Ach, od samego trzymania akcji kurs nie rośnie. Rodzinka nie kupi ani jednej akcji na rynku. Po co jej to? Jak będzie chciała, to wyemituje sobie akcje za aport plastikowych łyżek i widelców z Chin i będzie miała dowolną ilość akcji praktycznie za darmo. Kto skupował z rynku? Może ja, a może ktoś inny. Jakie to ma znaczenie. Myślicie, że ktoś będzie kupował akcje po to żebyście mogli sprzedać swoje z zyskiem. Co ten kupujący z tego będzie miał? Komu je sprzeda jak teraz wyjście z inwestycji z zyskiem graniczy z niemożliwością. Jaki fundusz wyłoży pieniądze żeby być na łasce rodziny na M. Przecież jeżeli rodzinka zechce to podniesie sobie pensje i przez 3 lata Maxipizza będzie na stratach, a z miliona złotych na rachunku pozostanie okrąglutkie 0. I tak zapewne w którymś momencie to nastąpi, ale pewnie jeszcze nie teraz. Chcielibyście żeby zarządzający funduszem podjął ryzyko, którego w nie chcecie podjąć? Jeżeli chcecie wzrostów musicie kupować sami, zbierać papiery z każdego poziomu podażowego. Jak dojdziecie do złotówki będziecie mogli myśleć o sprzedaży. Komu? Tradycyjnie zobaczymy.