REKLAMA

Chińczycy zadłużają się jak szaleni

Maciej Kalwasiński2021-06-18 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2021-06-18 06:00
Chińczycy zadłużają się jak szaleni
Chińczycy zadłużają się jak szaleni
fot. TINGSHU WANG / / Reuters

Pandemia koronawirusa nie zatrzymała kredytowego szaleństwa za Murem. Chińczycy nadal zadłużali się na potęgę, co przy niższym niż w poprzednich latach wzroście dochodów przełożyło się na wyraźny skok obciążenia długiem.

Chiny są krajem ogromnych kontrastów, co widać również w finansach. Z jednej strony mieszkańcy Państwa Środka należą do najbardziej oszczędnych na świecie - ze statystyk przytaczanych m.in. przez MFW i OECD wynika, że od niemal dwóch dekad przeciętny Wang wydaje tylko 2 z 3 zarobionych juanów. Z drugiej - dane Ludowego Banku Chin i Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) wskazują, że błyskawicznie rośnie zadłużenie zwykłych ludzi.

Jak podaje BIS, na koniec ubiegłego roku chińskie gospodarstwa domowe były zadłużone na 62,4 bln juanów. Oznacza to, że na jednego Chińczyka przypadały zobowiązania rzędu ponad 44 tys. juanów. Tymczasem średni roczny dochód rozporządzalny wynosił za Murem nieco ponad 32 tys. juanów. W efekcie relacja zadłużenia do dochodu zbliżyła się do 140 proc. - wynika z obliczeń Bankier.pl. To niemal dwa razy więcej niż w 2012 r. Z kolei w 2006 r. wskaźnik sięgał raptem 25 proc.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych BIS, NBS of China

Gwałtowny wzrost dźwigni finansowej w ostatnich latach powoduje, że średnie obciążenie długiem jest już w Chinach wyższe niż choćby w USA czy Polsce. W obu tych krajach od kilku lat pozostaje względnie stabilne i wynosi ok. 100 proc. średniego rocznego dochodu rozporządzalnego.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych BIS i urzędów statystycznych Chin, Polski i USA

Oznacza to, że w Stanach Zjednoczonych czy Polsce dochody rosną równie szybko co zadłużenie. Natomiast w Państwie Środka sytuacja jest zgoła inna. Od 2012 r. średnie zarobki wzrosły co prawda niemal dwukrotnie, ale w tym samym czasie długi zwiększyły się prawie czterokrotnie - wynika z analizy Bankier.pl.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych BIS, NBS of China

Fakt, że zobowiązania Chińczyków rosną wyraźnie szybciej niż ich dochody, stanowi zagrożenie dla ich finansów osobistych, ale również dla stabilności finansów całego kraju. PKB Państwa Środka od lat pędzi naprzód, napędzany dłużnym paliwem pompowanym przez kontrolowane przez partię banki. W efekcie Chiny osiągnęły bezprecedensowy poziom zadłużenia jak na tak wczesne (wyznacznikiem jest wielkość PKB per capita mająca odzwierciedlać poziom życia ludności) stadium rozwoju. W przeszłości wiele krajów stosowało podobny model, a eksplozja kredytu zawsze kończyła się kryzysem lub wieloletnią stagnacją.

"Po prostu pożycz, po prostu wydaj"

Jeszcze niedawno władze wspierały zadłużenie gospodarstw domowych. Chińczycy mieli relatywnie mało zobowiązań (w przeciwieństwie do potężnie zadłużonych firm), a Pekinowi zależało na zbalansowaniu wyraźnie przechylonej w stronę inwestycji i produkcji gospodarki, dlatego zabiegał o wzrost konsumpcji. A że politycy nie chcieli wprowadzić reform, które znacząco zwiększyłyby dochody zwykłych mieszkańców kosztem powiązanej z partią elity, to jedynym rozwiązaniem był dług.

Wolę Pekinu pomagał realizować prężny sektor fintechów, wolny od nadmiernych ingerencji urzędników. Kilkaset milionów Chińczyków uzyskało dostęp do pieniędzy na wyciągnięcie ręki - za pośrednictwem smartfona. Skalę popularności pożyczek internetowych ujawnił prospekt emisyjny Ant Group - spółki, która w zeszłym roku miała zostać największym debiutantem giełdowym świata, ale decyzję o wstrzymaniu IPO miał podjąć sam Xi Jinping. Ze sprawozdania spółki wynika, że w okresie 12 miesięcy od lipca 2019 r. do czerwca 2020 r. z dwóch platform pożyczkowych Ant: Huabei ("po prostu wydaj") i Jiebei ("po prostu pożycz") skorzystało 500 mln osób. Wartość zobowiązań zaciągniętych za pośrednictwem właściciela aplikacji Alipay sięgała wówczas ok. 1,7 bln juanów.

Możliwość zaciągnięcia błyskawicznej pożyczki sprzyja impulsywnym zakupom internetowym - wystarczy wszak kilka kliknięć, by kurier już wiózł do domu wymarzoną torebkę. Młodzi ludzie zaczęli masowo prowadzić konsumpcyjny styl życia znany z USA, porzucając tradycyjną dla ubogich Chińczyków oszczędność. Teraz, jak ich rówieśnicy z Zachodu (a może nawet częściej), sięgają po elektroniczne gadżety, drogie kosmetyki i markowe ubrania czy chadzają do modnych restauracji. A jeszcze niedawno wielu z nich nie mogłoby liczyć na bankowy kredyt czy kartę kredytową.

Skala zjawiska zaniepokoiła Pekin. Chińscy liderzy znów muszą łapać równowagę, maszerując po linie nad przepaścią. Z jednej strony chcą, żeby dług gospodarstw domowych dalej napędzał konsumpcję i PKB, dzięki czemu mniej zadłużać może się sektor rządowy i przedsiębiorstwa. Z drugiej - boją się utraty stabilności finansowej, której zagrażają nadmierne ryzyka. A do takich niewątpliwie należy pożyczanie pieniędzy każdemu i na każdy cel.

Między innymi dlatego władze przykręciły regulacyjną śrubę, zobowiązując internetowe platformy, dotychczas będące tylko (i aż) pośrednikiem między klientem a instytucją finansową, by od przyszłego roku zapewniały kapitał na 30 proc. pożyczek udzielanych wraz z bankami. Taki krok zapewne przekona je do bardziej wnikliwej oceny ryzyka. Skończył się również czas wolnej amerykanki w sektorze - rynek zalała fala nowych przepisów, m.in. antymonopolowych. W marcu Caixin donosił, że Pekin zakazał mikropożyczkodawcom udzielania nowych pożyczek konsumenckich online studentom. Powodem miały być "obawy o nadmierną konsumpcję i zły wpływ społeczny". Z kolei w mediach pojawiło się w ostatnich miesiącach więcej krytyki życia na kredyt wraz z historiami ludzi, którzy wpadli w finansowe tarapaty z powodu nadmiernych wydatków. 

"Taniej nie będzie"

Kredytowy szał za Murem bynajmniej nie ogranicza się do finansowania konsumpcji. Jak wynika z danych Ludowego Banku Chin, ponad połowa zeszłorocznego wzrostu zobowiązań gospodarstw domowych jest efektem wzrostu długów hipotecznych. A to i tak mogą być zaniżone szacunki, bo niektórzy Chińczycy za wszelką cenę starają się ominąć państwowe ograniczenia i pozyskać jeszcze więcej pieniędzy na zakup mieszkania w dowolnym źródle.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych PBOC

Gros Chińczyków wyznaje zasadę "taniej nie będzie" i jest gotowa zainwestować potężne pieniądze w nieruchomości, mimo że należą one w chińskich metropoliach do najdroższych na świecie względem miejscowych dochodów. W efekcie wielu młodych Chińczyków nie stać na własne lokum, co odbija się Państwu Środka demograficzną czkawką. Jak szacują Rogoff i Yang, przeciętne mieszkanie w Pekinie czy Szanghaju kosztuje tyle, ile wynoszą ponad 40-letnie dochody rozporządzalne mieszkańców tych miast. W i tak drogich Singapurze, Londynie czy Paryżu jest to ok. 20 lat.

Pomijając już trudności w szacunkach, wynikające choćby z problemu z określeniem faktycznego poziomu dochodów czy sporych nierówności tak w zarobkach, jak i cenach na jednym rynku, warto zauważyć, że tak wysokie ceny mogą być uzasadnione. I to nie tylko spekulacyjną gorączką. Własne mieszkanie w dobrej dzielnicy bogatej metropolii daje dostęp do usług publicznych (edukacja, zdrowie) na zdecydowanie wyższym poziomie niż w innych częściach kraju oraz prestiż. Ponadto, Chińczycy spodziewają się dalszego, szybkiego wzrostu dochodów w kolejnych latach, w świetle którego dzisiejsze ceny nieruchomości nie prezentują się aż tak kosmiczne. Do tego dochodzi oczywiście brak sensownych alternatyw inwestycyjnych - giełda (jeszcze bardziej niż w innych krajach) przypomina kasyno, w którym ciągle ktoś kantuje, a możliwości wywozu pieniędzy za granicę są ograniczone.

W tym kontekście bardzo wysokie zadłużenie przeciętnego Chińczyka (a co za tym idzie finansowy ciężar, który musi nieść) może być pozorne. Większość kredytu może bowiem trafiać do najlepiej zarabiających i dysponujących aktywami gotowymi do upłynnienia w razie popadnięcia w finansowe tarapaty. Przeciwnie działa specyfika chińskiego rynku, w której osoby o najniższych dochodach mogą korzystać z pożyczek umykających czujnemu oku państwa.

Podobnie jak w przypadku pożyczek internetowych i kredyty mieszkaniowe znalazły się na celowniku Pekinu. Zgodnie z nowymi regulacjami banki muszą stopniowo ograniczać udział hipotek w swoich portfelach kredytowych. Na cenzurowane trafiły też kredyty dla deweloperów. Rynek nieruchomości jest jednak zbyt istotny z punktu widzenia całej gospodarki, by władze podjęły bardziej stanowcze kroki w celu zahamowania rosnących cen. Jak szacują Rogoff i Yang, sektor wraz z powiązanymi branżami odpowiada za aż 29 proc. PKB Chin. Z badań prowadzonych za Murem wiemy, że mieszkania stanowią ok. 3/4 majątku przeciętnego Chińczyka.

Zdecydowane przykręcenie kurka z pieniędzmi miałoby zatem fatalne konsekwencje makro i mikroekonomiczne. Chińscy liderzy znów kroczą po linie, balansując nad przepaścią. Byle do przodu...

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
​Otwórz Konto z Kartą Otwartą na Dzisiaj i ciesz się nią bezpłatnie!

​Otwórz Konto z Kartą Otwartą na Dzisiaj i ciesz się nią bezpłatnie!

Advertisement

Powiązane: Chiny - Analizy i komentarze

Komentarze (16)

dodaj komentarz
demeryt_69
Podobno najbardziej zadłużają się Ujgurzy jakby o chińskim wirusie nie słyszeli :)
demeryt_69
Tylko patrzeć jak Chińczycy zaczną wracać do siebie ze Stanach, Kanady i Australii - ciekawe kto przejmie po nich pralnie i narożne sklepiki :)
mooooo
Wyliczenia bankier pl. No dobre sobie jaja robią szczególnie jak podają bardzo wiarygodne źródła informacji z USA gdzie są historyczne szczyty I stabilne wzrosty jak bym zastosował się do tych ,,,WYPOCIN,, bankier pl to był bym goły i wesoły,
demeryt_69
Chińczycy zadłużają się jak szaleni? Którzy, bo jest ich tam blisko 1,5 mld z czego co najmniej połowa żyje w nędzy?
innowierca
Twierdzisz zatem ze 750 000 Chinczykow nie jest biedna. WoW maja potencjal do konsupcji ::)) To chyba dlatego sankcje zewnetrzne na firmy typu Huawei nie moga tych firm zniszczyc bo popyt wewnetrzny rekompensuje strate.
Ale przy tak szybkich przemianach jakie zachodza w Chinach to te setki milionow biednych o ktorych piszesz chce
Twierdzisz zatem ze 750 000 Chinczykow nie jest biedna. WoW maja potencjal do konsupcji ::)) To chyba dlatego sankcje zewnetrzne na firmy typu Huawei nie moga tych firm zniszczyc bo popyt wewnetrzny rekompensuje strate.
Ale przy tak szybkich przemianach jakie zachodza w Chinach to te setki milionow biednych o ktorych piszesz chce miec robote, pracowac wiecej i miec wiecej i konsumowac wiecej to chyba USA jednak ze swoim wyzwolonym od pracy obywatelem dlugo konkurowac nie bedzie ::)) Mecz bedzie interesujacy :)
Przyszla mi tez taka mysl ze gdyby w krajach zachodnich zlikwidowac zasilki to dziesiatki milionow ludzi skonczy na ulicy w nedzy.
demeryt_69 odpowiada innowierca
Napisałem, że co najmniej połowa Chińczyków żyje w nędzy.
innowierca odpowiada demeryt_69
Duzo biednych. Zgadzam sie. Ale Chiny 25 lat temu a dzisiaj to dwa rozne miejsca i zaprzeczyc sie nie da. Socjalu jak na zachodzie tez nie maja ::))
demeryt_69 odpowiada innowierca
Nie powielajmy tu miejskich legend. Chiny to przepastnie wielki kraj o powierzchni 9,6 mln km kw. To, że ichnie czerwone kacyki zdecydowały się na eksperyment socjalno-ekonomiczny w jednym regionie na Wschodnim Wybrzeżu, nie oznacza absolutnie nic dla reszty mieszkańców, dla który ten region de facto jest zamknięty.
innowierca
Jaki rezim tam w tym sklepie na zdjeciu te Chinki maja :) Ciekawe czy w tych mini-spodniczkach beda mogly is na apel :) A tak na powaznie to daleko im jeszcze do poziomu ewolucji spoleczenstwa amerykanskiego ktore przeszlo juz na wyzszy poziom dzieki wolnosci od wszystkiego. Maja takie popularne programy o zmniejszaniu zoladka u Jaki rezim tam w tym sklepie na zdjeciu te Chinki maja :) Ciekawe czy w tych mini-spodniczkach beda mogly is na apel :) A tak na powaznie to daleko im jeszcze do poziomu ewolucji spoleczenstwa amerykanskiego ktore przeszlo juz na wyzszy poziom dzieki wolnosci od wszystkiego. Maja takie popularne programy o zmniejszaniu zoladka u zyjacych pelna wolnoscia ekonomiczna. Maja BLM co to juz przeszli na wyzszy poziom swiadomosci ekonomicznej korzystajac z potrzebnego produktu tak po prostu na ulicy bez potrzeby zanieczyszczynia srodowiska towarzyszacemu mozolnemu wytwarzaniu "dobra" w pracy. No maja tam atrakcji w tych Stanach bez liku ale na szczescie bez kontrastow ::))
kwiecien2021
cyt.:". A że politycy nie chcieli wprowadzić reform, które znacząco zwiększyłyby dochody zwykłych mieszkańców kosztem powiązanej z partią elity, to jedynym rozwiązaniem był dług." --- od 1978 KPCh nie robi nic innego tylko dba o zwiększenie dochodów zwykłych mieszkańców.
https://www.youtube.com/watch?
cyt.:". A że politycy nie chcieli wprowadzić reform, które znacząco zwiększyłyby dochody zwykłych mieszkańców kosztem powiązanej z partią elity, to jedynym rozwiązaniem był dług." --- od 1978 KPCh nie robi nic innego tylko dba o zwiększenie dochodów zwykłych mieszkańców.
https://www.youtube.com/watch?v=Og5aoYP_9sk

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki