Deficytowe zawody, deficytowe płace

redaktor Bankier.pl

Lista zawodów deficytowych się wydłuża. W Polsce brakuje przede wszystkim osób wykonujących prace fizyczne – od pracowników najniższego szczebla do wykwalifikowanych specjalistów. Mimo wyraźnych luk na rynku pracy, pracodawcy nie są zainteresowani ich wypełnieniem.

W ubiegłym tygodniu na łamach Bankier.pl opublikowaliśmy artykuł „Mamy magistrów, potrzebujemy rzemieślników”, w centrum uwagi znalazły się osoby, które w swoim życiu zajmują się rzemieślnictwem. Każda z nich zauważyła, że problemem w Polsce jest masowość szkolenia wyższego, która nijak ma się do realiów rynku pracy. Jednak – czy za świadomym wyborem pracy w rzemieślnictwie idą w parze dobre pieniądze?

(fot. Daniel Dmitriew / FORUM)

– Obecnie kryzys przeżywają pracodawcy poszukujący ślusarzy, stolarzy, specjalistów z branży budowlanej, krawców i wykwalifikowanych operatorów maszyn. Podobne trudności dotyczą branż: medycznej, w kontekście zawodów związanych z pielęgniarstwem i opieką, logistycznej – kierowcy czy spożywczej – cukiernicy, piekarze, kucharze.

– Osoby wykształcone w kierunkach zawodowych stanowią obecnie mniejszą część osób aktywnie poszukujących pracy. Jednocześnie pracodawcy zatrudniający przedstawicieli powyższych zawodów rozpaczliwie poszukują specjalistów, szczególnie z doświadczeniem lub solidną edukacją w konkretnej branży czy procesie – wyjaśnia w rozmowie z Bankier.pl Agnieszka Adamiec, ekspert rynku pracy z agencji zatrudnienia Manpower.

Deficytowe zawody

Jak podaje resort pracy w wynikach najnowszego „Barometru zawodów”, w 2018 roku przewiduje się jeszcze większe przechylenie zapotrzebowania na pracowników w stronę deficytu, a w konsekwencji częstsze problemy pracodawców z rekrutacją. Z roku na rok zwiększa się udział zawodów deficytowych – w 2016 r. wynosił on 9 proc. ogółu zawodów, w 2017 roku – 14 proc., a obecnie już 16 proc.

Jeszcze rok temu do zawodów deficytowych nie zaliczano betoniarzy i zbrojarzy, brukarzy, cukierników, magazynierów i robotników budowlanych. W 2017 roku wspomniane profesje znajdowały się w równowadze.

Jako główne przyczyny deficytów eksperci wskazywali przede wszystkim:

  • nieatrakcyjne warunki zatrudnienia,
  • zbyt niski poziom wynagrodzeń,
  • trudne lub szkodliwe warunki pracy,
  • konieczność dojazdu poza miejsce zamieszkania,
  • brak wymaganych umiejętności przy rekrutacji w dużej części branż,
  • brak lub nieaktualne uprawnienia.

„Uczestnicy badania, zarówno reprezentujący powiatowe urzędy pracy, jak i inne instytucje związane z rynkiem pracy, podkreślają, że coraz trudniej jest skutecznie realizować zgłaszane oferty pracy (…) Mimo to jakość oferowanych miejsc pracy nie jest zadowalająca, co stanowi istotną barierę w pozyskiwaniu pracowników. Nieatrakcyjne warunki zatrudnienia, niejasne kryteria rekrutacji czy brak informacji o przewidywanym wynagrodzeniu w ogłoszeniach to powody, dla których potencjalni pracownicy niechętnie aplikują na oferowane stanowiska” – czytamy w komentarzu do ogólnopolskiego badania „Barometr zawodów” realizowanego na zlecenie ministra rodziny, pracy i polityki społecznej.

Co ciekawe, w urzędach pracy czeka wielu pracowników, których zawody określane są jako deficytowe – są nimi fryzjerzy, piekarze czy kucharze. Jednak ich kwalifikacje nie są wystarczające, a często wskazywaną barierą jest brak znajomości języków obcych.

Deficytowe płace

– Obecnie większość rekrutacji masowych to procesy związane właśnie z poszukiwaniem pracowników fizycznych lub technicznych oraz pracowników z tytułem rzemieślnika bądź mistrza – mówi w rozmowie z Bankier.pl Adamiec z Manpowera.

Mimo tak wyraźnych potrzeb na pracowników, których zawody znalazły się w grupie profesji deficytowych, zatrudniający nie palą się, aby konkurować płacami o nowych podwładnych.

Płace w zawodach deficytowych
Zawód Liczba ofert pracy Liczba ofert z wynagrodzeniem pow. 2000 zł brutto Liczba ofert z wynagrodzeniem pow. 3000 zł brutto Liczba ofert z wynagrodzeniem pow. 4000 zł brutto
Betoniarze 79 56 12 3
Brukarze 262 218 58 16
Cieśle 169 129 52 23
Cukiernicy 152 134 18 3
Dekarze 156 127 34 13
Elektrycy 432 361 118 32
Fryzjerzy 421 318 16 5
Kierowcy autobusów 89 77 30 5
Kierowca 2141 1968 731 378
Krawcy 54 46 1 0
Kucharze 729 585 75 16
Magazynierzy 1187 970 125 11
Mechanicy pojazdów samochodowych 1094 973 286 85
Monterzy 1580 1294 344 127
Murarze 450 356 108 35
Operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych 13 7 3 0
Operatorzy obrabiarek skrawających 71 57 13 3
Opiekunowie osoby starszej lub niepełnosprawnej 70 43 10 9
Piekarze 242 222 33 5
Pielęgniarki 129 113 31 5
Pracownicy robót wykończeniowych w budownictwie 13 11 1 0
Robotnicy budowlani 549 411 55 15
Robotnicy leśni 30 19 2 0
Samodzielni księgowi 229 190 72 35
Spawacze 626 507 182 63
Szefowie kuchni 16 14 8 3
Ślusarze 654 524 130 31
Źródło: opracowanie własne Bankier.pl na podstawie ofert umieszczonych na serwisie oferty.praca.gov.pl. Stan na 4 czerwca 2018 r.

W tabeli zostały umieszczone zawody, które ministerstwo pracy określiło jako profesje deficytowe. Okazało się, że bardzo rzadko pracodawcy mają do zaoferowania więcej niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Na najwyższe stawki mogą liczyć kierowcy. To w tym zawodzie było najwięcej ofert pracy, a w części z nich proponowano płace powyżej 4 tysięcy brutto. Nadal w ofertach urzędów pracy dominują stawki, które nie przekraczają 3000 zł brutto. Do zawodów najgorzej opłacanych należą monterzy, robotnicy budowlani, ślusarze czy mechanicy pojazdów samochodowych. W tych branżach najwięcej ofert dotyczyło stawek, które nieznacznie przekraczały minimalne wynagrodzenie o pracę.

Wśród zawodów, w których pracodawcy nie proponowali w ogóle stawek powyżej 4000 zł brutto miesięcznie, można wskazać krawców, pracowników robót wykończeniowych w budownictwie czy robotników leśnych. Po drugiej stronie, wśród profesji z najwyższą szansą na dobre zarobki, znaleźli się monterzy i kierowcy.

Warto zaznaczyć, że część pracodawców, którzy szukają pracowników w urzędach pracy, wprowadza jedynie „widełki” wynagrodzenia, które często mają rozpiętość od 2 do 7 tysięcy złotych brutto. Przyjęcie konkretnej stawki zależy jednak od poziomu wykształcenia, odbytych kursów czy znajomości języków obcych.

Polscy pracownicy nie szukają pracy w rzemiośle przede wszystkim z powodu zbyt niskich zarobków, jakie oferuje ta branża. Lukę na tym polu wypełniają pracownicy ze Wschodu. – Polscy pracodawcy próbują wypełnić lukę deficytową, poszukując pracowników zza wschodniej granicy. Podkreśla się, że niejednokrotnie są oni gotowi wykonywać pracę, do której nie można znaleźć chętnych wśród zarejestrowanych bezrobotnych, oczekiwania tej grupy pracowników jednak stopniowo wzrastają – czytamy w opracowaniu resortu pracy do raportu „Barometr zawodów 2018”.

Weronika Szkwarek

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 75 lucas2011

Wniosek nasuwa się jeden: Pracodawcy nie poszukują pracowników, tylko niewolników. Widocznie zawód nie jest tak pilnie poszukiwany skoro pensje stoją.

! Odpowiedz
0 4 kimdzongtusk

Dokładnie tak ! Jak by im zależało, to by po prostu dali lepsze warunki płacowe.

! Odpowiedz
2 25 slc350

Brak podanej płacy zawsze = najniższa + 100zł premii.......... To, że nie ma podanych zarobków to 90% ofert, mi nawet by się nie chciało fatygować i dzwonić czy jechać na rozmowę i opowiadać czego to nie robiłem jakie mam papiery, żeby na końcu dostać najniższą w "pysk"//// , a zdarza się, że taki proces rekrutacji niewolnika trwa kilka dni i jeszcze te "psychologiczne" testy u rekruterów HR... na poziomie czy lubisz Pan śliwki?
Widełki 2000-7000zł to jeszcze widuję, bo kolega podobnie się ogłasza na busy B i się smieje , że te 7000zł to zarobisz jak będziesz robił ale "pod siebie" na trasach w kabinie....


Żadne karnety, dodatkowe ubezpieczenia ! tylko więcej gotówy i pracownik sam się znajdzie...

Wymagania to też jakiś koszmar często widzę w ogłoszeniu (sarkazm, bo znowu ktoś nie załapie) sprzątaczka z angielskim, z doświadczeniem i kat. prawa jazdy C+E, mile widziane zamiłowanie do niewolnictwa...
Gdzie bym nie patrzył min. 2 lata doświadczenia... a gdzie to doświadczenie zdobyć??? nawet jak jest to za 1500zł... i nikt nie chce przyjść bo na opłaty mu nie starczy, a jeśli przyjdzie to zaraz się zwolni, byle jaki kurs 3000zł ... taka kwota przy tak żenującym zarobku nie zwróci się przez rok... bo za 1500zł to bez żadnego kursu można robić...

Pierniczenie pracodawców o "małych kroczkach" zdobywaniu doświadczenie to zwykłe pierdzenie bo większość firm to Szef, żona szefa, córka w biurze, syn dyrektor i nigdy kimś tam nie będziesz ... no.. niewolnikiem z marchewką na kiju...

Pozdrawiam polski pracodawca w tym ciemnogrodzie co nie ma Audi S7 S-line... ale za to ma ludzi do pracy....

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 22 rekin1986

Dopóki nie wymrze całe pokolenie komuny które chodzi do pracy bo musi bo tak wyglądała gospodarka , że do roboty chodzić trzeba bo inaczej milicja odwiedzi tak długo będzie lipa

Jak z rynku pracy zejdą ludzie urodzeni w latach 50 i 60 a zostaną się urodzeni po roku 1970 to wtedy będzie dopiero normalnie czyli bez określonej wypłaty nie ma rozmowy o pracy

Póki co jesteśmy europejskim Bangladeszem za 3 dolary na godzinę

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 18 fred_

Dokladnie lucas2011, jak byliby naprawde potrzebni to zachecaliby zarobkami. Kto chcialby wykonywac takie meczace fizycznie zawody za minimalna?

! Odpowiedz
0 26 _justus

Większość tych polskich biznesów opiera się niestety o niskie płace. Jak trzeba pracownikowi zapłacić więcej biznes się nie opłaci. Swoją drogą państwo też ma swój udział w tym procederze. Wysokie narzuty na płace powodują że każda podwyżka płacy powoduje dwukrotny wzrost kosztów. Jedyne wyjście - obniżenie (a najlepiej likwidacja )ZUS i podatku dochodowego.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 22 slc350

Właśnie to jest to co jest prawdziwym powodem niezadowolenia ... ja muszę zapłacić dużo pracownikowi, a on dostaje mało.... Naprawdę był bym wniebowzięty jak by pracownik dostał do ręki to co muszę oddać pasożytom.

! Odpowiedz
22 14 fred_ odpowiada slc350

Tak tylko wtedy kazdy by za wszystko musial placic: prywatna opieka medyczna, prywatne szkoly, prywatna policja, prywatne wosjko, oplaty za przejazd prywatnymi drogami w miastach i wsiach, oplaty za wejscie do prywatnych lasow, prywatne gory/morze, oplata za wstep na prywatne mazury, prywatne parkingi, oplata ze jazde rowerem po prywatnych sciezkach rowerowych, oplata za oddychanie prywatnym powietrzem. Chcialbys tak zyc? Naprawde?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
8 18 slc350 odpowiada fred_

Nie chodzi o brak danin ale o ich wysokość względem wypłaty netto... Dobrze przecież wiemy, że większość kasy z podatków itp. idzie na przemiał (premie, przywileje, pałace Zusowskie, niepotrzebne stanowiska stworzone dla pociotków, limuzyny dla podrzędnych posłów.. patologia w wydawaniu pieniędzy publicznych)... powinny być racjonalnie wydawane, wtedy byłyby mniejsze obciążenia...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 y2767651 odpowiada slc350

"Naprawdę był bym wniebowzięty jak by pracownik dostał do ręki to co muszę oddać pasożytom."

Ale wtedy pracownik mialby sie rozliczac jak ty, ze stala ryczaltowa kwota za zus/nfz itd (i de facto wtedy zostawalo by mu znacznie wiecej w kieszeni), czy dalej mialby sie rozliczac procentowo, tak jak do tej pory, a jedynym zyskujacym mialbys byc ty (bo rozliczalbys sie dalej ryczaltowo)?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne