Według elektronicznej platformy handlowej Globex kurs złota na chwilę sięgnął 1.300 dolarów za uncję. O godzinie 12:45 kruszec ten był wyceniany na 1.298,10 dolarów, a więc o 0,6% wyżej niż w czwartek.
Wciąż mówimy jednak o rekordzie tylko w ujęciu nominalnym. Gdyby rekordową cenę złota z roku 1980 (850 USD) przeliczyć na współczesne dolary (czyli uwzględnić inflację), to otrzymamy poziom 2.252 USD. W ujęciu realnym jesteśmy więc dopiero w połowie drogi do szczytu sprzed 30 lat.
Ponadto o rekordowo drogim złocie mówimy tylko w USA. Po przeliczeniu na euro, funty czy franki szwajcarskie żółty metal nadal jest tańszy niż w czerwcu. Licząc według średniego kursu NBP i opierając się na porannym fixingu w Londynie (1.298 USD) uncja złota w Polsce kosztowałaby 3.855,58 złotych i byłaby o 470 złotych tańsza niż na początku czerwca.
Stąd wniosek, że za rekordowe ceny złota odpowiada przede wszystkim deprecjacja dolara. Postępująca utrata siły nabywczej przez amerykańską walutę zwiększa popyt inwestycyjny na kruszce, które dodatkowo postrzegane są jako bezpieczna inwestycja na nadchodzące trudne czasy.
Niemniej jednak ostatnie wzrosty notowań złota wydają się być nieco przesadzone. Od lipcowego dna żółty metal podrożał o 12,3%, nie napotykając po drodze żadnej istotnej korekty. W rezultacie 14-dniowy wskaźnik RSI przyjął wartość 78,7 pkt. i ostrzega przed silnym wykupieniem rynku. Może się więc okazać, że okolice psychologicznej bariery 1.300 dolarów okażą się dogodnym poziomem do zrealizowania spekulacyjnych zysków.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Zobacz też:
» Poradnik: jak i gdzie sensownie zainwestować w złoto
» Srebro najdroższe od 30 lat
» Bank Japonii walczy z Rezerwą Federalną
» Poradnik: jak i gdzie sensownie zainwestować w złoto
» Srebro najdroższe od 30 lat
» Bank Japonii walczy z Rezerwą Federalną

























































