Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2012-09-13 06:00 Źródło: Malwina Wrotniak-Chałada - Bankier.pl

Malwina Wrotniak-Chałada - Bankier.pl

Tam mieszkam: Birma


Według Lonely Planet to w 2012 r. druga najciekawsza destynacja na świecie. Tydzień ma tu 8 dni, rząd gwarantuje prąd tylko na kilka godzin dziennie, a ludzie dopiero co przestali bać się rozmawiać. O Birmie rozmawiamy z jednym z nielicznych w tym kraju Polaków, autorem "Tajskiego epizodu z dreszczykiem", Markiem Lenarcikiem*.

życie w birmie
fot. iStockphoto/ThinkStock

Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Jak Pan zawitał do Birmy? Lądowe przejścia graniczne – z Indiami, Laosem czy Chinami - są dla turystów zamknięte.

Marek Lenarcik: Do Birmy zawitałem jak większość przyjezdnych - lecąc samolotem do Rangunu. Sytuacja na lądowych granicach jest jednak bardziej skomplikowana niż się powszechnie uważa. Można wjechać lądem na przejściu granicznym w Ranong w Tajlandii (Kawthaung po birmańskiej stronie granicy) albo w Mae Sai na północy Tajlandii (Tachileik po birmańskiej stronie). Najpopularniejsza niegdyś granica w Mae Sot jest zamykana i otwierana w zależności od sytuacji politycznej w regionie i widzimisię pograniczników.


Marek Lenarcik, fot. arch. prywatne rozmówcy


Podobno jakby się dobrze postarać, to można przekroczyć też granicę birmańsko-chińską, ale jeszcze nie próbowałem. Żeby jednak wyjechać przez Kawthaung i Tachileik, potrzebne są już pozwolenia, które z reguły może załatwić biuro podróży. Na razie jednak najwygodniejszą i najtańszą bramą do Birmy pozostaje lotnisko w byłej stolicy.

Co Pan robi w jednym z najbiedniejszych państw świata? Dokąd zresztą, przypomnijmy, trafił z europejskiej korporacji.

Między europejską korporacją a Birmą było jeszcze 1,5 roku w Tajlandii, 7 miesięcy w Ameryce Południowej i kilka w Malezji. Obecnie pracuję jako produktowiec dla największego lokalnego prywatnego biura podróży.


Birma, fot. Photodisc/ThinkStock
Spotyka Pan często imigrantów z Europy, osiedlających się tu na stałe? Jak oni argumentują swoje decyzje o przenosinach?

Spotykam sporo Europejczyków, choć nieporównywalnie mniej niż w innych krajach, w których mieszkałem lub przebywałem. Nikt jednak jeszcze, włącznie ze mną, nie zadeklarował, że przeniósł się tu na stałe. Europejczycy tutaj to głównie pracownicy kontraktowi - nauczyciele angielskiego, menadżerowie w hotelach, przedstawiciele zagranicznych biur podróży.

Życie jest prostsze, kiedy zamiast 7, ma się, jak tu, do dyspozycji 8 dni w tygodniu?

Niestety nie robi to żadnej różnicy. Ósmy dzień tygodnia według tradycyjnego birmańskiego kalendarza to środa po południu. Tydzień więc nijak nie chce być dłuższy.

Słyszę opinie, że to chory kraj. Gdyby i w Pana odczuciu takim był, pewnie już dawno nie byłoby tu po Panu śladu? Chyba że z góry mowa o pobycie tymczasowym, pełnym wrażeń, w którą to konwencje Birma wpisuje się znakomicie – i stan zdrowia państwa nie ma większego znaczenia.

Jeszcze kilka lat temu Amerykański Departament Stanu klasyfikował Birmę jako drugi najbardziej represyjny reżim na świecie po Korei Północnej i zapewne nie była to klasyfikacja bezpodstawna. Wiele jednak w ostatnich latach zmieniło się w kraju. Wojskowa junta oficjalnie została rozwiązana w marcu 2011 roku. I nawet jeśli generałowie zamienili mundury na garnitury, to zmiany są widoczne gołym okiem. Aung San Suu Kyi, główna demokratyczna opozycjonistka została wypuszczona z aresztu domowego i nic nie wskazuje na to, że miałaby tam trafić ponownie. Wielu więźniów politycznych zostało zwolnionych z więzień.

Gdzie leży Birma?


Pokaż Tam mieszkam na większej mapie

W kwietniu odbyły się wybory uzupełniające do parlamentu, niemalże w całości wygrane przez opozycyjną wobec rządu National League for Democracy. Zachodnie rządy stopniowo znoszą lub zawieszają sankcje. Na ulicach jest coraz więcej nowych samochodów. Budują się nowe hotele, otwierają restauracje. Wzdłuż głównej drogi prowadzącej na lotnisko, która jest akurat przy moim domu przynajmniej raz w tygodniu roi się od policji i wojska - obstawiają przyjazd kolejnej zagranicznej delegacji. Na lotnisku regularnie lądują wyczarterowane samoloty pełne biznesmenów z Singapuru, Chin czy Japonii. W powietrzu czuć zapach napływającego zagranicznego kapitału...

Miewa Pan takie momenty, kiedy rozmawia z obywatelami kraju, a oni w Pana obecności odkrywają fakty, których nie mieli okazji znać ze względu na to, że nigdy nie opuszczali swojego kraju? Czego takie sytuacje dotyczą?

Jeszcze półtora roku temu, kiedy odwiedziłem Birmę po raz pierwszy, wszystko wyglądało inaczej. Na ulicach nie sprzedawano gadżetów propagandowych National League for Democracy, ludzie bali się rozmawiać. Dziś jest zupełnie inaczej i rozmawiać można prawie ze wszystkimi i o wszystkim. Po oczach biją te lata izolacji - brak solidnej edukacji, doświadczenia w biznesie, rozumienia się z obcokrajowcami. Rozmówców cechuje ostrożny optymizm w związku z zachodzącymi zmianami.


Jak się mieszka w innych częściach świata? Tylko w Bankier.pl

"Tam mieszkam" - zobacz najnowsze odcinki z tej serii!

W rozmowach wychodzi w sumie brak wiedzy politycznej - źli generałowie, którzy robili nam krzywdę i nagle przestali. Większość ludzi im nie ufa, choć liczy na zmiany. Aung San Suu Kyi nazywana jest "naszą liderką" i wygląda na to, że jeśli obecny rząd nie odwali jakiegoś numeru, to jej partia odniesie miażdżące zwycięstwo w wyborach generalnych w 2015 roku. Świetnie, jeśli tak się stanie, choć obawiam się, że dla Birmy będzie to dopiero nowy start, a problemy nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Zejdźmy na poziom życia codziennego. Jak Pan sobie radzi w kraju, gdzie oficjalnym językiem jest, za przeproszeniem, birmański?

Nie jest to pierwszy kraj, gdzie musiałem funkcjonować przez jakiś czas, stawiając czoła problemom komunikacyjnym. Birma była jednak kolonią brytyjską i wielu zwłaszcza starszych ludzi mówi płynnie po angielsku. W biznesie obowiązującym językiem jest angielski i raczej nie ma problemów z komunikacją. Na ulicy bywa różnie i znajomość angielskiego jest ograniczona.


Mnisi - stały element birmańskiego krajobrazu, fot. iStockphoto/ThinkStock

Birmańczycy jednak to niesamowicie ciepli, gościnni, otwarci i przyjaźnie nastawieni ludzi. Parę uśmiechów, kilka podstawowych słów po birmańsku i życie wcale nie jest takie trudne, jakby się mogło wydawać.

W Birmie codziennie pojawiają się przerwy w dostawie prądu, nawet w dużych miastach? Czy to ma szanse wkrótce się zmienić?

Przerwy w dostawach prądu to niestety birmańska codzienność. Nawet w Rangunie czy Mandalay prawie każdy poważny biznes korzysta z zapasowych generatorów na ropę, bo rząd gwarantuje energię jedynie przez kilka godzin dziennie. W moim biurze korzystamy z sieci rządowej, generatorów obsługujących cały budynek. Przed wejściem do biura stoi też nasz prywatny generator na czarną godzinę. W domu przez większość czasu mam prąd ok. 20 godzin na dobę. Zewnętrzne generatory obsługują jedynie windy i oświetlenie na korytarzach. Birmańska sieć energetyczna potrzebuje wielkich, poważnych inwestycji. A te pewnie zajmą minimum kilka lat, żeby się zmaterializować.

I pewnie niewiele zdziałają nawet protesty obywateli. Tam, skąd podobne akcje trafiają do międzynarodowych mediów, mają jeszcze szansę zostać zauważone. Nie ma Pan wrażenia, że Birma to kraj, którego losy obchodzą naprawdę niewielu?

Zgadzam się, że do niedawna Birma obchodziła bardzo niewielu. A szkoda, bo to piękny kraj, pełen cudownych ludzi. Birma nie ma sojuszników. Ma za to pełno surowców naturalnych, takich jak gaz, złoto, czy kamienie szlachetne: głównie rubiny, szmaragdy i jadeit. Zachodnie mocarstwa narzuciły sankcje, co wykorzystały m.in. Chiny, które nigdy nie przestały inwestować w Birmie. Dziś birmański rząd, zarówno obecny, jak i przyszły powinien być bardzo ostrożny. Birma w tej chwili to pod względem inwestycji chyba najlepszy kawałek tortu na świecie. Głupio byłoby sprzedać się zbyt tanio.

