Rynki

Twoje finanse

Biznes

Forum

reklama

Inflacja jednak Polakom niestraszna? Oczekiwania inflacyjne najniższe od 2 lat

Michał Żuławiński

Chociaż można odnieść uzasadnione wrażenie, że o inflacji i obawach z nią związanych w Polsce rozmawia, pisze i czyta się w ostatnich miesiącach coraz więcej, faktu tego nie widać w badaniach GUS-u. Jest wręcz odwrotnie, według najnowszych danych oczekiwania inflacyjne Polaków zeszły do najniższego poziomu od 2 lat.

Na zamieszczone w biuletynie statystycznym GUS-u dane o oczekiwaniach inflacyjnych w kwietniu komentatorzy czekali od dawna. Powód był prosty – w ubiegłym miesiącu mieliśmy do czynienia z wystrzałem inflacji, która wzrosła do 4,3 proc. wobec 3,2 proc. w marcu i 2,4 proc. w lutym. Jeszcze wyższą inflację nad Wisłą (ponad 5 proc.) odnotował Eurostat, stosujący nieco inny sposób obliczania tego wskaźnika.

W przeszłości zdarzało się, że reakcją na widoczny wzrost inflacji był wzrost oczekiwań inflacyjnych – siłą rzeczy, gdy ceny rosną, to pojawia się więcej okazji, w których konsument może zastanowić się nad ich przyszłym kształtowaniem. Dzieje się tak szczególnie wówczas, gdy drożeją dobra i usługi codziennego użytku - żywność, paliwa, energia elektryczna, wizyta u fryzjera itp.

Tym razem okazało się jednak, że jest inaczej – według danych podanych dziś przez GUS, chociaż inflacja CPI w Polsce ostatnio wyraźnie wzrosła, to oczekiwania inflacyjne Polaków wyraźnie spadły.

Do poziomu 30,2 pkt. spadł wskaźnik koniunktury konsumenckiej obrazujący oczekiwane zmiany cen w przeciągu następnych 12 miesięcy. To wyraźnie mniej niż miesiąc wcześniej (35,1 pkt.) czy rok temu (49,2 pkt.). Po raz ostatni niższy wynik oczekiwań inflacyjnych odnotowano w maju 2019 r.

()

Jak informuje GUS, wskaźnik może przyjmować wartość od -100 do +100. W przypadku oczekiwań inflacyjnych, im wyższy poziom wskaźnika tym większy odsetek ankietowanych spodziewa się wzrostu cen.

- Wskaźniki koniunktury konsumenckiej oblicza się w oparciu o wyniki badania kondycji gospodarstw domowych (postaw konsumentów) prowadzonego metodą testu koniunktury. Test zawiera zestaw pytań skierowanych bezpośrednio do konsumentów. (…) Wskaźniki obliczane są w formie sald ważonych, powstających jako różnica odpowiedzi pozytywnych i negatywnych – czytamy w objaśnieniach dołączonych przez GUS do danych.

Wskaźnik publikowany przez GUS nie pokrywa się np. z liczbą wyszukiwań frazy „inflacja” przez polskich internautów. Według danych Google’a, hasło to było w ostatnim czasie najpopularniejsze od wybuchu pandemii.

Nieco odmienne wskazania na temat oczekiwań inflacyjnych w Polsce znajdziemy także w zestawie wskaźników opracowywanych na potrzeby Dyrekcji Generalnej ds. Gospodarczych i Finansowych Komisji Europejskiej. Danymi zebranymi w maju jeszcze nie dysponujemy, jednak już kwietniowy odczyt pokazał pewien rozjazd. Warto dodać, że „unijny” wskaźnik powstaje w oparciu o ankiety przeprowadzane przez firmę GfK Polonia, podczas gdy GUS swoje dane zbiera sam.

W przypadku najnowszych danych GUS-u dysponujemy jedynie odczytem ogólnym, natomiast możemy „zajrzeć pod maskę” danym europejskim. Zgodnie z kwietniowym zestawem:

a)       26,6 proc. ankietowanych uważa, że ceny będą rosły szybciej niż obecnie (w marcu 27,9 proc.)

b)       50,2 proc. ankietowanych uważa, że ceny będą rosły w podobnym tempie jak obecnie (w marcu 48,4 proc.)

c)       13,9 proc. ankietowanych uważa, że ceny będą rosły wolniej niż obecnie (w marcu 15,5 proc.)

d)       2,2 proc. ankietowanych uważa, że ceny będą podobne jak obecnie (w marcu 3,8 proc.)

e)       0,6 proc. ankietowanych uważa, że ceny spadną (w marcu 0 proc.)

f)        6,5 proc. ankietowanych nie ma zdania (w marcu 4,4 proc.)

Końcowy wskaźnik (50 pkt.) powstaje poprzez dodanie odsetka badanych oczekujących szybszego wzrostu cen (a) do podzielonego przez dwa odsetka osób spodziewających się wzrostu cen na podobnym poziomie (b). Następnie od tej sumy odejmowany jest odsetek osób oczekujących spadku cen (e) oraz połowa odsetka osób spodziewających się braku zmiany cen (d). Jak widać, wskaźnik pomija osoby, które sądzą, że ceny będą rosły, ale wolniej (c).

Jeszcze jeden inflacyjny rozjazd obserwujemy, gdy porównamy oczekiwania konsumentów z oczekiwaniami producentów – uwagę na ten fakt zwrócili dziś ekonomiści PKO BP.

Silną presję inflacyjną w przemyśle znaleźć także w ostatnim odczycie indeksu PMI dla Polski. Więcej na ten temat w artykule "Niedobory surowców hamują wzrost w przemyśle".

Co dalej z inflacją?

W ostatnich miesiącach inflacja znajduje się w centrum polskiej debaty ekonomicznej. Komentowanie bieżących odczytów do jedno, a ocena natury tego zjawiska oraz możliwego rozwoju sytuacji inflacyjnej to drugie.

Wśród komentatorów panuje powszechne przekonanie, że inflacja w Polsce będzie nadal rosnąć – kolejne dane na ten temat poznamy 1 czerwca, kiedy GUS przedstawi szybki szacunek wzrosty cen w kwietniu. Konsensus ekonomistów zakłada, że roczna dynamika inflacji wyniesie 4,8 proc. Nie brak też opinii, że w kolejnych miesiącach zobaczymy „piątkę z przodu” – formułował ją m.in. inny członek RPP, Eugeniusz Gatnar.

Fundamentalnym sporem inflacyjnym jest natomiast to, na ile jest to zjawisko przejściowe (wynikające z otwarcia gospodarki, niskiej bazy sprzed roku itp.), a na ile ma charakter trwały. Na ten pierwszy scenariusz stawia prezes NBP Adam Glapiński, który w ubiegły piątek stanowczo protestował przeciwko stwierdzeniu, jakoby RPP lekceważyła inflację. Z kolei w poniedziałek głos zabrał inny członek polskich władz monetarnych, Eugeniusz Gatnar. Jego zdaniem już w czerwcu inflacja w Polsce może przekroczyć 5 proc.

Na potrzebę zmiany retoryki RPP w odpowiedzi na oczekiwania inflacyjne zwrócił uwagę inny członek RPP, Łukasz Hardt.

- Komunikacja już dawno powinna się zmienić. Powinniśmy więcej mówić o inflacji i o oczekiwaniach inflacyjnych – stwierdził ekonomista zaliczany do grona „jastrzębi” czyli zwolenników zacieśniania polityki monetarnej w obecnych warunkach.

Na ostatniej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński przyznał, że oczekiwania inflacyjne „nie są zakotwiczone na właściwym poziomie”, ze względu na liczne sensacyjne wiadomości w mediach czy też wzrost cen w kategoriach takich jak energia elektryczna, wywóz śmieci czy paliwa. Zdaniem szefa banku centralnego, są to jednak zjawiska „niezależne od polityki monetarnej”.

- Przeciętny człowiek nie ma czasu zastanawiać się nad naturą inflacji. Najczęściej nie wie, co to jest inflacja i nie musi wiedzieć. My jesteśmy od tego. Starajmy się przekazać społeczeństwu, że inflacja nie wyrwała się spod kontroli, że istnieją szoki podażowe, które czasowo podwyższyły inflację, czyni to też baza, lecz w przyszłym roku powinniśmy wrócić na normalne tory. Będziemy pilnować, by inflacja nie wyrwała się spod kontroli, kiedy dojdą do głosu czynniki popytowe – powiedział do dziennikarzy Glapiński.

- Chcielibyśmy, aby długookresowe zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych nastąpiło w pobliżu 2,5 proc., co jest naszym celem inflacyjnym. Żeby ludzie w ten sposób to odbierali – wzrost cen o 2,5 proc. jest normalny w kraju o tempie rozwoju takim jak Polska – dodał.

Konsumenci „wybaczyli” cenom?

Wyjaśnień zaskakująco niskiego odczytu wskaźnika oczekiwań inflacyjnych może być rzecz jasna mnóstwo. Interesującą hipotezę przedstawili ekonomiści Pekao. Ich zdaniem zadziałać mógł tzw. „efekt halo”, w ramach którego Polacy tymczasowo pogodzili się ze wzrostem cen i nie traktują go obecnie jako priorytet.

- W atmosferze otwierania gospodarki, generalnie większego optymizmu co do perspektyw własnych i kraju konsumenci są w stanie krótkookresowo więcej wybaczyć cenom i, ponieważ inflacja jest postrzegana jako coś negatywnego, traci priorytet – czytamy we wpisie działu analiz Pekao na Twitterze.

Rzecz jasna sytuacja może się zmienić, jeżeli okaże się, że rację mają ci uczestnicy debaty inflacyjnej, którzy uznają, że wzrost cen wcale nie jest tymczasowy. Pewnej reakcji RPP na inflację zaczynają spodziewać się także rynki – więcej na ten temat pisaliśmy w artykule „Rynek oczekuje podwyżki stóp procentowych w Polsce”. Warto także dodać, że podwyżkowe sygnały wysyła także Narodowy Bank Węgier, z którym polska polityka pieniężna bywa porównywana.

powiązane
polecane
najnowsze
popularne
najnowsze
bankier na skróty