Forum Giełda +Dodaj wątek

Re: Polecam przeczytac wazna informacja !! Ciekawe czy kogos to zdziwi??

Zgłoś do moderatora
opcja dla leniwych


Krótka historia z NewConnect, czyli jak Fibak z Dżoaną rakiety odpalali

4 lipca 2011, 09:20

Wiele patentów na zarabianie kasy w życiu widziałem, wiele patentów na jej szybkie tracenie też. Ciągle jednak pojawiają się nowe modele wytwarzania wartości i z powodzeniem ją wytwarzają i będą wytwarzać, aż się superformuła wyczerpie i pożre swoje ofiary.
Zabawa polega na tym, by jak najwięcej “leszczy” kupiło na przecenie “okazyjnie” walor. Czy z niego wyjdą z zyskiem czy stratą, to już inna sprawa, my i tak wychodzimy z zyskiem

– Słuchaj, znam kogoś, kto ma wiedzę, która powala mu budować wartość spółek na NewConnect, i robi to w sposób genialny, w dodatku zarabiając całkiem pokaźną kasę – usłyszałem od znajomego. Podobny tekst zapodała mi kandydatka ubiegająca się o pracę: – Mój narzeczony doradza, jak się na ten NewConnect dostać i co zrobić, żeby zarobić. A że już sam się dostał i zarobił, to teraz ze znajomymi kombinują, kogo wprowadzić i pod kogo się podwiesić, żeby też zarobić.

Jeśli podobnej porady na genialne zarabianie udzieli mi pucybut, a jedyny, jakiego znam, dyżuruje w warszawskiej Galerii Mokotów, to uznam, że koniec dmuchania balonu jest już bardzo bliski. Jaki jest przepis na wyhodowanie „godziwej” wartości spółki na NewConnect? Szukając odpowiedzi, pospiesznie przejrzałem fora internetowe zajmujące się tematyką giełdową, bo gdzie, jak nie tam można przeczytać o mniej lub bardziej spiskowej teorii ubierania w akcje newconnectowego „leszcza”. Otóż, tak jak w dobrym przepisie w książce kucharskiej, najważniejszy jest odpowiedni dobór składników i ich proporcji, by wyszedł nie zakalec, ale zajefajna potrawa, po której będzie takie mentolnięcie tuż po debiucie, że kurs rozwali niejeden sufit, zwany przez giełdowych wyjadaczy widłami, i wszyscy będą chcieli jej spróbować, by „załapać się na podróż zakończoną kosmiczną wyceną”.

Od czego zacząć? Nie jest ważne, czym się spółka zajmuje, czy ma jedno biurko, jednego pracownika czy jedną skodę w leasingu. Po pierwsze, do zbudowania rakiety, która poleci z wyceną naszej spółki w kosmos, potrzebna jest jej właściwa konstrukcja. Musi być stabilna, co oznacza, że co najmniej 90 proc. akcji przed debiutem powinno być w naszych rękach (dla spokojności dżentelmeńsko na dużej części papierów zakładamy lock up, żeby nie było, że nie liczymy się z drobnicą). Reszta akcji powinna znaleźć się w rękach osób współpracujących, czyli obejmujących papiery w prywatnej plasacji, zwanej czasami spółdzielnią. Jeśli my objęliśmy założycielskie papiery po 10 groszy, to współpracujący powinni objąć po 1 zł i niech nie narzekają, bo i tak powinni zarobić. Po drugie, musimy mieć odpowiedni piekarnik, który zagwarantuje taką temperaturę, że dojdzie do wielkiego mentolnięcia. Inwestorzy, zwani pieszczotliwe spekulantami, dobrze wiedzą, przy którym autoryzowanym doradcy można wytworzyć w piekarniku odpowiednie ciśnienie, by doszło do megaerupcji oraz jakie nazwisko (nazwiska) inwestorów obejmujących akcje założycielskie lub w prywatnych plasacjach gwarantują kontrolowaną jazdę w górę kursu po debiucie. Po trzecie, dobrze jest mieć w gronie celebrytę, dobrze kojarzącego się z branżą, w której spółka działa lub ma działać. Na przykład, jeśli bielizna, to Dżoana Krupa, jeśli tenis, to Wojciech Fibak. To gwarantuje medialne przebicie i top zainteresowanie. Gazety i tak napiszą, że to Dżoana albo Fibak wchodzi na giełdę, nawet jeśli w spółce mają 5 proc. akcji i niewiele do powiedzenia. Reguły gry są znane i wszyscy kibice wiedzą, że będzie się działo.

Przepis na udany debiut jest prosty. Ponieważ akcji jest mało w wolnym obrocie, pompujemy kurs, czyli składamy zlecenia kupna na całą resztę, która i tak do nas albo do współpracujących należy. Po co? Po prostu musimy wzbudzić zaingerowanie „leszczyny”, czyli drobnych inwestorów „walorkiem”. Wyciągniecie kursu o 100 albo 200 proc. nie powinno stanowić problemu. W końcu odpowiadamy za popyt i podaż, a na prowizję od transakcji nas stać. Jeśli kurs osiągnął sensowny poziom i np. ze złotego poszybował na 3,4 albo 5 zł, zaczynamy skracać pozycję, czyli sprzedajemy sami sobie, bo i tak często stoimy po stronie popytu. I tutaj zaczyna się najlepsza zabawa, czyli czekamy, aż do gry wejdą obserwujący nasz roller coaster uwielbiający adrenalinę giełdowi surferzy, próbujący zarabiać na rosnących lub opadających falach. Dla nich zejście kursu np. z 5 do 2 zł to prawdziwa okazja do złapania tzw. dołka. Zabawa polega na tym, by jak najwięcej „leszczy” kupiło na przecenie „okazyjnie” walor. Czy z niego wyjdą z zyskiem czy stratą, to już inna sprawa, my i tak wychodzimy z zyskiem. Po wejściu do gry łapaczy dołków fora internetowe rozgrzane są do czerwoności od emocji i wymiany poglądów co do dalszej kariery newconnectowego kursu. Jeśli jeden z właścicieli postanowi sprzedać większy pakiet, bo np. lock up się skończył, złapani łapacze stają się długoterminowymi inwestorami, którzy zapinają pasy i cierpliwie czekają na cud, który ponownie napompuje kurs i pozwoli wyjść z inwestycji. Na forach pokrzepiają się wzajemnie, argumentując, ze spółka jest niesamowicie tania i nie wiadomo, dlaczego codziennie jest tańsza.

„Uśpionych” po erupcji i mentolnięciu spółek jest już na NewConnect sporo, lecz nadzieja na ponowny zyskowny wstrząs u inwestorów umiera ostatnia. Ale tak kształtują się twarde charaktery i nie widzę w tym wszystkim niczego nagannego. Po prostu prawdziwy inwestor musi przejść chrzest bojowy i nigdy nie będzie prawdziwy, jeśli nie przeżyje i nie zaakceptuje straty.

Chłopaki, trzymajcie się! Wiem, że zawód „łapacza dołków” na NewConnect jest jednym z najbardziej ryzykownych na świecie. Tym bardziej należy się wam duży szacun. A co z Dżoaną i Fibakiem? Obie spółki, czyli Esotiq i MW Tenis, po kosmicznym odlocie na pierwszych sesjach, a potem gwałtownym opadaniu przeszły do fazy spokojnego dryfu, czyli letargu. Nowi zainteresowani, tzn. zabrane na pokład rakiety leszcze, nadal zaklinają rzeczywistość w stylu „dziś będzie odpał na śmieciu, na 2,10 zapinajcie pasy”. Ale chyba tylko oni w to wierzą.


Treści na Forum Bankier.pl (Forum) publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją.

Bonnier Business (Polska) Sp.z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl artykułów 12 i 15 Rozporządzenia MAR (market abuse regulation). Złamanie zakazu manipulacji jest zagrożone odpowiedzialnością karną.

Zamieszczanie na Forum propozycji konkretnych decyzji inwestycyjnych w odniesieniu do instrumentu finansowego może stanowić rekomendację w rozumieniu przepisów Rozporządzenia MAR. Sporządzanie i rozpowszechnianie rekomendacji bez zachowania wymogów prawnych podlega odpowiedzialności administracyjnej.

Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.

[x]
BALTICON -0,91% 21,80 2025-11-28 13:57:00
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.