Im dziwniejszy kraj, tym często więcej ma turystów. W przypadku Mjanmy to prawidło też działa czy może jeszcze na to za wcześnie - zbyt jeszcze Birma wydaje się dzika?

Od mniej więcej roku w Birmie trwa turystyczny boom. Znana seria przewodników Lonely Planet uznała Birmę za drugą najciekawszą destynację na świecie w 2012 roku. New York Times umieścił ją na miejscu pierwszym. Nasz największy brytyjski klient odnotował wzrost zapytań o Birmę o 630%. Większość dobrych hoteli na nadchodzący sezon jest już pełna. Luksusowe rejsy po rzece Irrawaddy są wyprzedane aż do końca przyszłego roku...


fot. iStockphoto/ThinkStock

Nie zmienia to jednak faktu, że w tym roku Birmę odwiedzi pewnie około miliona turystów, podczas gdy do graniczącej z nią Tajlandii może zawitać nawet 20 razy tyle. Birma jeszcze przez wiele lat pozostanie relatywnie nieodkrytym krajem.

Do których z miejsc w Birmie miałby Pan ochotę zajrzeć, ale to niebezpieczne i niewskazane?

Są pewne miejsca w kraju, które w obiegowej opinii uchodzą za niebezpieczne. Głównie rejony przygraniczne z Tajlandią, Laosem, Bangladeszem i Indiami, a także daleka północ kraju. Do większości z nich wymagane jest jednak pozwolenie, a jego wydanie zależy od dobrego humoru rządu. Chciałbym odwiedzić wszystkie te miejsca, gdzie zorganizowana turystyka jeszcze nie dotarła, ale obawiam się, że mój szef nie poprze tego pomysłu w najbliższych miesiącach.

Odwiedzenie czego zatem Pan poleca?

Przy pierwszej wizycie w Birmie najlepiej odwiedzić tak zwaną "dużą czwórkę", czyli Rangun z olśniewającą pagodą Szwedagon, Mandalay, czyli kulturową stolicę Birmy wraz z przyległościami, Bagan będące domem dla ponad 2 000 świątyń o kilkusetletniej historii, a także jezioro Inle, gdzie możemy zobaczyć między innymi rybaków wiosłujących nogami. Taką podróż zakończyłbym relaksem na ładnej plaży Ngapali lub dzikiej wyspie Macleod, gdzie obecnie znajduje się jedyny hotel w archipelagu Mergui. Wyżej wymienione miejsca powoli zapełniają się turystami w wysokim sezonie trwającym od października do kwietnia. Aby uniknąć tłoku, polecam wizytę między majem a wrześniem. W Rangunie może trochę popadać, ale reszta kraju z wyjątkiem plaż jest sucha i słoneczna. Plaże są zamknięte z uwagi na dość silny monsun w regionie.

Tym, którzy dostają wstrząsów na widok innych turystów polecam okolice Putao, w birmańskiej części Himalajów, północny stan Szan (okolice Hsipaw, Lashio) i cały Złoty Trójkąt, zwłaszcza w okolicach Keng Tung, gdzie można zobaczyć między innymi wioski animistów.

Tworzymy portal finansowy. Podjąłby się Pan próby skalkulowania koszu podróży do Birmy, uwzględniając posiadaną wiedzę o tym, jak, czym i którędy najtaniej?

Czegokolwiek bym nie powiedział, jutro moja wypowiedź może być nieaktualna, bo sytuacja w birmańskiej turystyce jest bardzo dynamiczna. Do Rangunu i z powrotem można polecieć za 2-3 tysiące złotych. Cena za noc w hotelu wynosi średnio od 80 do 1 000 złotych za dobę. Warto jednak zaznaczyć, że hotel w granicach 80 złotych może okazać się podłą norą, a ten za 1 000 złotych w dowolnym innym kraju w regionie kosztowałby najwyżej połowę tego. Birmańskie standardy mają jeszcze trochę do nadgonienia.

Na ulicy można zjeść posiłek już za 3 złote. W lokalnej restauracji zjemy za 10-20 złotych, a kolacja w turystycznej restauracji będzie nas kosztować 60-100 złotych. W Birmie najłatwiej i najszybciej podróżuje się samolotem, choć koszta mogą być relatywnie wysokie (często minimum 400 złotych w jedną stronę). Autobusy z miasta do miasta kosztują mniej niż 50 złotych, a sypialny pociąg z Yangon do Mandalay to wydatek rzędu 150 złotych. Koszt wakacji w Birmie zależał więc będzie głównie od standardu, w jakim chcemy podróżować.

Rozmawiała Malwina Wrotniak, Bankier.pl
m.wrotniak@bankier.pl

* Życie na Dalekim Wschodzie Marek Lenarcik relacjonuje także na blogach www.zyciewtropikach.com i www.lifeinburma.wordpress.com. Więcej informacji o książce "Tajski epizod z dreszczykiem" na www.tajskiepizod.pl.

Ceny w Birmie*

Waluta: kyat (czyt. dżat) 1 USD = 850-900 kyatów
1l mleka to koszt: 1500 kyatów (mleko nie jest popularnym produktem i jest sprowadzane z okolicznych krajów; za 1500 kyatów można też zjeść lunch w lokalnej restauracji.
1l benzyny: sprzedawane w galonach w cenie 3500-4000 kyatów za galon
3-pokojowe mieszkanie średniej klasy: 80 000 USD
Inaczej niż w Polsce, odpłatne są: edukacja, służba zdrowia
Zdecydowanie tańsze niż w Polsce są:
żywność, energia elektryczna, koszt połączeń telefonicznych
* Na pytania odpowiada Marek Lenarcik, bohaterk Tam mieszkam: Birma


Komentarzy 0


Zobacz też:
» Tam mieszkam: Ghana cz. 2
» Polacy na emigracji - dlaczego nie wracają?
» Na co narzeka się za granicą? 50 emigrantów porównuje warunki życia z polskimi
» więcej
RSS Google Wykop

Kup Apartament nad Morzem i Zarabiaj nawet do 8%

Komentarze do artykułu
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~Jola   2013-02-07 22:50
wróciłam z Birmy prawie cztery tygodnie temu i podpisuję się pod każdym słowem poprzedniego komentarza. "Za przeproszeniem birmański" - brak mi słów!
Tam mieszkam: Birma Autor: ~MArzena   2012-12-13 21:45
Przeczytałam ten artykuł i oczom nie wierzę. Może posłużę się słowami autorki tekstu i powiem- jak za przeproszeniem- można zrobić taki gniot? Czy Pani wie, co to jest porządny research? czy Pani prze (..)
Re: Birma jest droga Autor: ~Khandro   2013-02-18 19:30
Witam, Niestety Marek Lenarcik ma rację. Birma była krajem stosunkowo tanim do marca 2012 r. kiedy to drastycznie wzrosły ceny noclegów. Z dnia na dzień cena średniej klasy hotelu w Rangunie wzrosła z (..)
Birma jest droga Autor: ~Joanna   2012-09-20 12:41
dla turystów z nadmiarem pieniędzy :) właśnie wróciłam z Birmy, dobry hotel za 15-20$ bez problemów, jedzenie również w znośnych, azjatyckich cenach
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~Marek Lenarcik   2012-09-19 11:48
Krzysztofie, Birma w tej chwili obiektywnie jest drugim najdroższym krajem w Azji Południowo-Wschodniej po Singapurze. Powody nie są takie tajemnicze, jak mogłoby się wydawać. Otwórz Myanmar Times, a (..)
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~Krzysiek   2012-09-19 10:46
Dnia 2012-09-19 o godz. 07:21 ~zdradawtropikach napisał(a): > Eee, to jeszcze ja może dorzucę swoje trzy grosze. Bo też > mam przyjemność mieszkać w tym pięknym kraju. Jak nie > jestem u sieb (..)
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~cF   2014-03-25 19:45
Dnia 2012-09-19 o godz. 09:54 ~foxi napisał(a): > Polskie miernoty i mądrale w akcji: Kiedyś w Polsce ci co > mysleli o sobie , ze kimś są bakali po francusku, nieco > później łacina, nie tak (..)
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~zdradawtropikach   2012-09-19 13:58
Dziękuję ze tę eksplanację ;)
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~czako1   2012-09-19 10:16
Widzę, że nie rozumiesz, że język się zmienia, żyje i przeistacza. Oto tłumaczenie: lunch - posiłek między śniadaniem a obiadem. Coś jak drugie śniadanie ale raczej cięższe, często na ciepło. Brak od (..)
Re: Tam mieszkam: Birma Autor: ~foxi   2012-09-19 09:54
Polskie miernoty i mądrale w akcji: Kiedyś w Polsce ci co mysleli o sobie , ze kimś są bakali po francusku, nieco później łacina, nie tak dawno rosyjski był na tapecie. Teraz miernoty i światowcy-uda (..)