Tam mieszkam: Birma

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Według Lonely Planet to w 2012 r. druga najciekawsza destynacja na świecie. Tydzień ma tu 8 dni, rząd gwarantuje prąd tylko na kilka godzin dziennie, a ludzie dopiero co przestali bać się rozmawiać.

O Birmie rozmawiamy z jednym z nielicznych w tym kraju Polaków, autorem "Tajskiego epizodu z dreszczykiem", Markiem Lenarcikiem*.

Jak Pan zawitał do Birmy? Lądowe przejścia graniczne – z Indiami, Laosem czy Chinami - są dla turystów zamknięte.

Marek Lenarcik: Do Birmy zawitałem jak większość przyjezdnych - lecąc samolotem do Rangunu. Sytuacja na lądowych granicach jest jednak bardziej skomplikowana niż się powszechnie uważa. Można wjechać lądem na przejściu granicznym w Ranong w Tajlandii (Kawthaung po birmańskiej stronie granicy) albo w Mae Sai na północy Tajlandii (Tachileik po birmańskiej stronie).

życie w birmie

fot. iStockphoto/ThinkStock

Najpopularniejsza niegdyś granica w Mae Sot jest zamykana i otwierana w zależności od sytuacji politycznej w regionie i widzimisię pograniczników. Podobno jakby się dobrze postarać, to można przekroczyć też granicę birmańsko-chińską, ale jeszcze nie próbowałem.

Marek Lenarcik, fot. arch. prywatne rozmówcy









Żeby jednak wyjechać przez Kawthaung i Tachileik, potrzebne są już pozwolenia, które z reguły może załatwić biuro podróży. Na razie jednak najwygodniejszą i najtańszą bramą do Birmy pozostaje lotnisko w byłej stolicy.

Co Pan robi w jednym z najbiedniejszych państw świata? Dokąd zresztą, przypomnijmy, trafił z europejskiej korporacji.

Między europejską korporacją a Birmą było jeszcze 1,5 roku w Tajlandii, 7 miesięcy w Ameryce Południowej i kilka w Malezji. Obecnie pracuję jako produktowiec dla największego lokalnego prywatnego biura podróży.

Birma, fot. Photodisc/ThinkStock

Spotyka Pan często imigrantów z Europy, osiedlających się tu na stałe? Jak oni argumentują swoje decyzje o przenosinach?

Spotykam sporo Europejczyków, choć nieporównywalnie mniej niż w innych krajach, w których mieszkałem lub przebywałem. Nikt jednak jeszcze, włącznie ze mną, nie zadeklarował, że przeniósł się tu na stałe. Europejczycy tutaj to głównie pracownicy kontraktowi - nauczyciele angielskiego, menadżerowie w hotelach, przedstawiciele zagranicznych biur podróży.

Życie jest prostsze, kiedy zamiast 7, ma się, jak tu, do dyspozycji 8 dni w tygodniu?

Niestety nie robi to żadnej różnicy. Ósmy dzień tygodnia według tradycyjnego birmańskiego kalendarza to środa po południu. Tydzień więc nijak nie chce być dłuższy.

Słyszę opinie, że to chory kraj. Gdyby i w Pana odczuciu takim był, pewnie już dawno nie byłoby tu po Panu śladu? Chyba że z góry mowa o pobycie tymczasowym, pełnym wrażeń, w którą to konwencje Birma wpisuje się znakomicie – i stan zdrowia państwa nie ma większego znaczenia.

Jeszcze kilka lat temu Amerykański Departament Stanu klasyfikował Birmę jako drugi najbardziej represyjny reżim na świecie po Korei Północnej i zapewne nie była to klasyfikacja bezpodstawna. Wiele jednak w ostatnich latach zmieniło się w kraju. Wojskowa junta oficjalnie została rozwiązana w marcu 2011 roku. I nawet jeśli generałowie zamienili mundury na garnitury, to zmiany są widoczne gołym okiem. Aung San Suu Kyi, główna demokratyczna opozycjonistka została wypuszczona z aresztu domowego i nic nie wskazuje na to, że miałaby tam trafić ponownie. Wielu więźniów politycznych zostało zwolnionych z więzień.

Gdzie leży Birma?

Pokaż Tam mieszkam na większej mapie

W kwietniu odbyły się wybory uzupełniające do parlamentu, niemalże w całości wygrane przez opozycyjną wobec rządu National League for Democracy. Zachodnie rządy stopniowo znoszą lub zawieszają sankcje. Na ulicach jest coraz więcej nowych samochodów. Budują się nowe hotele, otwierają restauracje. Wzdłuż głównej drogi prowadzącej na lotnisko, która jest akurat przy moim domu przynajmniej raz w tygodniu roi się od policji i wojska - obstawiają przyjazd kolejnej zagranicznej delegacji. Na lotnisku regularnie lądują wyczarterowane samoloty pełne biznesmenów z Singapuru, Chin czy Japonii. W powietrzu czuć zapach napływającego zagranicznego kapitału...

Miewa Pan takie momenty, kiedy rozmawia z obywatelami kraju, a oni w Pana obecności odkrywają fakty, których nie mieli okazji znać ze względu na to, że nigdy nie opuszczali swojego kraju? Czego takie sytuacje dotyczą?

Jeszcze półtora roku temu, kiedy odwiedziłem Birmę po raz pierwszy, wszystko wyglądało inaczej. Na ulicach nie sprzedawano gadżetów propagandowych National League for Democracy, ludzie bali się rozmawiać. Dziś jest zupełnie inaczej i rozmawiać można prawie ze wszystkimi i o wszystkim. Po oczach biją te lata izolacji - brak solidnej edukacji, doświadczenia w biznesie, rozumienia się z obcokrajowcami. Rozmówców cechuje ostrożny optymizm w związku z zachodzącymi zmianami.

W rozmowach wychodzi w sumie brak wiedzy politycznej - źli generałowie, którzy robili nam krzywdę i nagle przestali. Większość ludzi im nie ufa, choć liczy na zmiany. Aung San Suu Kyi nazywana jest "naszą liderką" i wygląda na to, że jeśli obecny rząd nie odwali jakiegoś numeru, to jej partia odniesie miażdżące zwycięstwo w wyborach generalnych w 2015 roku. Świetnie, jeśli tak się stanie, choć obawiam się, że dla Birmy będzie to dopiero nowy start, a problemy nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Zejdźmy na poziom życia codziennego. Jak Pan sobie radzi w kraju, gdzie oficjalnym językiem jest, za przeproszeniem, birmański?

Nie jest to pierwszy kraj, gdzie musiałem funkcjonować przez jakiś czas, stawiając czoła problemom komunikacyjnym. Birma była jednak kolonią brytyjską i wielu zwłaszcza starszych ludzi mówi płynnie po angielsku. W biznesie obowiązującym językiem jest angielski i raczej nie ma problemów z komunikacją. Na ulicy bywa różnie i znajomość angielskiego jest ograniczona.

Mnisi - stały element birmańskiego krajobrazu, fot. iStockphoto/ThinkStock

Birmańczycy jednak to niesamowicie ciepli, gościnni, otwarci i przyjaźnie nastawieni ludzi. Parę uśmiechów, kilka podstawowych słów po birmańsku i życie wcale nie jest takie trudne, jakby się mogło wydawać.

W Birmie codziennie pojawiają się przerwy w dostawie prądu, nawet w dużych miastach? Czy to ma szanse wkrótce się zmienić?

Przerwy w dostawach prądu to niestety birmańska codzienność. Nawet w Rangunie czy Mandalay prawie każdy poważny biznes korzysta z zapasowych generatorów na ropę, bo rząd gwarantuje energię jedynie przez kilka godzin dziennie. W moim biurze korzystamy z sieci rządowej, generatorów obsługujących cały budynek. Przed wejściem do biura stoi też nasz prywatny generator na czarną godzinę. W domu przez większość czasu mam prąd ok. 20 godzin na dobę. Zewnętrzne generatory obsługują jedynie windy i oświetlenie na korytarzach. Birmańska sieć energetyczna potrzebuje wielkich, poważnych inwestycji. A te pewnie zajmą minimum kilka lat, żeby się zmaterializować.

I pewnie niewiele zdziałają nawet protesty obywateli. Tam, skąd podobne akcje trafiają do międzynarodowych mediów, mają jeszcze szansę zostać zauważone. Nie ma Pan wrażenia, że Birma to kraj, którego losy obchodzą naprawdę niewielu?

Zgadzam się, że do niedawna Birma obchodziła bardzo niewielu. A szkoda, bo to piękny kraj, pełen cudownych ludzi. Birma nie ma sojuszników. Ma za to pełno surowców naturalnych, takich jak gaz, złoto, czy kamienie szlachetne: głównie rubiny, szmaragdy i jadeit. Zachodnie mocarstwa narzuciły sankcje, co wykorzystały m.in. Chiny, które nigdy nie przestały inwestować w Birmie. Dziś birmański rząd, zarówno obecny, jak i przyszły powinien być bardzo ostrożny. Birma w tej chwili to pod względem inwestycji chyba najlepszy kawałek tortu na świecie. Głupio byłoby sprzedać się zbyt tanio.

Im dziwniejszy kraj, tym często więcej ma turystów. W przypadku Mjanmy to prawidło też działa czy może jeszcze na to za wcześnie - zbyt jeszcze Birma wydaje się dzika?

Od mniej więcej roku w Birmie trwa turystyczny boom. Znana seria przewodników Lonely Planet uznała Birmę za drugą najciekawszą destynację na świecie w 2012 roku. New York Times umieścił ją na miejscu pierwszym. Nasz największy brytyjski klient odnotował wzrost zapytań o Birmę o 630%. Większość dobrych hoteli na nadchodzący sezon jest już pełna. Luksusowe rejsy po rzece Irrawaddy są wyprzedane aż do końca przyszłego roku...

fot. iStockphoto/ThinkStock

Nie zmienia to jednak faktu, że w tym roku Birmę odwiedzi pewnie około miliona turystów, podczas gdy do graniczącej z nią Tajlandii może zawitać nawet 20 razy tyle. Birma jeszcze przez wiele lat pozostanie relatywnie nieodkrytym krajem.

Do których z miejsc w Birmie miałby Pan ochotę zajrzeć, ale to niebezpieczne i niewskazane?

Są pewne miejsca w kraju, które w obiegowej opinii uchodzą za niebezpieczne. Głównie rejony przygraniczne z Tajlandią, Laosem, Bangladeszem i Indiami, a także daleka północ kraju. Do większości z nich wymagane jest jednak pozwolenie, a jego wydanie zależy od dobrego humoru rządu. Chciałbym odwiedzić wszystkie te miejsca, gdzie zorganizowana turystyka jeszcze nie dotarła, ale obawiam się, że mój szef nie poprze tego pomysłu w najbliższych miesiącach.

Odwiedzenie czego zatem Pan poleca?

Przy pierwszej wizycie w Birmie najlepiej odwiedzić tak zwaną "dużą czwórkę", czyli Rangun z olśniewającą pagodą Szwedagon, Mandalay, czyli kulturową stolicę Birmy wraz z przyległościami, Bagan będące domem dla ponad 2 000 świątyń o kilkusetletniej historii, a także jezioro Inle, gdzie możemy zobaczyć między innymi rybaków wiosłujących nogami. Taką podróż zakończyłbym relaksem na ładnej plaży Ngapali lub dzikiej wyspie Macleod, gdzie obecnie znajduje się jedyny hotel w archipelagu Mergui. Wyżej wymienione miejsca powoli zapełniają się turystami w wysokim sezonie trwającym od października do kwietnia. Aby uniknąć tłoku, polecam wizytę między majem a wrześniem. W Rangunie może trochę popadać, ale reszta kraju z wyjątkiem plaż jest sucha i słoneczna. Plaże są zamknięte z uwagi na dość silny monsun w regionie.

Tym, którzy dostają wstrząsów na widok innych turystów polecam okolice Putao, w birmańskiej części Himalajów, północny stan Szan (okolice Hsipaw, Lashio) i cały Złoty Trójkąt, zwłaszcza w okolicach Keng Tung, gdzie można zobaczyć między innymi wioski animistów.

Tworzymy portal finansowy. Podjąłby się Pan próby skalkulowania koszu podróży do Birmy, uwzględniając posiadaną wiedzę o tym, jak, czym i którędy najtaniej?

Czegokolwiek bym nie powiedział, jutro moja wypowiedź może być nieaktualna, bo sytuacja w birmańskiej turystyce jest bardzo dynamiczna. Do Rangunu i z powrotem można polecieć za 2-3 tysiące złotych. Cena za noc w hotelu wynosi średnio od 80 do 1 000 złotych za dobę. Warto jednak zaznaczyć, że hotel w granicach 80 złotych może okazać się podłą norą, a ten za 1 000 złotych w dowolnym innym kraju w regionie kosztowałby najwyżej połowę tego. Birmańskie standardy mają jeszcze trochę do nadgonienia.

Na ulicy można zjeść posiłek już za 3 złote. W lokalnej restauracji zjemy za 10-20 złotych, a kolacja w turystycznej restauracji będzie nas kosztować 60-100 złotych. W Birmie najłatwiej i najszybciej podróżuje się samolotem, choć koszta mogą być relatywnie wysokie (często minimum 400 złotych w jedną stronę). Autobusy z miasta do miasta kosztują mniej niż 50 złotych, a sypialny pociąg z Yangon do Mandalay to wydatek rzędu 150 złotych. Koszt wakacji w Birmie zależał więc będzie głównie od standardu, w jakim chcemy podróżować.

Rozmawiała Malwina Wrotniak, Bankier.pl

* Życie na Dalekim Wschodzie Marek Lenarcik relacjonuje także na blogach www.zyciewtropikach.com i www.lifeinburma.wordpress.com. Więcej informacji o książce "Tajski epizod z dreszczykiem" na www.tajskiepizod.pl.

Ceny w Birmie*

Waluta: kyat (czyt. dżat) 1 USD = 850-900 kyatów

1l mleka to koszt: 1500 kyatów (mleko nie jest popularnym produktem i jest sprowadzane z okolicznych krajów; za 1500 kyatów można też zjeść lunch w lokalnej restauracji.

1l benzyny: sprzedawane w galonach w cenie 3500-4000 kyatów za galon

3-pokojowe mieszkanie średniej klasy: 80 000 USD

Inaczej niż w Polsce, odpłatne są: edukacja, służba zdrowia

Zdecydowanie tańsze niż w Polsce są:

żywność, energia elektryczna, koszt połączeń telefonicznych

* Na pytania odpowiada Marek Lenarcik, bohaterk Tam mieszkam: Birma

Źródło:
Kasa Stefczyka opublikowała dane finansowe za pierwsze półrocze 2014
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 ~MArzena

Przeczytałam ten artykuł i oczom nie wierzę. Może posłużę się słowami autorki tekstu i powiem- jak za przeproszeniem- można zrobić taki gniot? Czy Pani wie, co to jest porządny research? czy Pani przeczytała cokolwiek o Birmie? Czy Pani uczyła się czegokolwiek o poprawności politycznej? zna Pani jakieś bardziej wysublimowane słowa, niż "chory" ? Czy nie jest Pani wstyd pisać, że Birma to chory kraj? Była tam PAni? ile książek PAni przeczytała na temat Birmy? jaka jest Pani wiedza na temat sytuacji politycznej? Myślę, że istnieją bardziej trafne określenia i przystające do artykułu i zacięcia dziennikarskiego. Co miałoby niby określenie- za przeproszeniem, birmański- oznaczać? Czy Pani uważa, że ten język jest gorszy? Zdaje sobie Pani z pejoratywnego i dyskryminującego wydźwięku, jaki przebija z Pani tekstu?A Pani, za przeproszeniem, posługuje się polskim? nie angielskim? a to dziwne...Dlaczego? nie lepszy byłby angielski? wtedy każdy obcokrajowiec by Panią zrozumiał. A tak, kicha, prawda? No chyba trzeba by było przewidzieć, że ktoś przyjedzie, będzie chciał na naszym biednym polskim gruncie się dorobić i jak to, po polsku ma z nami rozmawiać? no to się nie godzi. Ludzie, którzy tak, jak Pani, przedstawiają Birmę w świetle zacofanego kraju, podatnego pod podwaliny wielkich biznesów jakże wykształconych anglojęzycznych Europejczyków robią wielką krzywdę Birmańczykom. Rozumiem, że artykuł nie miał opowiadać o tym, że Birmańczycy są cudowni, życzliwi i ich największą wartością jest brak spaczenia zachodnią cywilizacją, ale pisanie na jakikolwiek temat bez grama wiedzy o czym się pisze jest co najmniej niedopuszczalne. Proszę sobie uświadomić, że Pani publikuje w internecie i czytają to dziesiątki ludzi, którzy w Birmie nigdy nie byli i nie będą i ich wiedza na ten temat ugrzęźnie w PAni artykule. Proszę brać odpowiedzialność za słowa i nie używać epitetów, do których Pani nie ma prawa. Birma otwiera się na świat, potrzebuje turystów, potrzebuje pieniędzy, ale na pewno nie potrzebuje, by świat myślał, że to ciemny lud, posługujący się jakimś tam za przeproszeniem językiem birmańskim, że to chory kraj i najlepiej to tam przyjechać, nażreć się i tanio przespać w jakimś niedomytym hotelu. Wróciłam z Birmy 2 dni temu, spędziłam tam miesiąc i ani razu nie wyłączono prądu, ludzie wiedzą, co to znaczy czystość, w większych miastach znają angielski, ale dumni są z birmańskiego i wie Pani co? Pytają, jak Polacy poradzili sobie z takim sąsiadem jak Niemcy po upadku komunizmu, gdyż oni obawiają się inwazji przedsiębiorców z Chin i Indii. Proszę zatem nie robić z nich ciemnogrodu i przed napisaniem jakiegokolwiek artykułu zadbać o wiedzę merytoryczną, a jeśli nie zamierza PAni jej uzupełniać to radzę pisać niezobowiązujące blogi a nie publikować na tym portalu. Polecam książki i doskonałe reportaże Wojciecha Jagielskiego, które pokazują co to jest prawdziwa praca reporterska i odpowiedzialność za słowo pisane. I nic nie usprawiedliwia Pani tekstu, czy to reportaż, czy to wywiad, bo za przeroszeniem nawet w didaskaliach można kreować rzeczywistość i "chory kraj" to po prostu kraj, w którym problemem jest reżim, a język birmański to po prostu język birmański, a nie za przeproszeniem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~Jola

wróciłam z Birmy prawie cztery tygodnie temu i podpisuję się pod każdym słowem poprzedniego komentarza. "Za przeproszeniem birmański" - brak mi słów!

! Odpowiedz
0 0 ~Joanna

dla turystów z nadmiarem pieniędzy :)

właśnie wróciłam z Birmy,
dobry hotel za 15-20$ bez problemów,
jedzenie również w znośnych, azjatyckich cenach

! Odpowiedz
0 0 ~Khandro

Witam,
Niestety Marek Lenarcik ma rację. Birma była krajem stosunkowo tanim do marca 2012 r. kiedy to drastycznie wzrosły ceny noclegów. Z dnia na dzień cena średniej klasy hotelu w Rangunie wzrosła z 25 na 60$. Od 2011 r. Birma przezywa boom w turystyce - prawdziwy zalew turystów przy stosunkowo skąpej bazie hotelowej - efekt - podwyżka cen.
Dodatkowym problemem jest to, że niektóre (a właściwie większość hoteli) trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem - tak jest np w Ngapali Beach.
I niestety prawdą jest, że Birma stała się obecnie jednym z najdroższych krajów Azji, a do czasów gdy za 10 zł dziennie żyło się w Rangunie jak król można już tylko zatęsknić.
A ile kosztują hotele - można sprawdzić tu http://www.eastwardtravel.pl/hotelyangon.htm

