Obaj panowie chociaż z różnych przyczyn popierają podwyżkę i tak wysokich obciążeń fiskalnych. Dariusz Rosati uważa, że podwyższenie podatku VAT oraz akcyzy na towary luksusowe przyniosłoby około 13 – 14 miliardów dodatkowych dochodów budżetowi. Dodatkowo można byłoby zaserwować likwidację wszystkich ulg podatkowych, zamrozić progi podatkowe i uszczelnić system ściągania podatków. Organa podatkowe podają, że ściągalność podatków jest coraz lepsza, ale nic z tego nie wynika, gdyż statystyki nie uwzględniają szarej strefy zyskującej w czasie kryzysu znów na znaczeniu. Przedsiębiorcy walcząc o utrzymanie się na rynku i rentowności wolą popaść w konflikt z fiskusem, niż zbankrutować. Inną sprawą jest to, że sam aparat skarbowy jest niewydolny i sam gmatwa się skomplikowanych przepisach, a do tego dochodzi skorumpowanie urzędników.
Jarosław Kalinowski twierdzi natomiast, że podatek importowy okaże się zbawienny dla polskiej gospodarki bo ograniczy konkurencję z zewnątrz i dodatkowo przyniesie dochody dla budżetu. Dodatkowo „należałoby” obniżyć stopy procentowe, ale jak tego dokonać, gdy budżet państwa winduje rynkowe stopy procentowe zaciągając coraz to nowe zobowiązania niestety prezes już tego nie mówi. Podsumowując - wydaje się, że dalsze mnożenie podatków nie uratuje budżetu i trzeba będzie jednak zacisnąć pasa po stronie wydatków. Nie da się forsować coraz większych wydatków, większej ilości funduszy celowych pozostających poza jakąkolwiek kontrolą, jeżeli koło gospodarki zaciera się, ale tego przed wyborami politycy nie chcą zrozumieć.