Test żelazek do prasowania

Im więcej pary, tym łatwiejsze prasowanie. A nie wszystkie testowane żelazka buchają parą równie mocno. Ponad połowa okazała się tylko dostateczna lub jeszcze gorsza.

Dziewięć żelazek na parę i siedem systemowych, czyli ze stacją parową poszło w ruch w laboratoryjnej pralni. Każda najmniejsza fałdka i każde zagniecenie musiało zostać idealnie wygładzone. Najważniejszym zadaniem dla żelazek tego dnia było prasowanie trudnych tkanin: nowoczesnych materiałów z tworzyw sztucznych, delikatnych jedwabi, grubej bawełny i trudnego do okiełznania lnu.

Bezapelacyjny Tefal

W pojedynku na prasowanie bezapelacyjnie wygrało żelazko ze stacją parową. Model ten kosztuje aż 999 zł, ale jako jedyny w teście otrzymał za prasowanie ocenę bardzo dobrą. Jego ogólna ocena za całokształt też jest najlepsza.

Zespół badaczy złożony z zawodowej prasowaczki oraz z doświadczonych w prasowaniu laików otrzymał koszule, bluzki, dżinsy i obrusy. Jak można się domyślać, wszystko to było pogniecione, a dokładniej – było bezpośrednio po wypraniu i wysuszeniu. Najlepszy efekt prasowania badacze osiągnęli, używając zwycięskiego Tefala, który wypuszczał wilgotną parę z tak dużą siłą wprost w tkaniny, że ich włókna natychmiast pęczniały i stawały się łatwe w układaniu. Dzięki temu, że żelazko wypuszczało sporo pary już przy najniższym ustawieniu (jeden punkt na skali), nie ucierpiały materiały nawet nieodporne na wysoką temperaturę, takie jak poliamid czy poliester. Inne żelazka z testu prasowały tego typu tkaniny na sucho i – co się z tym wiąże – znacznie gorzej.

Prasowanie pod ciśnieniem

Żelazka, które prasują tylko dzięki gorącej powierzchni stopy i naciskowi na materiał to już przeszłość. Teraz bez pary się nie obejdzie. Żelazka wypuszczające parę wodną szczelinami na swojej stopie nawilżają prasowaną tkaninę, dzięki czemu jej włókna pęcznieją i łatwiej je układać. Dlatego suchy materiał jest też przed prasowaniem spryskiwane. Gorąca woda sprawia, że włókna pęcznieją jeszcze lepiej.

Model Tefala ze stacją parową osiągnął najlepszy wynik również w odświeżaniu ubrań – podczas ich prasowania w pozycji pionowej. Wiszące części garderoby, takie jak marynarki, plisowane spódnice czy raz założone spodnie z aksamitu odzyskiwały świeży wygląd po kilku szybkich pociągnięciach żelazkiem. W taki sam sposób można odświeżać ubrania również za pomocą pozostałych żelazek systemowych, które brały udział w teście – co prawda mniej skutecznie niż, gdy stosujemy model Tefala, ale za to zwykle lepiej niż przy użyciu żelazek parowych.

Najgorszy w teście

Różnica między zachwytem a rozczarowaniem to 900 zł oraz dwa całkowicie różne światy żelazek. Model parowego żelazka bez ciśnienia, które wypadło najgorzej w teście, kosztuje jedyne 105 zł. Konsument, który je kupił zapewne oczekuje, że będzie mógł prasować z użyciem pary – zresztą słusznie, bo model ten jest oferowany właśnie jako żelazko parowe. Ale tu niespodzianka: Badacze ledwo wyczuli wilgotną mgiełkę, a gołym okiem prawie w ogóle nie mogli jej dostrzec. Żelazko wypuszcza 2 g pary na minutę, a to dla większości tkanin zbyt mało. Po pół godzinie pracochłonnego prasowania testowe ubrania zostały wygładzone tylko w stopniu miernym, co dało najgorszy wynik wśród wszystkich badanych produktów. Doświadczenie badaczy wskazuje na to, że do skutecznego prasowania parowego potrzeba około 10 g pary na minutę.

Opary pary

Im więcej pary wydobywa się z żelazka, tym szybciej idzie prasowanie. Tradycyjne żelazka o małych pojemnikach na wodę trzeba napełniać ponownie po około 5-15 minutach puszczania pary. To odpowiada mniej więcej 15-45 minutom zwykłego prasowania. Ciągłe dolewanie wody jest uciążliwe, szczególnie, gdy w telewizji leci akurat ciekawy film albo gdy na uprasowanie czeka stos ubrań zbieranych od miesiąca.

Użytkownicy żelazek ze stacjami parowymi mogą zapomnieć o ciągłym dolewaniu wody. Można nimi prasować przez dwie lub trzy godziny, a wody nie zabraknie. Niestety ich minusem jest wysokie zużycie energii.

Co wlewać?

Tam, gdzie w grę wchodzi woda, pojawia się problem wapiennego osadu. Im woda twardsza, tym więcej osadu pojawia się w zbiorniku żelazka. Do wszystkich badanych modeli żelazek można nalewać wodę z kranu. Ale niekiedy producent stawia pewne zastrzeżenia. Jeżeli mamy w domu wodę twardą lub bardzo twardą, niektórzy producenci radzą wymieszać ją z wodą destylowaną w proporcjach pół na pół. Jeżeli w instrukcji obsługi nie jest wyraźnie napisane, żeby do żelazka stosować wodę destylowaną, wtedy lepiej z niej zrezygnujmy, może bowiem niszczyć wewnętrzne części urządzenia.

Nietrwałe i niebezpieczne

Jak szybko żelazko może pokryć osad? To wykazało dwustuczterdziestogodzinne badanie, podczas którego żelazka cały czas działały (po 20 sekundach wypuszczania pary następowało 10 sekund przerwy). Do tej próby używano tylko twardej wody (17 stopni niemieckich), aby można było porównać wyniki. Niektóre żelazka nie dotrwały do końca czasu użytkowania ustalonego na trzy do pięciu lat. Stopy żelazek, uszczelki, zawory lub elektronika nie wytrzymały próby.

Lepsze droższe

Czy prasowanie testowanymi żelazkami jest wygodne? Badania wykazały, że tak. Irytować może co najwyżej nieporęczny kabel w niektórych modelach oraz gruby przewód pary w stacjach, które swoją drogą zajmują sporo miejsca. W trzech dobrych żelazkach systemowych: Tefal, Rowenta i Philips kabel można zwijać, a przewód pary ma swoje miejsce, więc ich właścicielom nic nie będzie przeszkadzać podczas prasowania.

Które więc żelazko wybrać? Niestety urządzenia ocenione najwyżej są zwykle droższe od tych gorszych. Żelazko systemowe to zakup, który opłaca się osobom prasującym naprawdę dużo.

Pełne wyniki testu na: www.swiatkonsumenta.pl
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Do pobrania

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj

Znajdź nas na Facebooku