża to dziura i czym ją będzie trzeba załatać.

Pierwsze ewidentne symptomy zanotowano w budżecie policji, podlegającym Ministerstwu Spraw Wewnętrznych (na początku stycznia okazało się, że zabrakło pół miliarda złotych na zobowiązania zaciągnięte w ubiegłym roku), a wkrótce potem w Ministerstwie Obrony Narodowej. Zaniepokojony tym prezydent Lech Kaczyński, korzystając ze swojej prerogatywy, postanowił nawet poprosić Najwyższą Izbę Kontroli o wyjaśnienie niedoborów budżetowych w zakresie wydatków przeznaczanych na bezpieczeństwo obywateli. Politycy parlamentarni różnie oceniają wniosek prezydenta.

– To jest uprawnienie pana prezydenta, niemniej komisja obrony narodowej też poprosiła o wyjaśnienia, i te wyjaśnienia, które przedłożył pan minister, zostały przyjęte – przypomniała w rozmowie z „Gazetą Bankową” Krystyna Skowrońska z PO, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

– Wniosek prezydenta o zbadanie niedoborów w budżecie przez NIK nie ma sensu – uznał Stanisław Stec z Lewicy, także członek komisji finansów. – NIK już od połowy stycznia siedzi w Ministerstwie Finansów, gdzie bada, jak co roku, sprawozdanie z wykonania budżetu za rok 2008, z czego musi zdać sprawę Sejmowi. Prezydent mógł poprosić ministra finansów, żeby wyjaśnił, dlaczego nie wykonano planu wpływów do budżetu. Komisja sejmowa poprosiła o to i wszystko zostało wyjaśnione, chociaż mam też swoje zdanie na temat, jak budżet powinien zostać wykonany; nie trzeba było robić tylu cięć w resortach, można było wydać przynajmniej półtora miliarda więcej i część zobowiązań pokryć.

– Ruch prezydenta w sprawie NIK jest potrzebny z tego względu, że informacje pochodzące od samego rządu są skąpe – poseł Dariusz Kaczanowski (PiS) z tej samej komisji jest innego zdania. – Rząd twierdzi, że wszystko jest dobrze, a to się mija z rzeczywistością, nic więc dziwnego, że prezydent się zaniepokoił i zlecił taką kontrolę. Chcę podkreślić, że zlecił ją tylko w tym ministerstwie, którego obszar zainteresowań zgodnie z konstytucją jemu podlega. Nie ma tu więc nic dziwnego, choć są głosy ze strony rządu, że budżet i tak jest kontrolowany przez NIK – oczywiście, że tak, ale obecna niepokojąca sytuacja sprawia, że potrzebna jest, przynajmniej prezydentowi, informacja na temat tego, jak to wygląda w rzeczywistości.

Bogdan Klich, minister obrony narodowej, wyjaśniał, że zaległości są systematycznie spłacane, zgodnie z tempem, w jakim jego resort otrzymuje środki z Ministerstwa Finansów.

Zlekceważony alarm

Nawet Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów, przyznała, że przyczyny zmniejszenia się grudniowych wpływów do budżetu nie są rządowi znane. Sprawa ma się wyjaśnić na początku lutego, kiedy ministerstwo otrzyma sprawozdania izb skarbowych. Z resortowych szacunków wynika, że w całym ubiegłym roku wpływy do budżetu były niższe od założonych o 27,8 mld zł, z tego 7,8 mld zł przypadało na środki krajowe, a 20 mld zł na środki z Unii Europejskiej. Niższe o ponad 10 mld zł były wpływy z VAT i akcyzy, ale za to wpływy z podatków dochodowych były wyższe od zakładanych.

Jarosław Kaczyński, szef największej partii opozycyjnej, powiedział, że „coś ogromnie niedobrego dzieje się z finansami publicznymi” i ocenił, że gabinet Donalda Tuska nie panuje nad nimi, zaś całe zjawisko określił mianem „dziury budżetowej Tuska”. „Nie ma żadnej dziury budżetowej, to sztucznie rozdmuchiwany problem” – deklarowali z kolei Zbigniew Chlebowski, szef klubu parlamentarnego PO oraz Sławomir Nowak, szef gabinetu premiera. Jednak nawet działania samego rządu wskazują, że w budżecie pojawił się znaczny niedobór środków. Część ekonomistów i polityków przypuszcza, że owa dziura budżetowa znacznie przekroczy sumę, do jakiej gotów jest przyznać się rząd. Zdaniem Aleksandry Natali-Świat, wiceszefowej komisji finansów, rząd nie zareagował odpowiednio na informacje o spowolnieniu wzrostu gospodarczego. Posłanka przypomniała, że rozwiązania zawarte w pakiecie stabilizacyjnym miały być wprowadzone do końca grudnia, a tak się nie stało, zaś w tegorocznym budżecie nie uwzględniono wielu zobowiązań. Posłanka wskazuje też, że w opinii wielu ekspertów, założenia budżetu na 2009 rok są nierealistyczne – mowa już nie o 18 mld deficytu, jak przewiduje rząd, a o 20 do 30 mld. Z kolei jednak prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, szacuje, że w budżecie może zabraknąć nawet 50-60 mld.

– Podstawowym powodem dziury budżetowej jest spowolnienie gospodarcze – powiedział poseł Stec. – Jeszcze we wrześniu rząd mówił, że budżet będzie „nadwykonany”. Natomiast sygnałem alarmowym, i to należy mocno zaakcentować, było niewykorzystanie 20 mld środków z Unii Europejskiej. Jeżeli rząd nie powoła pełnomocnika do spraw koordynacji wykorzystania środków unijnych, będzie jeszcze gorzej. Bo co innego ma w tej dziedzinie do roboty Ministerstwo Finansów, co innego Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, co innego Ministerstwo Rolnictwa, a jeszcze co innego Ministerstwo Gospodarki – każde z nich jest dysponentem tych środków. Ktoś musi to koordynować. A w tej chwili tylko pieniądze unijne są w stanie uzupełnić brak środków na inwestycje. Wykorzystanie pieniędzy z UE powinno być priorytetem zarówno administracji samorządowej, jak i państwowej.

Będą korekty?

PO zapowiedziała cięcie wydatków. Wywołało to od razu zaniepokojenie, czy ofiarą oszczędności nie padną wydatki inwestycyjne.

– Wtorkowe posiedzenie rządu i zmiana prognoz dotyczących wzrostu PKB z 3,7 na 1,7 proc. w związku z prognozą dotyczącą mniejszych wpływów do budżetu, przesądziły, że trzeba będzie po stronie resortów poszukać dodatkowych oszczędności – powiedziała Krystyna Skowrońska. – Na dzisiaj wydaje się, że ten kierunek działań, przy ustaleniu wielkości deficytu na wysokości 8,2 mld zł, według szacunków Ministerstwa Finansów, nie będzie wymagał dokonania zmiany ustawy budżetowej, jej nowelizacji. Komisja finansów, a szczególnie rząd, jako strażnik budżetu, a minister finansów przede wszystkim, będą monitorować sytuację. Oczywiście nowelizacje wprowadzane są zawsze w trybie ustawowym i jeśli zajdzie taka potrzeba, jesteśmy w Sejmie na to gotowi. Działania rządu wskazują jednak, że kroki w kierunku nowelizacji budżetu nie zostały poczynione. Są prognozy, między innymi Citi Morgan, że znacznie mniejszy będzie wzrost PKB, ale Komisja Europejska przewiduje podobny poziom do tego, o którym mówił rząd, czyli w granicach 2 proc. Są oczywiście różne zdania na ten temat, ale trudno je ocenić, są to tylko opinie.

Według poseł Skowrońskiej, nie zostaną ruszone świadczenia emerytalne, a jeśli chodzi o środki, które zaplanowano w zakresie wypłaty świadczeń w ramach ZUS i KRUS (łącznie prawie 52 mld zł), to rząd gwarantuje wypłaty w tym zakresie. Bez zmian ma też pozostać wysokość podwyżek dla nauczycieli.

– Również wydatki na inwestycje drogowe, czyli środki unijne, zostaną wykorzystane do maksimum – zapewniła wiceprzewodnicząca komisji finansów. – Zawsze uważaliśmy, że w sytuacji trudnej można oszczędzać na planowanych inwestycjach, na ich wartości i rozłożeniu ich w czasie – jednak nie na wydatkach inwestycyjnych, tylko bieżących. Pokazaliśmy, że np. w zakresie szkoleń czy promocji jesteśmy oszczędni. Pokazaliśmy na przykład, że pomimo przeznaczenia środków z ZUS na promocję dożywotnich emerytur kapitałowych, Sejm był pierwszym orędownikiem oszczędzania, postanawiając nie przeznaczać pieniędzy na rzeczy, które nie są najpilniejsze. Myślę, że możemy spokojnie poczekać, jakich oszczędności dokonają ministrowie. Sytuacja jest niezwykle trudna. Resort obrony zapowiada między innymi możliwość, w związku z przesunięciem płatności za ubiegły rok, wydłużenia programów modernizacyjnych w wojsku. Pamiętajmy jednak, że nawet gdyby w niektórych resortach dokonano zmniejszenia wydatków, to jeszcze nie wszystkie wpływy do budżetu zaplanowane w zeszłym roku zostały wykonane.

Platforma zastrzega, że rząd nie zamierza powiększać deficytu budżetowego. Czy jednak korekta budżetu rzeczywiście nie będzie potrzebna?

– Nieoficjalna korekta w budżecie już jest, skoro żąda się od ministrów, by zrezygnowali z 17 miliardów złotych z wydatków zapisanych w budżecie – wskazał Stanisław Stec. – Jak to inaczej można nazwać, jeśli nie korektą? A mamy dopiero pierwszy miesiąc roku budżetowego! Za tym na pewno pójdą kolejne korekty, bo – choć przykro mi tak mówić – 17 miliardów nie wystarczy. 30 miliardów ta dziura nie osiągnie, ale do 25 może brakować. Jeśli chodzi o poszukiwanie oszczędności, najbardziej boję się, żeby nie ucierpiały inwestycje. Na wydatkach bieżących rząd tak dużo nie zaoszczędzi, płace muszą pójść. Najbardziej ucierpi zapewne dziedzina bezpieczeństwa, a w mojej ocenie trzeba zrezygnować na przykład z planu pełnego uzawodowienia armii, bo nie jesteśmy w stanie pokryć finansowo wydatków na ten cel.

Słowo rządu

Politycy PiS nie dowierzają uspokajającym deklaracjom rządu.

– Mogę tylko powtórzyć to, co usłyszeliśmy wszyscy, czyli informacje z Ministerstwa Finansów – stwierdził poseł Dariusz Kaczanowski. – Dziura budżetowa może wynieść nawet 30 mld zł, ale do tej pory tak naprawdę resort finansów tego nie zweryfikował. Padają różne na ten temat opinie, ale to są tylko słowa. W tej chwili nie mamy żadnych danych, żeby wiarygodnie podać, jaka to będzie wielkość.

Deklaracje niektórych polityków PO, że dziura budżetowa to rozdmuchany problem, poseł PiS przyjął z pewnym lekceważeniem:

– Platforma Obywatelska nie przywidywała też żadnego kryzysu, jaki jednak dotknął Polskę, trudno więc oceniać słowa tych jej przedstawicieli, którzy zaprzeczają, jakoby dziura budżetowa miała powstać, jako poważne. Realia są takie, że dziura w budżecie z całą pewnością jest, zresztą premier Donald Tusk sam powiedział, że szuka 17 mld oszczędności, tak że coś to na pewno oznacza. Trzeba tylko poczekać na pełne analizy i informacje z Ministerstwa Finansów, choć obawiam się, że takowych się nie doczekamy, bo pan minister Rostowski nawet jeszcze pół roku temu zaprzeczał, jakoby wykonanie budżetu za rok 2008 mogło być zagrożone. Trudno tu więc cokolwiek wyrokować, my opieramy się na danych oficjalnych, ale jak jest naprawdę nie wiadomo.

Zdaniem posła Kaczanowskiego, taka polityka informacyjna rządu utrudnia również znalezienie sposobu na załatanie dziury.

– Na pewno nie należy szukać oszczędności w wydatkach inwestycyjnych, bo to co może jeszcze utrzymać budżet na 2009 r., to wydatkowanie środków unijnych, które są pewne i które należy w pełni wykorzystać, bo to będzie podtrzymywało koniunkturę – zwrócił uwagę poseł. – Natomiast trudno ocenić, gdzie można szukać tych oszczędności. Znów trzeba się oprzeć na słowach pana premiera, który mówi, że to nie dotknie społeczeństwa – a to jest fikcją, bo jeżeli będzie korekta budżetu, a powinna nastąpić już teraz, to siłą rzeczy uderzy to w całe społeczeństwo polskie. Po prostu będą mniejsze dochody niż zaplanowano i wzrost gospodarczy będzie o połowę mniejszy niż zakładano na ten rok. A to spowoduje, że nasz kraj będzie się słabiej rozwijał – i to dotknie nas wszystkich.

TOMASZ BORKOWSKI

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~koloo

Dajcie spokój dziurze Tuska każdy ma swoją i niech się swoją dziurą zajmie!!!!

! Odpowiedz
0 0 ~gregory

Tusk to pozorant i dzieciak, nic nie wie o gospodarce...

! Odpowiedz
0 0 ~arturro

Szkoda, ze nawet tutaj rozpoczelo sie pisolenie tych matolow, wszedzie wlaza z ta polityka. Wydawalo mi sie, ze te moherowe bractwo pIS ma wystarczajaca pocieche z wyladowywania wlasnych frustracji na onecie, interii itp.

! Odpowiedz
0 0 ~chemiq

Dziura Donalda Tuska. gorsze niż tamten chwastobójczy środek z lat 60. bo niszczy cały naród.

! Odpowiedz
0 0 ~dagmara

skandal że taki matołek ekonomiczny nam premieruje, na zachodzie to dymisja by była bez dyskusji za takie coś

! Odpowiedz
0 0 ~Helmut

Dobrze że zrobiła ciecia w oświacie.Wasze dzieci mają iśc do 5 roku życia do szkoły gdzie mają nauczyć się czytać i pisać bo tyle jest potrzebne do pracy na zmywaku. he, he, he. Zresztą Gazeta wyborcza pisze że bijecie swoje dzieci więc czym prędzej wam państwo je zabierze tym lepiej. Zresztą to uratuje budżet bo będą i tak musiały pracować do 65 lat. Dzieki pani Hall 20% kiepskigo dziecinstwa można zamienić na 2 % dłużej pracy. Pani Hall dobrze wypełnia idee Hansa Franka z 1941.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~Andy

Picerstwo rajuskowego rudego cwaniaka od tuskolenia jest juz od dawna dobrze znane wszystkim wroblom na dachach w calej Polsce .

!