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~Marek Lenarcik

Widzę, że wśród polskich czytelników sami eksperci od Birmy. Ceny, które podajecie były realne jeszcze w 2011 roku, ale już nie teraz. Ja mogę powiedzieć, że mniej więcej czterogwiazdkowy Traders w Rangunie czterokrotnie podwyższył ceny z ok. 80 USD w 2011 roku do 240 USD/doba w 2012 roku przed rządowym ograniczeniem cen hoteli FDI (Foreign Direct Investment) do 150 USD/doba. Panorama Hotel (dwie gwiazdki) w sezonie podniosła ceny z ok. 30 USD/doba na 120 USD. Proszę więc o przykłady czystych, ładnych hoteli za 10-15 USD/doba :-).

Co do cen jedzenia to wyraźnie mówię o jedzeniu na ulicy (stragany) i lokalnych restauracjach (poziom wyżej). Właśnie wróciłem z kolacji - kurczak+ryż+warzywa+piwo w Micky Mouse na rogu University Ave. i Kaba Aye Pagoda Rd. - prawie 20 złotych. Ale co ja tam mogę wiedzieć skoro korporacja wyprała mi mózg?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~zdradawtropikach

Eee, to jeszcze ja może dorzucę swoje trzy grosze. Bo też mam przyjemność mieszkać w tym pięknym kraju. Jak nie jestem u siebie, na wyspie Macleod (superior 142USD za noc, suite 198USD za noc), to pomieszkuję w najbardziej norowatym hotelu w Kawthaung, Kawthaung Motel - 25usd za noc, bez śniadania. Poranne espresso 1000ks - 4pln, skromny lunch (ryz + wodny szpinak) - 2500ks (10pln). Dwa dni temu zamarzył mi się nieco lepszy lunch - cała ryba na parze, plus ryż, plus smażone warzywa - 17,500ks (czyli 65 pln, za dwa dania plus ryż). No a o wyprawie do Le Planteur w Yangonie, gdzie zostawiliśmy za obiad z butleką wina (4osoby) 200usd, to nie będę może wspominał, żeby nie prowokować niepotrzebnie wszystkowiedzących rodaków ;) Ale oczywiście, na ulicy można zjeść smażony ryż za 3pln. A jak ktoś jest na diecie, to i plain rice za 1pln dostanie.
Pozdrawiam!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~foxi odpowiada ~zdradawtropikach

Polskie miernoty i mądrale w akcji:
Kiedyś w Polsce ci co mysleli o sobie , ze kimś są bakali po francusku,
nieco później łacina, nie tak dawno rosyjski był na tapecie.
Teraz miernoty i światowcy-udawacze posługują się angielskim?
Przykłady, tylko z kilku wypowiedzi:
lunch,destynacja, marketing, traders, superior, suite, espresso,lunch,
plain rice.
W telewizji i w radiu to samo ( nie słucham i nie oglądam już tych bzdur ).
Żałosny ludek mieszka nad Wisłą ! Rzygać się chce !
( mieszkam ponownie od kilku lat w PL. 30 lat w świecie...)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~czako1 odpowiada ~foxi

Widzę, że nie rozumiesz, że język się zmienia, żyje i przeistacza. Oto tłumaczenie:

lunch - posiłek między śniadaniem a obiadem. Coś jak drugie śniadanie ale raczej cięższe, często na ciepło. Brak odpowiednika w języku polskim.

