Forum Giełda +Dodaj wątek
Opublikowano przy kursie:  86,78 zł , zmiana od tamtej pory: 132,77%

Cyberpunk rozpala wyobraźnię fanów i mediów w każdym zakątku globu.

Zgłoś do moderatora
Giełda na Grzybowskiej. Tutaj narodził się CD Projekt i to stąd w w Polskę szły sprzęt, programy i gry. A za nimi "Wiedźmin"

http://bi.gazeta.pl/im/42/23/15/z22163522V,Wiedzmin.jpg

Giełda na Grzybowskiej: polowe łóżka, na nich procesory Pentium, monitory 14-calowe, dyskietki z Windows. I woń rozgrzanej elektroniki, duszny klimat przyszłości.

"Tłok i nerwowa atmosfera nie sprzyjają spokojnym i przemyślanym zakupom drogiego sprzętu. W takich warunkach sprzedawcy często podbijają ceny, a kupujący może przepłacić lub nie zauważyć usterek nabytku. Tym, którzy lubią spokojnie się zastanowić przed kupnem komputera, monitora lub drukarki, radzimy przyjść na giełdę w niedzielę. Można wtedy dokładnie wypytać sprzedawcę o właściwości kupowanego sprzętu, a nawet wytargować obniżkę ceny” – tak radziliśmy czytelnikom w „Wyborczej” w lutym 1992 r. Chodziło o zakupy na słynnej na cały kraj warszawskiej giełdzie komputerowej w podstawówce przy ulicy Grzybowskiej.
Maniacy komputerów już od kwietnia 1985 r. co weekend stawiali się tu o poranku i przeglądali dziesiątki stoisk. Czego tam nie było. Tu amiga, tam atari, obok commodore 64, wszystko podłączone do przeważnie czarno-białych monitorów.
To nie czasy chudych jak supermodelki plazm. Każde pudło, choć gabarytowo niewielkie, ważyło tonę i miało beczułkowaty kształt. I na każdym inna gra. Nowości trafiały na listę górującą nad sprzedawcą. Wszystko „handmade”, wypisane flamastrem na kawałku papieru.
Dookoła zawsze tłum, dziesiątki kaset do ZX Spectrum, dyskietek, setki kabli plus specyficzny zapach rozgrzanej elektroniki i marzeń o schwytaniu dobrej gry. Co nie było rzeczą tak oczywistą jak dziś. O nowych produkcjach dowiadujemy się z reklam, Facebooka, tygodników opinii. Wtedy, przed erą internetu i w czasie dopiero raczkującej w Polsce komputeryzacji, każdy łapał co popadnie, licząc na coś solidnego. Tylko nieliczni, którym kioskarz odkładał do teczki „Bajtka”, wiedzieli, co w zachodniej trawie piszczy.
Giełda była źródłem sprzętu i oprogramowania niedostępnego wówczas w inny sposób. I nikt się z niczym nie krył jak dekadę później na Stadionie Dziesięciolecia, kiedy po koronie niósł się szmer „psy!” i nielegalne programy znikały w torbach. W tamtych czasach kopiowanie bez zgody autora było legalne, nie istniała jeszcze wtedy ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych dotycząca programów.

Giełdy podobne do tej w Warszawie rozstawiały się w całym kraju. Choć wszędzie kłębił się tłum, nie wszystko szło jak świeże bułeczki. Każdy z handlarzy miał zwykle podobny towar, więc trzeba było grać ceną, dobrą obsługą klienta, wiedzą, dodatkami. Na Grzybowską co tydzień zjeżdżali kupcy z reszty kraju. Pakowali po dach swoje samochody i rozwozili dalej: na Śląsk, na Pomorze, do Małopolski.
Alternatywy? Owszem, jakieś były.
W Peweksie dolarami można było zapłacić za nowiutkie Atari. Nieśmiertelna Składnica Harcerska oferowała Commodore 64 czy Spectrum. Tego pierwszego można było upolować również w Baltonie, podobnie jak nieco bardziej niszowego Amstrada.
Większość z nas trafiała jednak na Grzybowską. W sieci zachowało się nieco zdjęć z tamtego czasu, a nawet jeden krótki filmik z telewizji. „Jest to nasz najbardziej dochodowy interes, to nam pozwala utrzymywać szkołę. Poza pensjami nie dostajemy żadnych pieniędzy na utrzymanie” – mówi nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 25, prawdopodobnie pani dyrektor. A lektor dodaje: „Szkoła uznała, że handel nie przynosi ujmy oświacie, sam zaś asortyment nawet uszlachetnia przedsięwzięcie”.
Kolejna scenka: tłumy kłębią się wokół stoisk ze sprzętem i kasetami z grami. Widać prowizoryczne reklamy: „Gry nowe i najnowsze. IBM PC”, „PC Service, opisy, programy, naprawy”, „Amiga. Bogata oferta programowa. Opisy do gier. Sprawdzanie komputera, joysticka itp. Atrakcyjne ceny”. W tłumie królują grube koszule w kratę i dżinsowe kurtki. Oraz wąsy. Prawdziwy początek III RP.

Być może gdzieś na tym filmiku widać także Marcina Iwińskiego i Michała Kicińskiego – dwóch kumpli z liceum. Też polują na zachodnie wydania gazet o grach, na same gry i próbują oczywiście nimi handlować. Początkowo z jednego stoiska. Michał dba o sprzedaż, Marcin – o kontakty.
Oficjalnie CD Projekt powstaje w 1994 r. i zaczyna od dystrybucji. Pięć lat później dwaj kumple dokonają rzeczy wielkiej w kraju, w którym gry wciąż uchodzą nie za gałąź kultury, lecz za rozrywkę pryszczatych nastolatków: profesjonalnie przetłumaczą „Wrota Baldura”. A jako głosy zatrudnią Piotra Fronczewskiego, Wiktora Zborowskiego, Mariana Opanię, Krzysztofa Kowalewskiego...
Gra legenda, wydana w zawrotnym nakładzie 100 tys. egzemplarzy, tylko pierwszego dnia znajduje 18 tys. klientów. Legalnych.
Następnych kilka lat to znana historia: miliony zarobione magią i mieczem. Już wkrótce nie byle jakim, bo wiedźmińskim.

Kapitalizm rodzi się w Polsce bez towarzystwa takich pojęć jak licencje, prawa autorskie czy prawa konsumenta. Dlatego nikogo nie dziwi, że giełdę patronatem medialnym objął nieodżałowany „Bajtek”, jedyne źródło informacji na temat komputerów. Ten sam, który w 1987 r. wydrukował wywiad z ówczesnym ministrem ds. młodzieży Aleksandrem Kwaśniewskim.
– Uważam, że firmę, która może powtórzyć karierę Apple’a, może założyć „Bajtek”. Spróbujcie skrzyknąć waszych czytelników pod hasłem polskiej Doliny Krzemowej – proponował późniejszy prezydent.
Jednak na razie przy Grzybowskiej panuje Dziki Zachód. Piszemy o tym regularnie w „Wyborczej”, ale nie w atmosferze skandalu. Dla wszystkich jest naturalne, że gry i programy można kopiować.
Na razie ostrzegamy przed handlarzami joystickami. Maj 1992 r., „Gazeta Stołeczna”: „Niektórzy hurtowi sprzedawcy joysticków nie wydają jednak klientom żadnych gwarancji na zakupione urządzenie. Przy sprzedaży sprawdzają sprzęt elektronicznym testerem i twierdzą, że świadczy to o całkowitej sprawności wyrobu. Przekonują kupujących, że nie potrzeba żadnej gwarancji, gdyż sprawdzony joystick może się popsuć tylko na skutek uszkodzenia mechanicznego, którego żadna gwarancja nie obejmuje. W przypadku awarii klient nie ma więc żadnej możliwości reklamowania bubla u sprzedawcy”.
Giełda ma kilka przełomów. Jeden z nich to luty 1994 roku. Do Polski wchodzą już zachodnie firmy, które orientują się, że w nadwiślańskim handlu panuje samowolka. Parlament wprowadza ustawę o prawie autorskim.
To cios w handlowców. Zszokowani chowają pod stołem pirackie kopie gier i programów. Podczas pierwszego weekendu z nowym prawem giełda wygląda już nieco inaczej: „W sobotę i niedzielę w kilku stoiskach obok legalnych programów wisiały również cenniki zawierające inne tytuły – prawdopodobnie programów kradzionych. Na innych stolikach leżały jedynie katalogi, a gry mogli kupić tylko ci, którzy budzili zaufanie sprzedających”.
Tylko jeden chłopak sprzedaje nagrane wcześniej dyskietki w promocyjnej cenie. Na stoliku ma kartkę: „Wyprzedaż z powodu ustawy”.
Zaraz i on zniknie. Policja bierze ustawę na serio. Regularne naloty stają się elementem giełdowej codzienności.

Na Grzybowskiej rodzi się nie tylko CD Projekt. Tam karierę rozpoczyna Tomasz Mazur, wtedy dziennikarz „Bajtka”, który pod koniec lat 80. założył Studio Komputerowe AS, a na przełomie wieków Cenegę, jednego z największych dystrybutorów w Polsce. Tutaj zaczyna Marek Tymiński, późniejszy szef notowanej na giełdzie CI Games. Swoje pierwsze kroki na giełdzie, tyle że wrocławskiej, stawia Paweł Marchewka, dziś szef Techlandu, wydawcy i producenta m.in. hitowego „Dying Light”.
Wraz z krajem rozwija się kapitalizm, cywilizuje prawo, rozwijają technologie, do Polski wchodzą poważni dystrybutorzy, przedstawicielstwa handlowe zmieniają się w „filie” oraz „polskie oddziały” i z baraków na przedmieściach oraz pokoików w biurowcach typu Lipsk przenoszą do szklanych biur. Giełdy tracą na znaczeniu. Mogą walczyć już tylko ceną – konkurencyjną, bo bez licencji. Ale policja naciska coraz bardziej. Nielegalnego towaru ubywa, legalny sprzęt drożeje. Dyskietka 3,5 cala w 1995 roku kosztuje już 3,5 zł. Dla nastolatków to fortuna. A jeśli ktoś już nią dysponuje, woli wybrać się do pachnącego salonu.
W 1998 roku Grzybowska przestaje istnieć. Tereny wykupuje deweloper pod biurowiec. Lecz handlarze nie dają za wygraną. Znajdują nowe miejsca – pod stołecznym klubem Stodoła i w podziemiach na skrzyżowaniu alei Niepodległości i Wawelskiej. Te ostatnie wyremontowano specjalnie pod giełdę. Do dziś znajduje się tam kilkadziesiąt kiosków ze sprzętem komputerowym.
Bywalcy wspominają, że Stodoła nie była tym samym co popularny „Grzyb”. Ale i tak przychodzili. Do przejścia podziemnego przychodzą do dziś, choć wszystko można kupić od ręki w sieci i w międzynarodowych marketach z AGD iRTV.

40- i 50-latkowie, którzy jako zafascynowani pikselami, gigahercami, opcjami widoku gracza i trybami chłodzenia procesora studenci mieli wtedy okazję przychodzić na giełdę, wspominają ją z rozrzewnieniem. Na otarcie łez pozostaje im retro-gaming, czyli produkcje powstające współcześnie, ale utrzymane w rozpikselowanym entourage’u.
Rocznie takich tytułów powstaje kilkanaście i urzekają nie tylko sentymentalnych graczy, ale również recenzentów na całym świecie. Daleko nie trzeba szukać, wystarczy wspomnieć wydany w tym miesiącu „Serial Cleaner” krakowskiego studia iFun4all. Tytuł spokojnie mógłby cieszyć gości giełdy na przełomie lat 80. i 90. A bawi i sprzedaje się dziś.
Sprzedają się też retrokonsole od Nintendo, które już drugi rok z rzędu dostarcza odświeżoną wersję klasycznych maszynek królujących w domach trzy dekady temu. NES (u nas lepiej znany jako Pegasus) z półek znika błyskawicznie, a nowe wersje dawnych sprzętów mają w swojej ofercie również Sega czy Atari. Wycieczka do przeszłości kusi coraz więcej osób.

Po wielkim sukcesie „Wrót Baldura” na kolejny CD Projekt musiało poczekać. Aż do 2007 r., kiedy światło dzienne ujrzał pierwszy „Wiedźmin” – wielowątkowa, porywająca wizualnie historia białowłosego płatnego zabójcy potworów, który, jak w literackim pierwowzorze Sapkowskiego, próbuje być neutralny, a jednocześnie zachować kręgosłup w świecie zmiennych sojuszy, zdrad i egoizmów.
Do dziś ukazały się trzy odcinki „Wiedźmina”. Nad ostatnią częścią ślęczało półtora tysiąca osób. Budżet przekroczył 300 mln zł. Marzenia chłopców z Grzybowskiej spełniły się – tytuł w przedsprzedaży przekroczył 1 mln sprzedanych egzemplarzy. Koszty produkcji zwróciły się już pierwszego dnia.
W przygody Geralta zanurzyło się dotąd 25 mln osób na całym świecie. Być może za sprawą wyrafinowanej fabuły, porywającej grafiki i egzotycznego dla zachodniego odbiorcy słowiańskiego bestiariusza. A może dlatego, że niby-średniowieczny świat dostatnich państewek, które nagle pogrążają się w wojnach domowych i konfliktach etnicznych, a nad wspólną granicą wyrasta cień prężnego, zmilitaryzowanego imperium, lecz mimo świadomości zagrożenia nikt z nikim nie potrafi się dogadać, nagle okazał się aktualniejszy nawet niż „Gra o tron”.
Na grę spadł deszcz nagród. Dosłownie – 251 wyróżnień do dziś stanowi rekord. „To jedna z najlepszych gier RPG, jakie kiedykolwiek wyprodukowano” – zachwalał portal Gamespot.com, „Dziki Gon to wielka przygoda (...), która wyznacza nowe standardy dla technologii gier wideo” – podkreślał Kotaku, słynny blog o grach. O polskiej grze pisały „The Telegraph”, „The New Yorker” i „The Time”.
Nic więc dziwnego, że zwiastun kolejnej gry CD Projekt – „Cyberpunk 2077” – pojawił się w sieci cztery lata temu i od tamtej pory rozpala wyobraźnię fanów i mediów w każdym zakątku globu. Choć o tytule nie wiadomo zbyt wiele (włącznie z datą premiery), rokrocznie trafia na listę najbardziej wyczekiwanych produkcji. Kiedy na ich serwery włamał się haker, który zażądał okupu za wykradzione dokumenty dotyczące właśnie tego tytułu, słowa wsparcia popłynęły z całego świata.

Co dziś robią chłopcy, którzy zaczynali od upartego biegania z dyskietkami w plecaku? Magazyn „Forbes” zalicza Marcina Iwińskiego i Michała Kicińskiego do setki najbogatszych Polaków.
Obaj z „grania w gry” nieco wyrośli.
Pierwszy w firmie jest jednym z największych indywidualnych akcjonariuszy, współzarządza nią i reprezentuje jej interesy na arenie międzynarodowej. Choć przyznaje, że gdy wychodził „Wiedźmin 3”, rodzinę wysłał na wakacje, a sam zamknął się w domu na ponad 60 godzin.

Drugi mówił „Wyborczej”: „Po trzydziestce gry przestały mnie kręcić. Praca stała się problemem i stresem. Umowy, kredyty, kłopoty, ryzyko, odpowiedzialność. Ćwiczenia fizyczne nie dawały regeneracji. Doszło do tego, że niemal trzy tygodnie prawie nie spałem”. Kiciński z firmy odszedł, ale jest współwłaścicielem około 11 proc. akcji. Zajmuje się rozwojem duchowym, jeden z ośrodków medytacyjnych otworzył w Peru. W tym roku zadebiutował w branży gastronomicznej. W menu Wegemamy znajdziemy dania skomponowane wyłącznie z produktów roślinnych. „CD Projekt obserwuję z zewnątrz, jestem dumny, że świetnie się rozwija. Ale nie postrzegam dziś majątku jako najważniejszej rzeczy w życiu. Wychowałem się w nauczycielskiej rodzinie, często nam brakowało do pierwszego. Chciałem się od takiego życia uwolnić. Udało się”.

http://wyborcza.pl/7,156282,22162774,gielda-na-grzybowskiej-tutaj-narodzil-sie-cd-projekt-i-to.html

Treści na Forum Bankier.pl (Forum) publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją.

Bonnier Business (Polska) Sp.z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl artykułów 12 i 15 Rozporządzenia MAR (market abuse regulation). Złamanie zakazu manipulacji jest zagrożone odpowiedzialnością karną.

Zamieszczanie na Forum propozycji konkretnych decyzji inwestycyjnych w odniesieniu do instrumentu finansowego może stanowić rekomendację w rozumieniu przepisów Rozporządzenia MAR. Sporządzanie i rozpowszechnianie rekomendacji bez zachowania wymogów prawnych podlega odpowiedzialności administracyjnej.

Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.

[x]
CDPROJEKT 0,50% 202,00 2019-04-18 17:03:55
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.