Dobry rząd i inne legendy

Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem – mawiał Ronald Reagan, a mimo to spora grupa intelektualistów i ekonomistów widzi w rządzie rozwiązanie. - Rząd może być dobry i skuteczny, a władza nie musi korumpować – przekonują. W tym sporze prawda wcale nie leży „po środku."

(fot. Krystian Maj / FORUM)

Europę zalewa fala imigrantów i uchodźców z m.in. Syrii. Szacuje się, że nawet 80 proc. z nich to młodzi mężczyźni. Z ekonomicznego punktu widzenia oznacza to, że na europejskim rynku pracy w szybkim tempie zwiększa się podaż osób w wieku produkcyjnym.

Co by było, gdyby politycy postanowili biernie się temu przyglądać?

Każda odpowiedź będzie tutaj spekulacją, ale można z dużą dozą pewności zakładać, że spadłaby w Europie cena pracy, co jest równoznaczne z tym, że spadłyby też zarobki w branżach, w których odnaleźliby się przybysze. Ponadto zwiększyłoby się obciążenie dla budżetów państw, które musiałyby rodzinom imigrantów wypłacać dodatkowe świadczenia socjalne, czy zapewniać usługi takie, jak opieka zdrowotna. Jako, że ci wcześniej nie składali się na to w podatkach, rządy musiałyby owe podatki podnosić, albo dodatkowo się zadłużać.

Słowem, o ile stabilny, przewidywalny przepływ mas ludzi jest dla gospodarek w czasie pokoju czymś naturalnym i pożądanym, o tyle wywołany wojną exodus tłumów może poważnie zdestabilizować gospodarkę krajów, do których się one skierują. I to na tyle poważnie, że nawet zagorzali zwolennicy wolnego rynku i twierdzenia, że praca to towar jak każdy inny, a więc rządowi od niej wara (pod czym podpisuje się autor niniejszego artykułu), są skłonni powiedzieć: rząd musi coś z tym zrobić! I przyznać tym samym, że istnieje coś takiego, jak market failure, czyli zawodność rynku.

Rynek to załatwi? Dobre sobie!

Co to dokładnie znaczy, że rynek jest zawodny? Ogólnie rzecz biorąc to właśnie, że istnieją takie sytuacje, w których sam rynek – w krótkim terminie i danych okolicznościach – sobie nie poradzi. Przykład masowej migracji mógłby sugerować, że pojęcie to dotyczy sytuacji wyłącznie ekstremalnych, ale zawodność rynku to jego trwała, powszednia i – w zależności od tego, jak mocno obchodzą nas społeczno-gospodarcze problemy – mniej lub bardziej poważna przypadłość. Taka, którą można łagodzić, ale nigdy nie można się jej całkiem pozbyć.

Ta powszedniość bierze się stąd, że rynek nieustannie produkuje niechciane „efekty zewnętrzne”. Ekonomiści nazywają tak sytuację, w której czyjeś działanie nakłada na innych takie koszty, o których ci się nie prosili. Efektem zewnętrznym jest na przykład skażenie środowiska. Fabryki same z siebie nie mają motywacji, by nie zanieczyszczać otoczenia. Specjalistyczne urządzenia do filtrowania powietrza, czy wody to dla nich spory koszt i mniejszy zysk. Przerzucają więc ten koszt na społeczeństwo, które musi budować oczyszczalnie ścieków, albo – to szczególnie wyraźnie widać na ulicach chińskich miast – nosić maseczki filtrujące i wydawać krocie na lekarzy.

Nie tylko firmy, lecz także osoby indywidualne mogą produkować efekty zewnętrzne. Dzieje się to wtedy, gdy twój znajomy wyrzuca śmieci z działki do lasu, albo ty zbyt głośno odtwarzasz muzykę w mieszkaniu i irytujesz tym samym sąsiadów. – Efekty zewnętrzne takie, jak zanieczyszczenie to klasyczne, podręcznikowe przykłady zawodności rynku. Rynek naprawdę bardzo często może się mylić – zapewnia profesor Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla z ekonomii, w jednym z artykułów na łamach dziennika „The New York Times”.

W innych artykułach Krugman tłumaczy „rynkowym fundamentalistom” (tego pojęcia specjaliści od rynkowych kiksów używają w dyskusji szczególnie często), że rynek jest zawodny także tam, gdzie trzeba dostarczyć społeczeństwu niezbędnych usług. – Chodzi o „dobra publiczne”, lecz nie tylko o te oczywiste, takie, jak sądy, ochrona policyjna i wojskowa przed agresją, czy budowa infrastruktury drogowej, albo kontrola lotów. Chodzi także o ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne.

Tutaj też rząd radzi sobie lepiej niż sektor prywatny – pisze Krugman tonem nie wskazującym na ironię, czy sarkazm. Dzięki takim jak on w ciągu ostatnich 15 lat pojęcie „zawodności rynku” zrobiło furorę w literaturze i publicystce ekonomicznej. Naukowcy badający miejsca, w których rynek nie spełnia pokładanych w nim nadziei są przez szeroką publiczność, o politykach nie wspominając, hołubieni. Podobne do Krugmana sądy wygłasza choćby duet noblistów: Amerykanin Joseph Stiglitz, który koncentruje się na badaniu generowanych przez rynek asymetrii informacji (gdy np. jedna strona wie więcej o transakcji niż druga, jak w relacji handlarz używanymi autami-klient, bank-klient, albo lekarz-pacjent) i Hindus Amartya Sen, który zwraca uwagę na niedostatki rynku w kwestii walki z ubóstwem (w jednej z prac udowadnia na przykład, że „głód Bengalski”, w wyniku którego w latach 1943-1944 zmarło 3-4 mln osób, był w dużej części wywołany rynkowym boomem i wynikłą z niego inflacją).

Zawodności rynku nie są według tych ekonomistów na tyle poważne, żeby rynku pozbywać się całkowicie. Pozostają oni nawet nominalnie zwolennikami handlu i wolności, ale wierzą jednocześnie w ideę rządu-mechanika, który jest w stanie zawodności rynku uleczyć kilkoma prostymi lekarstwami: interwencją, regulacją i redystrybucją. Bez większego uszczerbku dla wolności i handlu. I bez bolesnych skutków ubocznych.

Lekarzu lecz się sam

Fakt. Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że rynek bywa zawodny, często bardzo poważnie. Nawet „rynkowi fundamentaliści” nie dorobili się jeszcze myślicieli twierdzących, że gdyby obalić państwo i zostawić sam rynek, ludzkość czekałby raj na ziemi. Przywilej posiadania w swoich szeregach ekscentryków znających tajemne recepty na wprowadzenie raju należy do socjalistów.

Jednak twierdzenie, że to rząd jest lekarstwem na zawodności rynku nie wytrzymuje krytyki.

Krytyka ta doczekała się formy teoretycznej: to teoria wyboru publicznego, którą od połowy zeszłego wieku rozwijali tacy ekonomiści jak Duncan Black, James M. Buchanan, Vernon Smith, Gordon Tullock, Gary Becker, czy Kenneth J. Arrow. Wielu z nich to laureaci Nagrody Nobla.

Teoria wyboru publicznego opiera się na założeniu, że rząd który skutecznie leczy gospodarkę z jej bolączek i działa zgodnie z idealistycznymi celami istnieje wyłącznie w krainie baśni i fantazji – na naszym łez padole, w „realu”, rząd to po prostu ludzka, obarczona ludzkimi słabościami instytucja. Należy więc patrzeć na państwo, rząd, politykę i ustrój, wyzbywając się złudzeń.

Jednak grupa myślicieli, którzy zasiali nieufność do aparatu państwa i stali się w pewnym sensie protoplastami teorii wyboru publicznego pojawiła się już w XIX w. Jako pierwsi wprowadzali pierwiastek ekonomicznego realizmu w unoszące się przez wieki w filozoficznej abstrakcji rozważania o ustrojach, najlepszych sposobach rządzenia, czy dobru wspólnym.

– Już nie mogę się doczekać, kiedy wszyscy będziemy mieli dostęp do owego niewyczerpalnego źródła bogactwa i oświecenia, owego lekarza wszelkich chorób, skarbu bez dna, nieomylnego doradcy nazywanego przez was państwem – szydził jeden z nich, francuski ekonomista i intelektualista Frédéric Bastiat.

Oprócz Bastiata, który mawiał też, że „państwo to wielka fikcja, dzięki której każdy usiłuje żyć kosztem innych”, warto wymienić Anglika Herberta Spencera w książce „Jednostka wobec państwa” przekonującego, że rząd z natury zawsze dąży do coraz większej ingerencji w wolność osobistą obywateli, czy socjologa i psychologa Gustawa Le Bona. Ten Francuz w słynnej „Psychologii tłumu” analizował masowe zachowania ludzi i prorokował, że to właśnie nastroje tłumu będą w przyszłości decydować o losie narodów. Cyniczni politycy, którzy zrozumieją tłum, posiądą władzę. Le Bon uważał tłum za nieracjonalny i podatny na manipulację.

Te właśnie intuicje potwierdziła w części teoria wyboru publicznego. Jej przedmiotem jest, jak to celnie ujął prof. James Buchanan „polityka bez elementu romantycznego”: taka, jaka jest, a nie taka, jaka chcielibyśmy, żeby była.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Demon

Dlaczego E. Kruk? Ona się nie nadaje :/ W ogóle nie jest reprezentatywna :/ Jakoś nie wierzę, zę dokona czegokolwiek dla Lubelszczyzny :/

! Odpowiedz
0 2 ~lel

najpierw autor zraża zwolenników wolnego rynku, potem tych o przeciwnych poglądach no i jak to w życiu bywa ten 1% ciągnie lekturę dalej. Ale jest to jeden z najlepszych tekstów o ekonomii i rządzeniu jaki można znaleźć w internecie. Zachęcam do przeczytania ...

! Odpowiedz
0 1 ~no2zUS

Dlaczego stawia się na równi osobę samozatrudnioną prowadzącą jednoosobową działalność gospodarczą z przedsiębiorcą? Nawet uchodźcy z krajów trzeciego świata, gdzie twa wojna od kilku lat omijają nsz kraj szerokim łukiem!
UE=ZSRE (Związek Socjalistycznych Republik Europejskich)
https://www.youtube.com/watch? v=2wjgVIHnwZY
Polacy masowo emigrują i nie chcą wracać, "zielona wyspa"?
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Emigracja-Polakow-zbliza-sie-do-rekordu-3205470.html
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Zapowiada-sie-emigracyjny-rekord-3330233.html
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Prawie-polowa-mlodych-chce-emigrowac-3379539.html
https://www.bankier.pl/forum/temat_polacymasowouciekaja-na-zachodeuropyzblizamy-sie-do-rekordowej-emigracji,15579937.html
KARA dla samozatrudnionych 1100 zł/mc na armię urzędników ZUS (Zakład Ubożeń Społecznych)
KARA (podatek) od niezapłaconej faktury na armię urzędników US (Uciskać Społeczeństwo)
https://www.youtube.com/watch?v=3AFwIOmeA8Y
Polecam książkę Thomas E. Woods "Kościół a wolny rynek"

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 3 ~Obudź_ciemny_lud

I znów o uchodźcach. Wielki hałas o rozlokowanie 12 tyś uchodźców w Polsce, podczas gdy w Jordanii jest ich 6 mln. Największe opory w Europie są w jej części środkowo-wschodniej, m.in. w Polsce, podczas gdy tak naprawdę żaden uchodźca tu dotrzeć nie chce. Czego więc się boicie? Będziemy się tak tułać po skrajnościach, za 14 lat będziemy prosić o imigrantów, bo co czwarty Polak skończy 60 lat. Ale teraz rękoma i nogami się bronimy. Tymczasem kolejny rok Polska nie posiada polityki imigracyjnej, i nikt nawet o tym nie myśli, bo na poważną politykę nas -Polaków, po prostu nie stać. Poważna polityka wymaga myślenia, a nam się zwyczajnie nie chce, lepiej przeczytać nagłówek z gazety i wyrobić sobie zdanie. Natomiast czas działa na naszą niekorzyść, gdybyśmy dziś mieli politykę imigracyjną, to zaczęlibyśmy przyciągać np. informatyków, których już nam brakuje, czy lekarzy i pielęgniarki, których nam zabraknie za 5-6 lat. Emocje to zły doradca. Myśl na przód -myśl!!!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 0 ~pogromca_głupoty

ja od dłuższego czasu dzielę scenę polityczną na PIS i opozycję do niego, czyli całą resztę jakkolwiek się nazywają... dlatego przewiduję, że w nowym rozdaniu będą 3 partie, pis, po i może Kukiz... pozdr

! Odpowiedz
0 5 ~Zdegustowany

TEN RZĄD TO BANDA LICHWIARZY!!!
Zobaczcie bo ja to sobie dopiero teraz uświadomiłem:
http://glosyzkanalu.embio.biz/

! Odpowiedz
1 6 ~Dżejms

"ale można z dużą dozą pewności zakładać, że spadłaby w Europie cena pracy, co jest równoznaczne z tym, że spadłyby też zarobki w branżach, w których odnaleźliby się przybysze" - a oni przyjechali pracować???

! Odpowiedz
0 4 ~spostrzegawczy

Jest jeszcze Kukiz i Korwin.

! Odpowiedz
4 6 ~wer

Lepiej wybrać mniejsze zło PIS niż gorsze zło PO i Kopacz.

! Odpowiedz
4 10 ~VivaLaRevolution

PO to partia obciach, czas na zmiany

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% VI 2019
PKB rdr 4,7% I kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,3% VI 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 057,82 zł V 2019
Produkcja przemysłowa rdr -2,7% VI 2019

Znajdź profil