destynacja - dawniej: przeznaczenie, cel podróży. Słowo nie występujące jeszcze w słowniku języka polskiego jednak szeroko stosowane oraz dopuszczalne w grach

marketing: za słownikiem PWN: działania mające na celu poznanie potrzeb konsumentów, ustalenie wielkości produkcji oraz metod dystrybucji, sprzedaży i reklamy towarów

superior - słowo angielskiego oznaczające coś lepszego, wyższej klasy. Tu zapewne nazwa własna luksusowej kategorii pokoju hotelowego. Superior Suite: W tłumaczeniu dosłownym : lepszy apartament

espresso - za słownikiem PWN: mocna czarna kawa włoska z ekspresu

plain rice : to jedyne słowo w twoim zestawieniu, które znajduje dobry odpowiednik w języku polskim : ryż, sam ryż, ryż bez dodatków.

Polecam słowniki, translatory i dobry kurs językowy - będziesz lepiej rozumiał to co czytasz. Swoją drogą szkoda, że przez 30 lat w świecie nie podchwyciłeś kilku międzynarodowych słówek. Przydaję się.



Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~Krzysiek odpowiada ~zdradawtropikach

Dnia 2012-09-19 o godz. 07:21 ~zdradawtropikach napisał(a):
> Eee, to jeszcze ja może dorzucę swoje trzy grosze. Bo też
> mam przyjemność mieszkać w tym pięknym kraju. Jak nie
> jestem u siebie, na wyspie Macleod (superior 142USD za noc,
> suite 198USD za noc), to pomieszkuję w najbardziej
> norowatym hotelu w Kawthaung, Kawthaung Motel - 25usd za
> noc, bez śniadania. Poranne espresso 1000ks - 4pln, skromny
> lunch (ryz + wodny szpinak) - 2500ks (10pln). Dwa dni temu
> zamarzył mi się nieco lepszy lunch - cała ryba na parze,
> plus ryż, plus smażone warzywa - 17,500ks (czyli 65 pln, za
> dwa dania plus ryż). No a o wyprawie do Le Planteur w
> Yangonie, gdzie zostawiliśmy za obiad z butleką wina
> (4osoby) 200usd, to nie będę może wspominał, żeby nie
> prowokować niepotrzebnie wszystkowiedzących rodaków ;) Ale
> oczywiście, na ulicy można zjeść smażony ryż za 3pln. A jak
> ktoś jest na diecie, to i plain rice za 1pln dostanie.
> Pozdrawiam!
Mieszkam również w kraju azjatyckim. Wiesz i powiem to tak. W każdym kraju żyją ludzie mniej i bardziej rozgarnięci, zobrazuję to na przykładzie - wynajmuję mały domek, standard europejski, warunki hotelowe, tv, klimatyzacja, ciepła woda, internet i płacę za to 150$ miesięcznie, natomiast moja znajoma mieszkająca 10 km ode mnie wynajmuje norę tylko z łóżkiem, obskurną łazienką bez ciepłej wody, bez klimy i płaci 200$ więc jak widzisz każdy radzi sobie jak potrafi, jeden lepiej, drugi gorzej. Kiedy gdzieś wyjeżdżam, zawsze pytam ludzi o wszystko i zawsze słyszę różne odpowiedzi, ale jeszcze nigdy nie słyszałem żeby Birma z jakichś tajemniczych powodów miała być najdroższym państwem azjatyckim i jeśli jakiś koleś myśli, że będzie wciskał te bzdury innym, tym bardziej rozgarniętym, to jest w błędzie, ale z tymi mniej rozgarniętymi może mu się uda.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~Marek Lenarcik odpowiada ~Krzysiek

Krzysztofie,

Birma w tej chwili obiektywnie jest drugim najdroższym krajem w Azji Południowo-Wschodniej po Singapurze. Powody nie są takie tajemnicze, jak mogłoby się wydawać. Otwórz Myanmar Times, albo mojego bloga: www.zyciewtropikach.com, wejdź do kategorii Birma i dowiesz się dlaczego tak jest. Albo wpadnij, a potem pokaż mi rachunek z hotelu za 10 USD to zwrócę ci honor.

Pozdrawiam,
Marek

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz