Forum Gospodarka i polityka +Dodaj wątek

200 mln od Rydzyka na ratowanie stoczni. Dobry przekret. Bardzo dobry...

Zgłoś do moderatora
Dlaczego śledczy do tej pory nie chcą wyjaśnić tajemniczego wypadku opla calibry, w którym zginęły trzy osoby związane ze zbiórką ojca Rydzyka na ratowanie Stoczni Gdańskiej, ok. 200 mln zł? Z tej kwoty partner Rydzyka - ojciec Jan Król - przepuścił 5 mln zł na giełdzie.

W momencie zagrożenia Stoczni Gdańskiej upadłością Hutyra zostaje przewodniczącym Komitetu Ratowania Stoczni, powołanego przez Radio Maryja. Stając na ambonie obok o. Rydzyka Hutyra mówi: "Daję słowo honoru, że żadna złotówka przeznaczona na ratowanie stoczni nie przepadnie". W 1999 r. Hutyra orientuje się, że nie wiadomo, co się stało z pieniędzmi na ratowanie stoczni. Wysyła listy do o. Rydzyka i osób związanych z Radiem Maryja (były publikowane w „Gazecie Polskiej”). Listy pozostają bez odpowiedzi, a ludzie związani z o. Rydzykiem organizują spotkania, podczas których szkalują Hutyrę. "Bolek, nie możemy dalej współpracować. Z ust ojca dyrektora padają zarzuty pod twoim adresem. Podobno jesteś agentem" – mówi Hutyrze jeden z jego znajomych. Hutyra zakłada stowarzyszenie „Arka”, które skupia akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej. W 2000 r. pojawia się szansa na jej uratowanie .

Tajemniczy wypadek

Na wrzesień 2000 r. wyznaczona zostaje data walnego zebrania akcjonariuszy. Plan Hutyry jest następujący – akcjonariusze wybiorą radę nadzorczą. Najważniejszym punktem zebrania będzie głosowanie nad uwłaszczeniem pracowników oraz emerytowanych stoczniowców. W ten sposób stocznia pozostanie w polskich rękach. Po zakończeniu walnego władze stoczni wystąpią do dyrektora Radia Maryja Tadeusza Rydzyka z prośbą o pieniądze na jej funkcjonowanie. Piątek, 15 września 2000 r., Bolesław Hutyra, a także Marian Moćko, członek zarządu stowarzyszenia „Arka”, oraz przyjaciel Hutyry Andrzej Bugajski jadą na spotkanie z ministrem skarbu Andrzejem Chronowskim. Koło Nidzicy prowadzony przez Bugajskiego opel calibra zderza się z maszyną drogową. Kierowca i pasażerowie giną na miejscu. Okoliczności są niejasne – wypadek zdarzył się na prostej drodze, przy dobrej widoczności i ładnej pogodzie.

Eksperci badający okoliczności tragedii stwierdzają, że przyczyn nie można ustalić. Zastanawiający jest jednak brak śladów hamowania...
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl