Zełenski trochę sam się zdyskredytował, próbując przepchnąć ustawę likwidującą instytucje antykorupcyjne. Wyszło na to, że mu się zamarzył powrót do dawnych dobrych czasów dominacji homo sovieticus.
Myślał, że ludzie mają go za pół-boga a USA zaczęły zmieniać podejście, dlatego poczuł się zbyt pewnie. No a ludzie na Ukrainie i UE mu pokazali, że wsparcie nie jest bezwarunkowe i jak będą mu się marzyły standardy rosyjskie i hamowanie reform to nie tylko nici z wejścia do UE, ale też dopłaty na wojnę będą mniejsze. No a ludzie przypomnieli mu na przykładzie Janukowycza, że prezydent nie jest nietykalny.