REKLAMA

Analiza: Euro pilnie potrzebna jest kroplówka

2000-10-27 16:30
publikacja
2000-10-27 16:30

Euro pilnie potrzebna jest kroplówka

Od tygodnia notowania wspólnej europejskiej waluty spadają do coraz niższego poziomu. Wczoraj na światowym rynku walutowym płacono rano 82,99 centa, później zakupy poczynione przez inwestorów skuszonych niską ceną i wypowiedzi polityków o znaczeniu euro w kilku europejskich krajach, np. ministra finansów we Francji podciągnęły notowania do 83,10 centa. Czyli tyle niemal co nic. Czy mamy do czynienia rzeczywiście z agonią euro ?

Takie stwierdzenia to oczywiście przesada. Zresztą w sprawie euro mamy do czynienia najwyraźniej z bardzo zastanawiającą biernością europejskich i światowych instytucji finansowych, jak i co najmniej zdumiewającymi próbami ratowania prestiżu wspólnej europejskiej waluty. Oto po kolejnym osiągnięciu najniższego pułapu notowań członek rady Europejskiego Banku Centralnego Eugenio Domingo Solans, wygłasza w Madrycie tyradę, że gospodarka Jedenastki nigdy nie miała przed sobą lepszych perspektyw, a podstawowe czynniki deprecjacji euro to różne fazy cyklu koniunkturalnego w Europie i USA oraz ucieczka kapitału ze Starego Kontynentu za ocean. Przy czym - aby było śmieszniej - Solans w odniesieniu do tego ostatniego stwierdzenia zapewniał, iż nie ma się co specjalnie martwić, ponieważ przepływy kapitałowe między Stanami Zjednoczonymi a EMU zostały już częściowo zbilansowane. Bardziej miarodajnym stwierdzeniem wydaje się raczej prognoza zawarta w ostatnio ogłoszonym raporcie "sześciu mędrców", najważniejszych w tym kraju instytutów badawczych, która mówi jednoznacznie o obniżeniu tempa wzrostu zarówno w samych Niemczech, jak i pozostałych krajach Eurolandu w tym i przyszłym roku.

Tymczasem, jak napisał "The Wall Street Journal Europe", jest powszechna zgoda na to, że główną przyczyną nieustannego spadku wartości euro są dysproporcje między sytuacją ekonomiczną w jedenastu krajach europejskiej unii walutowej i w Stanach Zjednoczonych. Stwierdzenie zostało poparte przypomnieniem, że według danych MFW, tempo wzrostu gospodarczego w strefie euro wyniosło w ub.r. 2,4 proc., podczas gdy amerykański PKB brutto powiększył się w tym czasie o 4,2 proc. - w tym ma on sięgnąć odpowiednio 3,5 proc. i 5,2%. Coraz większe są też oczekiwania na jakąś bardziej zdecydowaną akcję wspierającą euro - niskie notowania wspólnej waluty wspomagają bowiem eksport, nasilają jednak niebezpiecznie zagrożenie możliwym dalszym wzrostem inflacji. Czy taka interwencja nastąpi i kiedy można się jej spodziewać ?

Zwolennicy obrony euro przypominają, że podjęta wspólnie z podobnymi instytucjami z USA, Japonii, Wielkiej Brytanii i Kanady ponad miesiąc temu przez Europejski Bank Centralny interwencja przyniosła jednak pewien efekt - dokonane wówczas zakupy interwencyjne zahamowały zniżkę waluty europejskiej w stosunku do dolara. Prawda że tylko na kilka dni, ale gdyby wsparcie było kontynuowane, niewykluczone, że efekt mógłby być trwalszy - twierdzą oni. Jednak zdaje się tego przekonania nie podziela ani szef EBC Wim Duisenberg, czego dał dowód w swojej niedawnej wypowiedzi, ani część przynajmniej kół politycznych i finansowych krajów jedenastki oraz międzynarodowych instytucji finansowych. Tak należy chyba interpretować stanowisko G20, czyli szczytu najwyżej uprzemysłowionych krajów i niektórych z grupy emerging markets, na niedawno zakończonym w Montrealu spotkaniu ministrów i prezesów banków centralnych. Szczyt nie tylko nie odniósł się w komunikacie końcowym do pogarszającej się sytuacji euro, ale na jego zakończenie minister finansów Niemiec Hans Eichel oświadczył, że "tu i teraz nie powiemy nic na temat euro". Najprawdopodobniej istotne znaczenie dla niemożności szybkiego wypracowania jednoznacznej polityki świata finansów światowych wobec euro ma niechęć angażowania się w akcję ratowania euro - przed wyborami w USA - przez Fed.

Być może więc z wyklarowaniem się stanowiska wobec euro trzeba będzie poczekać aż do momentu - jak sugeruje to część analityków - kiedy nie osiągnie ono poziomu 75 centów. Wtedy dopiero, według nich, największe banki centralne na świecie będą musiały zareagować. Pozycja i siła euro ma ogromne znaczenie także i dla nas. W tej walucie rozliczanych jest wiele transakcji, a UE jest naszym najważniejszym partnerem handlowym.

Źródło:
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki