Jak widać, Donald Tusk zdecydował się na inne, prewencyjne rozwiązanie. Interesujące jest to, że decyzja o wpisaniu na listę spółek strategicznych dotyczy również Polsatu. Od dawna Andrzej Stankiewicz opisuje w Onecie perypetie związane z sukcesją w imperium Zygmunta Solorza.
Miliarder jest w konflikcie ze swoimi dziećmi. Chce je pozbawić prawa do odziedziczenia jego majątku. Ma działać pod wpływem swojej obecnej żony, która doprowadziła do aliasu Polsatu z PiS-em za rządów tej partii.
Solorz zawsze starał się żyć dobrze z każdą władzą, ale
zaangażowanie jego mediów we wspieranie PiS było przekroczeniem cienkiej granicy, której nigdy wcześniej nie przekraczał.
Z sojuszu z PiS-em czerpał profity.
W odróżnieniu od TVN jego stacje bez problemu dostawały koncesje od kontrolowanej przez PiS Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Został też przez rząd PiS doproszony do państwowych inwestycji w energetykę jądrową (po zmianie władzy rząd Tuska wyrzucił wspólne projekty z Solorzem do kosza).Z informacji Onetu wynika, że jeszcze kilka tygodni temu Donald Tusk z rezerwą odnosił się do tej sprawy, choć mieli próbować dotrzeć do niego emisariusze z obydwu stron sporu o sukcesję.— Tam, gdzie państwo ma wpływ na banki, one wiedzą, że jest tylko jedna intencja rządu w całej sprawie. Macie się zachowywać tak, jak w każdej normalnej sytuacji. Nie jesteście od tego, żeby pomagać Solorzowi w ratowaniu biznesu. Powinniście się zachować tak, jak bank się zwykle zachowuje, czyli dba o swoje pieniądze – słyszymy z otoczenia premiera.