Kto się na tym zna, ten widzi, że rynek "ustawia się" tyłem, a to oznacza kierunek "spadek". Widać wyraźnie walkę spekulantów o utrzymanie poziomu 1.00. Gdyby nie ta obrona łatwo spadłyby do poziomu przynajmniej 0.5-0.6. Ten poziom sztucznie podtrzymywany ma bardziej znaczenie psychologiczne niż logiczne. No i spekulanci czekają na wyniki 2Q, które, jak zapewne wiedzą, będą dla oka dobre, co przy "dmuchaniu" na gorącego kartofla, pozwoli pozbyć się konkretnej ilości naiwnym. Czy taką operację trzeba naprawdę tłumaczyć? Wielkich pieniędzy nie zarobią, ale są już nieźle "opici" akcjami, skupionymi w najbliższym czasie, że innego scenariusza nie chcą brać pod uwagę. Jakiś czas walka będzie trwała, choć może się okazać, że nie zdążą uciec z tym bagażem bo tej wydmuszki już nie ma jak uratować. Utoną pod naporem długów, nie mogąc spłacić nawet odsetek bo kontrakty na niskiej marży. Do tego przyjdą kłopoty z jakością, przedłużaniem terminów, poprawki, gwarancje itp. To tak jak domorosły mechanik od malucha uważa, że nie problem jest naprawić prom kosmiczny. Za to kosmiczny to szykuje się problem z utrzymaniem przy życiu LSu.