Chiny walczą ze spekulantami

W obliczu spowolnienia gospodarki i spadków na giełdzie wielu Chińczyków oczekuje rozluźnienia regulacji rynku nieruchomości i wzrostu cen mieszkań. Tuba propagandowa Pekinu próbuje rozwiać te nadzieje, apelując do "spekulantów", by "porzucili złudzenia".

(fot. REUTERS/Stringer / FORUM)

Konflikt na chińskim rynku nieruchomości trwa nie od dziś. Z jednej strony prężny sektor jest motorem napędowym gospodarki i ważnym źródłem dochodu lokalnych budżetów, a mieszkania - głównym składnikiem majątku Chińczyków. Z drugiej, wielu ludzi nie stać na własne, przyzwoite lokum, ponieważ ceny w porównaniu do zarobków są gigantyczne, a spore zaangażowanie instytucji finansowych w sektorze grozi stabilności finansowej państwa. Dlatego Pekin ma twardy orzech do zgryzienia - jak zwiększyć dostępność mieszkań, nie doprowadzając przy tym do spadku ich wartości? Przed rokiem wyraźne stanowisko zajął przewodniczący Xi Jinping, który podczas przemówienia otwierającego XIX Zjazd KPCh powiedział: "Mieszkania są budowane, by w nich mieszkać, nie do spekulacji".

Od tamtej pory przekaz z centrali nie uległ zmianie, co wczoraj ponownie podkreśliła agencja Xinhua, pisząc: "kupujący spekulanci, osoby uzależnione od dochodów od ziemi, a nawet całe społeczeństwo muszą uznać ogólny trend i porzucić złudzenie, że regulacje zostaną złagodzone z powodu spowolnienia gospodarczego i ceny nieruchomości znów "odpalą".

Xinhua pije do dość powszechnego oczekiwania, że impuls kredytowy musi w końcu dotrzeć i na rynek nieruchomości, napędzając wzrost ich cen. Wzrost gospodarczy obniżył się w III kwartale do 6,5 proc.,  nad krajem wisi groźba eskalacji konfliktu z USA, a do tego spadają wyceny na rynku akcji. Pekin nie może dopuścić do masowego odpływu kapitału z Państwa Środka, dlatego środki muszą zostać ulokowane gdzieś za Murem, a poprzednie lata pokazały, że nieruchomości są zyskowną klasą aktywów. Poza tym władze potrzebują więcej środków na impuls fiskalny, a dochody ze sprzedaży ziemi (m.in. pod budowę mieszkań) odpowiadają za niemal 20 proc. wpływów do budżetów lokalnych, dlatego im również nie zależy na "schłodzeniu" rynku. Jednak rozluźnienie regulacji i gwałtowny wzrost cen również nie jest władzom (centralnym) na rękę, ponieważ grozi powstaniem jeszcze większej bańki, której pęknięcie mogłoby zagrozić stabilności finansowej i społecznej kraju. Xinhua przypomina, że trwają analizy ws. wprowadzenia krajowego podatku od nieruchomości.

Walka ze spekulantami trwa również na rynku walutowym. O ile Pekin wydaje się dopuszczać osłabienie juana wynikające z kwestii strukturalnych (polityka pieniężna PBOC i Fedu, spowolnienie gospodarki, konflikt z Waszyngtonem), to stanowczo sprzeciwia się grze przeciwko "czerwonemu". W piątek zastępca prezesa Ludowego Banku Chin przypomniał inwestorom grającym na deprecjację renminbi "starcie" sprzed kilku lat. Jeszcze w sierpniu Pekin starał się ich zniechęcić, wpływając na podwyższenie kosztu takiego zakładu.

Grający na spadki są niemal niewidoczni na chińskich giełdach, pomimo że tamtejsze indeksy zniżkują w tym roku o ponad 20 proc. Jak widać, twarda rozprawa ze spekulantami w latach 2015-16, obejmująca śledztwa i aresztowania ws. "złośliwej krótkiej sprzedaży", groźby czy ataki hakerskie, skutecznie przegoniła ich z parkietów za Murem. Z danych China Securities Finance, przytoczonych przez "South China Morning Post" wynika, że wartość krótkich pozycji na 25 lipca sięgnęła 7,6 mld juanów (ok. 1,1 mld dol.), podczas gdy długich ponad 100 razy więcej - niemal 900 mld juanów. 

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 1 looyd

Widac, ze Autor to raczej nigdy w Chinach nie byl.

! Odpowiedz
0 1 brachson

Po czym to widać?

! Odpowiedz