Bando: Regulator mógł złagodzić wzrost cen energii bez ingerencji w rynek

Regulator mógł złagodzić efekty wzrostu cen energii, nie potrzebna była ustawowa ingerencja w rynek energii - ocenił Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Maciej Bando podczas debaty o rynku energii, zorganizowanej w piątek przez Instytut Jagielloński.

(fot. Grzegorz Kawecki / Puls Biznesu)

Maciej Bando oceniał, że autorzy ustawy i głosujący za nią zapomnieli, iż są regulatorzy, powołani do stania na straży rynku i konsumentów. "Jakby pozwolono działać regulatorom, mielibyśmy zapewne niewielkie wzrosty cen energii, w pełni naturalne i wytłumaczalne" - mówił. "Przez 20 lat potrafiliśmy osłonić i producentów, i konsumentów przed niedobrymi wpływami rynku. Doskonale byśmy sobie poradzili z tym przypadkiem, konsumenci zapłaciliby najwyżej parę zł więcej" - argumentował Bando. W tym samym czasie gaz również mocno podrożał, a rachunki praktycznie stoją w miejscu - wskazał.

Marcin Matyka z kancelarii Andersen Tax&Legal oceniał z kolei, że z punktu widzenia prawnika ustawy "prądowej" w ogóle nie powinno być, bo nie wiadomo jak ją stosować. Jak mówił Matyka, prawnicy dostają liczne pytania, czy przedsiębiorstwo może stosować przepisy, które tak na prawdę działają na jego szkodę, czy może nie stosować nie będąc pewnym, czy nie łamie się innych przepisów.

Prezes niezależnego sprzedawcy prądu i gazu HEG Piotr Kasprzak podkreślał, że przez brak rozporządzenia wykonawczego do ustawy nie wie, co robić. "Z tego co wiem, jedni sprzedawcy czekają na rozporządzenie, inni sprzedają prąd po cenach 2019 r., tak jakby ustawa nie obowiązywała" - stwierdził.

Bando wskazywał również na spadek konkurencji na rynku energii. "Powinno być tak, że jak chcesz mieć taniej, to idziesz do konkurencji. Ale tej już nie ma, a jak jeszcze jest, to popadnie w finansowe tarapaty, jeśli nic się nie zmieni" - mówił prezes URE.

Spółek obrotu, które próbują konkurować jeszcze z narodowymi czempionami jest już bardzo mało, a regulacje dodatkowo utrudniają im działanie - dodał Matyka. Prezes Instytutu Jagiellońskiego Marcin Roszkowski oceniał natomiast, że za decyzje polityków zapłacą spółki obrotu, które upadną, jeśli nie są powiązane korporacyjnie z wytwarzaniem energii. "To 10-15 proc. rynku. Oni zapłacą za tą ustawę" - mówił Roszkowski.

Ustawa "prądowa" z 28 grudnia została już raz znowelizowana, natomiast ciągle nie weszły w życie rozporządzenia, zwierające przepisy wykonawcze. Rząd prowadzi również dyskusje z Komisją Europejską ws. zgodności z prawem unijnym przepisów. To interwencjonizm w czystej postaci, są poważne argumenty za tym, żeby Komisja Europejska na taką ustawę się nie zgodziła - ocenił Marcin Matyka. Zdaniem Roszkowskiego, prawdopodobnie skończy się na zamrożeniu cen dla gospodarstw domowych, odrębnymi przepisami dla przedsiębiorstw energochłonnych oraz cenami rynkowymi dla reszty.

Z kolei prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej Grzegorz Wiśniewski wskazywał, że Polska - w odróżnieniu od innych państw - nie ma żadnych prognoz cen energii. Bez takich prognoz nie da się podjąć żadnych decyzji inwestycyjnych - dodał. Według Wiśniewskiego, zamrożenie cen energii ustawą sprawiło, że nie opłaca się inwestować w efektywność energetyczną i instalacje prosumenckie. Właściwe podejście to stopniowy wzrost cen energii, nie wolno doprowadzić do powstania abonamentowego modelu cen energii, bo wtedy nikomu nic nie będzie się opłacało - stwierdził Wiśniewski.(PAP)

autor: Wojciech Krzyczkowski

wkr/ skr/

Źródło: PAP
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 szlachta-nie-pracuje

po energetycznym centrum nigdy już nie zmienię dostawcy energii

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,2% IV 2019
PKB rdr 4,7% I kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,9% III 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 164,53 zł III 2019
Produkcja przemysłowa rdr 9,2% IV 2019

Znajdź profil